Misja „Mielno”
Dodane przez admin dnia Lipiec 18 2012 18:00:00
Malownicze jezioro Mielno nad brzegami którego znajduje się wieś o tej samej nazwie było celem kolejnej wyprawy ekipy Piastowskiej Korony. Tym razem zdecydowaliśmy się na wyprawę wzdłuż brzegów tego prawie 30-hektarowego akwenu w gminie Mieleszyn. Akwenu – co warto podkreślić – który jest ciągle mało znany, a jednocześnie kryje w swoich okolicach wiele tajemnic i niesamowitych skarbów architektury.
Treść rozszerzona
Mielno - wieś najdalej wysunięta na wschód gminy Mieleszyn. Pierwsza historyczna wzmianka o niej pochodzi z 1295 r. Była wtedy własnością rodu Wczelów-Mieleńskich. W XVI w. wieś była własnością kościelną - wspomina ją Prymas Jan Łaski w swej Liber Beneficiorum. Rozwinęła się w XIX w., kiedy właściciel majątku Wilhelm von Wendorff osadził tutaj 115 Niemców, a Mielno liczyło ponad 300 mieszkańców. We wsi była cegielnia, gorzelnia i młyn oraz powstały najpiękniejsze do dzisiaj zabytki: pałac Wendorffów i kaplica w kształcie rotundy. Dzisiaj Mielno zamieszkuje około 420 osób. Ogromnym atutem tej miejscowości jest położenie wśród lasów i nad jeziorem Mielno, jeziorem o wyjątkowej urodzie. I właśnie urok jeziora Mielno sprawił, że stało się ono celem naszej wyprawy.

Przy wiekowych dębach
Naszą wyprawę zaczynamy z miejsca, gdzie rosną zachwycające swoim pięknem dęby. Do tych potężnych drzew można dojść idąc w kierunku jeziora (drogą tuż przy dawnym PGR – przy drodze znajduje się tablica wskazująca jak trafić do tych drzew), skręcając w prawo i wchodząc na polanę, gdzie rosną wspaniałe dęby szypułkowe będące pomnikami przyrody. Najgrubszy ma 710 cm obwodu i liczy sobie ponad 800 lat! Pozostałe zaś mają ponad 300 cm w obwodzie. Warto je zobaczyć i wsłuchać się w szum opowieści sprzed wieków!

Pałac Wendorffów z „czarną komnatą”?
Spod dębów udajemy się w kierunku wschodnim, ponieważ naszą wyprawę wokół jeziora Mielno zaplanowaliśmy wędrując właśnie ze wschodu na zachód. Zanim jednak zagłębimy się w leśne ostępy, czas zajrzeć do jednego z najpiękniejszych w powiecie gnieźnieńskim pałaców – pałacu Wendorffów.

Pałac w Mielnie został zbudowany w 1904 r. przez architektów Erdmana i Spindera z Berlina dla przedstawiciela znanej niemieckiej rodziny, mającą swoją polską gałąź, Wilhelma von Wendorffa. Pałac jest eklektyczny z elementami neobarokowymi, w stylu stworzonym przez Niemców zwanym „willhelmińskim”, równolegle z polskimi poszukiwaniami mieszanki gotyku, klasycyzmu i innych dawnych stylów zwanego „stylem polskim”. Są tacy, którzy twierdzą, że w pałacu znajduje się ukryte pomieszczenie, tzw. „czarna komnata” służąca jako siedziba dawnej loży masońskiej.

Pałac otoczony jest prawie 4-hektarowym parkiem z II połowy XIX w., który łagodnie zbiega ku brzegom jeziora Mielno. W parku zachowany jest, choć przez ostatnie lata nieco zaniedbany, cenny starodrzew w wieku ok. 100 - 150 lat (m.in. dęby, jawory, klony, wiązy, lipy, robinie, sosny). Inną ciekawostką tego kompleksu jest znajdujący się w parku pomnik Atlasa. Przywiózł go hrabia Wendorff po zakończeniu budowy pałacu. Przy pałacu znajdują się oficyny, które były pomieszczeniami gospodarczymi. Majątek w latach 20/30-tych XX w. był własnością Niemca Jurgena von Wendorffa (aż do 1939 r.) i liczył 1446 ha. Obecnie na 15 lat zespół pałacowo-parkowy został wydzierżawiony firmie posiadającej podobne obiekty w Sypniewie i Wrzosach.

Żeby jednak zobaczyć cały pałac i otaczający go park, potrzeba kilku godzin, których my niestety nie mamy, dlatego ruszamy dalej wzdłuż brzegów jeziora Mielno.

W leśnych ostępach...
Idąc wzdłuż brzegów jeziora Mielno, z lewej strony mijamy pięknie się przebijający wśród parkowych drzew pałac. Po kilkunastu metrach naszym oczom ukazuje się szpaler drzew, prawdopodobnie dawna aleja. Po jej obu stronach widać zarówno wiele powalonych drzew, potężnych korzeni, jak i splecionych we wzajemnych uściskach krzewów i drzew. A w dali – patrząc przez prawe ramię – błękitna toń jeziora Mielno...

