Między Bogiem, królem a uciechą
Dodane przez admin dnia Kwiecień 07 2015 20:00:00
W młodości posiadał opinię bawidamka i hulaki nie stroniącego od kobiecego uroku, zakrapianych biesiad, muzyki i tańców. Los przeznaczył mu Gniezno, w którym otrzymał infułę prymasowską, szacunek mieszczan, a po śmierci laudację w marmurze. Jako poeta mistrzowsko poskromił XVIII-wieczną polszczyznę i w czasach przełomów, upadku Rzeczpospolitej, przygotował grunt pod nadchodzące dykcje, percepcje, nazywano go nawet „twórcą nowych pokoleń”. Pozostanie nieprzeciętnym intelektualistą i twórcą wybitnej ironii, będącej mieszanką finezji i złośliwości. Często, przez swój prześmiewczy stosunek do kołtuństwa i źle pojętego konserwatyzmu, był atakowany przez środowiska niechętne społecznym reformom. W tym roku mija 280. rocznica urodzin Ignacego Krasickiego.
Treść rozszerzona
Krasicki stanowiskiem jakie zajął w dziejach literatury polskiej, należy do dziejów powszechnych całej Europy, całej ludzkości. (…) Dlatego jak Dante, jak Kalderon, jak Szekspir wspominani są w dziejach Europy, wspomniany tam będzie i Krasicki. Do niego się skupia cała literatura polska XVIII stulecia, jak w XVI miała Kochanowskiego swoim ogniskiem. Wszystkie sławy, wszystkie znakomitości piśmienne swego czasu, sławą swoją zaćmił Krasicki.

Od czasu opublikowania powyższej wypowiedzi Juliana Bartoszewicza w 1856 r. minęło ponad sto pięćdziesiąt lat, i chociaż wszystko, co napisał o Krasickim Bartoszewicz jest prawdą, twórczość poety w czasach Europy redefiniującej „jedność” i „wolność” wciąż pozostaje nieodkryta. A jej miejsce rzeczywiście jest obok Dantego i Szekspira, i pomimo ukazywania się licznych przekładów w XIX w. na języki obce, w XX w. Krasicki został przemilczany, jakbyśmy nie chcieli rozpamiętywać wieku naszej największej porażki, wymazania kraju z map Europy. Gniezno zatem, w którym Krasicki rezydował jako prymas i gdzie znajduje się jego grób, jak żadne inne miasto w Polsce musi przyjąć szczególną odpowiedzialność za kultywowanie pamięci o poecie, musi przypominać kolejnym pokoleniom ten nieprzeciętny talent literacki, wznawiać dzieła, organizować konferencje naukowe, sprawić, by Krasicki stał się ponownie chętnie czytany i komentowany.

A biografia poety intryguje barwnością i rozbieżnością opinii. Według rodzinnej legendy już w wieku siedmiu lat Ignaś układał dla matki wiersze. Początkowo pobierał naukę w jezuickiej szkole we Lwowie. W wieku 16. lat młody wielbiciel Klio, piszący grafomańskie panegiryki dla przełożonych, stracił ojca, który w 1751 r. skończyłby zaledwie 46. rok życia. W tym samym roku spotkała Krasickiego kolejna tragedia, zmarł jego protektor i krewny, biskup Kunicki, który na szczęście tuż przed śmiercią zdążył przygotować, już wtedy wyśmienitemu mówcy, podróż do Rzymu na dalsze studia.

Rzym zainspirował Krasickiego do wytężonej pracy umysłowej i czytania klasyków w oryginale, wiele godzin spędzał na rozmyślaniu podczas przechadzek po Forum Romanum. Wrócił do Polski pod koniec panowania króla Augusta III.

Nie mając jeszcze święceń kapłańskich został kanonikiem kijowskim i przemyskim. Już wtedy jego roczne dochody z prebend i dóbr rodzinnych szacowano na około 30.000 zł.

W okresie bezkrólewia po Auguście III Krasicki przeniósł się do Warszawy, gdzie brylował podczas stołecznych bankietów i przyjęć wyrabiając sobie opinię człowieka o ciętym humorze i wielkiej erudycji. W stolicy zaprzyjaźnił się wkrótce z młodym stolnikiem litewskim, Augustem Poniatowskim.

Po objęciu przez Poniatowskiego królewskiego tronu, Krasicki zyskał najpotężniejszego w Rzeczpospolitej mecenasa, otrzymując w 1764 r. tytuł kustosza lwowskiego i deputat do trybunału małopolskiego.

Od 1766 r. związał się z redakcją warszawskiego Monitora, którego jednym z założycieli był Jan Chrzciciel Albertrandi (1731-1808), od 1779 r. kanonik gnieźnieński, pierwszy tłumacz „Przygód Robinsona Crusoe” Defoe.

