O kłeckich dębach
Dodane przez admin dnia Maj 15 2015 22:00:00
Działo się w dawnych czasach, gdy panem tych ziem był pogański książę Siemomysł, syn Lestka, władca potężny. Nocy pewnej we śnie ukazała się księciu świetlista postać oznajmiając: „Jeden jest Bóg i chwała wielka imieniu Jego. Przychodzę do Ciebie książę, bo Pan Zastępów mój, a wkrótce i potomków Twoich, wybrał Ciebie na założyciela wielkiego kraju, zanim to jednak nastąpi znaleźć musisz w swojej krainie biały dąb, który póki żyć będzie, póki trwać będzie potęga Twoja i Twoich potomnych”.
Treść rozszerzona
Następnego dnia Siemomysł kazał rozesłać po okolicy wici i w drogę wysłał swoich najtęższych w umyśle i boju wojów szlachetnej sposobności, aby w całej krainie szukali białego dębu. Nie minęło dni kilka jak jeden z dworzan księcia doniósł mu o nienaturalnej piękności białym dębie rosnącym w puszczy za grodem kłeckim. Siemomysł kazał wyciąć wszystkie drzewa wokół białego dębu, aby rosło w pełnym słońcu, a drewno z powalonych pni kazał rozdać biednym na budowę domostw. Jeszcze w średniowieczu, jak głoszą podania, rósł ów biały dąb i nawet kłecki pleban imieniem Świętosław chciał ściąć go, bo czasy pogańskie ludowi przypominał a i miasto Kłecko rozrastać się poczęło, lecz i jemu we śnie ukazała się świetlista postać: „Jam Sługą Pana Najwyższego, nie niszcz bożego dzieła, lepiej byś Świętemu Duchowi Dom wzniósł, a ludziom na ciele zaradził”. To słysząc kłecki pleban, choć ubogi i z mieszczańskiego stanu, majętność swą całą był sprzedał i kościół drewniany Świętego Ducha oraz przykościelny szpital dla ubogich, staraniem mieszczaństwa i magistratu wystawił.

Białego dębu nie ruszył, i tak rosło to szlachetne drzewo wieku dożywszy tysiąca, aż Szwedzi źli i okrutni, po bitwie kłeckiej w 1656 wdarli się w place i rynki miasta i wniwecz, perz i pożogę obracając wszystko, a znając starą legendę również starym konarom białego dębu nie przepuścili podkładając weń ogień niszczący. Ale i wtedy Bóg Polaków nie opuścił czyniąc cud nowy.

Słuchajcie zatem opowieści nowej:
Roku Pańskiego 1656, gdy starostami kłeckimi byli świeżo co rezydujący Niemojewscy, dumni a dziarscy dobrodzieje miasta, potęga Szwedów miażdżyła Rzeczpospolitą dobrą. W bitwie, która na początku maja stoczyć się pod Kłeckiem miała jednym z generałów był niejaki żołnierz imieniem Jan, gorącego temperamentu młodziak, choć już dojrzały to jednak porywczy i krewki. Powiadają, że polskiemu królowi służbę odmówił i przysięgę na cześć i wierność ojczyźnie złamał na rzecz Szwedów, ale tknięty w sumieniu zrehabilitować swój ród chciał i do łask Najjaśniejszej powrócił nauczywszy się u wroga wojennej taktyki. Jan jednak, mając pod komendą swych ludzi, pospiesznie, wbrew hetmańskiemu nakazowi oczekiwania na wroga, przed szereg wyskoczył chcąc może zwycięstwo w bitwie sobie przypisać, co jednak skutkiem śmiertelnym dla wielu znamienitych Polaków i losów bitwy okazać się miało. Żołnierz ów przyrzekł sobie, że nigdy ponad honor i umiejętności rozumu innych występować samemu nie będzie słuchając się rad roztropniejszych. Nie wiadomo dlaczego po przegranej bitwie wrócił na chwilę do Kłecka, gdy te jeszcze ciepłe od ognia żarzyć się kończyło, w tym stary ratusz, sąd, kamienice i kramy obrócone w nicość. Powiadają, że żołnierz Jan dobrym był człowiekiem, lecz charakteru powściągnąć nie umiał i wielka żałość nad losem miasta i kraju spać mu nie dawała, stąd widząc powalone, prastare drzewo sam w asyście ludzi ze swej kompanii wsadził nowy dąb w tym samym miejscu i nadał mu imię „Zawisza”, który pieczętował się herbem Sulima, a gniazdem rodowym wszystkich Sulimów jak wiadomo wszem jest Sulin pod Kłeckiem. Żołnierz Jan okazał się wielkim człowiekiem, został później królem i przeszedł do historii świata jako Jan III Sobieski, pogromca niewiernych. A dąb z jego nadania po dziś dzień rośnie w Kłecku i póki żyć będzie, póty trwać będzie potęga Polski.

Jeszcze inna legenda wspomina, że dąb Sobieskiego zniszczyli Prusacy pod koniec XVIII wieku i obecnie rosnące drzewo zasadził ostatni ze starostów kłeckich „na dawną bohatyrów pamiątkę” Antoni Mierosławski herbu Leszczyc I (urodził się ok 1743, zmarł po 1798) dzierżący oprócz starostwa kłeckiego wiele urzędów, m.in. był chorążym kruszwickim od 1765, sędzią deputatem na Trybunał Koronny w 1767, sędzią ziemskim inowrocławskim w 1770, kawalerem orderu Św. Stanisława (1784), mianowany został także podkomorzym inowrocławskim w 1788.

Ostatni starosta kłecki z drugiego małżeństwa miał syna, sławnego Adama Kaspera Mierosławskiego (ur. 1785, zm.1837) pułkownika powstania listopadowego, podpułkownika wojsk napoleońskich, oficera wojska Księstwa Warszawskiego, adiutanta gen. Davutona, kawalera orderu Virtuti Militari, kawalera krzyża Legii Honorowej, odznaczonego najwyższym tytułem Kawalera Cesarstwa Francuskiego. Według ostrożnych szacunków obecnie rosnący dąb „Zawisza” przy ulicy Gnieźnieńskiej został wsadzony około 1786 roku i jest obecnie najstarszym rosnącym pomnikiem przyrody na terenie miasta.

Dawid Jung