Odkrywali sekrety Mielna...
Dodane przez admin dnia Kwiecień 13 2014 20:00:00
„Odkrywamy sekrety Mielna” - pod takim hasłem odbyła się pierwsza wyprawa historyczna w ramach tegorocznego III Piastowskiego Festiwalu Tajemnic. Inauguracja Festiwalu odbyła się w Mielnie, gdzie blisko siedemdziesiąt osób z różnych stron Wielkopolski i Kujawsko-Pomorskiego postanowiło poznać tajemnice tej małej, ale przepięknej miejscowości w gminie Mieleszyn. Piękna, słoneczna pogoda i rodzinna atmosfera, która panowała wśród uczestników „przygody z historią” sprawiła, że kilka godzin wspólnego wędrowania na długo zapadną w pamięć.
Treść rozszerzona
Zwiedzanie Mielna rozpoczęło się o godz. 9.00. Ale już tuż po godz. 8.00 na placu przed świetlicą wiejską pojawili się pierwsi uczestnicy wyprawy. Do Mielna zjechały się osoby zarówno w powiatu gnieźnieńskiego (m.in. Gniezno, Kłecko, Czerniejewo, Trzemeszno), jak i z innych stron wielkopolski (m.in. Poznań), czy też z sąsiedniego województwa (Rogowo, Żnin, Bydgoszcz). Nie zabrakło też mieszkańców Mielna, Świątnik Wielkich czy Mieleszyna.

Uczestników spotkania powitał Karol Soberski, pomysłodawca i dyrektor III Piastowskiego Festiwalu Tajemnic oraz Janusz Kamiński, wójt gminy Mieleszyn. - Cieszę się ogromnie, że przyjechaliście państwo do Mielna, tej trzeciej co do wielkości miejscowości w gminie Mieleszyn. Mielno to piękna wieś, mająca ogromne walory przyrodnicze, ale też dużo ciekawych obiektów historycznych – mówi J. Kamiński. - Tym bardziej jestem zadowolony, że pan Karol wybrał tym razem Mielno, a przypomnę, że w ubiegłym roku zorganizował podobne zwiedzanie innej miejscowości w naszej gminie – Łopienna – dodaje wójt. - Życzę wielu wrażeń podczas poznawania historii Mielna, jak i okolic tej miejscowości – podkreśla.

O początkach Mielna
Po powitaniu, K. Soberski opowiedział o początkach Mielna. - Ta miejscowość ma bogatą historią, chociaż nie jest ona do końca spisana, ale postaram się przedstawić dzisiaj państwu najciekawsze fakty z dziejów Mielna – zaczął K. Soberski. - W średniowieczu Mielno było własnością rycerskiego rodu Wczelów, którzy osiadłszy tutaj z czasem przybrali nazwisko Mielińskich vel Mieleńskich. Najwcześniejsze wzmianki w których pojawia się nazwa miejscowości pochodzą z pierwszych lat XV wieku i informują o dziesięcinach płaconych przez właścicieli majątku parafii w Modliszewku. Z właścicieli tych w latach 1426 – 1448 wzmiankowany jest Piotr oraz Marcin z Mielna. W 1468 roku kolejny Piotr noszący już nazwisko Mieleński, a następnie bracia Stanisław i Marcin określani jako dziedzice w Mielnie, wzmiankowani do połowy lat 80. XV wieku. Od tego czasu występują Wincenty i Hektor Mielińscy, synowie Marcina. Ród Mielińskich był właścicielem Mielna do 1626 roku, gdy majątek został sprzedany Stefanowi Ostrowskiemu. Od niego w II połowie XVII wieku posiadłość przeszła w ręce Kazimierza Obremskiego – opowiada. - W polskich rękach Mielno było do XIX wieku – dodaje.

Po tym wstępie, grupa ruszyła wzdłuż tzw. osiedla leśnego (domki te powstały w latach 70-tych ubiegłego wieku dla 24 rodziny pracowników Lasów Państwowych) i skierowała się do kaplicy w kształcie rotundy, gdzie na uczestników wyprawy czekał ks. Andrzej Januchowski, proboszcz parafii pw. św. Jakub Ap. w Modliszewku, pod którą to parafię podlega kaplica w Mielnie.

