„Na koszary!” Jak to jest z Powstaniem Wielkopolskim w Gnieźnie...
Dodane przez admin dnia Grudzień 30 2012 13:30:00
Wielu naszych Czytelników jest pod ogromnym wrażeniem rekonstrukcji zdobywania koszar, która w piątek odbyła się na dziedzińcu szkoły przy ul. Sobieskiego. Wielu też w mailach pyta, dlaczego takie zdarzenia związane w wybuchem w Gnieźnie Powstania Wielkopolskiego są tak mało rozpropagowane, a dla niektórych wręcz nieznane! Postanowiliśmy więc wypełnić tę lukę i porozmawiać z Robertem Gawłem, historykiem, prezesem gnieźnieńskiego koła Towarzystwa Przyjaciół Powstania Wielkopolskiego o tych wydarzeniach i planach na przyszłość.
Treść rozszerzona
- Proszę powiedzieć naszym Czytelnikom jak to było z tym zdobywaniem koszar?
- 28 grudnia 1918 roku, w godzinach popołudniowych, tak około godz. 16.00 przyjechał do Gniezna emisariusz Rady Żołnierskiej z Poznania, sierż. Piotr Walczak i on się zatrzymał pod domem Bolesława Kasprowicza. Wtedy to się nazywała Friedrichstrasse 142, dziś Hotel Pietrak, ul. Chrobrego 3. Tam był dom człowieka, który tutaj był bardzo szanowanym obywatelem i wokół niego tworzyły się grupy także te powstańcze. Walczak przyjeżdża po to, żeby w Gnieźnie zainicjować wybuch powstania, bo obawiano się, że tutejszy silny Garnizon Niemiecki może iść na odsiecz Poznaniowi, albo zablokować bardzo ważne szlaki i węzły komunikacyjne.

Przypomnijmy, że w koszarach przy dzisiejszej ul. Sobieskiego mieliśmy 49. Pułk Piechoty, a przy ul. Wrzesińskiej 12. Pułk Dragonów, tam było ponad 1000 koni z wojskiem, dużo broni maszynowej i było to niebezpieczne dla powstania. Dlatego Gniezno jest tak ważne.

Po długiej naradzie w domu Kasprowicza, którego zresztą na miejscu nie było, ponieważ on pojechał na spóźnione powitanie Paderewskiego do Poznania. I tam po długiej naradzie ustalono, że należy rozpocząć szturm na koszary. Komendantem Gniezna zostaje Zygmunt Kittel, zresztą Kittel wypełniał zalecenia Naczelnej Rady Ludowej, która wstrzymywała wszelkiego rodzaju działania zbrojne bojąc się reakcji państw zachodnich. Ale jednak ruch oddolny był tak duży i tak spontaniczny, co było widać na ulicach, że nie szło już tego zatrzymać. Dlatego po krótkiej dyskusji tłum który się gromadził na ówczesnej Friedrichstrasse, zaczął skandować hasło „Na koszary!” i udali się w kierunku koszar. A samochód, którym przyjechał Kittel oznaczony chorągiewkami, jechał razem z tym tłumem. Coraz więcej ludzi się wokół tego samochodu zaczęło gromadzić. Auto mija dzisiejsze skrzyżowanie ulicy Sobieskiego i Chrobrego, wjeżdża w ulicę wtedy Lipową, to jest ostatni fragment ul. Chrobrego, jak się wjeżdża w kierunku straży pożarnej. Tam może około 20 metrów przejechał i zawrócił, i pojechał w kierunku dzisiejszej ulicy Sobieskiego, wtedy Koszarowej. Zatrzymują się przy odwachu i zaczynają się pertraktacje z dowództwem Garnizonu Niemieckiego.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że już Niemcy są dosyć zniechęceni do jakichkolwiek działań wojennych. Sami nie wiedzą co się dzieje. Mają informacje, sprzeczne zresztą, płynące z Poznania, a poza tym duża część żołnierzy jest sprzyjająca Polakom, bo to są Polacy służący w niemieckim wojsku. To podawanie broni przez okno zbrojowni, byli na to świadkowie, to wszystko co działo się z tym, żeby szybko zablokować pocztę. Poczta była sercem, mózgiem płynących informacji, bo tam był telegraf. Zresztą pocztę zdobywano dwa albo trzy razy i to pokazuje jaki był chaos. Całkowita spontaniczność. Tu nikt na razie nie dowodzi. Tam dużą rolę odgrywają powstańcy tacy przede wszystkim jak Leon Przychody. To jest zasłużona rodzina gnieźnieńska. On biegłą niemiecczyzną zwraca się do Niemców, żeby przestali podejmować jakiekolwiek działania obronne, bo nie mają szans. A jak nie będą walczyć to spakujemy ich w pociągi i wrócą do domów, „do mam i do swoich dziewczyn”. Koszary zostają zdobyte bez walki.

