Podróże velocypedem – dwudziestu pięciu z Małej Górki
Dodane przez admin dnia Lipiec 05 2014 12:00:00
W ubiegłym tygodniu, wybrałem się rowerem na wycieczkę. Celem mojej podróży była wioska w gminie Nekla, przez którą wielokrotnie przechodziłem pieszo będąc w drodze na Jasną Górę. Historia tej mieściny jest na tyle ciekawa, że kiedyś nazywała się ona inaczej, była mianowicie Mieleszyną Górką i była miastem, teraz jest Targową Górką i jest maleńką wioską.
Treść rozszerzona
Gen. Antoni Amilkar Kosiński
Po takim bezbarwnym wstępie, należy się Czytelnikowi wyjaśnienie, co mnie tam poniosło. Otóż podczas moich pieszych peregrynacji pielgrzymkowym szlakiem przez Targową Górkę do Miłosławia - gdzie był pierwszy nocleg - dowiedziałem się, że tutaj właśnie żył i umarł niedoszły pijar, generał Antoni Amilkar Kosiński herbu Rawicz. Zasłużony żołnierz i patriota, który urodził się „na Litwie”, dzisiejszym polskim Podlasiu, a wojował na lądzie i morzu w służbie Ojczyzny, oraz rozmaitych krajów skłóconej Europy. Najpierw u boku Kościuszki, potem z Napoleonem przeciw Prusom i Rossyi, przeciw Austryi, tudzież tuzinowi innych antychrystów, aż spoczął w wielkopolskiej ziemi, u boku swej żony Adelaidy, w ziemnym grobie na stoku opadającego ku dzisiejszej szosie, dworskiego parku.

Grób współtwórcy Legionów Polskich we Włoszech, zdobi wykuta w piaskowcu figura Chrystusa Króla, a o zasługach generała informuje leżąca na ziemi płyta. Cieszy to, że miejsce jest zadbane, a na grobie ktoś położył piękną wiązankę złożoną z kwiatów w narodowych barwach. Grób generała znajduje się w wydzielonym żelaznym ogródku, a usytuowana obok alejki biegnącej w głąb parku tabliczka informuje, że jest to teren prywatny, więc chociaż zżerała mnie ciekawość aby zobaczyć dworek, uszanowałem święte prawo prywatności i skierowałem się ku leżącemu prawie vis a vis kościołowi.

Zamordowany w Dachau
Po lewej stronie głównego wejścia do świątyni, jest wmurowana w ścianę tablica upamiętniająca ks. Kazimierza Pause, miejscowego proboszcza zamordowanego w 1942 roku w Dachau…

Na skrzyżowaniu dróg, tuż za kościołem, wisi zaś na słupie z nazwą wioski ku której kieruje, tabliczka informująca o miejscu pamięci narodowej. Postanowiłem odszukać wskazany cel. Informacja okazała się niezbyt ścisła. Napisane było jak drut – 700 metrów. Nieco tylko bliżej, jest cmentarz parafialny, wszedłem tam, ale nic nie wskazywało na to, że jest to miejsce o którym informuje znak. Również dalsza podróż we wskazanym kierunku, niczego nie przyniosła, wróciłem do wioski i zasięgnąłem języka. Okazało się, że miejsce o którym mowa, jest w sąsiedniej wiosce – Małej Górce i to na samym jej końcu, czyli za wsią.

Człowiek z którym rozmawiałem, był bardzo uprzejmy i oprócz tego że wskazał mi kierunek poszukiwań, opowiedział mi też ponurą historię tej zbrodni, dzisiaj poznałem zaś dodatkowy element tego dramatu, zamianę jednej z jej ofiar.

Historia zbrodni...
Zaczęło się od tego, że nowi panowie Europy, wysiedlili z gospodarstwa miejscowego rolnika i wyekspediowali go w lubelskie. Nowy „właściciel” gospodarstwa, hodował m. innymi świnie i jak wynika z kontekstu, sam był świnią, chociaż jest to ewidentna obraza tego biednego zwierzęcia. Otóż w roku 1941 – według miejscowych od parownika do ziemniaków, a według Niemca od celowego podpalenia, spłonęło „jego” pomieszczenie gospodarcze. To, czy ktoś dzisiaj wyobraża sobie reakcję niemieckich „nadludzi” na taki przypadek, jest kwestią indywidualnej oceny wagi domniemanej zbrodni podpalenia. Skutki były takie.

