O cudownej tabakierce
Dodane przez admin dnia Marzec 24 2015 14:00:00
Dawno temu żył w Kłecku chłopiec przezwiskiem Szkot-sierotka. Szkot-sierotka, którego imienia mieszczanie nawet nie byli wstanie poprawnie wymówić, był bardzo biedny, ale pracowity. Zatrudnił się jako czeladnik u najbogatszego kupca kłeckiego marząc, jak każdy na tym świecie, o wielkiej fortunie. Bogaty kupiec był jednak złym człowiekiem, często bił chłopca i przy wszystkich wyszydzał, jednakże Szkot-sierotka nie upadał na duchu codziennie modląc się do świętego Andrzeja, patrona Szkotów, którzy w Kłecku posiadali swoją ulicę.
Treść rozszerzona
W ostatni dzień listopada do sklepu bogatego kupca wszedł wędrowny dziad proszalny z tobołeczkiem, odziany tylko w wór pokutny. Już przy wejściu żebraczyna pozdrowił Pana Boga, właścicieli pobłogosławił, a na koniec poprosił tylko o kęs chleba czerstwego i łyk wody, bo z dalekiej podróży idzie do kłeckiego kościoła, by obmyć twarz w świętej chrzcielnicy. Jednak zły kupiec zniesmaczony widokiem i zapachem proszalnego dziada osobiście staruszka wyrzucił na bruk, aż mu się drewniana laska złamała na pół. Szkot-sierotka, który przyglądał się całej sytuacji, zrozumiał w jednej chwili, że jednak są ludzie, którym ciężej się na tym świecie żyje, więc bez zbędnego namysłu podniósł staruszka z ulicy i wyciągnął zza pazuchy swój kawałek chleba, choć wiedział, że była to jego kolacja i aż do śniadania będzie głodny. Staruszek uśmiechnął się tylko, podziękował i na pożegnanie dał dobremu chłopcu podarunek, mówiąc: - Za to, że masz serce złote, dam Ci małe cudeńko, tę oto drewnianą tabakierkę. Jest niepozorna, ale sprawia, że każdy, kto zażyje z niej tabaki mówi prawdę i tylko prawdę, kłamstwa żadnego aż do zachodu słońca nie powie, bo tabakierka ta zrobiona jest z drewna pochodzącego z wiosła świętego Piotra.

Chłopiec podziękował staruszkowi gdy ten odchodził w siną dal, jednakże nie wziął słów dziadka proszalnego na poważnie sądząc, że na starość pewnie pomieszało mu się w głowie, więc schował tabakierkę pod łózko i szybko o niej zapomniał.

I zdarzyło się razu pewnego nieszczęście. Szkot-sierotka zapatrzył się na piękną córkę bogatego kupca i przez nieuwagę rozsypał woreczek z tabaką na podłogę sklepu. Bogaty kupiec najpierw kijem zbił chłopca, a później w gniewie nakrzyczał, że już do końca życia tę tabakę będzie odpracowywał, bo to najdroższy w mieście towar. Chłopiec posprzątał sklep i tak jak nakazał skąpy kupiec, z powrotem włożył zmiecioną z podłogi tabakę do woreczka. Została mu w dłoni tylko garść tabakowych paprochów, więc włożył je do swojej drewnianej tabakierki. I znowu schował tabakierkę pod łóżku, i znowu szybko o niej zapomniał.

I zdarzyło się razu pewnego kolejne nieszczęście. Do sklepu kupca zawitał kłecki starosta, by kupić najdroższą tabakę. Bogaty kupiec zaczyna lamentować, że już się właśnie skończyła tabaka, że to z winy Szkota-sierotki, który prawie cały towar zmarnował i należy go oddać za to katu. Starosta popatrzył tylko na chłopca i rzekł rozgniewany: - Jeśli za chwilę nie zażyję tabaki, każę cię miejskiemu katu poćwiartować, zrozumiałeś?
- Tak, panie – odpowiedział drżącym głosem chłopiec i pobiegł natychmiast po swoją tabakierkę, z której poczęstował kłeckiego starostę.

Starosta skosztował tabaki i zaczyna z zachwytu prawie śpiewać: - Chłopcze, to najwspanialsza tabaka, jaką w życiu zażywałem, słowo honoru, mości panku! Bo ja tak naprawdę, mości panku, nie lubię tabaki, wręcz nie znoszę, mości panku, biorę ją, bo inaczej nie miałbym w Kłecku, mości panku, poważania. Zresztą, chłopcze, mości panku, gdyby wszyscy dowiedzieli się, że ich okradam z podatków a królowi płacę grosze, to dopiero byłaby, mości panku, sprawa dla kata!

I cały zaczerwienił się starosta zakrywając dłońmi usta, bo powiedział pierwszy chyba raz w życiu prawdę, więc czym prędzej czmychnął ze sklepu uciekając do swojego dworu. Zdziwił się bogaty kupiec i jego piękna córka, a wtedy Szkot-sierotka przypomniał sobie słowa staruszka o cudownej tabakierce. Jeszcze tej samej nocy chłopiec postanowił uciec z Kłecka zabierając swój skarb.

