Wojna, skarb, tajemnica... Co skrywają łagiewnickie pola?
Dodane przez admin dnia Wrzesień 02 2014 20:30:00
Takich poszukiwań jeszcze w powiecie gnieźnieńskim nie było! Historia ta zaczęła się na polu niedaleko Łagiewnik Kościelnych w sierpniu 1939 roku i po 75 latach zatoczyła koło, by ponownie znaleźć się na tym samym polu... Jak się jednak okazało wojna, zakopany skarb i tajemnica z tym związana nie jest łatwa do rozwiązania... Wyzwanie to podjęli jednak członkowie Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego, którzy do rozwiązania tej zagadki zaprosili elitarne Stowarzyszenie na Rzecz Ratowania Zabytków „Sakwa” z Poznania. Całodniowe poszukiwania na łagiewnickich polach to początek kolejnej wspaniałej przygody z historią...
Treść rozszerzona
Stanisław Gralak - bohater tej historii
Stanisław Gralak – syn Tomasza i Julianny – urodził się 25 października 1891 roku. I to jego późniejsze działania stały się motorem napędowym historii, która zaczęła i zakończy na polach niedaleko Łagiewnik Kościelnych w gminie Kiszkowo.

Gdy Stanisław Gralak miał 23 lata zaczęła się I wojna światowa i został powołany do armii pruskiej. Był kanonierem, a podczas jednej z bitew został ranny w obie nogi, co w konsekwencji groziło mu amputacją. Na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie i nogi uratowano. Wybucha Powstanie Wielkopolskie. S. Gralak jest wówczas masztalerzem stadniny ogierów w Gnieźnie. Jednocześnie 28 grudnia 1918 roku przyłączył się do powstańczego oddziału Stefana Idzińskiego. Jego bytność w stadzie miała ogromny wpływ na jedną z największych bitew powstania.

Z 30 na 31 grudnia 1918 roku doszło do bitwy pod Zdziechową. S. Gralak pracując w stadzie dowiaduje się, że niemieccy masztalerze zamierzają tam wyruszyć. - Zgłosił mi, że masztalerze w tajemnicy zorganizowali się i mają zamiar ruszyć pod Zdziechowę a poprzednio wymordować powstańców znajdujących się w Stadzie. Dzięki tej wiadomości natychmiast została zawezwana pomoc, która przybyła z gen. Grudzielskim do Stada i zniweczyła plany Niemców. Moment podchwycony przez Gralaka rozstrzygnął bitwę pod Zdziechową na korzyść Polaków, którzy ponieśliby klęskę z chwilą przybycia tak licznego oddziału Niemców – czytamy we wspomnieniach Stefana Idzińskiego, dowódcy oddziału powstańczego.

Te działania S. Gralaka Niemcy zapamiętali na długo...

W 1920 roku Stanisław Gralak zaciągnął się do Pułku Kawalerii Polskiej i jako ochotnik walczył w Bitwie Warszawskiej. Uczestniczył w walkach z bolszewikami pod Wołominem.

Tajemnica z Łagiewnik Kościelnych
W 1923 roku Stanisław z żoną Leokadią zamieszkał Łagiewnikach Kościelnych. Okres międzywojenny dla rodziny Gralaków to czas radości z narodzin dzieci. W Łagiewnikach urodził się syn Zdzisław (1924 – 2004) i dwie córki: Irena (1927 – 201) i najmłodsza Bożena (ur. 1936 roku). Wcześniej w Gnieźnie urodził się im syn Wiesław (1921 – 1966).

- Mój ojciec przede wszystkim był patriotą, kochał Polskę, był uczciwym, bardzo pracowitym człowiekiem, oddanym rodzinie. Bogobojnym, kochał dzieci. Jednym słowem dobry człowiek – tak zapamiętała swojego ojca pani Bożena Smokowska, z domu Gralak, najmłodsza z córek.

Ale te radosna lata miały się wkrótce zakończyć. W Niemczech do władzy doszedł Adolf Hitler. W powietrzu wisiała kolejna wojna. Szczególnie dało się to odczuć w tych rejonach, gdzie mieszkało wielu Niemców, a tak właśnie było w Łagiewnikach Kościelnych.