Wysiedlonego w lubelskie gospodarza (33 lata) sprowadzono na miejsce, dobrano jeszcze 24 ludzi i wszystkich ustawiono pod murem spalonego chlewika. (spalony obiekt jest zachowany w stanie naturalnym i podlega ochronie prawnej) Najmłodszy z tej grupy (19 lat) był prawdziwym pechowcem, zginął, bo musiała zgadzać się ilość. Trudno powiedzieć, co bandyci zarzucali pozostałym przeznaczonym na śmierć ludziom. Pewnie tyle samo, co głównemu „winowajcy” oskarżonemu o zlecenie podpalenia swojego chlewa. Faktem jest, że kiedy doborowa Einsatzgruppe wiozła skazańców na miejsce rozwałki, jeden z tych ludzi znalazł adwokata w osobie jakiegoś miejscowego Niemca który się za nim stawił argumentując, że ten jest do czegoś tam potrzebny (od świadka znam nazwisko tego człowieka) i puszczono go wolno, ale Niemcy lubią ordnung, ilość (przepraszam) ubitych sztuk musiała się zgadzać. Czy to ważne kto stanie pod murem spalonej komórki? Nie, to jest bez znaczenia. Złapano podążającego do pracy młodzieńca i uzupełniono stan. Pod ścianę trafiło dokładnie dwudziestu pięciu…

Z relacji człowieka który mi to opowiadał wiem, że po zakończeniu swojej roboty, Niemcy przyjechali do Targowej Górki i w dworku Kosińskich urządzili sobie tęgą popijawę. Czy którykolwiek z nich zasługuje na to, aby nazwać go świnią? Wątpię. Oczywiście, oni wykonywali tylko rozkazy, nic więcej…

Dzisiaj, z perspektywy czasu i logiki zdarzeń, nikt nie uważa tej strasznej zbrodni za nic innego, jak tylko akt terroru wobec miejscowych, którzy mieli bezwzględnie słuchać swoich panów w czasie gdy bandytom się wydawało, iż wkrótce cały świat legnie u ich stóp. Był początek 41 roku, lekcje Stalingradu jeszcze się im nie śniły, a wtedy właśnie w niedalekim Czerniejewie przebywał wszechmocny Reichsfuhrer Himmler. Zdjęcia z wizyty tego arcyzbrodniarza pozującego na schodach pałacu, mam w komputerze, wizytę takiej megaświni, trzeba było czymś uczcić, a co tam.

Wojna nigdy nie jest wzorcem sprawiedliwego postępowania, to oczywiste, ale trudno mnie wyobrazić sobie Polaków w roli, jaka dla Niemców była zwykłą rozrywką. Ja, nie potrafię zapomnieć ani wybaczyć ich zbrodni popełnionych również wobec członków mojej rodziny. To nie byli ludzie, to nie były nawet świnie…

Szczepan Kropaczewski


Mała Górka

Maleńki ogródek za ruiny rogiem;
w nim krzyż i tablica wykuta w kamieniu.
Tu, dwudziestu pięciu witało się z Bogiem,
a ten co tu mieszkał - ma ich na sumieniu…

Nie był gospodarzem, lecz mienia złodziejem,
któremu pożoga strawiła obórkę.
Stoi jeszcze ściana krwi zlepiona klejem,
no i ta tablica sprawiona przez córkę…

Ojcu ku pamięci u stóp krzyża leży,
oddając świadectwo tęsknoty i bólu.
Lecz człowiek cierpiący zawsze Bogu wierzy -

wziąłeś ich do siebie miłościwy Królu,
by duchy w niebieskiej pławiły się glorii.
Ja, zaś tutaj staję, i kłaniam historii…

26.06.2014 r.

Sz. K.