„Ta książka jest swego rodzaju wizjerem, przez który możemy się przedostać w tamte lata”
Dodane przez admin dnia Styczeń 14 2015 20:30:00
Spotkanie z Andrzejem Niziołkiem, współautorem książki „Fira. Poznańscy Żydzi. Opowieść o życiu”, zainaugurowało obchody Gnieźnieńskich Dni Judaizmu. Wieczór autorski, który odbył się w siedzibie Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna przy ulicy Staszica poprowadzili wspólnie Kamila Kasprzak i Wiktor Koliński. Była to przede wszystkim okazja, by dowiedzieć się, kim była bohaterka książki, narratorka opowieści o życiu poznańskich Żydów okresu międzywojennego Fira Mełamedzon-Salańska oraz jak przebiegała praca nad publikacją.
Treść rozszerzona
- Jestem po lekturze tej przepięknej, fantastycznej książki, którą polecam absolutnie każdemu kto chociaż troszeczkę interesuje się historią – mówi Janusz Ambroży, dyrektor Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna. – To, że akurat jest to historia miasta Poznania, to wydaje się tylko przypadek. Myślę, że taka Fira w okresie międzywojennym mogła żyć nawet w Gnieźnie. Tylko, czy była taka osoba, która tak skrzętnie zachowywała fotografie? Gdy wyjeżdżała z Polski w trudnym dla siebie okresie najważniejszą częścią bagażu były właściwie pudła, kartony z opisanymi fotografiami. Fantastycznie pokazują one przedwojenny Poznań, a autorzy – Andrzej Niziołek i Ksenia Kosakowska – swoim tekstem, rozmawiając z Firą już w Izraelu, uzupełnili opowieść o tym, jak życie codzienne narodu Żydowskiego w Poznaniu przebiegało – dodał.

Fira Mełamedzon-Salańska urodziła się 19 kwietnia 1915 roku w Charkowie. Jej ojciec Abram Mełamedzon był Żydem rosyjskim, matka Rachela z domu Dymant polską Żydówką z Brzezin koło Łodzi. Pierwszym językiem Firy był rosyjski, dopiero po ucieczce rodziny z bolszewickiej Rosji w 1920 roku i zamieszkaniu w Brzezinach nauczyła się polskiego. Ojciec Firy był kupcem, w Charkowie a potem w Poznaniu prowadził skład konfekcji męskiej. Tuż przed wojną rodzina Mełamedzonów przeprowadziła się do Palestyny. Fira przeżyła w Palestynie a potem w Izraelu 75 lat. Nigdy nie wróciła do Poznania ani do Polski, ale cały czas uważała się za polską Żydówkę. Zmarła w ubiegłym roku.

- To jest książka o życiu, ale ona dosyć świadomie jest ujęta w klamrę śmierci. Mówimy o społeczności, która właściwie została wymordowana. Niektórzy ocaleli. W kontrze do tej świadomości opowieść o życiu pełną piersią w przedwojennym Poznaniu tym bardziej wybrzmiewa i pokazuje rozmiar dramatu zagłady, który się wydarzył – mówi Andrzej Niziołek. – Bez pamięci nie ma przyszłości. Jeżeli chcemy być ludźmi świadomymi naszych korzeni, a także budować społeczeństwo, czy nasze życie w sposób mądry, to musimy pamiętać o tym, co się zdarzyło. Dobrze, jeżeli możemy pamiętać nie tylko poprzez podręczniki historii, ale kiedy możemy też spojrzeć przez mikroskop. Ta książka jest swego rodzaju wizjerem, przez który możemy się przedostać w tamte lata i zobaczyć ludzi w szczegółach – ich twarze, ich charaktery, ich historie, ich adresy, to co robili – dodaje.

Według niego taka bezpośrednia relacja, dodatkowa uzupełniona fotografiami, ma unikatowy charakter i służy obaleniu wielu stereotypów. Dodaje, że nie jest to opowieść reprezentatywna dla całego narodu Żydowskiego, ale historia widziana oczami młodej dziewczyny, która tuż przed wojną opuściła Polskę. Opisani w książce ludzie w większości zginęli. Fira Mełamedzon-Salańska uważała, że dopóki ona żyje ci ludzie również żyją w jej opowieściach. Dlatego m.in. chętnie dzieliła się swoją historią. Andrzej Niziołek dodaje również, że z opowieści Firy wyłania się obraz tego, jak w Poznaniu po odzyskaniu niepodległości kreowała się nowa społeczność Żydów. Ten proces przerwał wybuch II wojny światowej. Andrzej Niziołek zaznacza też, że z kart książki przebija osobowość Firy, która była osobą optymistyczną, otwartą na ludzi, chętną do pomocy. Stąd jest to przede wszystkim obraz życia, a nie zagłady.

Wspominając Firę Mełamedzon-Salańską i spotkania z nią Andrzej Niziołek podkreśla, że mimo, iż nie wróciła do Poznania, czuła się związana z Polską. Mieszkając w Izraelu czytała po polsku, prenumerowała polską prasę, oglądała polską telewizję. – Nie chciała wrócić. Uważała, że byłoby to zbyt bolesne – mówi Andrzej Niziołek. – Ale żyła cały czas Polską. Ogromnie duża liczba osób przemknęła się przez jej mieszkanie. Znajdowali tam nocleg, gościnę, opiekę, jedzenie. Była taką polską ambasadorką – dodaje. Przyznaje, że jego rozmówczyni do końca życia zachowała otwartość dla ludzi, swego rodzaju dziecięcą naiwność. Gdy przystąpili do tworzenia książki w 2012 roku Fira miała 97 lat. Dodaje, że był to ostatni moment, by te opowieści zapisać. – Jej pamięć była żywa i bardzo bogata – przyznaje Andrzej Niziołek.

Uzupełnieniem publikacji jest strona internetowa fira1915.pl, gdzie znajdują się nie zamieszczone w książce fotografie i ich historie oraz filmy z wypowiedziami autorów i Firy Mełamedzon-Salańskiej.

– Ta publikacja nie dlatego jest wyjątkowa, że ma piękne zdjęcia, że opowiada o bliskim nam Poznaniu. Tylko dlatego, że ona wyłamuje się z pewnego kanonu narracji o Żydach – mówi ks. prof. Waldemar Szczerbiński, kierownik Zakładu Kultury Judaizmu Europejskiego IKE UAM. – Nie ma lepszego sposobu upamiętnienia konkretnego człowieka, konkretnego miasta poprzez fotografie, narracje osobiste. Tym bardziej to nasze dzisiejsze spotkanie wpisuje się w to, co ogólnie dzień judaizmu na ten rok przewiduje – dodaje.

Małgorzata Michałowska