Jakie zagadki skrywają dwory w gminie Mieleszyn?
Dodane przez admin dnia Październik 07 2013 19:00:00
- Wzbogaci się wiedza o regionie, bo jest tyle zapomnianych rzeczy w naszej pięknej Wielkopolsce, że trzeba turystów odrzucić niejako od tematów oklepanych, a pokazywać im to, co jest nieznane – tak fakt zorganizowania pierwszej wyprawy z cyklu „Z sercem w plecaku... Wędrówki po bezdrożach naszego regionu...” skomentował jeden z jej uczestników. Karol Soberski – pomysłodawca projektu – zaprosił miłośników historii i turystyki do zagłębienia się w historię dworów z Popowie Podleśnym Popowie Ignacewie i Przysiece.
Treść rozszerzona
Za nami kolejna z wypraw z cyklu „Z sercem w plecaku... Wędrówki po bezdrożach naszego regionu...” zorganizowana przez Karola Soberskiego.

Na czym mają polegać te wędrówki? - Nasza propozycja skierowana jest do wszystkich miłośników fotografii, pięknych krajobrazów, historii, pieszych wędrówek, czy też spędzania wolnego czasu na łonie natury. Nasze wędrówki nie mają charakteru rajdu, ponieważ my uczestnikom wyznaczamy tylko trasę wędrówki, zapewniamy przewodnika i możliwość wejścia do obiektów lub na teren obiektów na co dzień niedostępnych – mówi Karol Soberski, prezes Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego. - Ta pierwsza wyprawa została zorganizowana bardzo spontanicznie. Ogłosiliśmy ją zaledwie cztery dni przed terminem wyprawy, ponieważ chcieliśmy wykorzystać zapowiadaną słoneczną, październikową sobotę. I mimo tego, że był bardzo krótki czas na zgłoszenia, to kilkanaście osób z Gniezna, Kłecka, Poznania czy Swarzędza, przyjechało na tę wędrówkę po bezdrożach – dodaje.

Cykl wędrówek pod hasłem „Z sercem w plecaku... ” ma polegać na tym, że każdy chcący wziąć udział w danej wyprawie zgłasza się w miejscu wyznaczonym przez organizatorów (wcześniej poprzez portal PiastowskaKorona.pl zapoznaje się z programem) i rusza na trasę wędrówki, trasę liczącą około 6 kilometrów. I tak też było w minioną sobotę. Pierwsza wędrówka obejmowała możliwość obejrzenia dworów w Popowie Podleśnym Popowie Ignacewie i Przysiece.

Ruszamy z Popowa Ignacewa
Sobota, godz. 9.00. Kilka stopni powyżej zera. Odczuwa się, że wkrótce przyjdzie zima. Na placu przy kościele parafialnym w Popowie Ignacewie pojawiają się pierwsze samochody. W między czasie na nasz telefon przychodzą sms-y, że kilka osób jednak nie dojdzie. Szkoda. Ostatecznie pojawia się kilkanaście osób z różnych stron Wielkopolski (jak się później okazało tak mała grupa to komfort dla uczestników wyprawy, ponieważ nie ma żadnych problemów by usłyszeć przewodnika, z czym bywały kłopoty wcześniej, gdy zjawiało się np. 100 osób).

- Te dwie miejscowości tworzą jedno sołectwo. Większe jest Popowo Ignacewo, zamieszkiwane przez około 180 osób, Popowo Podleśne liczy około 25 mieszkańców – powitał uczestników Karol Soberski, który wcielił się w rolę przewodnika po wspomnianych dworach. - Nazwa wsi Popowo Ignacewo pochodzi od Ignacego, który był właścicielem majątku w latach 1389 - 1420, są to zarazem najstarsze wzmianki o tych wsiach. Źródła wskazują, że co najmniej do początku XIX w. obie wsie miały tych samych właścicieli, były to rody Popowskich, Sokolnickich i Przysieckich, a od roku 1713 rodzina Godzimirskich. W roku 1843 majątki sprzedano rożnym właścicielom i od tego czasu zmieniali się oni bardzo często. Zarówno w Popowie Ignacewie jak i w Popowie Podleśnym do dziś istnieją dwory zbudowane w tym samym okresie (na przełomie lat 1880 - 1900) wówczas to ziemie te należały do Towarzystwa „Kaiser – Wilhelms – Spende” (Dar cesarza Wilhelma) – dodaje.

