Leśnicy uratowali bobra przygniecionego przez drzewo!
Dodane przez admin dnia Grudzień 05 2014 10:00:00
Leśnicy pracujący w lasach Nadleśnictwa Gniezno nie jedno już widzieli... Las potrafi zaskakiwać... I właśnie taką niecodzienną historię przeżył Wojciech Cegiel, leśniczy z Leśnictwa Kowalewo, który podczas obchodu lasu natrafił na widok, który na długo utkwi mu w pamięci... Widok bobra... Ale ten bóbr znajdował się w rzadko spotykanych okolicznościach. Był przygnieciony przez drzewo...
Treść rozszerzona
Historia ta rozegrała się kilka dni temu. Wojciech Cegiel, leśniczy z Leśnictwa Kowalewo, był na rutynowym obchodzie swojego terenu. Wędrował po lesie, gdy nagle coś dostrzegł... - Chodziłem sobie jak to leśniczy chodzi po lesie i nagle zauważyłem, że coś czarnego leży pod drzewem. W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś przywiązał do drzewa psa. Ale podszedłem bliżej i zobaczyłem, że to są żeremia bobra. Podszedłem jeszcze bliżej i widzę, że leży tam bóbr – opowiada W. Cegiel. - Wziąłem gruby konar i lekko dotykam tego bobra, sprawdzając czy żyje, bo z bobrami trzeba ostrożnie, ponieważ one potrafią człowiekowi palce odgryź. Myślałem, że on jest martwy, a tymczasem okazało się, że on żyje – dodaje.

Dalej leśniczy opowiada, że bóbr był aktywny i zaczął gryźć ten konar. - I czynił to bardzo ostro – zaznacza i dodaje, że w tym momencie zauważył, że bóbr jest przyduszony drzewem!

- Okazało się, że drzewo, które bóbr ścinał, przydusiło mu łapę. Tym samym bóbr został przez drzewo zablokowany i nie mógł się ruszyć. A że to drzewo mogło ważyć około tony, to samodzielnie ten bóbr nie mógł się oswobodzić – wyjaśnia W. Cegiel. - Przyglądając się tej sytuacji, zacząłem gorączkowo myśleć, jak mogę mu pomóc – dodaje.

Leśniczy chwilę się zastanowił i zaczął działać. - Gdybyśmy piłą ścięli to drzewo, to moglibyśmy zadusić bobra. Dlatego zdecydowałem o ściągnięciu posiłków – mówi z uśmiechem W. Cegiel i zadzwonił po leśniczego z Leśnictwa Nowaszyce, Włodzimierza Jankowskiego.

- Wspólnie wzięliśmy łopaty i zaczęliśmy bardzo delikatnie oraz ostrożnie podkopywać to drzewo. Uznaliśmy bowiem, że jak wykopiemy spory dół, to w końcu ta łapa bobra, która jest przyduszona, się oswobodzi. Tak pracując, dokopaliśmy się na głębokość do około metra i wtedy ten stożek, który bobra przydusił, zaczął puszczać, i wówczas go uwolniliśmy – wyjaśnia i dodaje, że nie wiadomo, ile dni ten bóbr był przyduszony. - Był tak wycieńczony, że wzięliśmy go na łopatę i zaczęliśmy holować do jeziora Utrata. Gdy już był na brzegu, to bardzo łapczywie zaczął pić wodę, tak był spragniony. A po chwili jak zanurkował do wody i tylko było słychać plusk – opowiada W. Cegiel i zaznacza, że cała akcja uwalniania bobra trwała około półtorej godziny.

Leśniczy dodaje, że jak bóbr zanurkował do wody, to po około trzech metrach wynurzył się. - Wtedy pokazał nam głowę, jakby chciał nam podziękować. I tylko woda zawirowała i już bobra nie widzieliśmy – śmieje się nasz rozmówca.

W akwenach powiatu gnieźnieńskiego występuje coraz więcej bobrów. Można je spotkać m.in. w jeziorach w okolicach Mielna, w okolicach Łopienna czy też Zakrzewa. Bóbr jest pod ochroną.

Karol Soberski
Fot. Joanna Cegiel