Stanisław Gralak był świadomy tego, że jako powstaniec wielkopolski i uczestnik wojny polsko-bolszewickiej będzie jednym z pierwszych, którego Niemcy aresztują. Hitlerowcy zapewne pamiętali jego udział w bitwie pod Zdziechową... Postanawia więc ukryć to co ma najcenniejsze, swój powstańczy „skarb”: mundur powstańczy, szablę, dwie sztuki broni oraz dokumenty mówiące o jego udziale w powstaniu i wojnie polsko-bolszewickiej.

Sierpień 1939 – grudzień 2013
Jest połowa sierpnia 1939 roku. Żniwa zakończone, piękna słoneczna pogoda. Wojna wydaje się już nieunikniona. Stanisław Gralak już zdecydował – zakopie powstańczy depozyt na swoim polu. Jedzie tam ze swoją wówczas 12-letnią córką Ireną i do wcześniej przygotowanego dołu chowa skrzynię ze swoimi najcenniejszymi pamiątkami oraz dokumentami z Powstania Wielkopolskiego i Bitwy Warszawskiej.

Współcześnie historia wydobycia tego powstańczego „skarbu” narodziła się w grudniu 2013 roku. - Moja mama ostatnie lata swojego życia spędziła u mnie, wszystkie dokumenty zostały u mnie i ja później to wszystko weryfikowałam. Następnie odbył się pogrzeb kpt. Pawła Cymsa. Przeczytałam o tym w gazecie, pojechałam na jego pogrzeb. Wówczas sięgnęłam do starych dokumentów, skontaktowałam się z panem Szymonem Skalskim, dziennikarzem tygodnika „Przemiany” i on mi dużo pomógł. Skontaktował mnie z panem Robertem Gawłem, prezesem Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego w Gnieźnie i potwierdził, że te nazwiska, daty, szczegóły są znane – mówi pani Bożena, córka Stanisława Gralaka.

Potwierdza to wszystko Szymon Skalski. - Do redakcji „Przemian” zgłosiła się pani Bożena z informacją, że ma nieznane informacje dotyczące jednego z powstańców, konkretnie jej ojca Stanisława Gralaka o których nikt do tej pory nie wiedział. Ona przedstawiła mi dokumenty, a ja z racji tego, że nie potrafiłem ich zweryfikować, skontaktowałem tę panią z Robertem Gawłem. Spotkaliśmy się na początku tego roku, pani Bożena pokazał mu dokumenty. Robert Gaweł stwierdził, że to wszystko jest tak, jak rzeczywiście było, że wszystko jest autentyczne – mówi S. Skalski. - Wówczas pani Bożena powiedziała, że jej ojciec przed wojną ze strachu przed Niemcami zakopał swój mundur i rzeczy związane z Powstaniem Wielkopolskim gdzieś na polu w Łagiewnikach Kościelnych – dodaje.

Dalej pani Bożena przyznaje, że dzięki panu Skalskiemu cała ta historia ujrzała światło dzienne. - To było w sierpniu 1939 roku. Wówczas mój tata zakopał na tym polu butelki, zalakowane z dokumentami, książeczką wojskową dotyczące Bitwy Warszawskiej i Powstania Wielkopolskiego. Został zakopany mundur, szabla i dwa rodzaje broni – wyjaśnia pani Bożena i dodaje, że wówczas pojawiła się myśl, iż warto by było wydobyć ten depozyt.

Szymon Skalski podkreśla, że przez swojego znajomego Artura Wardęckiego udało się tych się tych wszystkich ludzi ze sobą skontaktować. - Na wiosnę zjawiliśmy się tutaj na rekonesans. Pani Bożena wskazała nam wstępnie gdzie to jest zakopane, a Artur Wardęcki stwierdził, że badania można tutaj przeprowadzić, ale dopiero po żniwach. I sprawa nabrała tempa. Jak okazało się, iż zboże zostało skoszone, to wtedy pojawiła się informacja, że zjawią się tutaj członkowie Stowarzyszenia „Sakwa” - wyjaśnia dziennikarz tygodnika „Przemiany”.

