Podróże velocypedem – białe meduzy nad Janowem
Dodane przez admin dnia Lipiec 18 2014 19:00:00
Proponuję Państwu drugą już opowieść ilustrowaną o mojej wycieczce rowerowej. Tym razem jechało nas kilku, a celem było miejsce zrzutu broni dla Armii Krajowej w rejonie Janowa, gmina Dominowo. Akcja ta odbyła się w ramach alianckiej akcji „Riposta”. Kryptonim tej konkretnej brzmiał „Proso II”.
Treść rozszerzona
Rower jest wspaniałym wynalazkiem i niezastąpionym narzędziem służącym do zdrowego i miłego podróżowania. Nie bez znaczenia jest też element ekonomiczny zrealizowania takiej eskapady, a kiedy komuś nawet pojazd nawali, to nie trzeba wzywać lawety. Koledze Arturowi pękł np. łańcuch, gdy byliśmy już bardzo blisko celu, ale skorzystaliśmy z młotka i kowadła w najbliższym gospodarstwie i cała podróż zakończyła się szczęśliwie. Niestety, ale historia którą Państwu opowiem, skończyła się bardzo tragicznie…

Nasza rowerowa wycieczka prowadziła przez Neklę, Dzierżnicę - gdzie w 39 roku było lotnisko polowe polskiej armii, Giecz, gród typowany na pierwotną siedzibę rodową Piastów, gdzie można odwiedzić „Grodziszczko”, muzeum, oraz rekonstrukcję osady.

Dobrze zachowanym zabytkiem który tam odwiedziliśmy, jest też kościół romański z dwunastego wieku. Świątynia pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Mikołaja, jest wyremontowana przy użyciu współczesnych środków technicznych i nadal pełni funkcję liturgiczną. Kościół nie jest wielki, a ściany budowli mają po 110 cm grubości, więc wnętrze zabytkowej budowli jest bardzo małe, ale każdy kto tam wejdzie, czuje na plecach oddech historii.

Ciekawym i rzucającym się w oczy elementem na który zwraca uwagę każdy kto zwiedza ten obiekt, są ślady wykorzystywania narożnych kamieni oblicowania murów do ostrzenia „mieczy”. Na pewno nie były to same miecze, ale wszelkie żelazo służące w boju, oraz powszednim życiu. Kamienie narożne są bowiem z piaskowca i doskonale się do tego celu nadawały. Na jednym, dobrze widoczne szczerby sugerujące, że ktoś tutaj próbował skuteczność swego topora lub miecza. Z głębokości nacięć widać, że narzędzie było władne pozbawić kogoś głowy bez żadnego problemu…

Celem naszej podróży było jednak Janowo, maleńka osada leżąca tuż przy równie nie dużym kompleksie leśnym, który to był celem lecącego z Angli Halifakxa z ładunkiem dwunastu zasobników z bronią, „materiałami rozrywkowymi” (angielskim plastikiem) medykamentami, oraz propagandą. Na stronach internetowych można odnaleźć wiele informacji dotyczących tego wydarzenia, ja jednak chcę swój tekst poświęcić refleksjom związanym z takim aktem heroizmu, ale i dziwnej dla mnie (przepraszam jeżeli kogoś urażę) bezmyślności ludzi którzy się na tego typu akcje decydowali w określonych warunkach. Otóż bardzo dziwi mnie wybór tego właśnie miejsca, na wykonanie tak spektakularnego przedsięwzięcia. Jak wspomniałem powyżej (wystarczy spojrzeć na mapę) las, który tak czy owak był bazą całej operacji - chociaż zrzut przewidziano na okolicznych polach - jest maleńki. Samolot który nadleciał od strony pobliskiej wsi Drzązgowo (jej administratorem był Niemiec) nie mógł ujść uwagi nikogo w okolicy. Latał tam na wysokości 300 m szukając właściwego miejsca i zanim dokonał udanego wyładunku dwunastu zasobników, aż trzy razy okrążał zrzutowisko. Partyzanci odnaleźli jedenaście pojemników i zakopali je w najbliższej okolicy, dwunasty zasobnik, zawieszony na drzewie, członkowie grupy zlokalizowali w ciągu następnego dnia i w nocy ukryli w stodole jednego z uczestników akcji. Tutaj trzeba nadmienić, że tylko ten jeden pojemnik nie został odnaleziony i przejęty przez Niemców, został on wydany Rosjanom po zakończeniu wojny. Nawiasem mówiąc, ludzie którzy go wydali, miast nagrody, otrzymali od nowych okupantów stosowne do ich wyobrażeń o lojalności „zadośćuczynienie”.

