Zapomniana tajemnica Mielna
Dodane przez admin dnia Kwiecień 07 2014 11:00:00
Mielno ciągle zaskakuje i strzeże swoich tajemnic... O tej historii po raz pierwszy usłyszałem kilka lat temu, gdy wiele razy przebywałem w Mielnie w gminie Mieleszyn, w związku z tematem pomordowanych pacjentów „Dziekanki”. Jednak wówczas ciągle brakowało czasu, by te informacje sprawdzić... Tym razem jednak – po ciekawym komentarzu jednej z Czytelniczek – postanowiłem w końcu zająć się sprawą pewnego samotnego dębu rosnącego około 2 kilometrów od Mielna...
Treść rozszerzona
W najbliższą sobotę pierwsza odsłona III Piastowskiego Festiwalu Tajemnic i zwiedzanie z przewodnikiem malowniczej (i tajemniczej) miejscowości Mielno w gminie Mieleszyn. Szczegóły tej wyprawy dostępne są tutaj.

Dzisiaj o najnowszej tajemnicy związanej z tą miejscowością. O tej historii po raz pierwszy usłyszałem kilka lat temu, gdy wiele razy przebywałem w Mielnie w gminie Mieleszyn, w związku z tematem pomordowanych pacjentów „Dziekanki”. Wówczas kilku mieszkańców Mielna wspominało mi, że pod pewnym drzewem rosnącym w szczerym polu znajduje się grób. A jedna z osób dodała, że jest to miejsce pochówku jednego z członków rodu von Wendorffów. Jednak wówczas ciągle brakowało czasu, by te informacje sprawdzić... Tym razem jednak – po ciekawym komentarzu jednej z Czytelniczek, pani Sylwii – postanowiłem w końcu zająć się tą sprawą.

- Skorzystam zatem z okazji i tu w tym miejscu chcę powiedzieć o jednej rzeczy związanej z Mielnem, która do dzisiaj nieraz zaprząta mi głowę. Praktycznie na przeciw pałacu w Mielnie, w szczerym polu stoi samotne drzewo. Pod tym drzewem „coś” jest. Jak byłam dzieckiem, to mówiło się, że tam znajduje się grób von Wendorffa, ale nie wiem na pewno. Udało mi się tam raz dostać, ale nie zaspokoiło to mojej ciekawości, bo nadal nie wiem co tam jest lub było... Może ktoś wie i naświetli sprawę? - napisała pani Sylwia.

I nie pozostało nam nic innego jak tylko zbadać temat.

Niedzielna wyprawa
Do Mielna pojechaliśmy w niedzielne słoneczne popołudnie. Wcześniej na mapach sprawdziliśmy dokładnie, w którym miejscu jest to wspomniane drzewo. Okazało się, że nie ma z tym żadnego problemu, ponieważ w szczerym polu, dokładnie naprzeciwko pałacu w Mielnie, rośnie tylko jedno drzewo...

Godz. 16.00. Wjeżdżamy do Mielna. Na placu zabaw dzieci pod czujnym okiem rodziców korzystają z pięknej, słonecznej pogody. Na boisku do siatkówki młodzież przygotowuje się do gry. Grupa mieszkańców siedzi przed jednym z domów, pije kawę oraz zajada się świeżo wypieczonym ciastem... Wieś tętni życiem. Przejeżdżamy przez miejscowości i skręcamy w polną drogę. Tutaj dopada nas... cisza... Można powiedzieć inny świat. Mijamy baloty słomy ułożone w wielkim stogu, dojeżdżamy do miejsca z którego wydaje się nam, że będzie najbliżej do owego samotnego drzewa.

Jeszcze raz sprawdzam aparat fotograficzny i ruszamy wzdłuż rowu granicznego w kierunku oddalonego o około tysiąc metrów miejsca, ukrytego w niewielkim zaniżeniu terenu. Słońce pięknie świeci. Idąc w kierunku drzewa, dookoła rozciągają się przepiękne krajobrazy gminy Mieleszyn. W pewnej chwili zauważamy wylegujące się w polu sarny... I one po chwili nas także dostrzegają. Najpierw unoszą głowy, przypatrują się, a po chwili dwie pierwsze zrywają się i umykają do pobliskiego lasu. Po chwili pozostałe idą w ślady swoich pobratymców.