Pokonujemy kolejne kilkaset metrów i wchodzimy w piękne lasy otaczające od strony południowej jezioro Mielno. I tutaj koniecznie trzeba się na chwilę zatrzymać, ponieważ lasy to największe bogactwo gminy Mieleszyn. Praktycznie wszystkie leśne kompleksy w tejże gminie są atrakcyjne pod względem turystycznym. A ich dodatkowym atutem jest urozmaicona rzeźba terenu oraz liczne strumienie i tereny podmokłe. I piękne drzewostany, często stuletnie, a może i starsze.

I właśnie w takim terenie się znaleźliśmy. Dookoła piękne, gęste lasy, głębokie jary i liczne podcięcia erozyjne oraz silnie nachylone zbocza zbiegające ku brzegom jeziora Mielno. Wszędzie zieleń bije po oczach, ale gdzie nie gdzie ziemia pokryta jest nadal jesiennym liśćmi...

W naszej wędrówce zatrzymaliśmy się nad brzegiem mając po drugiej stronie jeziora zarys pałacu. Podczas przerwy w tej wyprawie próbujemy przebić się do linii brzegowej, ale okazuje się, że teren jest bagnisty (jak się później okazało, takich terenów nad jeziorem Mielno jest bardzo wiele) i tylko w niektórych miejscach, ścieżkami wydeptanymi przez zwierzęta, można podejść do lustra wody.

Przy okazji chodząc po pagórkach i wąwozach w tej okolicy lasów napotykamy na pozostałości jakby po ziemiankach, a w niektórych miejscach widoczne są nawet resztki szalowania. Czy są one związane z pewnymi rozpowszechnianymi informacjami, że w latach 50-tych XX wieku w tych lasach przed dwa lata ukrywał się przed bezpieką żołnierz Armii Krajowej?

Letnia rezydencja Wendorffów?
Docieramy na cypel jeziora Mielno w miejscu, gdzie akwen ten jest najwęższy. Według opowiadań najstarszych mieszkańców tego regionu, gdzieś po drugiej stronie jeziora Mielno, w tej właśnie okolicy, swoją letnią rezydencję mieli Wendorffowie. Miejsce do którego dotarliśmy - w linii prostej najbliżej znajdujące się od pałacu – najbardziej nadawało się na taką ewentualną rezydencję.

Niestety, w domniemanym miejscu posadowienia takiej drewnianej konstrukcji nie ma żadnych śladów po czymś takim. Czy taka rezydencja faktycznie w tym miejscu istniała, czy też jest to mit? Trudno dziś stwierdzić. Pewne jest, że podobne rody takowe letniska mieli i być może jednak taka rezydencja istniała, ale w innej części jeziora Mielno. Szczególnie, że w dalszej części naszej wyprawy napotykamy nad brzegiem jeziora na miejsca, gdzie – przynajmniej na pierwszy rzut oka – stały kiedyś jakieś budynki...

Bobry nad jez. Mielno
Ruszamy dalej. Wędrując leśnym duktem, zagłębiamy się w leśny wąwóz w którym napotykamy na ślady żyjących w tych lasach zwierząt m.in. danieli, saren i dzików. Od zaprzyjaźnionych leśników – jeszcze przed naszą wyprawą – dowiadujemy się również, że w tych lasach żyją także lisy, borsuki i kuny, ale spotkać można również m.in. wydrę, wiewiórkę, jeża, czy zaskrońca.

Ale dla nas zaskoczeniem był widok drzew z którymi „pracowały” bobry! Nigdzie wcześniej nie znaleźliśmy informacji, że nad jeziorem Mielno swoje żeremie mają bobry! A tu taka niespodzianka. Penetrując dokładniej teren w którym swoje ślady zostawiły bobry natrafiamy na miejsca gdzie prawdopodobnie znajdują się nory bobrów, a budują je one m.in. w brzegach jezior.

Kto nas obserwuje?
Wędrując dalej po lasach nad jeziorem Mielno, wspinając się na wzgórza i zagłębiając się w dolinki, napotykamy wiele oczek wodnych ukrytych w leśnej głuszy. Po godzinie marszu natrafiamy wreszcie na teren, gdzie jest sucho i można swobodnie podejść do tafli wody. Nie ma żadnych chaszczów i krzewów, a jedynie łagodnie kołyszące się na wietrze trzciny odgradzają nas od wód jeziora. I właśnie tutaj dostrzegamy, że od dłuższego czasu ktoś nas „obserwuje”. A tym kimś jest... perkoz, który jeszcze przez kilkanaście minut płyną „przyglądając się nam”.

W pewnym momencie naszego marszu doszliśmy do miejsca, gdzie leśna droga się skończyła i czas było wybrać się leśnymi bezdrożami.

