Gród Pobiedziska – unikat na Szlaku Piastowskim
Dodane przez admin dnia Czerwiec 04 2012 20:00:00
Czy można turystów zwiedzających Szlak Piastowski czymś jeszcze zaskoczyć? Okazuje się, że tak. Od kilku dni przy drodze Poznań – Gniezno, obok dobrze znanego już Skansenu Miniatur w Pobiedziskach, wznosi się przepiękny gród – Gród Pobiedziska. Drewniana forteca z okresu wczesnego średniowiecza kusi wszystkich przybywających tam turystów jedyną w swoim rodzaju w naszym regionie wystawą wczesnośredniowiecznych maszyn oblężniczych o naturalnej wielkości.
Treść rozszerzona
- 2 czerwca otworzyliśmy gród wczesnosłowiański datowany na X/XI wiek, którego główną atrakcją będzie unikalna wystawa średniowiecznych machin oblężniczych, ale także będzie można zapoznać się z ekwipunkiem wojownika z czasów piastowskich z X i XI wieku – mówi Bartosz Styszyński, pomysłodawca i – można rzec – kasztelan Grodu Pobiedziska, który oprowadził nas po swoich włościach.

Przyjeżdżając do Skansenu Miniatur, zostawiając auto na parkingu i schodząc nieco na prawo od Skansenu naszym oczom ukazuje się piękny widok potężnej drewnianej fortecy. Pięknie zbudowana palisada powoduje, że przenosimy się w czasie w początki naszego państwa. - Robiliśmy wszystko, by ten projekt był jak najbliższy wykopaliskom archeologicznym. Most na którym stoimy to jest most wzorowany na moście poznańskim lub gnieźnieńskim na Ostrowie Lednickim. Sam gród o średnicy 50 metrów, cały zamknięty, zabezpieczony fosą, usadowiony na tzw. Stożku, podniesiony w górę z przodu na około metr, a z tyłu wał dochodzi nawet do 4 metrów – opowiada nasz przewodnik.

Idziemy dalej i przechodzimy przez wieżę bramną. - Na razie jest tylko parter wieży, ale mamy nadzieję, że do końca czerwca uda nam się zamknąć też górną część wieży – podkreśla B. Styszyński.

Taran i trebusz
Wchodząc na teren grodu, po prawej stronie dostrzegamy pierwszą machinę oblężniczą – taran. - Jest to średniowieczny taran obsługiwany przez 14 osób. Ma on dwie części składowe. Pierwsza część to jest ruchoma drewniana szopa pod którą podwieszona jest specjalna belka, czyli ten przysłowiowy taran okuty stalową głową zaopatrzoną jeszcze w hak. Głównie służył on we wczesnym średniowieczu do wyważania bram, bo to była zazwyczaj najsłabsza część fortyfikacji – opowiada.

Dalej B. Styszyński prowadzi nas pod trebusz, czyli największą średniowieczną machinę oblężniczą miotającą pociski o masie nawet 50 kg na odległość 200 metrów i który skutecznie kruszył nawet najgrubsze mury. - Ta maszyna przez laików nazywana jest katapultą, a nasz egzemplarz jest 10-metrowy przystosowany do strzelania kulami kamiennymi. Ten egzemplarz będzie w naszym grodzie „żył”, będzie wprawiony w ruch. W weekendy będziemy urządzać cyklicznie strzelania i to turyści będą go obsługiwać. Będzie można napiąć ten trebusz, a potem poprzez pociągnięcie liny zwolnić spust i zobaczyć, jak ta machina działała – zapowiada kasztelan grodu i dodaje, że ten trebusz będzie jedną z nielicznych machin w Europie, która będzie „żyła”. - Z tej machiny będziemy strzelać nie z kul kamiennych, ale prawdopodobnie z worków z piaskiem albo z kul drewnianych. Chodzi oczywiście o względy bezpieczeństwa – dodaje.

Kusza wałowa i wieża
Wędrując dalej docieramy do kuszy wałowej. Jak podkreśla nasz rozmówca, miotane z niej wielkie bełty, ważące do 3 kg nawet z odległości 500 metrów bez trudu przebijały masywne machiny oblężnicze albo paru opancerzonych rycerzy na raz. - Kusza wałowa od wczesnego średniowiecza była jakby podstawowym elementem obronnym w grodach a potem na zamkach. Jej konstrukcja była stosunkowo prosta, a koszty też nie aż tak wielkie jak w przypadku wielkich maszyn oblężniczych – wskazuje. - Dla przykładu mogę podać, że podczas oblężenia grodu w Świeciu przez Krzyżaków w 1308 roku, oblężenie trwało trzy tygodnie tylko dlatego, że polscy obrońcy byli wyposażeni w kilkanaście kusz wałowych. Zdrada spowodowała, że któryś z obrońców przeciął elementy tych kusz i wtedy Krzyżacy bardzo szybko ten gród zdobyli, gdyż mogli podejść na bliższy dystans – dodaje.

Inną atrakcją Grodu w Pobiedziskach jest wieża, która – jak podkreśla B. Styszyński – jest jedną z trzech modeli wież na świecie! - Jedna znajduje się w Malborku i jest to największa rekonstrukcja. Ta jest rekonstrukcją wczesnośredniowiecznej wieży na kołach wzorowanej na wieżach stosowanych przez Niemców np. przy oblężeniu Głogowa lub Niemczy. Jest to wieża 10-metrowa, otwarta, a na samej górze z zakrytym kasztelem. Ta wieża stosowana była przede wszystkim do prowadzenia ostrzału murów, a nie do bezpośredniego szturmu – dodaje.