Po drodze K. Soberski kontynuował swoją opowieść o Mielnie. - W 1880 r. posiadłość zakupił Carl Otto Max Heinrich baron von Sprenger. Następnie, przed 1896 r., inne źródła mówią, że rodzina ta już od 1870 r. była właścicielem Mielna, majątek nabył Wilhelm von Wendorff. Po jego śmierci, od 1907 r. właścicielem był jego syn Edward (do 1932 r.) W 1932 r. majątek przejął jego brat Jurgen Otto von Wendorff (zginął w czasie II wojny światowej pod Kijowem) i oficjalnie był właścicielem do 1945 r. Jednak po jego śmierci zarządzała majątkiem jego matka, która uciekał z Mielna 21 stycznia 1945 r. - mówi K. Soberski.

Kaplica - rotunda
Kaplica ta jest jedną z niewielu o tym kształcie budowli w powiecie gnieźnieńskim. Została ona wybudowana w 1927 roku przez ówczesnego właściciela tej miejscowości Edwarda von Wendorffa jako miejsce pochówku członków rodziny von Wendorffów.

- Znajdujemy się teraz na terenie, który kiedyś był cmentarzem ewangelickim. Pani Wendorffowa pojechała do Włoch, odwiedziła Rawennę i tak się zachwyciła Mauzoleum Teodoryka Wielkiego, króla Ostrogotów z VI wieku, że postanowiła podobną kaplicę grobową wybudować w Mielnie. I tak powstała ta rotunda wybudowana z kamienia ciosanego – opowiada ks. Andrzej.

Dalej ks. Andrzej pokazuje znajdującą się nad wejściem do kaplicy płaskorzeźbę z herbem Wendorffów. - To jest zboże i lilie. Zboże, bo zajmowali się rolnictwem, a w okolicznych lasach można jeszcze spotkać fundamenty po stodołach – wskazuje ks. Andrzej i dodaje, że kiedyś gdy się weszło do wnętrza kaplicy, to po lewej stronie znajdowało się wielkie i straszne malowidło. - Było tam drzewo genealogiczne rodu Wendorffów. Były to białe tabliczki na czarnym tle i robiło to ponoć okropne wrażenie. Typowa kaplica grobowa. Czy jednak ktoś tutaj został pochowany. To trudno powiedzieć. Są tylko pewne legendy – dodaje.

Kaplica ta została zniszczona w czasie II wojny światowej. Po niej działkę przejął Skarb Państwa i umiejscowił tu m.in. magazyn, później w latach 70-tych harcówkę. W latach 80-tych ją odrestaurowano, a 1984 r. przekazano parafii w Modliszewku. W 1988 r. erygowano ją na kaplicę pw. Matki Bożej Różańcowej.

- Wiemy też, że kaplica ta nie służyła mieszkańcom Mielna. Skąd to wiadomo? Otóż jako wynika z bardzo ciekawej książki, którą polecam, autorstwa obecnego tutaj pana Marka Szczepaniaka, pt. „Od Skoków do Laskowa. Z dziejów parafii ewangelicko-unijnych gnieźnieńskiego okręgu kościelnego” mieszkańcy Mielna, uczęszczali na nabożeństwa do kościoła w Rogowie. Pod koniec XIX wieku parafia ta – obejmująca m.in. Mielno, Kowalewo, Dziadkówko, Dziadkowo, Popowo, liczyła 1345 ewangelików. I tak było aż do 1945 roku – uzupełnił wypowiedź księdza Andrzeja, K. Soberski.

Jezioro Mielno – Jezioro Utrata
Po wysłuchaniu opowieści o kaplicy, uczestnicy zwiedzili jej wnętrze i obejrzeli ją z zewnątrz. Następnie zeszli nad jezioro Mielno, gdzie wysłuchali informacji tym akwenie. - Jezioro Mielno to akwen o wielkości 26 ha i w najgłębszym miejscu ma 5,6 metrów. Jezioro ma długość 1450 metrów i szerokość 300 metrów – mówi K. Soberski.