Sierpniowy czas poszukiwań
W połowie sierpnia do akcji włączyło się Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystycznego, w zarządzie którego jest Artur Wardęcki. Wspólnie, czyli A. Wardęcki, S. Skalski i autor tego tekstu, udaliśmy się do Łagiewnik Kościelnych do współpracującego z naszym Towarzystwem Andrzeja Szprywy, dyrektora miejscowej szkoły i wraz z nim dotarliśmy do właściciela działki na której ma być zakopany depozyt. Właściciel wydał zgodę na poszukiwania i już nic nie stało na przeszkodzie, by rozpocząć akcję.

Zaczęła się ostatnia dekada sierpnia. Kilkanaście minut po godz. 9.00. Na pole w pobliżu Łagiewnik przyjeżdża kolumna ośmiu samochodów. Z aut wysiada blisko 30 osób (z Gniezna, Poznania, Szczecina, Łodzi, Warszawy): archeolodzy, poszukiwacze, członkowie Stowarzyszenia „Sakwa”, Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego „Grupa Łódź”, jak i Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego.

Stowarzyszenie na Rzecz Ratowania Zabytków „Sakwa” (z siedzibą w Poznaniu) to jedno z elitarnych w Polsce organizacji zajmujących się wydobywaniem i ratowaniem zabytków. Do swoich działań wybiera te tematy, które – po przeanalizowaniu przez członków Stowarzyszenia – uważane za pewne. - Nie bierzemy wszystkiego w ciemno, bo historie o ukrytych skarbach, o ukrytych czołgach są praktycznie w każdym stawie i pod każdym drzewem jest zakopany skarb. Takie historie zawsze bierzemy z przymrużeniem oka i przed rozpoczęciem akcji zawsze staramy się dotrzeć do jak największej ilości szczegółów. Następnie zgłaszamy akcję do wojewódzkiego konserwatora zabytków, żeby to była akcja w pełni legalna – wyjaśnia Michał Antczak z „Sakwy”.

Po godz. 10.00 kilkunastu mężczyzn wyposażonych w wykrywacze metalu rusza w teren. Nad całością prac czuwają archeolodzy: Agnieszka Ostalczyk i Radosław Herman z firmy Arch-Tech z Łodzi i Jacek Wrzesiński z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, członek Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego. Rozpoczyna się kolejna wspaniała przygoda z historią. Już po chwili z ziemi wydobywane są pierwsze elementy metalowe: gwoździe, podkowy, guziki...

Po kilkunastu minutach na polu pojawia się też pani Bożena – córka Stanisława Gralaka – która dziarskim krokiem podąża w miejsce gdzie ma być ukryty depozyt. Taką informację kilka lat temu przekazała jej starsza siostra Irena, która była świadkiem jak ich ojciec w sierpniu 1939 roku zakopywał skrzynię.

Na polu praca idzie pełna parą. Wykrywacze „śpiewają” i wskazują kolejne znaleziska. Na razie jednak nie ma tego najważniejszego. Korzystając z okazji pytamy Michała Antczaka, dlaczego „Sakwa” zajęła się tym tematem. - W pewnym momencie na skrzynkę mailową dotarła do nas informacja o zakopanym depozycie powstańca wielkopolskiego od Artura Wardęckiego z Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego. Po kilku mailach, postanowiłem zadzwonić do Artura, dopytać o kilka szczegółów i stwierdziłem, że jest sens podjęcia tej współpracy i znaleźliśmy się tutaj dzisiaj – mówi M. Antczak. - Jeżeli coś tutaj jest w ziemi, jeśli jest szabla o której mówi pani Bożena, to na 95 procent podejmiemy ten depozyt – zaznacza.

Zagadkowa „tabliczka”, zagadkowa historia...
Na polu zjawia się Andrzej Szprywa, dyrektor miejscowej szkoły, twórca Izby Tradycji i Pamięci Gminy Kiszkowo w Łagiewnikach Kościelnych, pojawiają się też kolejni przedstawiciele z rodziny Stanisława Gralaka. W tym jego wnuk Jacek Gralak, który przyjechał z Łodzi.