Następnie po drodze zostaje wyzwolony dworzec kolejowy, a to już się zbliżała północ. I nad ranem zostały wzięte koszary 12. Pułku Dragonów. Takim poświęceniem i zmysłem organizacyjnym wykazuje się marynarz Mariusz Wachtel, który potem zginie pod Rynarzewem. Taki jest pierwszy dzień. Gniezno zostaje oswobodzone bez ofiar. Dopiero potem będą ofiary...

- Gniezno wolne, bez ofiar, bez wystrzałów...
- Właściwie to strzały są. Wiemy, że były jakieś wystrzały tam przy odwachu przy ul. Koszarowej i więcej strzałów padło przy ul. Wrzesińskiej. Tam niemiecki oficer nie chciał się poddać, ale gdy stwierdził, że nie ma łączności, że sprawa jest beznadziejna, bo koszary są otoczone i będą wzięte, i pewnie nie chciał narażać swoich żołnierzy i siebie.

- Za nami druga w historii Gniezna rekonstrukcja związana z wybuchem Powstania Wielkopolskiego. Na ile ona była realna?
- Była realna na tyle, że odbyła się w tym miejscu gdzie koszary są, bo został przedostatni z budynków. Musimy bowiem zdać sobie sprawę jeśli chodzi o zakres tego obiektu. To, co my dzisiaj widzimy przy ul. Sobieskiego, to jakbyś spojrzeli na dzisiejszy Hotel Nest, to symetrycznie stoi taki sam budynek, jak koszar przy ul. Sobieskiego, z drugiej strony i ogromny, potężny, dwa razy większy od tego, który jest przy Sobieskiego, budynek przy końcówce ul. Chrobrego, vis-à-vis Urbisu, szkoły ekonomicznej i straży pożarnej. To jest ogromny obiekt, który został zbombardowany w 1939 roku. Poza tym były realne postacie, które w tej rekonstrukcji występowały. Był Leon Przychody, sierż. Walczak, był Zygmunt Kittel. W te postacie wcieliły się osoby znane z wielu działań w Gnieźnie. Nie ma ofiar, ale my zdajemy sobie sprawę, że zrobienie takiej rekonstrukcji, która pokazuje te półgodzinne utarczki związane z tym, jak dyskutowali na wartowni, to nie byłoby to interesujące. A my chcieliśmy pokazać atmosferę jaka była w czasie tego powstania, bo zginęło ponad 2 tys. powstańców. Walczyli gnieźnianie, kompania wrzesińska, witkowska, kłeckoska, i tu by można było wymieniać. Walczyli oni na Froncie Północnym, krwawiło to wojsko. I my chcieliśmy pokazać jak mogła wyglądać taka walka o taki obiekt wojskowy. I dlatego też ta rekonstrukcja.

Jest ona dla nas ciągiem logicznym tego, co się wydarzyło w roku ubiegłym, czyli przyjazd sierż. Walczaka na deptak i tam pod koniec rekonstrukcji jej uczestnicy krzyczeli „Na koszary!”. Teraz były więc koszary.

- W tegorocznej rekonstrukcji wzięło udział około 60 osób, czyli więcej niż w roku ubiegłym. Oznacza to, że chętnych do pokazywania takiej „żywej” historii jest coraz więcej?
- W zeszłym roku mieliśmy dziesięciu mundurowych Prusaków, którzy już robili wrażenie. W tym roku pruskich żołnierzy jest trzydziestu. Pozostali to są powstańcy, młodzież, chłopcy i dziewczyny z wielu szkół. I z Zespołu Szkół Ekonomiczno-Odzieżowych, z I Liceum Ogólnokształcącego, II LO, III LO, Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 4. Poza tym absolwenci szkół... Jest bardzo dużo ludzi, wiele dorosłych osób. I nikogo do udziału w tym przedsięwzięciu nie trzeba było zachęcać.