Przebywając nad jeziorem, oprowadzający grupę K. Soberski opowiedział też legendę o leżącym niedaleko jeziorze Utrata. - W miejscu zwanym dzisiaj Utrata, na wzgórzu za wsią przed wiekami stał kościół. Proboszczem był wielce pobożny i życzliwy ludziom kapłan. Co niedzielę, na eucharystię do świątyni przychodziły rzesze wiernych. Jednakże nastały czas, gdy ludzie zaczęli odwracać się od Pana Boga. Czas zamiast w kościele woleli spędzać na hulankach i swawoli w sąsiadującej z kościołem, karczmie. Proboszcz, jak tylko potrafił, starał się wiernych odciągać od tych niedzielnych uciech i zachęcał do udziału w mszy świętej. Bez skutku. Z niedzieli na niedzielę, coraz mniej osób nawiedzało Dom Boży. Ksiądz pogodził się już z faktem, że na mszy świętej jest coraz mniej wiernych. Do czasu... Pewnej niedzieli, gdy nastał czas mszy świętej, ksiądz wychodząc na eucharystię zobaczył w kościele tylko jedną osobę... Malutką, ubraną w białą sukienkę dziewczynkę. Wszyscy pozostali parafianie ucztowali w karczmie. Wzburzyło to bardzo pobożnego kapłana i zwrócił się on z prośbą do Pana Boga, by ukarał bezbożnych mieszkańców wsi. Stwórca wysłuchał kapłana i ukarał wieś, zalewając ją wodą... I tak - wedle ludzkich podań - powstało miejsce zwane dzisiaj jeziorem Utratą – mówi K. Soberski.

Dalej K. Soberski mówi, że wiele lat temu słyszał od najstarszych mieszkańców tej okolicy, że jezioro to nazywane je zaklętym. - W nocy Judasza, to jest przed Zaduszkami, 28 października, w jasną księżycową noc słychać w okolicach Utraty dźwięki dzwonów – podkreśla. - Kilka lat temu od pani Marii Pujanek z Nowaszyc usłyszałem dokończenie tej legendy. Koniec historii z jeziorem Utrata nastąpi wówczas, gdy urodzi się niewinne dziecko i zjawi się ono w okolicach tego jeziorka, wówczas ma pojawić się wąż, który w pysku będzie trzymał klucz. I jeśli dziecko weźmie ten klucz, wówczas kościół powróci... - dodaje.

A ks. A. Januchowski zaznacza, że w jeziorze Utrata rybacy niechętnie łowią ryby, ponieważ to jezioro ma podwójne dno.

Historie okolic
Po zapoznaniu się z historią kaplicy i wysłuchaniu legendy o jeziorze Utrata, grupa powędrowała pod dawną szkołę w Mielnie. Po drodze K. Soberski opowiedział kilka historii o okolicy Mielna.

- Z innych ciekawostek historycznych dotyczących Mielna warto wymienić to, że dawniej istniało tzw. Nowe Mielno znajdujące się na północ od Mielna w połowie drogi do Dziadkowa. Zostało ono jednak wykupione przez von Sprengera i włączone do majątku – mówi K. Soberski. - Inną ciekawostką jest istnienie wsi Gałąź, która znajdowała się w połowie drogi do Nowaszyc, po wschodniej jej stronie. Była to wioska kolonistów niemieckich, a znajdowała się tam m.in. szkoła ewangelicka. Dzisiaj są tam widoczne ślady po cmentarzyku. Wieś została wykupiona przez właściciela Mielna i z czasem zniknęła z powierzchni ziem – dodaje.

Szkoła w Mielnie
Pierwsza szkoła (według kroniki szkolnej z 1945 r. prowadzonej przez nauczyciela Floriana Kierzkowskiego) w Mielnie powstała około 1850 roku. Budynek był z muru pruskiego i stał niedaleko drogi prowadzącej do Dziadkowa, czyli nieco dalej na wschód niż obecna szkoła. Ta szkoła stała do 1908 roku, w którym to zawaliła się na skutek wichury.

- Budowę nowej szkoły rozpoczęto w 1908 roku. Zbudowane dwie klasy w jednym budynku oraz mieszkanie dla kierownika szkoły. Ponadto osobne mieszkanie z budynkiem gospodarczym wybudowano dla nauczyciela – ewangelika. Do tej szkoły chodziły dzieci z Mielna, Nowaszyc, Biskupca, Dziadkówka i Dziadkowa oraz ze wsi Ławiczno, nieistniejącej już, która znajdowała się na wschód od Mielna nad Wełną – mówi K. Soberski, gdy uczestnicy stanęli przed budynkiem tej właśnie szkoły, która dzisiaj jest prywatnym domem.

