„Szwedzki okop”
Dodane przez admin dnia Sierpień 07 2013 17:00:00
Pomimo tego, że obiekt, o którym dzisiaj napiszę, tylko połowicznie spełnia założony standard – nie jest mianowicie usytuowany sensu stricte na terenie powiatu gnieźnieńskiego – to jednak, jest - jak na mój gust - dość dziwny i leży tak blisko powiatowej granicy, że postanowiłem uznać go za swego. „Okop” leży w lesie, a tutaj wytyczenie granicy – przynajmniej dla laika, nie jest rzeczą prostą. Drzewa w każdym powiecie wyglądają podobnie...
Treść rozszerzona
„Szwedzki okop” ma z pewnością tyle wspólnego ze Szwedami, co ja z angielską rodziną królewską, ale całkiem możliwe, że Szwedzi napili się tam kiedyś okowity... To jest zupełnie możliwe, bo kiedy najechali Polskę, on tam już był i to od dawna. Dla bliżej zainteresowanych sprawą mam informację, że obiekt jest oznaczony na mapie powiatu gnieźnieńskiego, jako „grodzisko” i pewnie miał je chronić, ale nie jestem pewien, czy użycie tego słowa jest tu właściwe, bo grodzisko to – przynajmniej potocznie, jakiś zespół, przynajmniej kilka chałup, chociażby małych. Do tekstu dołączę parę zdjęć i aczkolwiek wyrobienie sobie na ich podstawie wyobrażenia o skali „grodziska” może być trudne, to zapewniam, że wewnątrz kolistego wału – przy logicznym założeniu, że budowla taka musiała być umiejscowiona centralnie, a to w celu jakiegoś minimalnego oddalenia od potencjalnego zagrożenia, można było postawić, co najwyżej jeden, zapewne drewniany „kurnik”.

Sam obiekt, licząc średnicę zewnętrzną wałów, ma około 50 metrów i w trzech czwartych posiada widoczne ślady okalającej go kiedyś fosy. Wysokość wału – „na oko” wynosi kilka metrów i zapewne - w czasie swojej świetności, była ona powielona drewnianą palisadą. Oczywiście ja nie jestem archeologiem i wszelkie tego typu domniemania są tylko dywagacjami laika - niczym więcej, aczkolwiek patrząc na coś w tzw. realu, nie jest się zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Ciekawą dla mnie rzeczą jest fakt, że zachowany dobrze wał, nie wykazuje w żadnym miejscu śladu po jakiejkolwiek bramie. Oczywiście nie mówię tu o konkretnej konstrukcji, tylko o braku jakiejś wyrwy, a chociażby wyraźnego obniżenia, świadczącego o istnieniu tam kiedyś furty. A jest rzeczą oczywistą, że jeżeli obiekt był istotnie „grodziskiem”, to jego mieszkańcy musieli często wychodzić poza niego i to nie tylko na spacery, ale i po zaopatrzenie, oraz wyprowadzać stąd zwierzęta, np. konie, które niewątpliwie również posiadali.

„Szwedzki okop” - w przeciwieństwie do opisanej tu kiedyś „Grobli”, czy też „Lisiej górki”, leży w rejonie o dość bogatej, zapewne polodowcowej rzeźbie, ale nie sądzę, że ktokolwiek nazwie go tradycyjnie „ozem”. To z całą pewnością jest dzieło człowieka, ale cel, dla którego go kiedyś zbudowano, mnie przynajmniej zdumiewa, a to z tego głownie względu, że aczkolwiek jego wzniesienie kosztowało wiele wysiłku, to praktyczny efekt, jaki można było uzyskać z tej pracy wydaje się być znikomy. Taka konstrukcja mogła, co najwyżej chronić od wiatru, ale to z pewnością nie było pierwszym celem jego budowniczych. Powyżej wspomniałem o polodowcowym charakterze terenu, otóż „okop” leży dość blisko Jezierc, która to miejscowość głownie z samymi jeziorami się kojarzy.

Niestety, jeziora są znane również z tego, że wielu ludzi kąpało się tam po raz ostatni w życiu... Do takiego tragicznego wypadku doszło tam również i w tym roku. Śmierć w wodzie poniósł tam 19-letni mieszkaniec Czerniejewa i aczkolwiek nie jest to wiadomość miła, to nigdy dość ostrzeżeń i przestróg. Woda – ta cudowna i nie zbędna do życia ciecz, nie jest przyrodzonym habitatem człowieka.

Szczepan Kropaczewski