Bieszczady Kłeckie odsłoniły swoje tajemnice. Nie wszystkie...
Dodane przez admin dnia Listopad 25 2012 21:30:00
Blisko pięćdziesiąt osób, w tym duża grupa dzieci i młodzieży, wzięło udział w rajdzie pieszym po „Bieszczadach Kłeckich” zorganizowanym przez Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne. Był to pierwszy z cyklu rajdów pieszych po najciekawszych przyrodniczo-historycznie miejscach naszej „małej Ojczyzny”. Przedsięwzięcie pokazało, że jest wielkie zapotrzebowanie na tego typu wędrówki, a nasz region kryje wiele ciekawych przyrodniczo zakątków. Gośćmi specjalnymi rajdu byli: wiceburmistrz Kłecka, January Giżycki i wójt gminy Kiszkowo – Tadeusz Bąkowski.
Treść rozszerzona
- Po zakończonym pełnym sukcesem zwiedzaniu zespołu pałacowo-parkowego w Zakrzewie, które odbyło się w ramach projektu „Na szlaku skarbów”, teraz nasze Towarzystwo zaproponowało mieszkańcom regionu nowy projekt, czyli piesze rajdy po najciekawszych przyrodniczo-historycznie miejscach naszej „małej Ojczyzny”. Stąd pierwszy rajd po pięknych, aczkolwiek mało jeszcze znanych „Bieszczadach Kłeckich” - mówi Karol Soberski, prezes Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego.

„Bieszczady Kłeckie” to urokliwy zakątek na pograniczu gmin Kłecko i Kiszkowo, w granicach Lednickiego Parku Krajobrazowego. Przebiegają tędy dwa szlaki rowerowe (10 i 11) oraz szlak czerwony (Fałkowo - Mielno) i ścieżka przyrodnicza. Interesujący nas obszar to czworobok, którego wierzchołki to wsie Dziećmiarki, Zakrzewo, Sławno i Waliszewo. Obszar w większej części porośnięty lasem, wyrzeźbiony przez lodowiec i temu zawdzięcza swój niepowtarzalny urok. W głębokich rynnach o stromych, porośniętych lasem zboczach utworzonych przez wody topniejącego lodowca znajdują się trzy jeziorka Linie, Bachorce i Kamionek.

Rajd, który odbył się w sobotę, swój początek miał w Dziećmiarkach, gdzie punktualnie o godz. 9.00 stawiło się blisko pięćdziesięciu uczestników wyprawy. Powitał ich komandor rajdu Paweł Występski, będący jednocześnie skarbnikiem Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego.

- „Bieszczady Kłeckie” powstały na skutek wypiętrzania gór a interesujący nas obszar swój kształt zawdzięcza działalności lodowca. Strome zbocza porośnięte lasem liściastym, łagodne pagórki porośnięte trawą, a w naszym przypadku to pola obsiane rzepakiem lub zbożem i atmosfera. Opary i mgiełki unoszące się nad mokradłami i jeziorkami to prawdziwe „czady biesów”. Dowodem na to jest krzyż, w miejscu gdzie „coś” spłoszyło konia właściciela Zakrzewa, Zbigniewa Węsierskiego. Ta atmosfera sprawia, że czujemy iż znaleźliśmy się w dzikim ostępie, na jakimś uroczysku daleko od cywilizacji mimo, że do najbliższej asfaltowej drogi jest od pięciuset metrów do, najwyżej kilometra – powiedział tuż przed startem rajdu Paweł Występski.

Nad jeziorem i przy ruinach
Kilka minut po godz. 9.00 uczestnicy rajdu ruszyli w drogę. Pierwsze kroki skierowali nad jezioro Bachorce (o powierzchni 6 hektarów). Droga wiodła tuż przy linii brzegowej, co uczestnikom dało możliwości podziwiania pięknej, spokojnej, wyglądającej jak lustro powierzchni jeziora.

Po przejściu kilkuset metrów grupa dotarła do parku podworskiego w Dziećmiarkach, gdzie – po przejściu przez pięknych, murowany z czerwonej cegły mostek - zatrzymała się przy ruinach dworu. - Znajdujemy się na terenie XIX-wiecznego paru podworskiego w Dziećmiarkach, który ma powierzchnię ponad 5 hektarów. Znajdują się tutaj ruiny dworu będącego w XIX wieku własnością hrabiego Albina Węsierskiego. Dwór rozebrano na początku lat osiemdziesiątych XX wieku – wyjaśnia P. Występski.

W tym miejscu warto przypomnieć, że hrabia Węsierski kupił Dziećmiarki w 1876 roku, ale był ich właścicielem tylko przez dwa lata, ponieważ w 1878 roku nowym właścicielem wsi został Kazimierz Brodnicki. Ale także krótko, ponieważ od 1881 roku właścicielami była już rodzina Walterów.

Sprzed ruin uczestnicy rajdu przeszli wzdłuż zabudowań dawnego folwarku, późniejszej spółdzielni, gdzie co niektórzy z uczestników wrócili pamięcią do lat osiemdziesiątych i przypomnieli sobie swoją tutaj obecność. Nie zabrakło więc pamiątkowych zdjęć przy nieczynnym, nieco zabytkowym już dzisiaj dystrybutorze paliwa.