Cały czas nie mogę zrozumieć ludzi planujących takie akcje w dalekim Londynie, oraz okupowanym kraju. Raz jeszcze chcę natomiast podkreślić swoje najwyższe uznanie dla heroizmu tych ludzi, którzy tu na miejscu je realizowali. Niestety, ale heroizm bez refleksji przed podjęciem działania, ma kiepskie perspektywy ostatecznego sukcesu, a żadne umieranie nie jest nigdy piękne, chociaż tak mówi żołnierska piosenka…

Jak wspomniałem powyżej, nic z dostarczonych z takim trudem przedmiotów, nie posłużyło do zaszkodzenia Niemcom. Odpowiedź ich była natomiast straszna. W wyniku zastosowanych represji, aresztowano około dwustu ludzi i mało kto z nich doczekał się wyzwolenia. Jeszcze gorzej powiodło się partyzantom z Ołoboka k. Skalmierzyc, którzy tej samej nocy – 14 na 15 września 1943 roku, oczekiwali tam na swojego Halifakxa. W wyniku błędu pilota, potężny bombowiec wraz z czteroosobową załogą i ładunkiem, rozbił się w okolicy pobliskich zrzutowisku Nowych Skalmierzyc. Wszyscy zginęli.

Załoga pod dowództwem Nowozelandczyka Pitta która dokonała zrzutu w Janowie, miała więcej szczęścia, kilku z ocalałych uczestników akcji przybyło nawet po latach na miejsce upamiętniające zrzut i miało możliwość zobaczyć cel swojej wyprawy z perspektywy tych, którzy wtedy stali na ziemi. Wszystkim tym ludziom oddaję hołd i honor. Niestety, chcieli dokonać niemożliwego i zapłacili za swoje oddanie sprawie bardzo drogo.

Czemu to tak pesymistycznie oceniam? Cóż, każdy ma własne wyobrażenie o tym, co dobre lub złe, oraz mądre i – mniejsza o nazwę… Ktoś inny zauważy, że łatwo o tych sprawach mówić dzisiaj, oczywiście że tak, ale jedno jest pewne, wtedy o wiele łatwiej było o realistyczną ocenę szans, niż jest to możliwe dzisiaj. Czy więc jestem zwolennikiem tezy że należało biernie przyglądać się okupantowi i nie robić niczego co mogło by mu zaszkodzić? Nie, tak bynajmniej nie uważam, chociaż każde tego typu działanie obarczone było ryzykiem represji na miejscowych i zawsze trzeba było rozważyć ewentualne koszty takiej operacji.

Jako bardzo udane oceniam wysadzenie niemieckich magazynów amunicji w okolicy Nekli przez którą przejeżdżaliśmy. Całe wagony pocisków wyleciały w powietrze, a z tego co wiem, zginęło też kilku pilnujących je strażników, ale o akcji odwetowej Niemców nic mi nie wiadomo, najwidoczniej nie skojarzyli oni tej akcji z miejscowym ruchem oporu, jak to się stało w Janowie, gdzie takie skojarzenie było oczywistością, bo nikt nie dostarcza broni dla kosmitów.

Teraz, na miejscu udanego zrzutu który w efekcie zaowocował tragedią, stoi kapliczka z Chrystusem frasobliwym, krzyżem, centralnym głazem, oraz kręgiem utworzonym z kamieni na których upamiętniono nazwiska i miejsca związane z akcjami AK w Wielkopolsce.

W drogę powrotną ruszyliśmy inną trasą i odwiedziliśmy wspomniane powyżej Drzązgowo, miejsce urodzenia Ewarysta Estkowskiego, któremu pomnik wystawiono przed tamtejszą szkołą. W otaczającym dwór parku znajduje się krypta grzebalna jego dawnych właścicieli, a przed samym dworem rośnie pięknie ukształtowany dąb.

Na koniec ciekawostka związana z głównym tematem, aczkolwiek dotycząca dalej na południe położonej miejscowości. Podczas moich wypraw pielgrzymkowych, wielokrotnie przechodziłem przez Wieczyn, małą wioskę koło Pleszewa. Otóż w roku 1978 odkryto na wieży tamtejszego kościoła arsenał Armii Krajowej, większość depozytu pochodziła ze zrzutów. Czy broni tej użyto w walce? Tego nie wiem, chociaż jest to wątpliwe. Sam arsenał podobno ukryto tam już po wojnie, dobrze, że ukryty na wieży plastik zachował stabilność, bo gdyby rąbnął, to w miejscu niewielkiego kościółka powstałby pewnie spory krater.

Poniżej prezentuję Państwu swój sonet poświęcony tragedii która zaczęła się w Janowie, ale ludzie którzy stracili w związku z tym wydarzeniem życie, pochodzili z różnych miejscowości. Cześć ich pamięci!

Szczepan Kropaczewski


Janowo

Chrystus frasobliwy przysiadł na kamieniu
kapliczki przez ludzi śród lasu stawionej.
Umęczoną głowę wsparł na swym ramieniu
i smutno przygląda ich ziemi rodzonej…

Hej! Chłopcy jak żyta wyniesione łany
coście tu czekali tą nocą wrześniową…
Tu, wielki Halifax zrzucił na polany
broń oczekiwaną, broń groźną, bojową.

Broń ledwie ukrytą na potrzebę chwili
a już znalezioną przez germańskie hordy…

Gdzie wy dziś kochani? Gdzie wy moi mili?

Widzisz; potem były tortury i mordy…
A teraz kapliczka przy kręgu z kamienia
nazwiska i miejsca ci pismem wymienia…

13. 07. 2014 r.

Sz. K.