- Dla mnie to bardzo ważna sprawa w związku z tym, że dla mnie ważne jest krzewienie pamięci o przodkach, zwłaszcza gdy są oni tak zasłużeni dla naszej Ojczyzny. Fakt brania udziału dziadka Stanisława w Powstaniu Wielkopolskim, potem w Bitwie Warszawskiej w bitwie pod Wołominem. To jest krzepiące dla mnie i przekazuję to moim dzieciom, rodzinie – mówi Jacek Gralak z Łodzi, wnuk Stanisława. - Historia zakopanej skrzyni była dla mnie dość dużym zaskoczeniem, dlatego, że to się pojawiło dosyć późno. Zadawałem pytania rodzinie, jak to się działo i trudno dzisiaj powiedzieć, dlaczego tak późno osoba znająca tę tajemnicę, dopiero przed śmiercią, ją ujawniła. Dla mnie jest to trochę tajemnicza sprawa, ale na szczęście dobrze, że tak się stało. Dla mojej rodziny jest to wielkie przeżycie – dodaje.

W czasie gdy rozmawiamy z J. Gralakiem, na polu dochodzi do małej sensacji. Wszyscy biegniemy w miejsce niespodziewanego odkrycia. Jeden z poszukiwaczy Tomasz Góralczyk, pokazuje wykopaną właśnie tajemniczą metalową blaszkę, przełamaną na dwie części, na której widnieje napis: „St. Gralak, Olekszyn, pow. Gniezno”.

Czy ta blaszka to fragment skrzyni, którą zakopał Stanisław Gralak? To i wiele innych pytań będzie nas nurtować już do końca dnia, a odpowiedzi niewiele... Szukamy dalej...

Po godz. 13.00 na polu pojawia się Tadeusz Bąkowski, wójt gminy Kiszkowo, który – po wcześniejszym uzgodnieniu z autorem tego tekstu, będącym prezesem Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego – przywozi uczestnikom poszukiwań kawę i ciasto. Czas na przerwę. W trakcie przerwy na kawę nie milkną rozmowy na temat kolejnych potencjalnych miejsc ukrycia depozytu.

W tym samym czasie archeolog Radosław Herman wraz z Michałem Beszterdą ze Stowarzyszenia „Sakwa”, w mobilnym „centrum dowodzenia” (samochodzie łódzkich archeologów) przeglądają jeszcze raz mapy tego terenu z okresu II wojny światowej. I dochodzą do wniosków, że w okresie, gdy depozyt był zakopywany, biegła tędy jeszcze inna droga, której dzisiaj już nie ma!

Zapada więc decyzja, że poszukiwania zostaną przeniesione w nieco inne miejsce.

Georadar i wykrywacz ramowy w akcji
Jeszcze przed przerwą na kawę do akcji ruszył kolejny sprzęt poszukiwaczy: georadar którego pracą kierował Jacek Adamiec z warszawskiej firmy gpr24.com.pl. Jak wyjaśnia: - Georadar jest przeznaczony do lokalizacji podziemnych anomalii za pomocą promieniowania elektromagnetycznego. Zasada działania georadaru polega na napromieniowaniu badanego środowiska impulsami elektromagnetycznymi małej długości i analizie sygnału, odzwierciedlonego lub rozproszonego różnymi nieciągłościami - podkreśla. - Georadar może być zastosowany w celu poszukiwania i analizy metalowych i niemetalowych nieciągłości np. warstwowe struktury, rury, pustki, elementy konstrukcji budowlanych – zaznacza Jacek Adamiec.

Równocześnie z georadarem do akcji ruszył wykrywacz ramowy, którym członkowie Stowarzyszenia „Sakwa” przebadali najbardziej interesujące nas powierzchnie badanego pola. I tak akcja trwała aż do godz. 18.30. Niestety, tym razem skrzyni nie znaleźliśmy.

