O założeniu Kłecka
Dodane przez admin dnia Luty 23 2015 22:00:00
Najzdolniejszy i najbardziej zaufany rycerz Lecha przezwiskiem Wełna, z racji gęstej czupryny, został posądzony o uwiedzenie najmłodszej książęcej córki imieniem Czeszka, nazwanej na cześć książęcego brata, który władał na południu. Cały dwór wraz z Lechem i sędziami musiał zatem publicznie rozważyć zarzuty wysunięte przez skandynawskiego najemnika imieniem Harbo, pana opola Heby, pod którym służyło dziesięć setek wikingów. Oszczerca wiedział, że zgodnie z lechowym prawem za czyn ten był tylko jeden wyrok - śmierć, a Harbo bardzo chciał zająć miejsce Wełny i przewodzić książęcym wojskom, aby później wszcząć bunt i zgładzić samego Lecha przejmując władzę.
Treść rozszerzona
Książę jednak miłujący rycerza Wełnę jak własnego syna uniknąć pragnął dla niego srogiej kary jeśli sędziowie przekupnymi by się okazali, poradził się więc starszyźnie jak uchronić młodzieńca. Najmędrszy na wiecu orzekł: - Rycerzu Wełno ze Sznurników, ceniąc twoje męstwo, sławę i wierność księciu, dla którego jesteś jak pierworodny, i który wstawił się za tobą abyś śmierci uniknął, bo pradawnym zwyczajem gdy idzie o zarzuty zhańbienia książęcej krwi nawet monarcha traci prawo łaski, zatem my, starszyzna, wyznaczamy ci próbę, której zwykły śmiertelnik podołać nie może. Jeśli pragniesz życie zachować musisz w ciągu trzech dni wykonać, co następuje: uciekać stąd jeszcze dziś w kłobie* bez konia na własnych nogach, a gdy ci już tchu i sił zabraknie, w miejscu, gdzie z wycieńczenia padniesz, zrobić masz warowną kleć**. Jeśli w klećku się obronisz przed najazdem ludzi Harbo, jeśli jakimś cudem powierzone zadanie wykonasz, znaczy to, że nie tylko życie oszczędzisz, ale że i pod skrzydłami opatrzności jesteś, więc do łask i drużyny książęcej jako dowódca przywrócony z honorami będziesz, bowiem prawda i sprawiedliwość przy tobie zostaną.

We dworze poruszenie, krzyczeć i podnosić larum zaczęli zazdrośnicy, którzy z Harbo spisek uknuli, choć sam Harbo milczał ciesząc się, że żaden człowiek wszak podobnej rzeczy dokonać nie może nawet, gdyby miał dwa tysiące ludzi do pomocy. Głosy oburzenia, że nie wykona się egzekucji od razu na Wełnie nie ustawały, aż przemówił sam książę Lech: - Uciszcie się wszyscy, jeśli nie chcecie podzielić losu oskarżonego rycerza Wełny.

Wtem odezwał się jeden z wojów książęcych: - Panie mój, ręczę za Wełnę życiem własnym, jeśli mąż tak zacny i prawy ma ponieść śmierć za oszczerstwa rzucone przez najemnego psa, pozwól i mnie oraz ludziom moim, wszystkim rodowcom, podzielić tę samą przyszłość. Wełna bowiem z naszego rodu Sznurników jest, co od pokoleń najlepsze sznury wyplatają gdy czasu wojny nie ma, więc jeśli ginąć mamy to wszyscy razem, tym bardziej, że nie godzi się, aby sam jeden przeciwko tysiącu stawał do boju.

Zdziwił się Lech na odwagę rodu rycerza Wełny, a było ich razem ze trzystu tęgich wojów, i przystał na propozycję rad może, że cud jakiś się jednak wydarzy, bo w otwartym polu walcząc szans wielkich na zwycięstwo z wikingami nie mieli.

Po zakuciu Wełny w kłobę kazano mu uciekać oraz zabroniono pod karą śmierci, aby jakikolwiek z jego pobratymców mu pomagał w drodze do czasu, aż zemdlony padnie. Wiele mil jednak rycerz Wełna nie uszedł i wycieńczony upadł w pobliżu rzeki między jeziorami i mokradłami, przy prastarym szlaku, znanym jeszcze z czasów handlu bursztynem. Gdy zemdlony i ledwo żyw leżał na ziemi zapadał już zmrok, kompani rycerza w tym czasie rozkuli go, przykryli szatami i rozpalili ognisko, rozkubłaczyli konie objuczone narzędziami oraz długimi sznurami, które zabrali z sobą, a które stanowiły ich cały dobytek oprócz mieczy, tarcz i włóczni. Rycerz Wełna spał nieprzytomny jak kamień, a wojowie jego lękali się o własne życie, bo zewsząd dochodzić zaczęły przeraźliwe głosy niby duchów lub zjaw, puszcza co jakiś czas jęczała, a drzewa same skręcały się i padały z hukiem wzbudzając strach i popłoch wśród dzielnych wojów, którzy dotąd niczego podobnego w życiu nie widzieli i nie słyszeli.