Krasicki w wieku zaledwie 40. lat pełnił już urząd senatora Rzeczpospolitej, z rocznym dochodem przekraczającym 400.000 zł, posiadał rozległe włości i władzę biskupią.

Poetę postrzegano w „pewnej koteryi świata stołecznego” jako kochliwego adoratora nie stroniącego od kobiet, dzięki którym błyskawicznie osiągał szczeble kariery państwowej. I choć badacz literatury, wspomniany Julian Bartoszewicz zastrzega, iż jest to pomówienie, sam przytacza ciekawą historyjkę o rycinie, która krążyła po stolicy:
Latał wtedy po Warszawie z rąk do rąk dowcipny rysuneczek (…). Rycina wystawiała Krasickiego w kościele przy ołtarzu, kiedy mszę odprawiał, a w około niego kręciły się posługujące do mszy panny w robrach. Był wtedy biskup warmiński rozkoszą ówczesnego towarzystwa, żył w wielkim świecie, żył więc ze wszystkimi, z książętami i z hrabiami, w gronie mężczyzn i kobiet. Rycina (…) starała się przekonać, że kobietom winien był swoje wyniesienie się Krasicki (…) Być to mogło, że Krasicki lubił towarzystwo kobiece, i że w młodszym wieku hołdował piękności, jak wszyscy ówcześni panicze na francuską modę wychowani (…). Dalej autor cytatu zaręcza, że pisarz w późniejszym okresie ustatkował się, musiałoby to zapewne nastąpić po 2 stycznia 1767 r., kiedy Krasicki oficjalnie na zamku przed królem złożył przysięgę na dostojność senatora. Niemniej jednak jeszcze tego samego miesiąca, jak informowały „Wiadomości Warszawskie”, Krasicki, udzielając ślubu córce generała Eustachego Potockiego, przy tańcach, sutym stole i licznych wiwatach na cześć króla, biskupa, pary młodej oraz rodziców panny młodej i pana młodego, zakończył wesele o trzeciej w nocy, aby, jak donoszono, odwiedzić „zacną niewiastę”.

A skoro jesteśmy już przy niewiastach, obecnie niewiele osób wie, że słowo kobieta funkcjonuje w literaturze polskiej na zupełnie nowych zasadach, dzięki Krasickiemu i Naruszewiczowi, o czym wspomina Joanna Jesionowska:
Uniwersalnym określeniem dorosłej istoty płci żeńskiej, niezależnie od pozycji społecznej, jest >>kobieta<<, występujące we wszystkich badanych źródłach. Jak wiadomo, słowo to było znane już w dobie staropolskiej jako pogardliwe określenie dziewki służebnej wykonującej brudną robotę; do języka literatury pięknej i salonów wprowadzili je jako słowo neutralne Ignacy Krasicki i Adam Naruszewicz.

W odróżnieniu od stylu życia i ostrych motywów erotycznych w poezji innego arcybiskupa gnieźnieńskiego, Andrzeja Krzyckiego, Krasicki dbał o dyskrecję i dobór towarzystwa, które, na uroczystych kolacjach z muzyką, szczodrze częstował winami z własnej kolekcji (nieco zasobów przywiózł z Paryża, głównie szampana, któremu poświęcił nawet wiersz). Oficjalnie Krasicki-biskup był przeciwnikiem pijaństwa, co jednak w niczym nie przeszkadzało Krasickiemu-poecie wychwalać klimatów bachusowych:

Możnaż wino porzucić? powabny to trunek,
Lecz takiego powabu zbyt drogi szacunek;
Niech go piją bogatsi, gustu w nim nie ganię,
Ale gdyśmy ubodzy, pijmy trunki tanie.


W zasadzie, mocno upraszczając, poezja Krasickiego zbudowana jest na walce dwóch motoryk – fasadowego nurtu apollińskiego z nurtem dionizyjskim, mocno zawoalowanym, impulsywnym i prześmiewczym. Stąd pozyskuje witalność specyficzna ironia Krasickiego, ironia często kierowana przez poetę do samego siebie, człowieka pełnego paradoksów i sprzeczności.

Aby jednak zilustrować wizerunek Krasickiego jaki mu towarzyszył w obiegowej opinii społecznej, „odtwórzmy” rozmowę, którą moglibyśmy podsłuchać w warszawskim lub gnieźnieńskim salonie, odpowiedzią będą wyłącznie cytaty z twórczości poety:
- Co sądzi Wasza Eminencja o słabej płci?
- My rządzim światem, a nami kobiety.
- A jakie zapatrywanie ma Eminencja na małżeństwo?
- Chcesz się żenić, winszuję, ale nie zazdroszczę.
- A mężczyzna, może żyć bez namiętności?
- Obiecywać sobie wykorzenienie namiętności – rzecz płocha i nierozumna.