Dziesięć machin oblężniczych
Oprócz wspomnianych czterech machin oblężniczych na terenie grodu znajduje się jeszcze sześć innych. Jest to pluteja – prosta i szybka w budowie machina oblężnicza dająca ochronę łucznikom i kusznikom oblegającym twierdzę. Inną machiną jest onager – niewielkich rozmiarów, ale o dużej skuteczności machina powodowała, że w prawie niezmienionej postaci służyła oblegającym przez ponad 1000 lat. Kolejną jest wineja – duża drewniana szopa na kołach dawała ochronę 15 saperom, którzy mogli bezpiecznie zasypywać fosy i niszczyć inne umocnienia polowe.

W dalszej części grodu znajduje się też perierre – lekka machina miotająca, która zasłynęła z zadziwiającej szybkostrzelności, mogąc wystrzelić nawet 300 niewielkich pocisków na godzinę! Jest też kosz, czyli lekka konstrukcja chroniąca przed strzałami i kamieniami ciskanymi z murów. Ostatnią z machin jest hak niszczycielski – były one używane podczas oblężeń zarówno przez oblegających, jak i obrońców. Sam żelazny hak mocowano do długiej żerdzi, a tą natomiast dla ułatwienia obsługi nierzadko podwieszano do ruchomego rusztowania.

- Te machiny oblężnicze są zbliżone do oryginałów na tyle, na ile byliśmy w stanie wydobyć materiały ze źródeł, z różnych kronik, przekazów pisemnych, ustnych, ikonograficznych – wyjaśnia Piotr Paruch, konstruktor wszystkich machin oblężniczych. - Najtrudniej było wykonać wieżę oblężniczą. Jest to najbardziej skomplikowana i najwyższa machina, najwięcej materiału, najwięcej połączeń. Jest ona najbardziej skomplikowana również ze względu, że wszystkie elementy muszą być dobrze ustawione, bo jak zacznie coś iść krzywo, to wieża nam się przewróci. To wymaga największej precyzji i dopracowania szczegółów – dodaje.

„To było zawsze moje marzenie”
Gdy powoli kończymy zwiedzanie grodu i widzimy ogrom pracy (i pieniędzy) włożonych w to przedsięwzięcie nie może zabraknąć pytania: skąd pomysł? - Jestem hobbistą militarnym i regionalistą. Całe życie mieszkałem w Uzarzewie, potem w Gruszczynie, teraz przeniosłem się do Poznania. To było zawsze moje marzenie. Zawsze chciałem zbudować sobie wczesnośredniowieczny gród, z racji tego, że brakowało mi tego typu miejsca na Szlaku Piastowskim, gdzie laik, który nie zna całego historycznego background'u, jeśli tak to mogę nazwać, jest w stanie wziąć dzieci i pokazać mniej więcej jak tego typu gród mógł wyglądać we wczesnym średniowieczu – wyjaśnia B. Styszyński. - Oczywiście to jest namiastka. Grody kasztelańskie, czy grody książęce takie jak Gniezno czy Poznań, były założeniami bardzo potężnymi, ale tego typu rekonstrukcja raczej nigdy nie powstanie, ponieważ koszty może nie zbudowania, ale utrzymania tak ogromnej konstrukcji drewniano-ziemnej jest po prostu nieopłacalna. Pełna rekonstrukcja grodu piastowskiego z wysokimi na 10 metrów wałami nigdy się nie spełni – dodaje.

B. Styszyński podkreśla, że w całej Polsce jest wiele grup rekonstrukcyjnych nastawionych bądź to na walkę, bądź to na pokazy kultury materialnej. - My natomiast chcemy specjalizować się głównie w technice wojennej wczesnych piastów, a głównie o machiny oblężnicze, czyli jak zdobywano i jak broniono. W tym miejscu będzie można zapoznać się zarówno z konstrukcjami obronnymi, ale także zobaczyć jakim typem sprzętu w tym wczesnym średniowieczu starano się takie grody zdobywać i to jest przedsięwzięcie unikalne na skalę europejską – zaznacza.

Pomysłodawca grodu, jednocześnie właściciel firmy Siege Studio, przyznaje, że wstępny kosztorys projektu wynosił ponad 400 tys. zł, ale obecnie w związku ze zmianą technologii wykonania samego grodu, ta kwota wzrosła już dwukrotnie.

Warto też dodać, że firma Siege Studio jest właścicielem największego na świecie tego typu parku maszyn oblężniczych na zamku w Malborku i świeżo otwartej kolekcji machin na Zamku Książąt Mazowieckich w Czersku pod Warszawą.

Plany na przyszłość
Gród Pobiedziska już stoi, ale to nie koniec inwestycji. Ciekawe pomysły związane są także z terenem wokół grodu. - Powstanie tu gigantyczna trybuna ziemna, a obszar przed tą trybuną ma być w przyszłości amfiteatrem. Chcemy tutaj organizować walki wojów słowiańskich i normańskich. Chcemy od przyszłego roku, przynajmniej raz w roku organizować tutaj duży event i to event w którym machiny będą wykorzystywane do zdobywania grodu. Nie ma też takiego miejsca na świecie, bo są to głównie statyczne imprezy bez większego scenariusza albo są to imprezy gdzie jest tylko „siła żywa”. Tutaj oprócz tego, że jest realny gród, będzie także prowadzony ostrzał, fajerwerki, świece dymne, będziemy sfingować spalenie tego grodu, bo gród Pobiedziska został spalony w 1331 roku przez Krzyżaków – zdradza plany na przyszłość.

Więcej szczegółów na: www.grodpobiedziska.pl

Karol Soberski