Po tym krótkim wstępie ruszamy obejrzeć kościół (niestety tylko z zewnątrz, ponieważ miejscowy ksiądz był nieobecny). - Fundatorem kościoła w Popowie Ignacewie, projektu Stefana Cybichowskiego, był Franciszek Saskowski, który wybudował również pałac w Popowie Ignacewie. Kościół powstał w latach 1933-36. W 1936 r. został konsekrowany przez kardynała Augusta Hlonda. W latach 1939-45 kościół służył jako magazyn wojskowy, a cały majątek Popowa Ignacewa był pod zarządem komisarycznym niemieckim – opowiada K. Soberski stojąc nad grobem F. Saskowskiego i jego matki Anny, znajdującym się przy świątyni.

Wrześniowa zbrodnia
Po chwili zadumy nad grobem właściciela tych dóbr, udajemy się na cmentarz, by złożyć hołd zamordowanym przez hitlerowców w 1939 roku. - Do tej zbrodni doszło 9 września 1939 roku. Wówczas na drodze niedaleko Mielna, niemieckie wojsko zatrzymało powracających zza Strzelna mieszkańców Popowa Ignacewa. Jeden z nich, Walenty Budnik, powoził wozem, za którym dwaj młodzi ludzi pędzili bydło. Byli to Józef Tackowiak i Wacław Szczepański. Jak się później okazało, w skrzyniach była broń należąca prawdopodobnie do Franciszka Saskowskiego – opowiada K. Soberski. - Hitlerowcy zatrzymali tych trzech mężczyzn, jak również czterech innych: ks. Kazimierza Nowickiego z Paterka koło Nakła, dwóch braci Płoszańskich z Wągrowca i Modesta Guntzela z Kcyni. Tego samego dnia wszyscy zostali wyprowadzeni do lasu za Mielno, gdzie musieli wykopać dla siebie groby. I tam też, w godzinach wieczornych, zostali rozstrzelani. Zginęli wszyscy z wyjątkiem Wacława Szczepańskiego, który uciekł znad tego dołu śmierci. On sam po wojnie opowiadał, że wykorzystał moment, gdy do niemieckich żołnierzy przyjechał oficer i wdał się z nimi w dyskusję. Wówczas on uciekł do lasu. Wraz z nim próbował też zbiec J. Tackowiak, ale miał mniej szczęścia i został trafiony w klatkę piersiową – podkreśla K. Soberski.

Wacław Szczepański uciekł nad jezioro Głęboczek, potem do ciotki do Gniezna, następnie wrócił do rodzinnego domu. Przeżył wojnę. Tydzień po rozstrzelaniu pozostałych, zostali oni ekshumowani i pochowani na cmentarzu w Popowie Ignacewie, gdzie spoczywają do dzisiaj (jedynie bracia Płoszańscy zostali ekshumowani później).

Piękny dwór w Popowie Podleśnym
Po wysłuchani tej tragicznej historii, uczestnicy wyprawy powędrowali do Popowa Podleśnego, gdzie znajduje się piękny dwór, obecnie będący własnością Nadleśnictwa Gniezno. - Ten niewielki parterowy dwór, nakryty dachem naczółkowym, zwieńczoną dekoracyjnym neobarokowym czy też manierystycznym szczytem (attyką) i jest jednym z najlepiej utrzymanych podobnych dworów w naszym regionie. Wejście do dworu poprzedzone jest kolumnowo-filarowym gankiem niosącym balkon. Całość otacza co zresztą widać, bardzo zadbany park o powierzchni 2,4 ha – wskazuje K. Soberski.

