Samoratowanie na lodzie
Dodane przez admin dnia Luty 21 2015 19:00:00
„Bezpieczne ferie na lodzie” to akcja w ramach, której na Jeziorze Biezdruchowo w Pobiedziskach odbyło się niecodzienne szkolenie. Samoratowanie podczas zdarzeń na lodzie, w Polsce niestety nie stało się jeszcze powszechną umiejętnością. Oczywiście warunki kiedy nagle pęka lód na jeziorze, są nieprzewidywalne i nie można wyuczyć się wszystkich reakcji, zwłaszcza, że towarzyszy temu nagłe wychładzanie organizmu. W krajach skandynawskich jednak, każdy przechodzi odpowiednie szkolenie, jak świadomie korzystać z zamarzniętego akwenu, i to przynosi wymierne efekty.
Treść rozszerzona
Zanim jednak pod kierunkiem specjalistów z firmy Kevisport profesjonalnie zajmujących się sprzętem do ratownictwa wodnego, lodowego i asekuracji oraz prowadzeniem szkoleń w tym zakresie, rozpoczął się pokaz w OSP Biskupice szkolili się strażacy. Opodal plaży w Pobiedziskach samoratowanie na lodzie w pierwszej kolejności pokazał kpt. żeglugi wielkiej Marcin Siwek, instruktor Kevisport.

Praktyczne rady dotyczące świadomego korzystania z lodu na zamarzniętych jeziorach dalekie były od tendencji zakazu. Marcin Siwek zdaje sobie sprawę, że zakazy nie są najlepszą drogą, bo życie mówi, że o ile w przypadku dzieci często odnoszą skutek młodzież i ludzie dorośli, w sposób naturalny skłaniają się ku korzystaniu z atrakcji lodu. – Posiadanie chociażby kolców lodowych, które kosztują średnio mniej niż 50 zł w znaczny sposób zwiększa szanse samo ratowania – podkreśla M. Siwek.

M. Siwek mówił także o tym, że kiedy świadomie wybieramy się na lód warto mieć ze sobą plecak a w nim w razie czego rzeczy na przebranie. Sam plecak oraz spakowane w torebki foliowe rzeczy w momencie zarwania lodu zwiększają wyporność. Plecak staje się zanim przemoknie komorą powietrza. Tak naprawdę przy potrzebie samoratowania czas się liczy. Zwłaszcza, że wypadek zarwania się lodu to nie tylko walka z wodą i lodem ale z szybko postępującym wychładzaniem się organizmu.

Praktyczny pokaz z objaśnianiem na bieżąco wykonywanych czynności i ich znaczenia uzmysławiał obserwatorom pewne zachowania, które mogą zdecydować o tym, że uda nam się w krytycznej sytuacji. Marcin Siwek zwracał też uwagę na to, że korzystanie z atrakcji na lodzie nie jest samo w sobie niczym złym, natomiast wskazane jest zarówno zachowanie ostrożności, ale też przejście podobnego szkolenia w praktyce.

Instruktor pokazał jak przy pomocy kolców lodowych wydostać się na powierzchnię ludu wbijając je i podciągając się na nich. W rzeczywistych warunkach lodu grubości około 3,5 cm, pokazał także jak wracać do brzegu z rozłożonymi jak najszerzej nogami. Te i inne zasady oczywiście w nagłym wypadku często po prostu wypiera zwyczajny strach i panika. Dlatego właśnie zdaniem M. Siwka istotne są tego typu szkolenia, natomiast największą gwarancję daje czynny udział w realnych warunkach podjęcie próby samoratowania. Sprawdzenie pod okiem instruktorów w obecności ratowników zarówno reakcji ciała na zimno jak i wszystkich czynności krok po kroku w praktyce.

