„To musi być pasja, hobby i większość serowarów tak to traktuje”
Dodane przez admin dnia Wrzesień 12 2012 16:00:00
Jego sery charakteryzują się niezwykłym smakiem i wysoką jakością. O niezwykłości tychże produktów świadczy fakt, że zamawiają je najlepsze restauracje w Polsce. O kim mowa? O Marku Grądzkim, serowarze, który zaprezentował swoje wybitne wytwory podczas Festiwalu Serów i Nalewek, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Światowid na terenie Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach. Jak wyglądają jego przetwory i czy praca serowara jest zajmująca? O tym, w rozmowie z Pawłem Brzeźniakiem.
Treść rozszerzona
Marek Grądzki jest serowarem mieszkającym we wsi Linie w gminie Lwówek (powiat nowotomyski). W tejże miejscowości znajduje się siedziba stowarzyszenia „Serowarzy Rodzinni”, którego aktualnie jest prezesem. Informacje o produkowanych przez niego serach oraz wiele innych ciekawostek związanych z pracą serowara, można znaleźć na stronie www.serygradzkie.pl oraz na blogu www. ziemianinwkuchni.blox.pl

- Jakie sery możemy oglądać na Pańskiej wystawie w Dziekanowicach?
- Dzisiaj widzimy sery dojrzewające – od pół roku wzwyż, ale także pasty serowe oraz m.in. sery młode z czosnkiem, macierzanką czy też z czosnkiem niedźwiedzim. Generalnie, produkuję sery podpuszczkowe z niepasteryzowanego mleka, dojrzewające, czasami świeże. Ser należy podgrzać, dlatego że moje sery są mezofilne, czyli podgrzewane tylko i wyłącznie do temperatury 32 stopni. Wtedy są zaszczepiane bakteriami, przez chwilę dochodzi do nich kwasowość. Ciągle eksperymentuję, ciągle szukam czegoś nowego, dlatego moje sery są uznawane za niepowtarzalne na rynku serowarskim.

- Czy Pańska wystawa cieszy się dużym zainteresowaniem?
- O tak, przychodzi bardzo wielu ludzi, którzy reagują pozytywnie. O tym, jak duże zainteresowanie jest dzisiaj, świadczy fakt, że pozostało mi niewiele towaru (śmiech).

- Jakby Pan określił współczesnego polskiego serowara?
- Dzisiaj serowarzy to ludzie, którzy reaktywują tą starą tradycję konserwowania mleka, która jest znana ludzkości od tysięcy lat. To są na ogół ludzie, którzy podobnie jak ja, „uciekli” z miasta, przesiedlili się na wieś, szukają swoich korzeni. Na ogół, są to inteligenci, ludzie przedsiębiorczy, szukający innowacji, odkrywcy.

- A jest to bardziej praca czy pasja?
- Jeżeli chodzi o mnie, to nie jest to moje podstawowe źródło dochodu, bowiem posiadam gospodarstwo 380 ha. Mimo wszystko, znam takich ludzi, którzy się z tego utrzymują i to w miarę dobrze. Jest to praca zajmująca – to jest hobby. Jeżeli będziemy traktować to tylko i wyłącznie jako zawód, którego celem jest zarobek, to nic z tego nie wyjdzie. To musi być pasja, hobby i większość serowarów tak to traktuje. Praca, wysiłek i przede wszystkim zaangażowanie.

- Co uważa Pan za najistotniejsze w produkcji serów?
- Moje sery są „żywe”, więc przede wszystkim to trzeba się nimi opiekować. Pierwszy rok mojej pracy to były takie eksperymenty, że moich serów nawet psy nie chciały jeść. Dzisiaj mogę z dumą przyznać, że po latach ciężkiej pracy, moje produkty serowe trafiają do najlepszych restauracji w tym kraju, takich jak „Hilton” czy „Sheraton”, ale także do Ministerstwa Spraw Zagranicznych – mam informacje, że bardzo docenia je minister Radosław Sikorski, ale także premier Donald Tusk oraz Paweł Graś, rzecznik rządu.

Na ten temat:
Nalewka wiśniowa nie ma sobie równych!
Sery zagrodowe – skarb polskich spiżarni
„Aż się prosi, aby w tak pięknym miejscu jak Dziekanowice, zrobić coś takiego”
„Pożegnanie lata”, czyli poczuć klimat znikającego krajobrazu naszej wsi
Tłumy gości podczas Festiwalu Serów i Nalewek!