Dwór ten zbudowany pod koniec XIX, a rozbudowany został około 1920 roku. - Ale pierwsze wzmianki o Popowie Podleśnym pochodzą już z 1357 roku i mówią, że należało ono do kapituły gnieźnieńskiej. W XVI wieku była to własność Mieleńskich i Przysieckich, w 1618 roku Jana i Krzysztofa Mieleńskich, w 1793 roku wraz z Popowem Ignacewem skarbnika gnieźnieńskiego Jana Godzimirskiego. W XIX wieku właścicielami Popowa Podleśnego byli Jordanowie, w tym Atanazy Jordan, który wybudował ten dwór w latach 1880 – 1890 – mówi nasz przewodnik. - W kolejnych latach właścicielami byli m.in. w 1909 roku Tomasz Siemieński, w 1930 r. Bolesław Kowalski, a następnie w latach 1930 – 1939 Tadeusz Kijewski – dodaje.

Od 1946 roku dwór jest własnością Lasów Państwowych. Pięknie zadbany park w Popowie Podleśnym zrobił wrażenie na naszej grupie, podobnie jak sam dwór. Ciekawostką, na którą zwrócił uwagę nasz przewodnik, jest dróżka prowadząca do dworu, która jest w kształcie cyfry „9”.

Wieś z kasztanowcem
Z żalem opuszczaliśmy ten piękny zakątek gminy Mieleszyn. Uczestnicy wędrówki żałowali, że nie wszystkie dwory są w tak pięknym stanie, jak ten w Popowie Podleśnym. Maszerując z Popowa Podleśnego w kierunku Popowa Ignacewa, skręciliśmy w alejkę, która jeszcze kilkanaście lat temu, po obu stronach, była obsadzona pięknymi wiśniami. Dzisiaj niewiele już zostało z tej „wiśniowej” alei. Naszym celem był teraz dwór w Popowie Ignacewie. Zanim jednak do niego dotarliśmy, po drodze zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie pod koniec XIX wieku znajdowała się... wieś! (O tej historii pisaliśmy tutaj – a wkrótce przedstawimy efekty naszego dziennikarskiego śledztwa).

- Dzisiaj rośnie tutaj pole kukurydzy, kiedyś była łąka, na środku której rośnie kasztanowiec, pod którą znajduje się samotna mogiła. Jak udało mi się ustalić, na przełomie XIX i XX wieku był tu folwark należący do majątku Popowo. Właścicielem był Niemiec o nazwisku Bayer, od którego folwark kupił Saskowski. A wszystko działo się w okresie międzywojennym – opowiada K. Soberski.

Następnie – prawdziwymi bezdrożami – grupa powędrowała wzdłuż zabudowań dawnego PGR w Popowie Ignacewie, przeciskając się przez rosnące dosłownie wszędzie wierzby, aż wreszcie dotarła do dworu w Popowie Ignacewie. Dworu, który jest przeciwieństwem – jeśli chodzi o wygląd – tego z Popowa Podleśnego.

Tajemnice dworu w Popowie Ignacewie...
- Jak już państwu wspominałem, Popowo Ignacewo było własnością Saskowskich. Miało to miejsce w latach 20-tych XX w. i wówczas majątek należał do Saskowskich, Adama (1926 r.) i Jana (1929 r.). Ostatnim właścicielem przed wojną był Franciszek Saskowski, pochowany przy kościele w 1941 r. - mówi K. Soberski.

