„Perła Oceanu” wraca nad Wrześnicę…
Dodane przez admin dnia Styczeń 31 2014 14:00:00
W listopadzie ubiegłego roku, w felietonie zatytułowanym„Syndrom małej dziury, albo…”, pisałem tutaj o bardzo niepospolitej kobiecie. Urodzonej 14 grudnia 1912 roku w Czerniejewie Irenie Wiland, córce miejscowego lekarza Bolesława Wilanda i Haliny Wiland (z domu Wyrembecka) która była córką poznańskiego piekarza mieszkającego na Chwaliszewie. Każdego zainteresowanego znaną mi wtedy historią „Perły Oceanu”, odsyłam do wspomnianego artykułu, który można znaleźć w zasobach archiwalnych mojego cyklu tutaj.
Treść rozszerzona
Od czasu jego ukazania wielu ludzi solidnie pracowało nad tym, aby poznać dalsze losy „Pierwszej Damy Floty Alianckiej” i każdemu serdecznie za to dziękuję. I chociaż z braku wymiernych efektów tych zabiegów już się wydawało że to koniec tej sagi, to jednak 17 stycznia zadzwonił telefon...

Był piątkowy wieczór, dzwonił red. Soberski: - Panie Szczepanie, pewna Pani z Poznania pyta, czy możemy Jej udostępnić pański numer telefonu, podobno ma wiadomości o kobiecie o której pan pisał.

- Co?!!! Po tylu wysiłkach i zabiegach, gdy podstawowym tego rezultatem było milczenie rozmaitych instytucji krajowych i zagranicznych, które nie raz reklamowały się jako kopalnie wiedzy i wzory moralności gotowe służyć w potrzebie, naraz coś takiego? Nie do wiary! Dawaj Pan śmiało! - odpowiedziałem.

Moje zdziwienie nie zdążyło jeszcze okrzepnąć, gdy telefon odezwał się ponownie. Ciepły kobiecy głos leciał do mojego ucha jak kojący balsam i coraz bardziej zadziwiał. Rozmowa była bardzo długa. Potem były następne połączenia, pytania i wyjaśnienia, tudzież listy wysyłane za pomocą medium, które – jak się okazało – było sprawcą całego tego szczęścia. Otóż Pani Anna z Poznania (jestem Jej niezmiernie wdzięczny za wszystko co dla sprawy zrobiła, ale szanuję Jej wolę i nie ujawniam danych personalnych) poszukując w internecie danych do stworzenia drzewa genealogicznego swojej rodziny, trafiła na mój artykuł o Irenie Dybek z domu Wiland w IL.pl. Reszta już poszła „jak z płatka” i naraz wszystko stało się jasne. Ba! Piękne! Myślę, że każdy kto obejrzy załączone unikatowe zdjęcia naszej bohaterki nie zaprzeczy, że tylko złotej oprawy brakuje dla tak cudownej Perły.

Zresztą, nie o samą urodę tutaj idzie. Irena Dybek pięknie zapisała się w pamięci ludzi i bohaterskiego „Kromania”. Statku, który „walił do wroga z wszystkiego oprócz komina”. Ona zaś, zgodnie z sentencją rzymskich kobiet składających śluby swoim mężom, które nie dopuszczając kompromisu mówi jednoznacznie - „Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja”, stanęła dzielnie u boku swojego męża i stała się nieodłączną częścią załogi tego korabia z charakterem wtedy, gdy na głowę leciały bomby, a pod kadłubem wybuchały miny. Była też przy nim wtedy, gdy po zdradzieckim uwięzieniu przez kolaborantów francuskich, zacumowany za podwójną siecią i pod groźną „opieką” nadbrzeżnych baterii w porcie Dakar, „Kromań” pod dowództwem Jej drugiej połowy, kapitana Tadeusza Dybka – i to pomimo zarekwirowania kluczowych części maszyny oraz map, wyrwał się wraz z dzielną załogą tego rogatego statku do walczącej Anglii, aby służyć wiernie najświętszej sprawie – Polsce. (A. Fiedler „Dziękuję ci, kapitanie”). „Kromań” nie był statkiem wielkim, nie był też okrętem bojowym, przynajmniej tak było formalnie, ale nie bez kozery nazywano go „krążownikiem handlowym” i nie bez przyczyny uzyskał uznanie angielskiej admiralicji która nie dawała nikomu laurów za friko. Prawdziwym zaś fenomenem tej historii było to, że przez cały czas wojennej służby - w konwojach i wszelkiego rodzaju morskich akcjach, m. innymi podczas lądowania aliantów w północnej Afryce, na jego pokładzie była piękna kobieta która urodziła się w małym miasteczku nad Wrześnicą...