- Jeszcze kilka lat temu miało się takie wrażenie, że Powstanie Wielkopolskie w Gnieźnie jest zapomnianym powstaniem. Ale po ubiegłorocznej i tegorocznej rekonstrukcji wydaje się, że idea powstania odzyskuje wigor, pamięć powraca.
- Przede wszystkim widzę, że przełomem była 90. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego, ponieważ nastąpiło ogromne zaangażowanie władz województwa wielkopolskiego, samorządów i każdy z samorządowców, działaczy politycznych chciał przyłożyć rękę do tych działań patriotycznych, bo zaczęło dochodzić do ich głów, że faktycznie to jest wyzwolenie. Nie 11 listopada, ale 27, 28 i inne dni grudnia 1918 roku. I dlatego też ten zapał, który potem idzie w kierunku tych działań szkolnych, bo szkoły są podstawową sprawą. Takie będą Rzeczypospolite, jak chowamy młodzież, i jak w szkołach uczymy, a że państwo polskie zbyt dużej roli ogólnoedukacyjnej nie przywiązuje do Powstania Wielkopolskiego, bo uważają, że to powstanie lokalne, a dla nas są to dni walki o niepodległość, dlatego musimy sami o to walczyć. Poza tym te rekonstrukcje, te tablice które wieszamy, bo właściwie co roku gdzieś jakaś tablica jest powieszona, mają znaczenie, ponieważ budynki są znakowane. I w ten sposób są ślady pamięci i pozostaje to na pokolenia.

To są głównie inicjatywy Towarzystwa Pamięci Powstania, ale my nie mamy na to dużych środków i albo zbieramy własne środki, albo startujemy w konkursach po te pieniądze. Albo inicjujemy jakieś działania, bo to jest nasza rola. Ale to co widać u młodych ludzi, niesamowite zainteresowanie, a duży przełom nastąpił kiedy zdecydowaliśmy, że trzeba działać na zasadzie większej armii i podpisaliśmy porozumienie ze „Szlakiem Piastowskim” i „Wiarą Lecha”. Dlatego też była już druga ta rekonstrukcja i myślę, że to jest dobry kierunek.

Poza tym wahadło zaczyna się odwracać w drugą stronę. Od tego nihilizmu, który mówił, że ten patriotyzm to jest coś złego, coś prymitywnego, czego nie ma w Europie, tylko my tacy jesteśmy bo ciągle tylko o tych ranach, o tych walkach. Ale my nie mówimy o ranach, bo dla nas powstanie jest zwycięskie, a poza tym musimy pokazać młodym ludziom, że jest jakiś ciąg historyczny, że są jacyś ludzie, którzy tu przed nimi żyli. Oni nie zlecieli z nieba, tylko mają rodziców, mają dziadków, i to jest ta ciągłość historyczna i jakieś następstwo powinno zostać. I oni widzą dzisiaj, że trzeba tą tożsamość budować. Niekoniecznie lejąc łzy, oddać cześć poległym, złożyć kwiaty, zapalić znicz, ale też się pobawić, dlatego też były inicjatywy związane z pubem w Starej Kamienicy i w Lokomotywie.

- Reasumując. Przyszłość pamięci Powstania Wielkopolskiego rysuje się dobrze?
- Widzę tę przyszłość w różowych barwach, tym bardziej, że jest to powstanie wokół którego zaczyna się budować pamięć zbiorowa, ale nie zbudowana tak od okazji do okazji, tylko w sposób wielkopolski i ona trwa przez cały rok. To jest praca organiczna. Nie żeby wyskoczyć, że tu znakujemy groby bo jest rocznica powstania, tylko robimy to na co dzień, wspomagamy się wzajemnie, nie wyrywamy sobie jakiegoś splendoru z tego, tylko doceniamy wszystkich, którzy nad tym pracują.

Ponadto w przyszłym roku, o czym już wielokrotnie mówiłem, do Gniezna powrócą prochy kapitana Pawła Cymsa. Chcemy, by spoczął on na cmentarzu św. Piotra, tam gdzie leżą inni powstańcy. Ta uroczystość będzie miała wymiar symboliczny, ale chcemy, jak już wspomniałem, by był ten ciąg historyczny, ale też pragniemy pobudzić mieszkańców naszego regionu do myślenia o swojej przeszłości.

Z kolei przyszłoroczna nasza inscenizacja odbędzie się w Zdziechowie, ponieważ chcemy pokazać tamtejsza bitwę pod Zdziechową. I myślę, że nam się to wszystko uda.

Rozmawiał: Karol Soberski
Fot. J. Mikołajczyk

Na ten temat:
Radosne świętowanie, rekonstrukcja i wielkopolskie klimaty
„To, czego dokonali Wielkopolanie, było niespotykanym fenomenem”
Powstańcy zdobyli koszary! Rekonstrukcja godna Wielkopolskiego Zwycięstwa
Wybuch Powstania Wielkopolskiego w Gnieźnie
Akropol Naszych Bohaterów