Stojąc przy dworze w Popowie Ignacewie, K. Soberski podkreślił, że park założony jest w kształcie dużej litery L i otoczony jest częściowo murem z kamienia polnego i cegły ułożonej w regularne kwadraty, obecnie otynkowanego. - Pozostała część muru zbudowana jest z cegły pełnej palonej na podmurówce z kamienia polnego. Co ciekawe, dawniej do dworu prowadziły aż cztery bramy. Park posiada cenny starodrzew. Występują tu kasztanowce, lipy i akacje – mówi. - Ciekawostką parku są dwa elementy. Pierwsze to swoista altana, a raczej jej pozostałości, znajdująca się w północno-wschodniej części parku. A druga rzecz, to resztki cokołu stojącego kilkadziesiąt metrów od altany, pomiędzy pomnikowymi dębami, cokołu na którym ponoć przed wieloma lat miała stać figura jakiegoś świętego. Niestety do dzisiaj nie wiadomo którego świętego – podkreśla nasz przewodnik.

Dwór w Popowie Ignacewie składa się z dwóch części, starej od strony północnej z dwoma ryzalitami od wschodu i zachodu z gankiem w części środkowej i nowej od strony południowej powstałej prawdopodobnie sumptem Franciszka Saskowskiego w latach 30-tych XX w. (monogram F.S. wraz z datą 1937 r. widnieje na ścianie południowej dworu), dwukondygnacyjnej krytej dachem dwuspadowym.

W 1946 r. majątek Popowo Ignacewo przeszedł na Skarb Państwa (rozparcelowano 284 ha gruntów). W następnych latach był we władaniu kolejno w latach 1953-57 – RSP, od 1961 r. – PGR Łabiszynek, obecnie znajduje się w gestii Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.

Przy okazji zwiedzania parku i dworu pojawiło się kilka ciekawych hipotez, które już wkrótce przedstawimy naszym Czytelnikom.

Po opuszczeniu parku, grupa przeszła przez wieś, gdzie miała okazję zobaczyć dawne czworaki wybudowane w 1924 roku. Dalej swoje kroki skierowaliśmy do Przysieki.

Dwór masonów?
Po około 1,5 km marszu dotarliśmy do Przysieki. - Wieś ta ma bardzo ciekawą historię. Powstała z dwóch wsi – bardzo starej Przysieki i Kobylnicy – mówi K. Soberski. - Pierwsza osada powstała tu prawdopodobnie w XII wieku. W dokumentach historycznych Przysieka pojawia się w 1243 r., kiedy książę Przemysł I nadał ją klasztorowi w Gnieźnie. Najwcześniej znanymi właścicielami był ród Awdańców, po nich comes Lupus, a od 1381 r. wieś należała do rycerza Michała z rodu Dryów. W późniejszych latach panowali tu: Przysieccy, Popowscy, Płaczkowscy, Paruszewscy, Godzimirscy i Młodzianowscy. Na początku XIX w. weszła w skład tzw. klucza mieleszyńskiego, należącego do rodu Kalksteinów. W 1861 r. Przysiekę, i majątek liczący 728 ha, kupił Niemiec Teodor Dionysius. Ostatnimi jej właścicielami byli Wendorfowie – zaznacza.

I właśnie po tych dawnych właścicielach pozostał dwór klasycystyczny, wybudowany w końcu XIX w. Dwór jest piętrowy, kryty dachem mansardowym z kwadratową wieżą i ma kształt litery L albo węgielnicy – symbolu masonów. Najstarszą częścią (z 2 poł. XVIII w.) jest główne skrzydło z ryzalitem zwieńczonym falistym gzymsem. Na przełomie XIX i XX w. dobudowano drugie skrzydło.

- Gdy już mowa o masonach. Po I wojnie światowej dwór, należący do rodu Wendorffów, był miejscem niezwykłych spotkań. Przyjęło się, że był on miejscem spotkań masonów. Do dziś na strychu zachowało się pomieszczenie, tzw. komnata masońska, w której na ścianach widnieje kilkadziesiąt czytelnych, składanych kolorową farbą autografów z datami, być może śladami przyjęcia do loży. Starsi ludzie wspominali, że w okresie międzywojennym do dworu zjeżdżali się eleganccy panowie, odziani w jednolite, czarne fraki i cylindry oraz białe szale i rękawiczki, i w milczeniu udawali się do specjalnej komnaty – opowiada K. Soberski.

