„Lisia Górka”, czyli kolejna zagadka z czerniejewskich lasów
Dodane przez admin dnia Styczeń 02 2012 09:30:00
Pisałem tu kiedyś o tajemniczej budowli ziemnej, tzw. „Grobli”, która biegnie sobie przez czerniejewski las. Popularnie, nazywa się ten niewątpliwie sztucznie utworzony nasyp groblą, chociaż, ni jak nie spełnia on podstawowej cechy przypisywanej tego typu konstrukcji, bo wcale nie dzieli ona żadnego mokradła. Owszem, na przestrzeni wielu kilometrów które sobie liczy, są i miejsca podmokłe, ale nic nie wskazuje na to, że powodem jej usypania była jakakolwiek woda. Dzisiaj jednak nie będzie o budowli mamuciej. „Lisia Górka” jest przy niej prawdziwym liliputem i nic pewnie z nią jej nie łączy.
Treść rozszerzona
Oba obiekty są oddalone od siebie o kilka kilometrów, aczkolwiek leżą w tym samym leśnym kompleksie. Wszystkie rzeczy dziwne, zasługują na takie miano z jednego względu – bo są „dziwne”, czyli ni jak nie potrafimy odgadnąć celu, dla którego je stworzono, a o ich sztucznym pochodzeniu jesteśmy przekonani. Nie są przecież rzeczą dziwną doliny czy pagórki, jeziora czy bagna, ani nawet wielkie kamienie – ostańce – leżące śród pól czy lasów. Obiekt o którym piszę, można by od biedy uznać za naturalny, ale – moim zdaniem - w jednym tylko przypadku. Gdyby nie był jedynym na przestrzeni wielu kilometrów i nie posiadał cech regularności, która to cecha nie często przydarza się ziemnym nasypom. Takie właściwości posiadają w naturze kryształy, ale to zbyt daleko idące dywagacje. Piaskowe pagórki bywają zazwyczaj w jakimś tam stopniu koślawe i zwykle nie są na danym terenie jedyne.

„Lisia Górka” jest („na oko”) idealnym kopcem o średnicy podstawy około 25 metrów, przy czy należy założyć, że początkowo była raczej wyższa i bardziej zwarta, bo trudno uznać, że padające deszcze oraz upływający czas, jej częściowo nie rozmyły. Do degradacji pierwotnej formy obiektu, przyczyniają się też zwierzęta. Wszelkie wyniesione formy bardzo sprzyjają kopaniu nor, skorzystały z tego borsuki, a ilość urobku który wydobyły z jej wnętrza, robi wrażenie. Również jelenie upatrzyły sobie jej południowy stok i skutecznie go degradują, wyczyniając na nim dzikie harce. Czy obiekt o którym piszę jest starym kurhanem, czy czymkolwiek innym, nie potrafię powiedzieć, jest jak samotna wyspa na bardzo płaskim terenie i (według mnie) posiada wszelkie cechy budowli stworzonej przez człowieka.

Załączone zdjęcie nie oddaje w pełni jej obrazu, bo ze względu na otaczający ją las, nie można go wykonać z dalszej odległości. I jeszcze trochę metafizyki dla miłośników tych klimatów. Swego czasu na rosnącym na niej dębie, była usytuowana myśliwska ambona. Wybrałem się tam na polowanie i kiedy słońce zapadło już za horyzontem i zrobiło się cicho jak makiem posiał, usłyszałem nagle nad głową wielki harmider i rwetes. Szybko zorientowałem się, że tuż nad moim stanowiskiem wylądował kruk. Kruk to nie popularna „gapa”, tylko wielki i mądry leśny ptak. Siedziałem bez ruchu i podziwiałem ptaka, którego, owszem widywałem często i nie raz się z nim wadziłem (jako z krukiem - nie z tym przecież osobnikiem) bo to cwany szpicel i złodziej, który lubi się podzielić z myśliwym jego trofeum, ale tym razem miałem go tuż nad głową i od pierwszej chwili dziwiło mnie jego dziwne i nieporadne lądowanie. Siedział na konarze tak blisko mnie, że bez trudu odkryłem jego tajemnicę. Miał tylko jedną nogę...

Kiedy się trochę rozpogodzi, udam się znowu do lasu i zrobię dla Państwa zdjęcie „Szwedzkiego Okopu”. Jest to kopiec z dziurką i z pewnością Szwedzi nic o nim nie wiedzą, ale co to nas obchodzi. Prawda?

Szczepan Kropaczewski