Być może podobny, przerysowany obraz duchownego i senatora w świadomości przeciętnego, osiemnastowiecznego Polaka był powodem do personalnych ataków i ostrej krytyki moralności Krasickiego. Na przykład po obradach sejmu radomskiego zaczęła krążyć po kraju anonimowa komedia, o znamiennym tytule Cnota uciemiężona. Krasicki, przezwany Umizgalskim, został w niej przedstawiony jako nie stroniący od zabaw lekkoduch, tani komplemenciarz, nie dbający o dobro publiczne utracjusz, hołubiący wyłącznie własnej próżności i zachciankom. W podobnym tonie przedstawia Krasickiego anonimowy wierszyk, który zyskał niemałą popularność:

Biskup warmiński, gładysz gładkich sentymentów.
Nie lubi mieć o wiarę trudów i zakrętów.
Czyli w tej, czyli w owej wierze, żyć jest jedno,
Lepiej zawsze w rozkoszy, niż tam kędy biedno.


We wspomnianym 1767 r., 8 maja, Krasicki otrzymał z rąk królewskich kolejny dowód sympatii, tym razem był to Order św. Stanisława. Reprezentując obóz króla, pisarz był świadkiem powolnej degeneracji polskich elit politycznych, które akceptowały nepotyzm (rozdawnictwo urzędów rodzinie i znajomym) oraz Jurgielt, formę korupcji (pensja roczna płacona przez mocarstwa ościenne urzędnikom, np. caryca Katarzyna II opłacała otoczenie Augusta Poniatowskiego, w tym magnatów, którzy później zawiązali konfederację targowicką, co było przyczyną do napaści zbrojnej 100-tysięcznej armii rosyjskiej na Rzeczpospolitą 18 maja 1792 r.).

Zapewne w wyniku szkalujących plotek, lub instynktu politycznego w burzliwych czasach, widząc słabość króla polskiego, w którego moc naprawczą kraju jeszcze tak niedawno wierzył, Krasicki zaczął powoli wycofywać się z życia publicznego już po roku 1768, chcąc więcej uwagi poświęcić własnej twórczości literackiej. Poeta zamieszkał na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i dawał tak zwane „wieczory uczone”, na których bywała ówczesna elita intelektualna, łącznie z królem odwiedzającym Krasickiego prywatnie. Zachowała się ciekawa wzmianka odnoście owych spotkań, podczas których nie koniecznie rozprawiano tylko o literaturze: Czasami gości swoich bawił kartami. Krasicki lubił karty, ale tylko dlatego, że w nich znajdował odpoczynek po pracy, i miłe przepędzenie czasu. Nie zapalał się nigdy do tej zabawy, a chciał dobrem sercem ująć swoich gości. Mało przywiązywał ceny do pieniędzy, a stąd mimo ogromnych dochodów nigdy zastosować się do nich nie potrafił ze swojemi wydatkami. Prowadził prawdziwie książęce życie.

Stwierdzenie, iż podczas hazardu Krasicki „nie zapalał się nigdy do tej zabawy” nie wytrzymuje konfrontacji z informacjami o karcianych długach księcia poetów. W samym tylko Berlinie potrafił podczas jednego dnia przegrać 30.000 zł, co jeszcze kilka lat wcześniej stanowiło jego roczny dochód. Problem był na tyle poważny, że nawet król pruski w lutym 1796 r. przyznał Krasickiemu „rok łaski”, urzędową zgodę na przeznaczenie dochodu z dóbr arcybiskupstwa gnieźnieńskiego w ciągu roku po śmierci Krasickiego na spłatę jego długów.

Podczas owych „wieczorów uczonych” do legendy przeszły również improwizacje Krasickiego głoszone wierszem. Franciszek Morawski (1783-1861) wspomina, jak Krasicki rozmawiał kiedyś z poetą Franciszkiem Dmochowskim (1762-1808). Literaci, zapewne podczas degustacji polskiej kuchni, deliberowali o bieżących bolączkach kraju. Pod koniec spotkania Krasicki żalił się, że nie mamy niczego wielkiego w swojej poezji, czego mogłyby nam pozazdrościć obce literatury, na co oburzony Dmochowski krzyknął, że mamy, i zaczął recytować:

Mały złodziej wart chłosty, lecz ten co kraj zdradza,
Lubo tyle za sobą hańb, sromot sprowadza,
Iż owe sławne sosny z nadbrzeża Pilicy
Jeszcze małe do składu jego szubienicy;
Przecież filut, wisielec, na co patrzyć zgroza,
Nosi wstęgi na szyi, co warte powroza.