Mijały lata. Bogaty kupiec stał się jeszcze bogatszy, piękna córka kupca stała się jeszcze piękniejsza. I zdarzyło się razu pewnego kolejne nieszczęście. Do miasta zawitał najsurowszy sędzia w królestwie, którego wszyscy się bali, bo zawsze potrafił dociec prawdy. Sędzia królewskiego trybunału kazał zwołać wszystkich mieszczan na rynku i przemówił: - Nie poznajecie mnie, kłecczanie, a byłem przez wiele lat jednym z was. Teraz, w tym stroju ze złota i królewską pieczęcią sprawiedliwości nie dostrzegacie we mnie chłopca, którego zwaliście Szkot-sierotka. Przybyłem zatem osądzić krzywdy moje, które przed laty mi wyrządziliście. Kto był dobry, temu dobrem odpłacę, kto zły, temu sprezentuję miecz na kark.

Wielkie poruszenie wśród mieszczan, dygotać ze strachu zaczyna bogaty kupiec i starosta. Padają więc nieszczęśnicy do kolan sędziego prosząc o litość, ten jednak im odpowiada: - Kupcze, nie pamiętasz jak codziennie twój kij lądował na moim grzbiecie? Jak codziennie przemywałem swoje sińce zimną wodą? Jak okradałeś mnie z moich uczciwie zarobionych pieniędzy? Jak skąpiłeś jadła i obciążałeś pracą ponad siły? Jak katu chciałeś mnie oddać za garść tabaki? A ty, starosto, nie pamiętasz jak także chciałeś oddać mnie katu na poćwiartowanie za tę samą garść tabaki? Jak okradałeś mieszczan z podatków i jakie grosze oddawałeś królowi? Teraz bratki nastała chwila prawdy, sprawiedliwość jednak zatryumfuje! - krzyczał królewski sędzia, którego wcześniej wszyscy znali jako Szkota-sierotkę.

- Sędzio – wtem odezwał się ktoś z tłumu – jest większy tryumf niż sprawiedliwość!
- Kto śmie podważać mój sędziowski majestat! Osądzam z mocy króla, jeszcze nigdy nie wydałem niesprawiedliwego wyroku! Gdy przesłuchuję, każdy mówi prawdę, i to nie na torturach! – mówił wzburzony sędzia.

- Sędzio, powtarzam, jest większy tryumf niż sprawiedliwość, okazanie miłosierdzia jest jeszcze większym tryumfem!

- Niech podejdzie tutaj ten, kto ma czelność mi się sprzeciwiać – powiedział surowo sędzia.

Jakież było jego zdziwienie, gdy podszedł do niego ten sam proszalny dziadek, co przed laty, nie zmieniony nic a nic, ta sama twarz, ten sam tobołeczek, pokutny wór i laska, bez śladu złamania. Staruszek przytulił sędziego i szepnął mu na ucho: - Już czas oddać tabakierkę, inny chłopiec, na drugim końcu świata potrzebuje jej bardziej od ciebie. Już ci nie jest potrzebna, jesteś sprawiedliwym sędzią bez tej tabakierki.

I rozpłakał się sędzia, bo popełniłby największy błąd swojego życia gdyby poddał się żądzy zemsty. Otrzymał więc staruszek tabakierkę, z której sprawiedliwy sędzia wcześniej częstował każdego przesłuchiwanego, czy oskarżony, czy pozwany, każdy musiał zażyć tabaki z cudownej tabakierki i aż do zachodu słońca mówił prawdę. Przez wiele lat nikt nie domyślił się tego sekretu.

Bogaty kupiec naprawił swoje błędy, przeprosił królewskiego sędziego i dał mu rękę swojej pięknej córki, która od dawna podkochiwała się w młodzieńcu. Tak samo starosta, aby naprawić swoje błędy, wybudował kłecczanom kamienny most na rzece, który jednak długo nie stał, bo go powódź wielka zabrała, co zaczęto tłumaczyć, iż sam Pan Bóg karę wymierzył.

Szkot-sierotka został już na stałe w Kłecku, gdzie pełnił najwyższy urząd sędziowski i założył cech tabaczny dla wtajemniczonych, sprawiedliwych i mądrych mieszczan, który mieścił się na terenie dawnej parceli braci templariuszy. I po dziś dzień krąży po okolicy hymn cechowy złożony z dwunastu zwrotek na pamiątkę dwunastu apostołów zaczynający się od słów: Jest to ta tabaka, co ją każdy chwali...

Powiadają także, że owym dziadkiem proszalnym był sam święty Andrzej, i że cały czas chodzi po ziemi szukając dobrych ludzi, których mógłby obdarować cudowną tabakierką. Potomkowie cechu tabacznego wciąż na niego w Kłecku czekają.

Dawid Jung