Noc Muzeów w duchu średniowiecza
Dodane przez admin dnia Maj 18 2014 08:00:00
Po raz siódmy Muzeum Początków Państwa Polskiego zorganizowało Noc Muzeów. Wśród wielu „nocnych atrakcji” można też było przenieść się do wczesnego średniowiecza. A wszystko za sprawą Drużyna Wojów i Rzemieślników „Chrobry” oraz Stowarzyszenie Edukacji i Odtwórstwa Historycznego „Aurea Tempora” z Poznania. W sobotni wieczór można było uczestniczyć w pokazach łucznictwa oraz prezentacjach dawnych rzemiosł: skórnictwa, tkactwa i garncarstwa.
Treść rozszerzona
Chociaż pogoda spojrzała na mieszkańców Gniezna nieco przychylniejszym okiem niż poprzedniego dnia, nie pozwoliło to jednak przeprowadzić Nocy Muzeów według planu. Część stoisk, które miały znaleźć się na dziedzińcu, przeniesiona została do wewnątrz. Organizatorzy byli również nieco zawiedzeni niską frekwencją, a za jej przyczynę podawali właśnie niesprzyjającą aurę.

Przygotowane atrakcje przyciągnęły nie tylko rodziców z dziećmi, ale i indywidualnych turystów, jak i pary młodych ludzi – a wszyscy z zaciekawieniem przyglądające się wystawom. Wśród zwiedzających była również Katarzyna Jabłońska, która wraz z rodziną przyjechała aż z Koziegłów. - Nigdy wcześniej nie byłam w Pierwszej Stolicy Polski. Bardzo nam, się tutaj podoba, podoba nam się miasto oraz atrakcje przygotowane z okazji Dni Gniezna i Nocy Muzeów – przyznaje K. Jabłońska.

Najwięcej radości spośród średniowiecznych stoisk wywoływało stanowisko kata, gdzie zakuwani w dyby musieli wykupić swoją wolność. Na szczęście w większości przypadków wystarczyły jedynie obietnice o wzorowym zachowaniu, wysokich stopniach czy dzieleniu się z rodzeństwem biszkoptami i pomarańczami.

Niemniej śmiechów słychać było podczas pokazów łucznictwa. Dzieci ustawiały się w kolejce aby spróbować swoich sił w strzelaniu do tarczy, a średniowieczny wojownik tłumaczył zebranym arkana tej trudnej sztuki i odpowiadał na pytania ciekawskich. Strzelanie z łuku porównane zostało przez niego do gry na gitarze. Choć obie te czynności wydają się na pozór łatwe, to jednak dobrze trzeba wiedzieć gdzie i jak złapać instrument aby popłynęły czyste dźwięki, a strzała trafiła w sam środek tarczy.

Takim strzałem w dziesiątkę wydaje się każda inicjatywa łącząca zabawę z nauką, pokazująca jednocześnie najmłodszym, jak i tym starszym, że muzea już dawno przestały się kojarzyć jako obiekty z eksponatami zamkniętymi w gablotach.

Justyna Markowska