Na deklamację Dmochowskiego obruszył się Krasicki twierdząc, że to wiersz Juwenala, a nie Polaka. Po chwili wyjaśnienia towarzystwo wybuchnęło śmiechem, okazało się bowiem, iż był to wczesny utwór Krasickiego. Riposta poety w formie improwizowanego wiersza była natychmiastowa:

Chylącego się wieku zwykłe to przywary,
Wzniosłeś mnie jak poetę, przypomniał, żem stary;
Słabym tylko płomyczkiem dawny ogień pała,
Zerwana już ta strona, co dźwięk ten wydała.
Niegdyś rzeka spieniona, dziś strumyk wąziutki,
Pomruczeć tylko mogę i to na czas krótki.


Obecnie nie wiemy, na ile w tej opowiastce jest koterii samego Krasickiego, o rzekomym zapomnieniu własnego wiersza, a na ile, co równie prawdopodobne, wpływ degustowanych trunków. Niemniej jednak zdolnościami salonowej poezji improwizowanej Krasicki imponuje nawet współcześnie, podobne trzynastozgłoskowce na życzenie przyjaciół i znajomych wygłaszał później na obczyźnie Adam Mickiewicz.

Krasicki, który stworzył najwybitniejsze przykłady epimythionu w polskiej literaturze, dzięki wypracowanemu rygorowi morału oraz puenty, potrafił finezyjnie improwizować poezję w czasie rzeczywistym ze zwykłych przypadków codzienności. Warto poznać inną anegdotę, o polowaniu, na którym domniemany krótkowidz postrzelił pewną kobietę w pupę, co niecnie w poezji wykorzystał Krasicki:

Zaproszony raz został Krasicki na łowy, gdzie w gronie polujących znajdował się i Stecki, kawaler Maltański, znany z nadzwyczajnie krótkiego wzroku. Kiedy więc wszyscy zajmowali swoje stanowiska w kniei, wyznaczono i dla Steckiego jedno, najmniej znaczące, z pewnością, że żaden zwierz na niego wyjść nie może. Lecz jakież było wszystkich zdumienie, gdy wśród powszechnej jeszcze ciszy usłyszano nagle strzał w stronie Steckiego a po nim krzyki przeraźliwe. Pewni, że kawalerowi naszemu zdarzyło się nieszczęście, biegną ku niemu z przestrachem, który wkrótce w najweselszy się śmiech zamienił. Zaledwie bowiem stanął Stecki na swojem miejscu, usłyszał jakiś szelest w krzaku a pewny, że w zwierza uderzy, strzelił i w miejsce trudne do wymienienia, śpiącą, tam babę ugodził. Nagrodzono sowicie babinkę, zaledwie draśniętą, a Krasicki natychmiast następujący improwizował czworowiersz:
Przyzwyczajony do wojny tureckiej
Pięknie się spisał nasz kawaler Stecki;
Jakże w nim widać odwagę maltańską,
Choć sam — uderzył w Portę otomańską.


Musiały to być dla Krasickiego beztroskie czasy, które wkrótce miały skończyć się na zawsze. Gdy po pierwszym rozbiorze Rzeczpospolita utraciła część ziem, w tym Pomorze z Warmią, Krasicki stał się poddanym króla pruskiego, Fryderyka II, który znacznie zmniejszył uposażenie duchownego. Krasicki początkowo niechętnie gościł na dworze króla pruskiego, poeta nawet zadrwił publicznie z Fryderyka II, gdy ten żartując poprosił biskupa, aby przemycił go do nieba pod płaszczem, na co poeta odrzekł: „Wybacz Najjaśniejszy Panie, ale za bardzo kazałeś podciąć ten mój płaszcz biskupi, nie mogę, bo cię zobaczą”. Król pruski za ów dowcip podarował ponoć Krasickiemu 50.000 talarów. Historia zapewne nieco przesadzona, pruski monarcha bowiem słynął z wielkiego skąpstwa, chociaż nie można monarsze odmówić jednej rzeczy – poczucia humoru. Fryderyk II szybko dostrzegł talenty Krasickiego, wpłynął nawet na powstanie wspaniałego dzieła, Monachomachii. Oddając poecie w poczdamskim pałacu pokój Woltera powiedział ponoć: „Ta okoliczność powinna ci pomóc”. I rzeczywiście pomogła, później król wielokrotnie parskał śmiechem czytając utwór wraz z autorem. Być może sam Krasicki przełożył je królowi pruskiemu, wszak był świetnym tłumaczem i znał biegle kilka języków.