Na ścieżce przyrodniczej i wśród dębów
Z terenu parku, idąc przez las, grupa weszła na ścieżkę przyrodniczą Lednickiego Parku Krajobrazowego, która powiodła uczestników wyprawy do Kamionka. Ale po drodze było kilka ciekawych punktów. - Ścieżka przyrodnicza nie jest tylko trasą wycieczkową, którą wędrując poznaje się piękno środowiska, ale i zabytki, a przy okazji dotlenia się organizm. Zlokalizowane blisko przystanki zwracają uwagę na pewne elementy krajobrazu i zjawiska przyrodnicze na co dzień niezauważane – wyjaśnia komandor rajdu i pokazuje pierwszy piękny „okaz” na ścieżce, czyli pomnik przyrody, dąb szypułkowy „św. Wojciech”, który ma obwód ok. 350 cm.

I przy tym dębie zorganizowano pierwszy konkurs. Zwycięzcą konkursu została ta osoba, która jako pierwsza odnalazła głaz narzutowy znajdujący się niedaleko dębu na którym wykuto nazwę tego pomnika przyrody. Podobne konkursu zorganizowano w dalszej części rajdu, gdy jego uczestnicy weszli na drogę prowadzącą do Kamionka przy której rośnie siedem pomnikowych dębów noszących nazwy: „Otton III”, „Jordan”, „Mieszko I”, „Czcibor”, „Chrobry”, „Mieszko II” i „Kazimierz Odnowiciel”. Nagrody zostały wręczone podczas ogniska kończącego rajd. Minąwszy dęby, uczestnicy wyprawy weszli do wsi Kamionek, a dalej powędrowali w kierunku jezioro o takiej samej nazwie jak wieś.

Nad jeziorem Kamionek
Po przejściu około stu metrów, tuż przed zejściem nad brzeg jeziora Kamionek, komandor rajdu zarządził postój na „drugie śniadanie”. Chwila wytchnienia przydała się wszystkim, ponieważ ponad półtorej godziny marszu dało się już niektórym we znaki. Po kwadransie, z nowymi siłami, grupa zeszła na – jak się później okazało – najtrudniejszy odcinek radu: brzegiem jeziora Kamionek.

Już samo zejście nad brzeg rynnowego jeziora Kamionek było nie lada wyczynem, ponieważ siąpiący deszcz, gęsto zalegające, śliskie liście oraz delikatna mgiełka unosząca się nad całym regionem (i towarzysząca wędrowcom praktycznie od startu) powodowała, że jeden niewłaściwy krok i... niekontrolowany upadek gotowy. Co też kilku osobom się przytrafiło.

Ale gdy już szliśmy wzdłuż brzegu jeziora Kamionek, to widoki którymi raczyła nas przyroda wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy. - I właśnie dzięki takim widokom i doznaniom, rejon ten nazywany jest „Bieszczadami Kłeckimi”. Właśnie to, że są różnego rodzaju opary, mgiełki i temu podobne, które się unoszą, więc czady, biesa to Bieszczady. W przypadku gór na południowo-wschodnim krańcu Polski to pewnie dochodził jeszcze metan, bo w niektórych rejonach jest ropa naftowa. A u nas to jest tylko mgła i para wodna oraz te niezliczone wąwozy, uroczyska, strumienie, pagórki... - opowiada P. Występski.

Krzyż hrabiego
Po przebyciu wyznaczonego przez komandora rajdu, odcinka nad brzegiem jeziora Kamionek, trzeba było teraz się wspiąć kilkadziesiąt metrów pod górę, by kontynuować dalej wędrówkę. Ale wspinanie się po śliskim i nieznanym terenie nie było łatwe, ale na szczęście wszyscy sprawnie, choć niektórzy z zadyszką, weszli na wzgórze. Teraz już płaskim terenem powędrowaliśmy w kierunku jednego z najbardziej tajemniczych miejsc w Bieszczadach Kłeckich.

Drewniany krzyż – do którego doszliśmy – ma swoją ciekawą historię i teraźniejszość. Stojący na zboczu krzyż został postawiony przez hrabiego Albina Węsierskiego (właściciela Zakrzewa) w podziękowaniu za szczęśliwe wyzdrowienie jego syna, w miejscu gdzie spadł on z konia i mocno się poturbował. Tyle głosi podanie. Jednak mieszkańcy Kamionka, jak i okolicznych wsi twierdzą, że w okolicach krzyża zdarzają się dziwne historie…

Tajemnicze uroczysko
Spod krzyża komandor rajdu zarządził wędrówkę w kierunku pięknego, aczkolwiek tajemniczego uroczyska znajdującego się kilkadziesiąt metrów od drogi, przy której stoi krzyż.