Pierwszym – po I wojnie światowej – nauczycielem w Mielnie był pan Łubis przybyły z Galicji. Pełnił on tę rolę do 1926 roku, a następnie przeniósł się do Ułanowa – Świniar (gm. Kłecko). Do szkoły chodziło wówczas około 60 dzieci polskich i 5 niemieckich.

- Około roku 1926 do drugiego budynku szkolnego, w którym dzisiaj jest przedszkole, przeniesiony został Posterunek Policji Państwowej dotychczas znajdujący się w Modliszewku. W Mielnie posterunek był przez 10 lat, po czym został przeniesiony do Mieleszyna. W Mielnie pierwotnie było dwóch, a na koniec trzech policjantów – podkreśla przewodnik.

Szkoła a II wojna światowa
Będąc przed szkołą K. Soberski opowiedział także o sytuacji szkoły w Mielnie w czasie II wojny światowej. - Pod koniec sierpnia 1939 roku Mielno zalała fala uchodźców z zachodu, uciekających na wschód. Jak pisze kronikarz „stada bydła i gromady ludzi przechodziły tędy i koczowały w lasach” - mówi K. Soberski. - Do Mielna Niemcy weszli 9 września w godzinach popołudniowych. Gdy wybuchła II wojna światowa, cały majątek szkoły – oprócz tablic, szaf i niektórych ławek – został zniszczony. Budynek został zdewastowany. Meble zostały rozkradzione i przydzielone Niemcom. W szkole – od 1940 do maja 1941 roku – przebywało wojsko niemieckie, które później poszło na Wschód. W tym też czasie publicznie spalono w Mielnie wszystkie książki szkolne i te pozostawione przez nauczyciela – dodaje.

Dalej K. Soberski podkreśla, że w 1943 r. w szkole rozpoczęła się nauka polskich dzieci, ale w języku niemieckim. Z kolei od 1944 roku w szkole mieszkali Niemcy znad Morza Czarnego i od nich – jak pisze kronikarz – „budynek szkolny, ogród i płoty ucierpiały najbardziej”. - W Mielnie wojska radzieckie zjawiły się 24 stycznia 1945 r. i toczyły potyczki z ukrywającymi się w lesie niedobitkami wojsk niemieckich. Normalna nauka w szkole zaczęła się 5 maja 1945 roku – zaznacza przewodnik.

Folwark w Mielnie
Spod szkoły, uczestnicy wyprawy przeszli przez wieś i zatrzymali się naprzeciwko zabudowań dawnego folwarku. - Widzimy tutaj zabudowania gospodarcze dawnego folwarku. Zostało on założony prawdopodobnie w II połowie XIX wieku. Na podstawie pozostałości dawnej zabudowy można przyjąć, że zlokalizowane tutaj były: obory, chlew, stajnie i owczarnie, stodoła, gorzelnia z ośmiobocznym kominem oraz spichlerz i kuźnia – mówi K. Soberski. - Do dzisiaj zachowały się – w różnym stopniu pierwotnej bryły – jedna obora, stajnia, gorzelnia i mocno przebudowana kuźnia – wskazuje.

K. Soberski opowiedział też historię z lipca 1928 roku, gdy w stodole wybuchł wielki pożar, który strawił większą część ówczesnych zbiorów. Przyczyną pożaru, jak podaje kronikarz, był wybuch elewatora, co spowodowało „zapalenie słomy i w konsekwencji całej stodoły”.

- Tutaj widzimy też, już w większości gruntownie przebudowane, domki pracowników folwarku. Zbudowano je w latach 80-tych XIX wieku. Zostały zlokalizowane po obu stronach drogi. Budynki, czworaki i sześcioraki, murowane, założone na prostokątnych rzutach, parterowe z niską kondygnacją poddasza pod niskim dwuspadowym dachem – pokazuje K. Soberski.