Jakież było ich zdumienie, gdy nastał świt i wyszło słońce. Jakaż wielka radość. Dookoła leżało pełno powalonych pni, z których można było budować warownię. Niektórzy z wojów padli na kolana i zaczęli się modlić, bo zaiste musiał to być cud, działanie sił nadprzyrodzonych. Tylko przytomny rycerz Wełna sprawę zbadał i znalazł winnych całego zdarzenia – w nocy tyle drzew naścinały bobry, których widocznie w okolicznym musi być bardzo wiele. I tak rozpoczęła się współpraca między ludźmi i bobrami trwająca trzy doby – w dzień Wełna i jego drużyna kleciła warownię wykorzystując drewno i sznury oraz przygotowywała się na nieuchronny atak Harba, a gdy w nocy spała lub odpoczywała przy warcie, bobry ciężko pracowały. W ostatni, trzeci dzień na najwyższym wzniesieniu stanęła ukończona, okazała forteca, którą dookoła oblewały wody jeziora i rzeki.

Szpiedzy dworscy zdążyli już donieść Lechowi gdzie rycerz Wełna jest, i gdzie rozbił obronny obóz, więc cały dwór gapiów wraz z księciem przybył konno na klećko, jak je wtedy pogardliwie nazwano, aby zobaczyć honorową bitwę z Harbo i jego zbrojnymi. Po drodze wielu śmiało się i szydziło jak takie klećki postawione w trzy dni mogą wyglądać.

Drwina i kpina z ich ust zniknęły, gdy ukazało się im całe klećko - warownia wysoka z drewna sosnowego, obwiedziona palisadą wysoką, na którą ludzie Harbo nawet drabin nie mieli, a wszystko oblane wodą, tylko mostem można było dostać się do środka, wokół bowiem mokradła, zdradziecka rzeka, w której już wiele koni się z jeźdźcami potopiło, choć wygląd ma niepozorny oraz jeziora przepastne, po których bez wielkich łodzi nie było mowy o przeprawie.

Zdziwił się Lech wjeżdżając do klećka wybudowanego przez rycerza Wełnę i jego rodowców. Był to znak niebiański dla wszystkich, że garstka ludzi takiej budowli samodzielnie wznieść nie mogła. Szpiedzy książęcy donieśli Lechowi również o szykowanym spisku przez Harbo dając na to niezbite dowody, tym samym mądry Lech zgotował najemnemu zdrajcy podobny los – kazał zakuć go w kłobę i uciekać, lecz padł biedak pod Kłeckiem pół mili zaledwie uszedłszy, a miejsce w którym wyzionął ducha nazwano Harbowo, z czasem pisząc Charbowo, aby ślad zdrajcy zatrzeć. Część wikingów wróciła do siebie, część osiadła pod Kłeckiem prosząc księcia o możliwość zamieszkania i służenia mu dalej pod komendą Wełny. Książę przystał na to dając nazwę nowej osadzie na Wilkowyjcy, aby gdy raz jeszcze zdradę szykować chcieliby wilkom rzuceni na pożarcie będą.

Lech widząc, że Wełna mądrym gospodarzem jest i wielkie poważanie posiada, dał mu w dziedziczne władanie Kłecko wraz z okolicą czyniąc go komesem. Dał mu również księżniczkę Czeszkę za żonę. Miejsce, gdzie wyprawiono wesele przezwano Czechami na pamiątkę zaślubin, miesięcznej zabawy i ucztowania, aż tak, że nawet część dworzan brata Lecha, księcia Czecha, który osobiście przybył, osiadło na stałe pod Kłeckiem znajdując tutaj szczęście. Potomkowie ich później dzielnie walczyli ze swoimi współbraćmi, gdy książę Brzetysław Czeski najechał Kłecko po śmierci króla Bolesława Chrobrego.

Od tamtych lechowych dni wzgórze po klećku, na którym warownię wzniesiono, zwano już Kleckiem lub Kłeckiem. Także na chwałę rycerza Wełny i jego wieczną pamięć nazwano Wełną lub Małą Wełną rzekę, która przez miasto przepływa. Inni powiadają, że Małą Wełną nazwano rzekę w Kłecku na cześć pierworodnego syna rycerza, który kropla w kroplę do ojca był podobny.

Lech często odwiedzał Kłecko i swoje wnuki, polował w okolicy, wydał jednakże rozkaz, aby nie zabijać nigdy więcej bobrów, które po dziś dzień cieszą się wśród kłecczan wielkim szacunkiem i sympatią, bo ludziom piękne miasto pomogły wznieść.

Są i historie o bajkowych skarbach Wełny i Lecha w Kłecku ukrytych, ale nie czas i miejsce, aby o tym prawić.

Dawid Jung

*) Kłoba - rodzaj dybów z pnia nakładany na ramiona.
**) Kleć - dawniej małe pomieszczenie, budynek wznoszony na szybko, stąd klecić.