Celem autora tego opracowania nie jest zbyt głębokie wchodzenie w życie prywatne Ireny Wiland, celem tym jest tylko ukazanie tego fragmentu Jej życiowej drogi, kiedy to niby prawdziwy wilk morski stała dzielnie u boku swojego męża narażając życie i podnosząc morale żołnierzy, a wszystko w służbie Tej, którą prawdziwie kochała - zniewolonej Ojczyzny.

Drugim celem autora jest zarysowanie tego, co Jej pierwsza i mała Ojczyzna chce po latach zrobić dla Niej. Ponieważ dalsze losy „Inki” są już znane, miasto Czerniejewo pragnie więc uczcić pamięć swojej rodaczki najlepiej jak potrafi i już czyni do tego wzniosłego aktu stosowne przygotowania. Myślę jednak, że wszystko w swoim czasie i kiedy słowo stanie się ciałem, napiszę Państwu o tym i pokażę jak to będzie wyglądało. Tutaj zdradzę tylko, że w swoich zamierzeniach nie oddalimy się zbytnio od wody... A ponieważ wszystko na tym świecie ma swój koniec, czas na epilog.

„Perła Oceanu” powróciła do Polski w 1976 roku i zamieszkała w Poznaniu na Winogradach. (czyli, że informacja o zamieszkaniu w Gdyni gdzie Jej szukaliśmy, była mylna) W swój ostatni rejs wyruszyła 4 kwietnia 1995 roku i została pochowana na cmentarzu parafii św. Jana Vianneya przy ulicy Lutyckiej. Tutaj mogę dodać, że cmentarz ten uchodzi za jedną z bardziej ekskluzywnych nekropolii Poznania. Cześć Jej pamięci!!!

Na koniec powiem, że nowa wiedza jaką udało się nam pozyskać, pozwoli na poszerzenie hasła poświęconego Irenie Wiland w będącym w realizacji „Słowniku” gnieźnieńskiego pisarza marynisty – Mariusza Borowiaka. Do tekstu załączam swój sonet poświęcony pamięci naszej bohaterki, oraz unikatowe zdjęcia Ireny i Jej męża Tadeusza, tudzież zdjęcie „Kromania” stojącego w porcie. Na publikację zdjęć z prywatnych zbiorów, mam zgodę Pani Anny która mi je dostarczyła i której tą drogą raz jeszcze za wszystko serdecznie dziękuję.

Szczepan Kropaczewski


***

Irena Wiland – Dybek

Dumo Wielkopolski, naszej ziemi kwiecie
z czerniejewskiej muszli narodzona perło…
Stąd, na oceany i morza na świecie
Tyś polskiej bandery niosła dumne berło…

Dziecię zapomniane w swej kolebki domu
niby mgły rozwiane w atlantyckiej dali…
Tylu tam żegnałaś śród bólu i sromu.
A jak Ty tęsknili, bili i kochali…

„Perło Atlantyku” dziewczyno i żono.
Sławnego „Kromania” nieodrodny micie…
Nimfo oceanu… w ziemi cię złożono
gdzie Twa Stella Maris przygasła w niebycie…

Wróć tedy do swoich z kursu gwiezdnych szlaków
do dawnych sąsiadów, druhów i rodaków…

22.01.2014 r.
Sz. K.