- Staraliśmy się dotrzeć do wszystkich wskazanych miejsc. Problem jest taki, że nie wiemy dokładnie którędy przebiegała droga z której obserwowano miejsce zakopania. Staraliśmy się jak największy obszar objąć skanowaniem. Najpierw poprzez drobny sprzęt, wykrywacze metalu, potem ramą i georadarem, a także różnymi innymi urządzeniami elektronicznymi – mówi Grzegorz Cetner, sekretarz Stowarzyszenia „Sakwa”. - Mimo dużego obszaru objętego badaniami można kilka wniosków wysnuć. Po pierwsze, wielce prawdopodobne jest, że ten depozyt już został przez kogoś podjęty, ponieważ ten sprzęt którego używaliśmy wskazuje ewidentnie objekty metalowe. Druga rzecz może być taka, że 100 metrów, 200 metrów dalej przebiegała inna droga, był inny układ terenowy, inaczej rósł las o którym dzisiaj też rozmawialiśmy, więc może być tak, że wskazaniu terenu do badań było mylne. Może być tak, że jest on odsunięty o kilkadziesiąt metrów – kontynuuje. - Co nas cieszy. Odnaleźliśmy tę blaszkę z nazwiskiem osoby, która zakopywała ten depozyt. To też może być wskazanie do tego, że ta blaszka pochodzi ze skrzyni i że ta skrzynia została wykopana, ale może to być zupełnie inna blaszka gospodarza z jakiejś skrzyni narzędziowej, podróżnej, kufra – dodaje.

Będą dalsze poszukiwania!
Tuż przed godz. 19.00 poszukiwania zostały zakończone. Sprzęt spakowany i wszyscy udaliśmy się do Restauracji „Popularna” w Kłecku gdzie czekał na nas pyszny obiad ufundowany przez nasze Towarzystwo i starostę Dariusza Pilaka (który także odwiedził poszikowaczy na łagiewnickim polu).

Była to też okazja do rozmów o dalszych planach związanych z szukaniem tego depozytu. Grzegorz Cetner sugeruje, że warto dalej sięgać do materiałów źródłowych, warto rozmawiać z ludźmi i może dzięki publikacjom uda się pozyskać nowe wiadomości. - Nie jest to temat zakończony i chciałbym żeby nie był zakończony, bo osoby związane z rodziną pana Gralaka na pewno oczekują jakiś efektów. Wiemy, że na pewno taki depozyt był, nie wiemy niestety jaka jest jego historia i właściwe miejsce zdeponowanie – podkreśla.

Całą akcję bardzo pozytywnie ocenia też archeolog Radosław Herman. - Inicjatywa jest bardzo fajna, bo generalnie poszukiwania tego typu budują naszą historię, a to, że przy pierwszym razie nie udało się trafić na to znalezisko, wcale nie oznacza, że go tu nie ma. Badania tego typu na obszarze 6 do 8 hektarów muszą potrwać. Byłoby wielkim szczęściem gdybyśmy dzisiaj osiągnęli ten sukces. Sądzę, że należy tę akcję powtórzyć, być może zmienić metodykę, zrobić ją bardziej systematyczną, ale co do idei i co do zasady trzeba ją powtórzyć. I zbadać większy teren – zaznacza R. Herman. - Zarówno dla tego miejsca, dla tego regionu, jak i dla ludzi interesujących się historią, tego rodzaju zabytki pochodzące z początku tworzenia się nowej państwowości polskiej są w tym momencie bardzo cenne. Budują patriotyzm lokalny i należy je wspierać w każdy możliwy sposób – dodaje.

Pierwsza akcja w Łagiewnikach Kościelnych nie zakończyła się odnalezieniem powstańczego „skarbu”, ale zaowocowała nawiązaniem nowej współpracy między naszymi stowarzyszeniami. I wstępnymi planami wspólnych akcji w przyszłości.

A do Łagiewnik poszukiwacze powrócę już.... niedługo!

Karol Soberski
Fot. A. Soberska, K. Soberski
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów rodziny Gralaków

W imieniu Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego dziękujemy za udział w akcji: właścicielowi działki na której prowadzone były poszukiwania za wyrażenie zgody; mieszkańcom Łagiewnik, którzy nas odwiedzali i udzielali nowych informacji; Andrzejowi Szprywie, dyrektorowi szkoły w Łagiewnikach, staroście gnieźnieńskiemu Dariuszowi Pilakowi i Tadeuszowi Bąkowskiemu, wójtowi gminy Kiszkowo.

Szczególne podziękowania należą się Arturowi Wardęckiemu z zarządu PTH-T, który miał największy wkład w przeprowadzenie tej akcji.