Tymczasem król Polski, z resztki ocalałych ziem, które wkrótce podzielić miały los zagrabionych prowincji, słał Krasickiemu bite złote medale z podobizną poety, nadał mu Order Orła Białego, a także przyczynił się do przyznania Krzyża Komandorii Maltańskiej.

Poeta udręczony problemami skonfliktowanej wewnętrznie Rzeczpospolitej, bezsilnością, zawiedziony postawą polskiego króla, zamieszkał w Heilserbergu (Lidzbark Warmiński). Cały wolny czas poświęcał na pisanie, również jego sekretarze nie mieli chwili wytchnienia, nawet na dłuższych popasach koni podczas podróży (głównie do Berlina i Warszawy), dyktował im swoje wiersze wcześniej ułożone w pamięci. Poezja stawała się dla Krasickiego ucieczką i ratunkiem, ocaleniem przed melancholią. Jeszcze w 1775 r., przeczuwając okres przesileń i przełomów, napisał nawiązującą do czasów legendarnych Myszeidos, poemat heroikomiczny, ironiczną opowieść o Polakach, zwaśnionych, bardziej ufającym mitom niż racjonalnym argumentom bieżącej polityki. Krasickiego irytowały ówczesne elity rządzące oraz etatowi pismacy niedbale i powierzchownie szafujący narodową kulturą i historią, z których nie wyciągano właściwej nauki, wniosków, aby, gdy przychodzi trudna próba, móc przeżyć, zachować tożsamość. Mityczne polis Sarmatów, Gniezno i Kruszwica oraz komiczne maski gryzoni, kotów, ludzi, do ostatnich dni polskiej literatury będą srogim memento, śmiechem przez łzy. Paradoksalnie czas początku staje się rzeczywistym czasem końca, lokalnym armagedonem, na który nie zwraca uwagi reszta sytej, rozleniwionej Europy nie czującej żadnej solidarności ze słabszymi. Gnieźnieński król Gryzomir, wódz wojsk mysio-szczurzych, stanie się odtąd nowym symbolem polskiej wojny domowej, która zwracając uwagę sąsiadów, sprowadza także ich oręż i niewolę. Gryzomir to także symboliczny rodzaj zaślepienia, otumanienia, stan, którego doświadczył 6 sierpnia 1831 r. w Londynie Juliusz Słowacki, pisząc w liście do matki: „Wszystko koło mnie mijało jak cienie latarni czarnoksięskiej – podróżowałem dzień i noc jak Gryzomir Krasickiego, i niewiele więcej od niego widziałem”.

Przywołany Słowacki, choć reprezentował już zupełnie inną epokę, rozumiał powagę literackiego nowatorstwa Krasickiego i jego wpływ, którego się nieco obawiał, na najmłodsze pokolenia. Sam zresztą ostrzegał swoją matkę 28 września 1834 r. w liście z Genewy, aby krewniaka, małego Stasia, nie uczono „go tylko czytać na bajkach Krasickiego, ale na starej Biblii Wujka”. W zmienionych okolicznościach politycznych, gdy po nieudanych zrywach powstańczych z dawnej potęgi Rzeczpospolitej został do walki tylko język, poezja znajdowała ujście w mesjanizmie, próbując doszukiwać się sensów głębszych w europejskiej historiozofii. Stąd zapewne u Słowackiego niechęć do Krasickiego. U romantyka, w Balladynie (motyw walki o władzę jak w Myszeidos Krasickiego), jeden z głównych pretendentów do „berła Lachów”, Kirkor, w odróżnieniu od gnieźnieńskiego króla Gryzomira, pełen jest splendoru i glorii, jak w scenie II. aktu V: Pod murami Gniezna wał. Kirkor z dobytym mieczem, ze skrzydłami orlimi na barkach, wchodzi na czele wojska. - Chorągwie rozwinięte - trąby grają. W każdej epoce, od Galla Anonima aż po Stanisława Wyspiańskiego, Gniezno pozostaje jednym z najważniejszych eponimów narodowej kultury i tożsamości.

Krasickiego już za życia doceniano jako poetę. Pierwszy, który dostrzegł i propagował dydaktyczność poezji Krasickiego był jego wieloletni przyjaciel i późniejszy edytor, wspomniany Franciszek Dmochowski. Już w 1788 r. w pieśni drugiej Sztuki rymotwórczej przekonywał:

[…]
Krasicki - czyli na wiek zepsuty narzeka,
Czyli na świat młodego sposobi człowieka,
Czyli graczów szulerskie rzemiosło ohydza,
Czy hańbiące ród ludzki pijaństwo obrzydza,
Czyli chytre wystawia filutów zamiary,
Czy modnej żony kładzie na oczy przywary -
Wysokim doskonałej satyry jest wzorem.
[…]
A ten, w którym się tyle wielkich darów mieści,
Krasicki śliczne zrobił bajki i powieści.
Jeźli więc w bajkach życia chcesz dawać przykłady,
Idź za piękną naturą i stąpaj w tych ślady.