Jesteśmy u celu
Po około 15 minutach docieramy do celu. Jeszcze w trakcie wędrówki dostrzegamy jakby jakąś tablicę ustawioną przy drzewie. Gdy osiągamy cel wędrówki naszym oczom ukazał się niecodzienny widok. Na niewielkim skrawku ziemi, w jej centralnym punkcie rośnie samotny dąb. Tuż obok, znajduje się, lekko zzieleniały, kamienny, jakby granitowy blok o wymiarach około 1 metra wysokości i 80 cm szerokości. I wykuty napis: „W.W. 6 IV 1907” a całość wieńczy wykuty krzyż.

Spoglądając na to, co zastaliśmy na miejscu, do głowy przychodzi wiele pytań, wiele hipotez, wiele odpowiedzi... Tuż obok kamiennego bloku widzimy, rozbity kamienny łuk na którym z kolei znajduje się data 188... i albo 3, albo 9. A tuż pod tym łukiem dostrzegamy, przysypaną ziemią... płytę nagrobną o rozmiarach 1,5 metra na 70 cm.

Wszystko wskazuje na to, że pierwotnie ów łuk kamienny znajdował się nad kamiennym blokiem z inskrypcją „W.W. 6 IV 1907” i frontem skierowany był w stronę pałacu. Ząb czasu, a minęło 107 lat od ustawienia tego pomnika/nagrobku, nadgryzł ową konstrukcję, a być może „pomogli” w tym także ludzie...

Napis „W.W.” kojarzy się od razu z Wilhelmem von Wendorffem, na którego polecenie wybudowano w 1904 roku obecny pałac w Mielnie. Z informacji do których udał nam się dotrzeć wynika, że Wilhelm von Wendorff umarł właśnie w roku 1907... Po nim – w tymże roku – majątek przejął jego syn Edward.

Ale czy to możliwe, że twórca pałacu w Mielnie został pochowany w szczerym polu, pod samotnym dębem? Nie można wykluczyć, że miał taką wolę, by po śmierci spocząć na wprost swojego ukochanego pałacu i „spoglądać” na niego... Przemawia za tym także ten samotny dąb, który wzmacnia symbolikę tego miejsca. Ewangelicy mieli w zwyczaju przy pomnikach zacnych, zmarłych osób sadzić od jednego do kilkudziesięciu drzew. I taki zwyczaj panował na terenie całej ówczesnej Republiki Weimarskiej. Przede wszystkim były to dęby zwane „dębami Wilhelma”, które symbolizowały świętość, wieczność natury oraz siłę, szlachetność i sławę. Nie można więc wykluczyć, że tak jest i w tym przypadku. Zaznaczam jednak, że to są tylko hipotezy.

I co najbardziej dziwne jest w tej całej historii to fakt, że do miejsca gdzie znajduje się ten grób dotarliśmy... 6 kwietnia... w 107. rocznicę... Uświadomiliśmy to sobie dopiero dzisiaj... Niesamowite...

Co dalej z tym miejscem?
Po półgodzinnym oglądaniu tego miejsca, wyruszamy w drogę powrotną. I zastanawiamy się, co dalej z tym grobem. Na pewno tematem zainteresujemy władze gminy Mieleszyn i wspólnie postaramy się to miejsce uporządkować i zadbać o nie.

Ktoś mi za chwilę zarzuci, że chcemy dbać o grób Niemca. Odpowiadam: dla mnie nie ważne, czy tam jest pochowany Polak, Niemiec, czy Rosjanin, tam jest pochowany człowiek. Jako Polacy ciągle dopominamy się, by nasi wschodni sąsiedzi dbali o polskie cmentarze na Kresach Wschodnich. Dajmy więc my przykład i zadbajmy o groby osób innej narodowości znajdujące się w naszym kraju. W tym przypadku tym bardziej mamy pewne zobowiązanie, ponieważ – jeśli faktycznie jest tam pochowany Wilhelm von Wendorff – to zawdzięczamy mu piękny pałac w Mielnie, pałac stanowiący dzisiaj nasze dziedzictwo kulturowe.

Na pewno też postaramy się zainteresować tematem odpowiednie instytucje, które pomogą zbadać ten skrawek ziemi i ostatecznie odpowiedzieć, co on skrywa.

Do tematu więc wkrótce wrócimy.

Karol Soberski