Najstarszy dąb w powiecie gnieźnieńskim
Dalej grupa skierowała się w stronę jeziora Mielna i skręciła na wzgórze, gdzie znajdują się cztery dęby szypułkowe – pomniki przyrody. - Te potężne dęby to świadkowie długiej historii Wielkopolski. Największy z nich ma w obwodzie ponad 710 centymetrów. Pozostałe mają: 340 cm i dwa po 330 cm – mówi K. Soberski. - Jeśli chodzi o wiek tych dębów szypułkowych, to jeszcze nie dawno mówiło się że mają od 600 do 800 lat. Jednak z kroniki szkolnej z 1945 roku wynika, że już w okresie międzywojennym, wiek tego największego dębu określano na 900 lat! Czyli dzisiaj możemy stwierdzić, że stoimy przy dębie mającym około 1000 lat! - dodaje.

Dąb ten jest najstarszym dębem w powiecie gnieźnieńskim! Pod takim świadkiem historii nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia uczestników wyprawy. Następnie wszyscy przeszli do parku i pałacu w Mielnie.

Pałac Wendorffów
- Zanim powstał ten współczesny pałac, w II połowie XIX wieku ówczesny pałac znajdował się we wschodniej części, na niezbyt rozległym terenie, ograniczony dwoma drogami i brzegiem jeziora. Pewnie gdybyśmy dzisiaj dobrze poszukali, jakieś pozostałości znajdziemy – opowiada stojąc przed frontem pałacu K. Soberski.

- Kompleks pałacowo-parkowy powstał na przełomie XIX i XX wieku i należał do rodu Wendorffów. Obecny pałac w Mielnie został zbudowany w 1904 r. przez architektów Erdmana i Spindera z Berlina dla Wilhelma von Wendorffa. Jednak wersja z kroniki szkolnej mówi, że pałac powstał już w 1901 r. I wówczas zamieszkał w niej dziedzic Wilhelm von Wendorff wraz z małżonką, sprowadzoną z Pomorza Szczecińskiego – Paulą Busing – mówi K. Soberski.

Pałac w Mielnie to pałac eklektyczny z elementami neobarokowymi, w stylu stworzonym przez Niemców po 1900 r., zwanym „willhelmińskim”, równolegle z polskimi poszukiwaniami mieszanki gotyku, klasycyzmu i innych dawnych stylów zwanych „stylem polskim”.

- Jak podaje Maria Strzałko w książce „Majątki Wielkopolski” „pałac został wzniesiony jako murowana, otynkowana, założona na rzucie wydłużonego prostokąta budowla ze zryzalitowaną częścią środkową elewacji frontowej i tylnej, dwoma bocznymi pdeudoryzalitami elewacji frontowej oraz trójbocznie zamkniętym aneksem” - mówi K. Soberski.

Dalej K. Soberski opowiada, że są pewne informacje, że w pałacu znajduje się ukryte pomieszczenie, tzw. „czarna komnata” służąca jako siedziba dawnej loży masońskiej i jest to największa tajemnica pałacu. - A wykluczyć tego nie można, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że Edward von Wendorff, jeden z właścicieli pałacu w Mielnie był także w latach dwudziestych XX wieku dzierżawcą pałacu w Przysiece, gdzie taka komnata się znajduje – podkreśla.

Przewodnik wskazuje też na oficyny z początku XX w. Zbudowane prawdopodobnie według projektu tych samych architektów co pałac, odwołujące się do wzorów barokowych. - Dzisiaj dawną formę zachowała oficyna północna. Po stronie południowej – obecna oficyna to dawna stajnia cugowa – pokazuje K. Soberski.

Po 1946 r. majątek trafił do Skarbu Państwa, a następnie w wyniku reformy rolnej rozparcelowany. Później na majątku działała Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna, PGR, a w 1962 r. pałac przejęło Kuratorium Oświaty z Poznania i przeznaczony został na siedzibę Państwowego Domu Wczasów Dziecięcych. Dom ten zlikwidowano w 2007 r., a w 2011 r. pałac został wydzierżawiony na 15 lat nowemu właścicielowi.

Park w Mielnie
Park otaczający pałacu pochodzi z II połowy XIX w. i ma powierzchnię około 3 ha. - Jest to pięknie położony park krajobrazowy, łagodnie zbiega ku brzegom jeziora. Zachowany jest tu cenny starodrzew w wieku ok. 100-150 lat. Był tutaj okazały drzewostan, m.in. dęby, jawory, wiązy, lipy, robinie, sosny, klony – mówi K. Soberski.