Wyidealizowany obraz Krasickiego powtórzył Dmochowski również w wierszu DO JO. XIĘCIA IMCI. IGNACEGO HRABI KRASICKIEGO ARCYBISKUPA GNIEŹNIEŃSKIEGO, napisanym w Paryżu 15 listopada 1798 r.:

Albiońskiego Barda czułe treny,
Nucone świeżo nadwiślańskiem pieniem,
Święcę ci książę sławackiej kamery:
Racz je łaskawie zaszczycić wejrzeniem.

W tobie czcim wielkość i palmę Poety,
Mitra z wawrzynem twoje zdobi skronie:
Najrzadsze razem połączasz zalety,
Pierwszy w Kościele i na Helikonie.

W twych dziełach Polski pamiątka zostanie,
Wdziękiem ich wnucy będą się poili:
Zginęli Grecy, zginęli Rzymianie,
Lecz żyje wiecznie Homer i Wirgili.


Najwybitniejsze wiersze poświęcone Krasickiemu napisał Stanisław Trembecki (ok. 1739–1812). Warto przytoczyć dłuższe fragmenty z dwóch wierszy Trembeckiego, które w kontekście obecnej sytuacji III Rzeczpospolitej mogą budzić uzasadniony niepokój:

Do Ignacego Krasickiego

Książę! (bo rozum, słuszność, urodzenie zlały
Razem na twą osobę ten tytuł wspaniały)
Powiedz, czy wrodzonego nic piętna nie zetrze?
Czyli miłe jak dawniej ojczyste powietrze?
Czy w obcym będąc, syty łaski pańskiej, kraju,
Przestaje już być w tobie ludzkość we zwyczaju?
Bo co my, cośmy twoimi ziomki przedtem byli,
Żadnej w tobie odmiany teraz nie zoczyli.
Byłeś przedtem rozumny, przyjeżdżasz z rozumem,
Byłeś wzięty z przymiotów, wracasz z ozdób tłumem,
I choć na to przywilej nikomu nie dany,
Jakoś od nas wyjechał, tak wracasz kochany.
[…]
Powiedz jeszcze, po coś się miał do nas przenosić,
Czyli robić na sławę? Miałeś jej tam dosyć.
Zwłaszcza komu, jak tobie, natura łaskawa:
Nie ty gonisz za sławą, lecz za tobą sława.
Kto się z losem rozprzęgnie, a z niecnotą zbraci,
Niechaj na świat pojedzie, a co nabył, straci.
Czy patrzeć, pod jakim ciosem Polska kona?
Stamtąd, książę, przybyłeś, skąd ona strapiona,
I czy w lewą pojedziesz, czy się udasz w prawą,
Wszędzie nań zgotowaną zoczysz zgubę krwawą.
Żądza cudzego wziątku, niedbalstwo o swoje,
Gnuśność, zbytek powszechny, wnętrzne niepokoje,
Brak, gdzie trzeba, słuszności, a podłości przemoc,
Wprawiły ziemię polską w tę okropną niemoc.
Chociaż jej sternik rządem chce przymilić doli,
Ona jednak w bezprawiu żyć i ginąć woli.
Nie masz tu po co jeździć. Lecz przybyłeś pewnie
Stamtąd, gdzie ci nie wolno, tu zapłakać rzewnie,
Abyś króla dobrego, co się dla nas znoił,
Przybyciem swoim miłym żal przykry ukoił.
Ale z czego najbardziej kontenci Polacy,
Żeś przybył na ostatni dzień lipca, Ignacy.
Tu dłużnych twojej sławie odbierasz życzenia
Na ten dzień od twojego wsławiony imienia.
Tu ci król, tu ci możni, tu i słabi pędem
Ślą serca na ofiarę z lat pomyślnych rzędem.
A ja twoją, mój książę, sławą ocucony,
Chcąc w chwalebnie od ciebie grać wiązane strony,
Kiedy mnie ku pochlebstwu Apollo nie puszy,
Siebie i liche wiersze twej polecam duszy;
Bo nucić niskim tonem czyny znakomite
Jest to mieć niewstyd z hańbą na czole wyryte.
Nie mego trzeba lotu, by określić godnie,
Jakeś się na kształt jasnej ukazał pochodnie,
[…]
Jakeś nową ludzkością, bo dawnych nie wspomnę
Pochwał, które cię poślą na czasy potomne,
Ożywił moją słabość, dobył pióra z pleśni.
Na wdzięczność tobą będą brzmiały moje pieśni;
I czyli słońce wznijdzie, czy jutrzenka błyśnie,
Dla ciebie tylko będę oddychał umyśnie
.