Ale po obejrzeniu wspomnianej tzw. komnaty masońskiej pojawiły się inne ciekawe hipotezy, co do owych napisów. Już wkrótce przedstawimy je na naszych łamach.

Po obejrzeniu dworu i parku o powierzchni prawie 2,5 ha, gdzie w oczy rzuca się wiąz szypułkowy o obwodzie 348 cm, grupa ruszyła w drogę powrotną do Popowa Ignacewa, gdzie nastąpiło zakończenie wędrówki.

„Wzbogacą się rodzinne albumy, wzbogaci się wiedza o regionie”
Po zakończeniu wędrówki, zapytaliśmy jej uczestników o ich odczucia i opinie na temat takiego spędzania wolnego czasu. - Każda impreza ma swój klimat, ma swoją specyfikę i na każdej imprezie jest coś nowego, ciekawego, odkryte dzięki wskazaniom organizatorów. Na pewno tych miejsc do których docieramy, o tej wiosce której już nie ma, to pomimo wielu lat życia, bo ponad 50 lat, pewnie nigdy bym się nie dowiedział. Dlatego warto takie przedsięwzięcia organizować, ponieważ każdy kto się interesuje turystyką, historią, a przede wszystkim ogromna wiedza organizatorów, decyduje, że ma się tę okazję, by chwycić tego bakcyla historii i czymś dalej się zainteresować – mówi Aleksy Wilkosz.

Z kolei Janusz Kubacki-Gorwecki podkreśla, że dzięki takim inicjatywom wzbogacą się rodzinne albumy, wzbogaci się wiedza o regionie, bo jest tyle zapomnianych rzeczy w naszej pięknej Wielkopolsce, że trzeba turystów odrzucić niejako od tematów oklepanych, a pokazywać im to, co jest nieznane. - I temu mają służyć takie imprezy. Ludzie przychodzą, oglądają i wychodzą zadowoleni. Świadczy to też o tym, że to grono cały czas się powiększa. Poprzednia impreza, czyli Rajd po Bieszczadach Kłeckich, jeszcze wcześniejsze przedsięwzięcia, pokazują, że jest nas coraz więcej. Walor poznawczy, który sprawia, że wytyczamy nowe szlaki, nie zwiedzamy tych oklepanych miejsc, eksplorujemy miejsca warte poznania i jesteśmy niejako jako Towarzystwo pionierami – mówi J. Kubacki-Gorwecki.

W grupie, która miała możliwość obejrzeć trzy dwory były też panie. - Dzisiejszą wędrówkę oceniam bardzo pozytywnie. Warto takie projekty organizować, bo dzięki nim człowiek poznaje miejsca, których w wielu przypadkach nie zna, nawet w okolicy swojego najbliższego miejsca zamieszkania. A jest tyle miejsc, gdzieś tam zapomnianych, że warto szerzyć kulturę i wiedzę historyczną – podkreśla Justyna Wardęcka.

Będą kolejne wędrówki
Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne już dzisiaj zapowiada kolejne takie wędrówki. - Poprzez ten projekt chcemy zarażać wszystkich chętnych wędrówkami w poszukiwaniu nowych, nieznanych miejsc, w odkrywaniu szlaków niewydeptanych jeszcze przez turystów. Chcemy też podpowiadać, jak można usłyszeć opowieści starych murów, samotnych drzew i zapomnianych duchów – zaznacza K. Soberski.

Już dzisiaj możemy wszystkich miłośników historii i turystyki zaprosić na kolejne dwa przedsięwzięcia: „Spotkanie z historią” w Łopiennie (w drugiej połowie października) i rajd z Tarnowa Pałuckiego do Łekna (prawdopodobnie w listopadzie). O szczegółach poinformujemy już wkrótce na naszych łamach.

(as)

Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne dziękuje Michałowi Michalakowi, nadleśniczemu Nadleśnictwa Gniezno za wyrażenie zgody i możliwość zwiedzenia parku i dworu w Popowie Podleśnym.