Zbliżając się do uroczyska przypomina się fragment książki Zbigniewa Nienackiego pt. „Pan Samochodzik i święty relikwiarz”, którego akcja też rozgrywa się na uroczysku. „Uroczysko stanowi plamę na tle brunatnozielonych moczarów. Z bliska nie dojrzysz na uroczysku żadnego ciekawego szczegółu. Najwyżej urzeka swoim odosobnieniem i samotnością, stanowi cichy zakątek nikomu niepotrzebny, zapomniany i przez to trochę dziki, a nawet dziwaczny. W chłodne dni i noce unoszą się nad uroczyskiem roje złośliwych i krwiożerczych komarów, w ciepłe noce oprócz nich podnosi się z bagien biała, lepka mgła i jak liszaj osiada na listkach”.

I ten opis idealnie pasuje do uroczyska w Bieszczadach Kłeckich. Gdy bowiem podejdzie się bliżej, wtedy dostrzeżemy jak bardzo cały ten podmokły teren jest intrygujący, a same uroczysko wygląda jak z baśni z fantazyjnie pofałdowanym terenem. I te korzenie drzew wyłaniające się z wody, jakby niewidzialną ręką uformowane...

Niestety, po wejściu w głąb uroczyska, musimy zawrócić, ponieważ nie jesteśmy w stanie pokonać przeszkód wodnych, które rozciągają się wokół uroczyska. Wracając z „Bieszczadzkiego uroczyska” miało się wrażenie, że to miejsce, tak odludne, tajemnicze i zdawać by się mogło, że niebezpieczne, może rzucać na ludzi „uroki”.

Meta w Zakrzewie
Po pozostawieniu za sobą tajemniczego uroczyska, docieramy do drogi Kamionek – Zakrzewo, gdzie czeka na nas autokar firmy „Mile” z Kłecka, który zawozi nad do parku w Zakrzewie. Tam czeka na nas płonące już ognisko i kiełbaski oraz goście specjalni rajdu: wiceburmistrz Kłecka,. January Giżycki i wójt gminy Kiszkowo – Tadeusz Bąkowski. Zanim jednak udaliśmy się na ognisko, nie mogło zabraknąć pamiątkowej fotografii grupy na tle bramy wjazdowej do parku i pałacu w Zakrzewie.

„Płonie ognisko w lesie...” można by zaśpiewać, gdy wszyscy uczestnicy rajdu zgromadzili się wokół pięknie skaczących ogników i zaczęli smażyć kiełbaski. Zanim jednak doszło do tej „smacznej” części ogniska, zostały wręczone nagrody dla zwycięzców konkursów zorganizowanych na trasie rajdu.

Zestawy upominków ufundowane przez gminę Kłecko i Kiszkowo, Stowarzyszenie Światowid, portal PiastowskaKorona.pl oraz zarząd Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego otrzymali: Wojciech Adamski, Dawid Zdrojewski, Julia Skrzetuszewska, Xymena Boska, Maksymilian Kowalczyk, Michał Lasecki, Weronika Krzyżanowska i Martyna Skotarczak. Upominki otrzymali także: najmłodszy uczestnik rajdu, 8-letni Mateusz Moch i najstarszy uczestnik – Henryk Leśny. Nagrody wręczyli: wiceburmistrz J. Giżycki i wójt T. Bąkowski. Potem był już czas na pogawędki przy ognisku, wspominanie trasy i zajadanie się kiełbaskami.

- Takie przedsięwzięcia oceniam jako bardzo dobrą rzecz. W dzisiejszych czasach, gdy młodzież tylko i wyłącznie patrzy w ekran komputera, zgromadzenie tylu dzieci, by pochodziły, poruszały się, to jest coś cudownego – ocenił zorganizowanie rajdu January Giżycki, zastępca burmistrza gminy Kłecko.

Z kolei wójt Tadeusz Bąkowski dodaje: - Na pewno w następnym rajdzie wezmę udział, ponieważ patrząc na uczestników i ich zadowolenie to tylko przyklasnąć takim formom aktywnego wypoczynku – deklaruje. - Druga sprawa, to jest promocja, bo poznajemy takie zakątki, do których zaglądamy rzadko, albo nie zwracamy na nie uwagi, kiedy przejeżdżamy autem, czy rowerem. Warto takie miejsca propagować, warto takie rajdy robić. Myślę, że wiele jest ciekawych miejsc, które mogą być startem, metą, a najważniejsze żeby poznawać swoją małą Ojczyznę - podkreśla wójt gminy Kiszkowo.

Rajd dobiegł końca, autokar odwiózł jego uczestników po wskazanych miejscach w gminie Kłecko a także do Gniezna. Jak wyprawę podsumował komandor rajdu? - Mimo nie bardzo sprzyjającej pogody rajd był udany – mówi Paweł Występski. - Dla uczestników, moim zdaniem, najtrudniejsze było chyba przejścia nad jeziorem przede wszystkim dlatego, że to nie była droga, ale to były mokre, śliskie ścieżki, a nawet nad jeziorem Kamionek to była ścieżka która była bardzo słabo widoczna, ale w sumie dało się przejść – dodaje.

A już wkrótce kolejne przedsięwzięcia organizowane przez Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne.

(as)

Jak wyglądała trasa rajdu? Można zobaczyć tutaj. Mapę przygotował Robert Janicki