Pamięć i polityka historyczna
Dodane przez admin dnia Maj 14 2015 22:00:00
Klasztor Ojców Franciszkanów w Gnieźnie był dziś miejscem kolejnego spotkanie z cyklu „Dziedziniec historii – spotkania w starym klasztorze” realizowanego w ramach projektu „Miasto Trzech Kultur”. Wykład zatytułowany „Jak Polacy pamiętają II wojnę światową” wygłosił dr hab. Bartosz Korzeniewski. W swoim referacie skupił się on przede wszystkim na tym, jak zmieniała się pamięć historyczna w okresie PRL i po roku 1989.
Treść rozszerzona
Dr hab. Bartosz Korzeniewski jest adiunktem w Zakładzie Studiów Europejskich i Krytyki Kulturowej Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu. W zakresie jego zainteresowań badawczych są pamięć zbiorowa, polityka historyczna w Polsce i w Niemczech oraz rozliczenia z przeszłością w państwach posttotalitarnych. Jest m.in. autorem publikacji „Transformacja pamięci. Przewartościowania w pamięci przeszłości a wybrane aspekty funkcjonowania dyskursu publicznego o przeszłości w Polsce po 1989 roku”.

Uzasadniając podjęcie tematu pamięci o II wojnie światowej w ramach wykładów odbywających się cyklicznie w klasztorze oo. Franciszkanów, Krzysztof Zalaszewski, inicjator tych spotkań, podkreślił, że franciszkanie prowadzą wiele działań zmierzających m.in. do budowania porozumienia pomiędzy Polakami i Niemcami, czy działań o charakterze ekumenicznym. Służy temu działalność gdańskiego Domu Pojednania i Spotkań im. św. Maksymiliana Kolbe. Odbywają się tam m.in. wymiany młodzieżowe, szkolenia, seminaria i inne działania z zakresu edukacji obywatelskiej, czy dialogu międzykulturowego i międzyreligijnego. – Gdańscy franciszkanie prowadzą m.in. taki projekt, jak pedagogika miejsc pamięci. Budowanie pamięci historycznej na podstawie odwiedzania miejsc jest bardzo ważne. Wydaje mi się, że i w Gnieźnie można byłoby o czymś takim pomyśleć. Takie inicjatywy są cenne. Myślę, że to miejsce, ten klasztor również nadaje się do tego, by o tym mówić – mówi Krzysztof Zalaszewski.

Rozpoczynając swój wykład dr hab. Bartosz Korzeniewski zaznaczył, że pamięć o II wojnie światowej stanowi do dziś ważny punkt odniesienie, będąc istotnym elementem budowania tożsamości narodowej. – Pamięć stanowi budulec dla budowania tożsamości zbiorowej, czy narodowej. To, jakie postaci i wydarzenia są ważne, są przedmiotem dumy, a jakie są uważane za przedmiot wstydu, bardzo wiele mówi o tym, jacy jesteśmy – twierdzi dr hab. Bartosz Korzeniewski. Zaznaczył, że każdy naród pamięta inaczej, co tyczy się również II wojny światowej. Stąd wielu Niemców może nie kojarzyć daty 1 września 1939 roku jako dnia rozpoczęcia wojny. Dla nich bardziej symboliczna będzie na przykład data 22 czerwca 1941, a więc moment ataku II Rzeszy na Związek Radziecki.

– Dzieje pamięci o wojnie w PRL są nierozerwalnie złączone z wykorzystywaniem tego tematu przez władzę w celach instrumentalnych, w celach politycznych. Na bazie autentycznej traumy wojennej, komuniści, którzy zagarnęli władzę z nadania Związku Radzieckiego po wojnie próbowali zbudować taki system, w którym rysowała się szansa na zdobycie poparcia społeczeństwa. Stosunek do II wojny światowej to była w zasadzie jedyna płaszczyzna, na której nowa władza mogła liczyć na zbudowanie jakiejś formy porozumienia ze społeczeństwem – mówi dr hab. Bartosz Korzeniewski.

