Spacerem po parowozowni
Dodane przez admin dnia Maj 16 2014 15:00:00
Jedną z atrakcji towarzyszącej Dniom Pary jest możliwość zwiedzenia parowozowni. Dziś udaliśmy się w towarzystwie trzech innych grup, by poznać zakamarki tego historycznego kompleksu. Naszymi przewodnikami są Krzysztof Modrzejewski i Katarzyna Mikołajczewska. Oto co ciekawego można dowiedzieć się spacerując po tym obiekcie.
Treść rozszerzona
Zwiedzanie rozpoczynamy od najstarszej części parowozowni. W jednym z pierwszych wybudowanych budynków znajdowała się stołówka. Jego powstanie datowane jest na 1875 rok. - Tutaj znajdowała się także portiernia. Każdy kolejarz musiał przyjść, zapisać się, że przyszedł do pracy. W przypadku spóźnienia nie dostawał pensji – tłumaczy Katarzyna Mikołajczewska.

Idąc kilka kroków dalej widzimy kolejne budowle. Jednym z nich jest wagonownia, gdzie naprawiano zepsute wagony. Jest to część parowozowni, która została najpóźniej wyłączona z użycia, bo zaledwie przed dwoma laty. Co ciekawe, bardzo łatwo można rozpoznać, które wagony zostały naprawione właśnie w tym miejscu. - Każdy wagon był malowany na niebiesko. Kiedy więc zobaczymy taki, możemy mieć pewność, że został tutaj naprawiony – wyjaśnia K. Mikołajczewska.

Oprócz tego nieopodal wagonowni znajdowały się kotłownia i elektrownia. Jak się okazuje dostarczenie prądu z zewnętrznego źródła było po prostu za drogie, z tego powodu energię elektryczną produkowano we własnym zakresie.

Kolejnym punktem zwiedzania jest żuraw, ładujący węgiel do parowozów. Zaraz obok znajdował się także kran do tankowania wody oraz piaskarka. Wszystkie te trzy rzeczy były bowiem niezbędne do funkcjonowania parowozów. Ich obsługa była bardzo szybka i sprawna. - Około 10 ton było ładowane w niecałą minutę. Dalej były krany wodne. Dziesięć ton wody tankowano w pół minuty. Załadowanie piasku to zaledwie jedna minuta – wymienia K. Mikołajczewska.

Ważnym miejscem, należącym do kompleksu była dyspozytornia. - Widać z niej naprawdę wszystko – zapewnia K. Mikołajczewska. Pomieszczenie, w którym mieszkał dyspozytor zostało nazwane „Gołębnikiem”. Nazwa nie jest oczywiście przypadkowa. - Pan, który tutaj mieszkał bardzo lubił gołębie. Miał ich mnóstwo. Gołębie tak przyzwyczaiły się do tego miejsca, że przylatują tutaj do dzisiaj. Kiedy wejdzie się tam na strych, widać ślady ich obecności – mówi przewodniczka.

Tuż obok dyspozytorni znajduje się wieża ciśnień, której towarzyszy wspomniany kran, służący do tankowania parowozów. Woda jaka trafiała w to miejsce pochodziła… z Jankowa Dolnego. – By to uruchomić trzeba by małej kontroli, należałoby uruchomić pompę, prawdopodobnie wymienić klika części. Niemniej jednak połączenie pomiędzy parowozownią, a jeziorem nie zostało zdemontowane – zapewnia K. Mikołajczewska.

Kilka metrów dalej położona jest obrotnica, a za nią garaże dla parowozów. Swego czasu w tym miejscu wydarzył się wypadek z udziałem pociągu „Gagarin”. - Lokomotywa spalinowa pojechała w kierunku obrotnicy, która nie była ustawiona, przez co wpadła w dół – wyjaśnia Krzysztof Modrzejewski. - Nie ma zbyt wielu informacji na ten temat, ponieważ parowozownia była obiektem zainteresowania strategicznego. Był to prawie obiekt wojskowy. W związku z tym takie informacje nie wychodziły poza służby specjalne – dodaje.

To jednak nie wszystko. Dwukrotnie parowóz opuścił garaż przez… ścianę! Ślad jednego z wypadków jest widoczny do dziś, dzięki cegłom innego koloru, które zostały wmurowane w miejsce powstałej dziury. - Parowóz nie wyhamował i wyjechał na dziedziniec. Na szczęście nic się nie stało, ale omal nie uderzył w ten budynek. Była tam noclegownia dla kolejarzy, więc mogła wydarzyć się spora tragedia – przyznaje K. Mikołajczewska. - Takie sytuacje się zdarzały. To pokazuje, jak praca na kolei była niebezpieczna – zaznacza K. Modrzejewski.

Kolejarzem nikt się nie urodził. Jest to trudna praca, której trzeba się nauczyć. Z tego powodu na terenie parowozowni znajdowało się technikum. - Po kilkuletniej nauce zdobywało się w nim uprawnienia do naprawiania lub prowadzenia lokomotyw – zdradza K. Mikołajczewska.

Na tle całego kompleksu wyróżnia się pewien szary budynek. Został on wybudowany dopiero w latach 60-tych. Został on niezwykle „ciekawie” wkomponowany w pozostałe budowle nie tylko ze względu na swój kolor. Jeden z jego rogów wchodzi niemal w okno sąsiadującego budynku.

Ostatnim punktem wędrówki jest 100-lecia parowozowni. Jak wiadomo pamiątka po tym okrągłym jubileuszu powróciła niedawno na swoje miejsce z Wolsztyna, gdzie została odrestaurowana.

Jednymi ze zwiedzających gnieźnieński obiekt była grupa uczniów z regionu Ardeche w południowo-wschodniej Francji. Opiekunka grupy jest zachwycona pobytem w pierwszej stolicy Polski. - To bardzo dobre doświadczenie dla uczniów. Odkąd jesteśmy tutaj wiele się dowiedzieliśmy. Myślę, że moim uczniowie są szczęśliwi dzieląc to ze swoimi polskimi kolegami. Spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi – przyznaje.

Grupa postanowiła również pozostawić pamiątkowy wpis w specjalnej księdze. Oto jego treść: „To miejsce musi zostać odnowione, ponieważ w przyszłości może to być wspaniała atrakcja dla Gniezna. Jest to opinia francuskiej grupy, która chciałaby wesprzeć ten projekt! Parowozownia musi trwać nadal!”

Dziś wieczorem czekają nas kolejne atrakcje związane z Dniami Pary. O godz. 18.00 rozpocznie się potańcówka w stylu lat dwudziestych i trzydziestych. Bilety są jeszcze do nabycia w cenie 20 złotych. Szczegóły na stronie www.dnipary.pl.

Mateusz Fąfara