Po śladach historii
Dodane przez admin dnia Lipiec 09 2013 15:00:00
Historia to bardzo pojemne słowo... Historią jest to, co zdarzyło się w czasach biblijnego potopu oraz to, co zdarzyło się pięć minut temu. Historię trudno jest objąć, a jeszcze trudniej ją zrozumieć, autor tego materiału nie stawia więc sobie tak ambitnego celu, jemu wystarczy do pewnych jej wątków powrócić...
Treść rozszerzona


Historia ziemi na której żyjemy jest bardzo skomplikowana, mówiąc z grubsza, powodem takiego stanu rzeczy, jest fakt szczególnego usytuowania naszej Ojczyzny na mapie świata. Na lekcjach geografii wprawdzie wpajano nam, że Europa kończy się na Uralu, ale granice kulturowe za nic sobie mają mapy i atlasy. Człowiek, podobnie jak zwierzę, zawsze starał się (nie inaczej jest i dzisiaj) znaleźć dla siebie taki zakątek, gdzie warunki pozwolą mu spokojnie żyć i pracować bez względu na to, gdzie przebiegały jakieś tam granice. Nie rzadko, była to więc oddalona ziemia należąca do innego ludu, ale nie zawsze taka ekspansja odbywała się wbrew woli prawowitych jej właścicieli. Ba, było tak, że gości z dalekich krajów tutaj zapraszano, gwarantując podstawowe wolności i ziemię, ziemię wprawdzie taką, której nikt z miejscowych nie chciał...

Niedawno odwiedziłem taki zakątek, a po drodze wstąpiłem na dwa cmentarze, które pozostały jedynym materialnym śladem po innych ośrodkach tego typu. Celem mojej wyprawy były Bure Olędry, raczej miejsce na mapie, niż wioska, ale tutaj zachowała się przynajmniej jedna oryginalna chałupa, dla wtajemniczonych, zachowało się też ukryte pośród lasu miejsce wioskowego cmentarza. Niestety, ale krzyż który możecie Państwo zobaczyć na załączonym zdjęciu, już nie istnieje, zdjęcie jest więc unikalnym dokumentem uciekającego czasu...

Dzisiaj, można tam zobaczyć ledwie zarys jednego grobu i dobrze zachowane granice tej maleńkiej nekropolii. Jak wspomniałem powyżej, po samej wiosce pozostała jedna, kryta trzciną chałupa, kilka zarośniętych zielskiem wzgórków oznaczających lokalizację innych siedlisk, rozległe halizny zamienione w łąki po byłych polach uprawnych, oraz ślady wodnej inżynierii osadników którzy potrafili zarówno osuszyć leśne bagniska, jak i nawilżyć okoliczne piaski.

Jak się wydaje, centralnym ośrodkiem tej lokalnej społeczności była dzisiejsza Nekielka, gdzie zachował się i został uratowany przed dewastacją maleńki kościółek. Wracajmy jednak na trasę mojej wycieczki. Pierwszym miejscem które odwiedziłem, był ukryty wśród lasu cmentarz w Lipkach, tutaj mogę dodać, że po drugiej stronie szosy jest wyciągnięte lekko z lasu Leśnictwo Linery (historycznie - Lindery) jedyna pamiątka po istniejącej kiedyś olęderskiej osadzie. W ostatnim czasie, staraniem Gminy Czerniejewo zachowane miejsca wiecznego spoczynku pionierów tej ziemi, doprowadzono do możliwego porządku i opłotowano. Na cmentarzu w pobliskim Rakowie, ufundowano nawet tablicę informującą przechodnia o tym miejscu. Szacunek okazany umarłym, świadczy o naszym człowieczeństwie, przynajmniej w tym zakresie człowiek bywa podobny do słonia i chwała każdemu, kto tak myśli oraz czyni.

Na wspomnianym cmentarzu, szczęśliwie zachowało się trochę nagrobnych płyt i charakterystycznych dla tej kultury elementów. Mam tutaj na myśli przedstawiony na zdjęciu mały monument w kształcie drzewa, na którym zazwyczaj sytuowano pamiątkową tablicę nagrobną. Tego typu wykute w piaskowcu pomniki, spotykałem na każdym cmentarzu ewangelickim. Tutaj dodam pewną ciekawostkę pochodzącą z innego miejsca (Baranowo w gminie Łubowo) licząc, że ktoś z szanownych Czytelników pomoże mi zrozumieć symbolikę zapamiętanego elementu. Chodzi o wykuty na nagrobku gest splecionych w geście pojednania, czy też powitania dłoni. Niestety, ale wspomniana płyta nie zachowała się do epoki aparatów cyfrowych i nie mogę jej Państwu tutaj zaprezentować.

Ludzie o których tutaj piszę, dawno nie żyją, trudno też oceniać dzisiaj ich indywidualne postawy, jedno jest pewne, oni nie przyjechali tutaj jako najeźdźcy i wrogowie, oni walczyli o własny byt i musieli wywiązywać się ze swoich zobowiązań wobec miejscowych panów, którzy ich na swoje włości wpuścili. Historia zaś pokazuje, że ci którzy wytrwali i z powodzeniem realizowali swój cel, odeszli stąd wtedy, gdy tereny te przestały być Polską, tylko stały się pruską prowincją, wtedy wielu wyjechało za wielką wodę i osiedliło się w dalekiej Australii. Dzisiaj, gnani sentymentem ich potomkowie, przyjeżdżają tutaj pomodlić się na mogiłach swoich dziadów i chwalą nas za troskę okazaną ich prochom.

Szczepan Kropaczewski