O ostatnim kłeckim hejnaliście
Dodane przez admin dnia Marzec 31 2015 10:00:00
Roku Pańskiego 1331 ziemię kłecką łupił ponownie Krzyżak idąc z północy. Część mieszczan uciekła z miasta chroniąc się po polach i leśnych polanach, szukając schronienia wśród kniei, wiedząc jak okrutny jest człowiek zdziczały, udający miłosierdzie, a takowi byli zakonni bracia, których nikt po dziś dzień w mieście i okolicy szanować nie chce, bo kościół drewniany, gród i podgrodzie spalili mordując oraz całość mieszczańskiego dobytku rozkradając.
Treść rozszerzona
W owym nieszczęśliwym dla kłecczan czasie niedawno przybyłym do miasta wikarym był Wojtuś, syn Piotra z Pobiedzisk. Wojtuś miał swoją altarię w kaplicy zamkowej i etat hejnalisty miejskiego, z czego był dumny, bo pragnął na przyszłość uzyskać obywatelstwo Kłecka. Jedynym majątkiem jaki posiadał wikary Wojtuś była trąbka miedziana kupiona od wędrownego Żyda na kłeckim jarmarku. Często na niej grał dla załogi zamkowej, aby rycerze z książęcej służby nie smucili się, szczególnie ci przybyli z dalekich księstw, z najodleglejszych krain. A gdy grał pod zamkiem zbierali się także mieszczanie i kupcy z podgrodzia, bo miedziana trąbka była donośna i słyszano ją na wiele mil.

Ale owego dnia, gdy Krzyżacy zaczęli podkładać ogień wdarłszy się do zamku i w przewadze liczebnej zamordowali dwudziestu sześciu kłeckich rycerzy, wikary Wojtuś wbiegł na basztę zamkową i z wieży zaczął grać na miedzianej trąbce, aby rycerzom i mieszczanom dodać odwagi. Tak długo grał, aż żywcem nie zgorzał i nie zawaliły się mury zamkowe. W ten sposób ocalił wiele osób, bo w całej okolicy wiedziano, że sygnał wojenny z miedzianej trąbki oznacza wroga w mieście.

Odtąd zamkowe wzgórze znane było jako Wygorzały Kierz, co znaczy Zarośnięte Pogorzelisko. Gdy odeszli Krzyżacy zabierając złote naczynia, cenne obrazy i książęce wota dla kłeckiego kościoła, który bezlitośnie po rozkradzeniu i zbezczeszczeniu spalili, kłecczanie w gruzach i zgliszczach zamkowych znaleźli wszystkich zabitych obrońców Kłecka, nie odnaleziono tylko ciała wikarego Wojtusia.

Powiadają dobrzy ludzie, że zapewne Anioły z samą Najświętszą Panienką zabrały chłopca do siebie. Nie brakuje też tych, którzy rozgłaszają, że wikary Wojtuś, gdy podczas Dni Ostatecznych zstąpi Światłość Wielka na Ziemię, wstanie z popiołów i oznajmiać będzie na miedzianej trąbce chwałę Niezwyciężonego Boga, a wraz z nim zmartwychwstaną wszyscy kłeccy rycerze. Do dziś dnia w Kłecku nie ma hejnalisty, bo jeśli prawdę ludzie powiadają głos trąbki z najwyższej wieży mógłby przywołać Zastępy Niebieskie.

Dawid Jung