O świętej Jolencie i cudzie z rybami
Dodane przez admin dnia Marzec 15 2015 23:00:00
Po odpuście świętego Wojciecha, kłecczanie przybyli na dwór księcia Bolesława Pobożnego ze skargą na zarządcę zamku kłeckiego i jego samowolę. Książę pan, zajęty sprawami rycerskimi, niepierwszy już raz wysłał do Kłecka swoją żonę, świętą Jolentę, którą w Kłecku wszyscy kochali i szanowali, szczególnie biedniejsi mieszczanie, wobec których księżna okazywała przemożną hojność i miłość.
Treść rozszerzona
Na miejscu święta Jolenta dowiedziała się, że burgrabia zamku, książęcym prawem, może wyławiać ryby sieciami z wielkiego jeziora kłeckiego, które jest jednym z największych w księstwie, mieszczanie natomiast, także zgodnie z prawem książęcym, mogą łowić ryby, ale tylko z brzegu wędką i z podbierakiem.

Burgrabia korzystał ze swojego prawa codziennie, aż sieciami niemalże całe jezioro z ryb przetrzebił, ubogim kłecczanom nawet nie zostały mizerne płocie, na które musieliby czekać całymi dniami.

Zasmuciła się święta Jolenta, bo bardzo wzruszyły ją łzy wdów i matek, które straciły mężów i synów w ostatniej zbrojnej wyprawie książęcej i tylko łowienie ryb stało się dla nich jedyną szansą przeżycia.

Zamyśliła się święta Jolenta. Nad brzegiem jeziora, wśród licznie zgromadzonych mieszczan i burgrabiego, przyklękła i głośno zaczęła się modlić: „Panie Jezu, Sędzio sprawiedliwy i nieprzekupny, Twojej mądrości powierzam tę książęcą sprawę”. Ledwie skończyła, a już w taflę jeziora runął piorun. Po chwili setki ryb wypłynęło wierzchem ku uciesze mieszczan, którzy z brzegów mogli podbierakami zbierać żywe jeszcze, choć otumanione sumy, liny, szczupaki i węgorze.

Odtąd, póki żyła święta Jolenta, w każdy piątek, na znak Męki Pańskiej, bił od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni w głęboką toń kłeckiego jeziora piorun ogłuszający setki ryb.

I żyło się kłecczanom dostatnio dzięki cudowi, który sprawiła im święta Jolenta.

To właśnie wtedy powstało znane w całym kraju przysłowie: „Wielka ryba w Kłecku na każdym zapiecku”.

Dawid Jung