K. Soberski wskazuje też, że główną osią kompozycyjną parku stanowiła aleja dojazdowa, rozpoczynająca swój bieg przy bramie, prowadząca na obszerny podjazd, poprzedzony gazonem. Stąd rozchodziły się promieniście boczne aleje biegnące w głąb parku.

- Z tyłu pałacu, wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu, utworzony został taras ziemny ograniczony murem. Z niego sprowadzały schody do położonego niżej założenia parkowego, które do dzisiaj się zachowały – opowiada K. Soberski, gdy grupa stanęła przed elewacją tylną pałacu.

I tutaj uczestnicy dostrzegli jedną z największych ciekawostek tego kompleksu - pomnik Atlasa. - Sporych rozmiarów figurę jeden w Wendorffów miał ponoć wygrać w karty. Ale według innej wersji, znajdujący się w parku pomnik Atlasa, hrabia Wendorff przywiózł po zakończeniu budowy pałacu – mówi K. Soberski. - Na tym postumencie jest data 1795. I tutaj rodzi się kilka pytań: pałac powstał w 1904 r., więc ta rzeźba nie mogła być tutaj przywieziona po zakończeniu budowy. Teoretycznie. Ród Wendorffów jest w Mielnie od 1870 roku. Nie mógł więc wygrać w karty tej rzeźby, chyba, że rzeźba pochodzi z tego 1795 roku, a może tylko postument? Jedna z kolejnych tajemnic Mielna... - dodaje K. Soberski.

Niestety, w związku z prowadzonymi pracami budowlanymi wewnątrz pałacu, uczestnicy wyprawy nie mogli wejść do środka obiektu.

Po opuszczeniu terenu parku i pałacu w Mielnie, grupa zatrzymała się tuż przed bramą wjazdową do parku. Tam K. Soberski opowiedział o historii rozstrzelanych przez hitlerowców – 9 września 1939 roku – sześciu mężczyznach, których Niemcy zatrzymali w tym właśnie dniu na drodze nieopodal Mielna. Obelisk postawiony ku czci tych zabitych znajduje się około 2 km od Mielna.

Kawa, poczęstunek, upominki
Następnie wszyscy uczestnicy wędrówki skierowali się do świetlicy wiejskiej w Mielnie, gdzie czekał na wszystkich poczęstunek oraz kawa i herbata. Nie zabrakło też – co stało się już tradycją tych wypraw – losowania upominków przygotowanych przez organizatorów. Tym razem ich fundatorem był Dariusz Pilak, starosta gnieźnieński.

Po blisko godzinnym odpoczynku, po wymienieniu się wrażeniami z wyprawy, ci, którzy mieli jeszcze siłę i czas, udali się samochodami do lasu niedaleko Nowaszyc, gdzie w 1942 roku hitlerowcy zamordowali 500 pacjentów szpitala „Dziekanka” w Gnieźnie. Po wysłuchaniu historii tej makabrycznej zbrodni i zapaleniu znicza przy stojącym tam obelisku, uczestnicy przeszli w głąb lasu i stanęli w zadumie nad „dołami śmierci”... (o tej historii więcej tutaj)

Gdy na zegarku dochodziła godz. 14.30 ostatni uczestnicy „Odkrywania sekretów Mielna” wyjechali z tej pięknej i pełnej tajemnic miejscowości.

Kolejna wyprawa w ramach III Piastowskiego Festiwalu Tajemnic już 26 i 27 kwietnia. Wówczas poznawać będziemy „Nowe tajemnice Zakrzewa”!

Aleksandra Soberska
Fot. Joanna Borowska, A. Soberska

Organizatorzy III Piastowskiego Festiwali Tajemnic pragną podziękować: Annie Eichstaedt-Grunwald, sołtys Mielna, Januszowi Kamińskiemu, wójtowi gminy Mieleszyn, ks. Andrzejowi Januchowskiemu, proboszczowi parafii w Modliszewku i Romualdowi Adamskiemu, dzierżawcy pałacu w Mielnie za pomoc w zorganizowaniu tego przedsięwzięcia.