Gość w Heilsbergu
[Do Ignacego Krasickiego]


[…]
Twe sądy, równie słuszne dla obojej strony,
Chwalił zwyciężający, chwalił zwyciężony.
Ty, wraz mieszczący w sobie bardzo różne dary,
Szerząc światło rozsądku, nie słabiłeś wiary.
Z ciebie miał kościół polski podporę niezmierną,
Z ciebie senat ozdobę i król radę wierną.
O, jak smutne wspomnienie razi moję tkliwość!
Z polskich nierządów obca korzystała chciwość.
Gdy nasze dzielą dobro sąsiedzkie narody,
Ciebie wzięcie za czwarte rachujemy szkody.

[…]
Sprzyjaj tej, co cię na świat wydała, krainie,
Niechaj rodaków imię twymi dzieły słynie.

Ci z usilnym pragnieniem chwytać sobie życzą
Pienia, w których przeplatasz użytek słodyczą;
Wszak świetniejszym wybraniem dla głowy obsłony
Nad purpurowy kolor przekładasz zielony.
A cnej pisania sztuki z dowcipem i gustem
Tyś pierwsze dał przykłady pod naszym Augustem.
Rządca ten, gdy swe państwa biegłemi obdarzał,
Ciebie umiał wynaleźć, a innych postwarzał.
Gdy zaś twój każdy wyraz wiele zawsze znaczy,
Biedne naśladowniki zostawiasz w rozpaczy.
Próżno się onych pióro z twoim równać sili:
Tysiąc było poetów, a jeden Wirgili.

[…]

Jak ów okręt, któremu nieprzejźrzana szarga
Wszystkie maszty pokruszy i żagle potarga,
W tym razie rozhukanemu morzu na ofiary
Roztropnie, choć najdroższe, wyrzuca ciężary,
A potem z niebezpiecznej wyrwawszy się toni
Innymi swej utraty zyskami dogoni;
Taki i po naszej burzy, po naszej przygodzie
Starajmy się pomyśleć o szkody nadgrodzie.
Nie chciałbym ja krajowych zwyczajów przewrócić:
Jak będziemy szczęśliwsi, będziemy się kłócić,
Ale teraz domowe odłóżcie niesnaski,
Odrzućcie podejźrzane nieprzyjaznych łaski,
A dobra powszechnego tchnąc jedynie duchem
Jednomyślnej przyjaźni wiążcie się łańcuchem.
Oto pora do przykrej ulżenia niedoli,
Kiedy znowu Europa zamięszania woli.
Wrą gniewy, pokój niknie i łączą się mocy,
Zachód grozi Wschodowi, Południe Północy.
Nas, jeśli pamięć krzywdy do zemsty zapali,
Ta przeważy, do której miecz przydamy szali.
Lecz w takowym wybraniu, ażeby nie zbłądzić,
Ostrożną się przystoi przezornością rządzić.
Poradzić się Minerwy sposób jest jedyny,
Którą świat pod imieniem wielbi Katarzyny.
Pocisk ten, który widzim jej ręce przydany,
Drugim końcem zalecza od pierwszego rany.
Te związki przyzwoitsze i pomnieć się godzi,
Iż Rusin z jednych z nami początków pochodzi:
Jedna krew, jeden język, taż natura twarda,
Ta śmiałość nieprzerwana i śmierci pogarda.
Długo nam jędze wspólną sprawiały ślepotę,
Że brodzić w krwi bratniej mieliśmy za cnotę.
On na nas Niemce zwabiał, a my nań Tatary,
On nam brał senatory, a my jego cary.
Gdy własnymi siłami niszczem się niegodnie,
Nazbyt w naszych krainach wzmogli się przychodnie.
Niech w gruzie starych ruin niepamięć zawali
Klęski, któreśmy wzajem i wzięli, i dali!
My odtąd przyjaźń tego utrzymując brata,
Łatwo reszty potędze oprzemy się świata.
Nigdy nam z męstwa straszne nie były Teutony,
Szerzące się przez chytrość, przez kupno i żony.
Z tych jedni nasi byli hołdownicy wczora,
Drugicheśmy spod pogan wydarli topora.
Kiedyśmy przed ich bronią na kolano padli!
Uśpili nas przyjaźnią i śpiących okradli.
Pysznią się dziś, a naród z przyrodzenia mężny
Dla przywary swych rządów zda się niedołężny.
Ułóżcie rząd czynniejszy, to nam siły doda,
Dzień po nocach nastąpi, po słotach pogoda.
[…]

Głos mój słaby ustaje. Książę! wznieś twe tony,
Które naród przychylnie słyszeć wzwyczajony,
Kieruj żywszą namową umysły swobodne,
Zaleć zgodę obradom, a staną się zgodne.
A jeśli trąba Marsa w pole nas wywoła
Krwią, potem i kurzawą zdobić chlubne czoła,
Pójdziem chętnie na trudy, na najsroższe boje,
O miłości ojczyzny nucąc hymny twoje
.