- Kiedy trzeszczy lód i wpadamy do zimnej wody, najistotniejsze jest zachowanie minimum ruchów, bo to co nam zagraża w pierwszej kolejności ten najgwałtowniej budujący się czynnik, to jest wychłodzenie. Im więcej ruchów wykonamy tym bardziej odsłonimy narażone na schłodzenie części ciała to znaczy pachwiny, pachy. To jest niezwykle trudne opanować ten odruch bezwiednych ruchów w momencie bardzo drastycznie nieprzyjemnego uczucia, które rodzi się w chwili wpadania do wody, ale to jest też bardzo istotne. Należy wiec zminimalizować ilość ruchów, chyba, że mamy narzędzie dające sposobność do wydostania się z wody. Jeśli taka możliwość, takie prawdopodobieństwo istnieje, to należy podjąć próbę. Jeśli widzimy, że te próby niczego nie dają, że lód jest gąbczasty i wyniszczamy go metr po metrze, to raczej trzeba zachować minimum ruchowe. Jeśli jednak mamy że sobą jakiś szal, czy plecak dobrze jest taką rzecz, która siłą rzeczy jest mokra wyrzucić przed siebie ona najprawdopodobniej bardzo szybko przymarznie do lodu, dając nam punkt zaparcia i za pomocą tej rzeczy możemy się wydostać na powierzchnie lodu – powiedział nam M. Siwek. – Kiedy już jesteśmy na powierzchni, pierwsza podstawową zasadą jest by próbować się wydostać w tą stronę z której przyszliśmy. Bo to jest empirycznie sprawdzony lód nośny on nas doniósł do tego miejsca, w którym wpadliśmy. I jest to jedyna droga, którą będziemy się wstanie wydostać, mając niemal pewność, że zachowując ostrożność nie pogrążymy się po raz wtóry. Wszystkie inne kierunki od razu są obarczone ryzykiem – instruował M. Siwek.

Zdaniem kapitana jeśli słyszymy, że lód zaczyna pękać, możemy zrobić jeszcze bardzo wiele by się uratować. – Lód tak naprawdę mówi nam bardzo wiele w sferze dźwięków zwłaszcza gdy jesteśmy na łyżwach, twardy lód w kontakcie z twardymi łyżwami staje się niezwykle akustyczny. Gdy słyszymy, że lód zaczyna trzeszczeć, możemy zrobić jeszcze bardzo wiele. Przede wszystkim kładziemy się na lodzie jak najszerzej i wybieramy drogę powrotu, znowu te samą którą przyszliśmy – utwierdza nas M. Siwek.

Nasz rozmówca nie ma też wątpliwości co do potrzeby podobnych szkoleń, jak to zorganizowane przez Starostwo Poznańskie i Gminę Pobiedziska. – Statystyka mówi wyraźnie samoratownictwo to jest 90 proc. efektu ratowania, życia w takich ekstremalnych warunkach o jakich mówimy. Mówiąc wprost, jeśli dużo czasu i wysiłku poświęcimy staranności w wyszkoleniu grup, które zajmują się szkoleniami samoratownictwa w swoim środowisku: w swojej szkole, swojej gminie czy swojej wsi tym sposobem będziemy ratowali znacznie więcej ludzi, niż udoskonalając same procedury ratownicze bo ewakuacja człowieka w wodzie z lodem jest niezwykle trudnym, heroicznym zadaniem. Owszem kilkaset takich akcji rocznie udaje się przeprowadzić, ale trudno oszacować ile tysięcy samoratowań ma miejsce, trudno oszacować – konkludował Marcin Siwek.

Po instruktarzu kilka młodych osób miedzy innymi związanych ze strażą pożarną zdecydowało się próbować podobnie ekstremalnego praktycznego samo ratowania.

To co po za samym pokazem samoratowania było przesłaniem z jakim wyszli organizatorzy to odpowiedni sprzęt, kiedy korzysta się świadomie z rozrywki na lodzie zamarzniętego akwenu. Wspomniane już kolce lodowe, rzutka ratownicza ale też kask na głowie, który w razie zarwania się lodu zabezpiecza głowę przed urazami.

Wydaje się, że podobnie jak kraje skandynawskie, tak Polska powinna nasilić szkolenia praktyczne w zakresie samoratowania. Profesjonalny pokaz przygotowany przez Kevisport i straż pożarną zapewne przynajmniej uzmysłowił pewne podstawy zachowania w podobnej sytuacji.

Jarosław Mikołajczyk