Docieramy do Mielneńskiej Strugi
Kolejne półtorej godziny to ciężki marsz i przebijanie się przez leśne krzewy i pnącza, walka z komarami i odbijającymi jak katapulta gałęziami. Ale wszystkie te trudności wynagradzają piękne widoki (które podziwiamy gdy wychodzimy na polany lub schodzimy w okolice jeziora) oraz walory przyrodniczo-krajobrazowe, których nie da się opisać – trzeba je w tych lasach zobaczyć.

Jednak największą nagrodą za wszelkie trudy jest fakt, że przez kilka godzin znajdujemy się w zupełnie innym świecie. Z dala od dużych ośrodków miejskich, z dala od miejskiego gwaru a w płuca wciągamy nie zanieczyszczone, zdrowe powietrze. Szczególnie urzekający jest moment, gdy wdrapujemy się na jedno ze wzgórz z którego rozpościera się widok na malowniczo położone jezioro Mielno i otaczające je zewsząd lasy.

Aż wreszcie las staje się coraz rzadszy i w pewnym momencie naszym oczom ukazuje się młody las. I poważna przeszkoda do sforsowania - Mielneńska Struga, wypływająca z jeziora Mielno. Dobrych kilkanaście minut szukamy miejsca w którym będziemy mogli „suchą stopą” przejść przez ten niezbyt szeroki, aczkolwiek zdradliwy strumień (a cały teren jest bagnisty). W końcu ta sztuka nam się udaje, pokonujemy zachodnią część brzegu jeziora Mielna i wychodzimy na jego północny brzeg.

Betonowe zaskoczenie i rotunda
Na północnym brzegu jeziora Mielno, na którym leży też wieś Mielno, trafiamy na ścieżkę, która wiedzie wzdłuż całej długości jeziora (i tutaj dopiero wyraźnie widać, że jezioro Mielno znajduje się w rynnie polodowcowej). Wędrując tym szlakiem w pewnym momencie dostrzegamy, że spod ścieżki wyłania się jakaś betonowa budowla... Zauważyliśmy ją w ostatniej chwili, prawie już ją mijając (była doskonale zamaskowana). By tę budowlę dobrze obejrzeć, schodzimy prawie do samej tafli wody. Obiekt który widzimy wyglądał jak stary kolektor (ściekowy?, burzowy?) ale od dawna nie używany. Gdy mu się tak przyglądamy to pojawia się nawet pomysł, by jeden z członków naszej wyprawy wszedł do środka i zobaczył dokąd kanał (tunel) prowadzi (a spokojnie mieścił się tam człowiek), ale ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowaliśmy. I ruszamy dalej.

Po kilkuset metrach ścieżka się nam kończy i zmuszeni jesteśmy wdrapać się na skarpę, gdzie naszym oczom ukazuje się niecodzienna budowla – kaplica-rotunda. Została ona wybudowana w 1927 roku przez ówczesnego właściciela tej miejscowości Edwarda von Wendorffa jako miejsce pochówku członków rodziny von Wendorffów. Z kolei otaczający kaplicę teren Wendorffowie przeznaczyli na cmentarz ewangelicki. Rotundę wybudowano z kamienia ciosanego wzorując się na głównej części powstałego w VI wieku w Rawennie Mauzoleum Teodoryka Wielkiego, króla Ostrogotów (jednego z odłamów Gotów - największego i najważniejszego plemienia wschodniogermańskiego. W Polsce Goci są znani przede wszystkim z kręgów kamiennych znajdujących się głównie na Pomorzu).

Kaplicę, zniszczoną w czasie II wojny światowej odrestaurowano w latach 80-tych XX wieku. W 1992 r. abp Henryk Muszyński poświęcił, wmurowaną w ścianę kaplicy, pamiątkową tablicę spiżową ufundowaną przez byłych właścicieli Mielna.

Gdy mijamy mur okalający kaplicę zauważamy fundamenty jakiejś dawnej budowli. Jakiej? Po chwili jesteśmy w przepięknym wąwozie, który prowadzi nas wprost na łąki z których widzimy, z lewej strony komin i budynki dawnego folwarku, a z prawej – w dolinie – gładką taflę jeziora. Z kolei na wprost nas ukazały się... dęby. Kres naszej wyprawy był tuż, tuż....

„Pętla Mielneńska” zdobyta, misja zakończona
Po blisko 3,5 godzinie marszu docieramy do miejsca, skąd zaczęła się nasza wyprawa. Zmęczenie, ale zadowoleni, ponieważ „Pętla Mielneńska” – jak ją sobie nazwaliśmy – została zdobyta. Tym samym poznaliśmy kolejne przepiękne miejsce w powiecie gnieźnieńskim, miejsce idealnie nadające się na wędrówki zarówno piesze, jak i rowerowe (wystarczy tylko trasę wyznaczyć, oznakować, postawić kilka leśnych postojów dla turystów). Nasza wyprawa pokazała, że na terenie gminy Mieleszyn jest dziewiczy wręcz rejon, który może być rajem dla miłośników ciszy i nieskażonej natury.

Karol Soberski
Współpraca: Leszek Olejniczak