Zaiste, wymagająca to miłość... Z Gnieznem Krasicki związany był od 1795 r., gdy król Fryderyk II polecił go na arcybiskupa. Mieszczanie gnieźnieńscy na swojego księcia poetów musieli czekać aż siedem miesięcy. Hojny Krasicki, być może wynagradzając cierpliwość gnieźnian, podarował kapitule kanoników Pierwszej Stolicy oprawiony w skórę rękopis Długosza, niegdyś własność Andrzeja Lisieckiego.

Zachowała się również epistolografia Krasickiego powstała w Gnieźnie. W jednym z listów ironicznie odpisuje magistratowi krakowskiemu w sprawie zaległych podatków:
Odebrałem od W. M.Panów doniesienie o pałacu prymasowskim w Krakowie, że jest zaległym podatkiem publicznym obciążony, przytem spustoszony i bez wszelkiego zostawiony dozoru. Mam im obligacyą za ich przestrogę, i jużem najprzód jednego z kanoników gnieźnieńskich w katedrze krakowskiej umieszczonego zobligował, aby odtąd nad tym domem trzymał rząd i dozór, aby mi cały jego stan dokładnie opisać kazał, iżbym po zaradzeniu pilniejszym, które mnie obskoczyły potrzebom, mógł też podług okoliczności, miejsca, czasu i publicznych rzeczy obrotu, zaradzić w czasie i o utrzymaniu tego domu w przyzwoitym porządku. Co zaś należy do podatków publicznych, z tych jedne ściągają się do czasów przeszłych, jako z dawna zaległe, drugie do lat odtąd nastąpić mających... Co do tych drugich, możecie być W. M. Panowie pewnymi, że byleście komissarzowi mojemu J.X. kanonikowi Czechowskiemu ich gatunek, prawność i wielkość oznajmili, rzetelnie je na każdy rok wypłacanemi mieć będziecie. Co się zaś ściąga do pierwszych, za poprzednika mojego zaległych, gdy się W. M. Panowie zgłosicie o nie do sukcessorów dziedziczących majątek po nim, pewien jestem, że wam sprawiedliwego zadość uczynienia nie odmówią. W Gnieźnie d 26 8bris 1795. Ignacy Krasicki.

Ignacy Krasicki zmarł w 1801 r. w Berlinie. Staraniem poety i wolnomularza, Juliana Ursyna Niemcewicza (1757-1841), szczątki Krasickiego 16 marca 1829 r. sprowadzono do Gniezna. Dzień później rozpoczęły się uroczystości żałobne w katedrze. Przez ponad sto lat trumna Krasickiego złożona była w zaprojektowanej przez Pompeo Ferrari (ok. 1660-1736) kaplicy Potockiego. Obecnie trumna poety i arcybiskupa gnieźnieńskiego znajduje się w podziemiach katedralnych.

Co zostało po wspaniałej spuściźnie intelektualnej pisarza? Ignacemu Krasickiemu zawdzięczają Polacy przede wszystkim nowożytne zdefiniowanie wolności, której fundamentem są równość i cnota. O ile obecnie w życiu publicznym równość wszystkim obywatelom gwarantuje art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 r., o tyle cnota bywa często traktowana jak staropolski archaizm, nie tylko w znaczeniu językowym, bo czy dzisiaj znalazłby się choć jeden polityk, o którym moglibyśmy bez wahania powiedzieć, że jest cnotliwy (pełen cnót)? Może warto więc przypomnieć choćby fragment z listu Krasickiego „O obowiązkach obywatela”:

Ojczyzna! czcze nazwisko, kto cnoty nie czuje,
Święte, dzielne, gdzie jeszcze poczciwość panuje;
Panuje tam, gdzie szczęścia los publiczny celem:
Największy zaszczyt wolnych być obywatelem.
(…)
Równość duszą wolności, a cnota ją wzbudza,
Rzecz publiczna jej własna, niewolnikom cudza.

Wypada zastanowić się przez moment, gdzie leży współczesna granica między wolnością a zniewoleniem globalizujących się gospodarek i kultur, i czy w naszej codzienności czujemy jeszcze ów „największy zaszczyt wolnych”, którego zdobycie odbyło się za cenę życia tak wielu?

Dawid Jung