II wojna światowa stała się podstawą tworzenia ideologii zwycięstwa odniesionego przez polskich żołnierzy ramię w ramię z czerwonoarmistami. Służyć propagowaniu tej ideologii miały m.in. zmiany w kalendarzu świąt państwowych i wpisanie do niego m.in. daty 9 maja jako Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności, przy jednoczesnym wykreśleniu takich dat, jak 3 maja, czy 11 listopada. Szerzeniu mitu o polsko-radzieckim braterstwie broni służyły pomniki ku czci armii czerwonej, w wielu miejscach stojące do dziś i wciąż budzące wiele kontrowersji. Wysokie wartości narodowej tradycji wykorzystywano do fałszowania historii. Kampanię wrześniową starano się przedstawić jako dowód na to, że II Rzeczpospolita okazała się być niezdolna do samodzielnego bytu i skazana na upadek. Zbrodnia w Katyniu została wykluczona z pamięci. Wobec takich wydarzeń, jak powstanie warszawskie, czy walki Armii Krajowej zastosowano strategie intensywnego fałszowania historii.

– Najmniej o wojnie mówiło się w latach stalinowskich. 1956 rok stanowi bardzo ważną, przełomową datę graniczną dla polityki historycznej komunistów. Odwilż polityczna, jaka nastąpiła po powstaniu robotniczym w czerwcu 1956 roku w Poznaniu oraz po zmianach na szczytach władzy w październiku tamtego roku i objęciu władzy przez Władysława Gomułkę pociągnęła za sobą znaczące korekty w treściach propagowanych w ramach polityki historycznej – mówi dr hab. Bartosz Korzeniewski. Nastąpiło stopniowe włączanie niektórych wydarzeń, po ich odpowiedniej interpretacji, do oficjalnego kanonu pamięci. – Zadanie, jakie stanęło przed rządzącymi nie było łatwe. Polegało na próbie przybliżenia do siebie oficjalnej tradycji z tradycją żywą, funkcjonującą w pamięci rodzinnej, funkcjonującą w społeczeństwie. Wymagało to skonstruowania takiej tradycji, która odwoływałaby się do uznanych społecznie symboli, ale przy nasyceniu ich taką treścią, która nie byłaby sprzeczna z ogólną linią interpretacji wojny stosowaną już wcześniej – mówiłdr hab. B. Korzeniewski. Cel ten osiągnięto przy zastosowaniu kryterium oddzielającego rządzących dowódców od zwykłych obywateli, żołnierzy. – Bohaterstwo i ofiarność żołnierzy i ludności cywilnej pochwalano, natomiast decyzje polityczne rządu londyńskiego i dowództwa AK potępiano – mówi prelegent.

Pamięć wojny była szczególnie wykorzystywana przez władze w latach sześćdziesiątych. Stała się wówczas szczególnie obecna w kulturze masowej, przede wszystkim w kinie, czy telewizji. Zaledwie jednym z przykładów może być tutaj serial „Czterej pancerni i pies”. – Mimo propagandy Polacy przywiązani byli do swojego obrazu wojny, który bazował na wspomnieniach biograficznych oraz opowiadaniach o wojnie przekazywanych w ramach pamięci rodzinnej w ustnych relacjach. W tej pamięci nieoficjalnej Polacy kultywowali pamięć o wydarzeniach, o których nie wolno było mówić – mówi dr hab. Bartosz Korzeniewski. – W jednym ta pamięć potoczna o wojnie była zbieżna z obrazem, jaki propagowały władze, mianowicie w poczuciu, że Polacy byli ofiarami II wojny światowej – dodał.

Po 1989 roku nastąpiła zmiana polityki historycznej. Zrewidowano mit zwycięstwa związany z datą zakończenia II wojny światowej. Zmieniła się też oficjalna wykładnia daty zakończenia wojny. Uznano, że nie można jej traktować jako zwycięstwa Polski i powodu do radości, ponieważ wiązała się z ponownym zniewoleniem przez Związek Radzieckim. Zaczęto stawiać nowe pomniki, tym razem poświęcone wydarzeniom wcześniej z pamięci historycznej wypieranych. Zaczęto niejako wypełniać „białe plamy” historii. Żywa stała się pamięć o powstaniu warszawskim. Temu służyła m.in. polityka historyczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego i powołanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Następuje odejście od pokazywania wojny jako wydarzenia wyłącznie militarnego, a pamięć o wojnie coraz bardziej personalizuje się i odnosi do osobistych doświadczeń osób, które wojnę przeżyły lub ich potomków. Podejmowane są działania na rzecz wydobycia ofiar wojny z niepamięci, z anonimowości. To m.in. powoduje, że II wojna światowa wciąż jest żywym, budzącym zainteresowanie emocje tematem.

Małgorzata Michałowska