Przez Wierzbiczany do Krzyżówki
Dodane przez Janusz Rafinski dnia Maj 14 2012 17:00:00
Krzyżówka to taki punkt geograficzny, którego właściwie już nie ma. Na obecnej mapie turystycznej powiatu gnieźnieńskiego (z roku 2010), gdyby nie zaznaczona Leśniczówka Krzyżówka, trudno by szukać tego miejsca. A miejsce to położone jest na skrzyżowaniu leśnego traktu z Lubochni do miejscowości Gaj oraz drogi Witkowo – Trzemeszno, w samym środku kompleksu leśnego na południowy-wschód od Gniezna, zaliczanego do Lasów Skorzęcińskich. Takie miejsce zapomniane przez Boga i ludzi.
Treść rozszerzona
Chcę tam dzisiaj dojechać, ale jak zwykle, pokrętnymi drogami, nie lubię asfaltu. A więc startuję z „Tysiąclecia”, przez „trzy mosty”. I już za chwilę postój. Za pierwszym wiaduktem skręcam w lewo, w brukowaną drogę, w kierunku górki rozrządowej. Tam, na skarpie, po prawej stronie, stoi zabytkowy już, budynek dawnego Dworca Towarowego. To pozostałość po okupacji hitlerowskiej. Został zbudowany w latach 1942-43, w ramach niemieckiego „programu Otto”. Niemiecki bo niemiecki ale zabytek.

Kawałek dalej rozpoczyna się tzw. rampa wojskowa, która umożliwiała wojskom okupanta, załadunek na wagony czołgów, samochodów i innego ciężkiego sprzętu. I tu następna ciekawostka z czasów wojny. Naprzeciw rampy, w trawie, betonowe, ze śladami glazury, umywalnie wojskowe pod gołym niebem. Podczas postoju transportów wojskowych, żołnierze mogli skorzystać z podstawowych zabiegów higienicznych. A jeszcze dalej w kierunku wschodnim, też z lat 1942-43, kolejowe magazyny wojskowe.

Jeszcze parę metrów i skręt w prawo, opuszczam torowisko, wjeżdżając na końcówkę ulicy Kolejowej. Dalej prosto, polną drogą i przy dużej, murowanej stodole w lewo, w kierunku wschodnim. Ta, właściwie bardziej ścieżka niż droga, doprowadza mnie do drogi prowadzącej do Szczytnik Duchownych. Ja jednak skręcam w lewo, w kierunku torów kolejowych na Gdynię i za przejazdem w prawo, drogą na Lubochnię. Powtórnie przekraczam linię kolejową na południe, udając się do wsi Wierzbiczany, do tej jej części, w której stoi wysoki maszt antenowy. Skrótem w lewo, przy sosnowym lasku, docieram do wsi i do drogi na Jankowo Dolne. Jadę w kierunku Jankowa i po minięciu masztu, po 1,5 km skręcam w prawo w kierunku Kaliny (drogowskaz Kalina 3 km).

Ostry zjazd dobrą, asfaltową nawierzchnią i już trzeba hamować, bo po prawej stronie, zza drzew, prześwituje tafla małego jeziorka o nazwie Byczek (pewnie kiedyś była to zatoka jeziora Wierzbiczany, jest jeszcze, wśród trzcin wąskie połączenie). Tu obowiązkowy postój, ale nie dla jeziorka, ale ze względu na stojący przy drodze, budynek dawnej, kolejowej stacji pomp. Jest to kolejny zabytek budownictwa kolejowego z czasów II Wojny Światowej. Stacja pomp czerpała wodę przemysłową z pobliskiego jeziorka i tłoczyła ją do stacji kolejowej w Gnieźnie. Woda używana była do zaopatrywania parowozów i innych celów technologicznych. Stacja pomp była czynna jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

I dalej w drogę. Asfaltówka wije się, to w lewo, to w prawo, w górę i w dół, prawie jak w górach (wiem, wiem, „prawie” robi dużą różnicę). Mijam parę domostw, po lewej stawy i kolejny, krótki postój, ponieważ pod drogą przepływa nasza rzeka Wełna, która bierze swój początek, właśnie tutaj, w Jeziorze Wierzbiczany, kilkadziesiąt metrów stąd.

Rzeka Wełna płynie dalej malowniczą doliną, w kierunku północnym, przez jeziora: Jankowskie, Strzyżewskie, Piotrowskie, Ławiczno i Rząsno. Jest jednym z większych, prawych dopływów Warty. Liczy sobie 110 km długości, a jej dorzecze zajmuje powierzchnię 2 659 km2. Do Warty wpływa pod Obornikami Wlkp.

Jezioro Wierzbiczany już widać, a więc czas najwyższy udać się w jego kierunku. Jadę więc dalej, do końca asfaltu, potem jeszcze sto metrów drogą gruntową w kierunku stacji kolejowej Jankowo Dolne i skręt w prawo, ścieżką w kierunku lasku. Od tego miejsca znajduję się na zielonym szlaku turystycznym i tego szlaku będę się trzymał aż do Krzyżówki. Ale na razie szlakiem, brzegiem lasku, docieram do pierwszych zabudowań osiedla domków rekreacyjnych Kalina. Za nimi po prawej, w dole, poprzez drzewa pobłyskuje Jezioro Wierzbiczany.

Według mojej oceny to najpiękniejsze jezioro naszego powiatu. Leży ono w głębokiej rynnie, ma kształt nieregularny, liczne zatoczki i półwyspy, bardzo wysokie, porośnięte brzegi, to wszystko składa się na jego urok. Jezioro zajmuje powierzchnię 199 ha i ma 3 400 m długości. Uwaga, jest dość głębokie ( maks. 22 m). Jest Mekką gnieźnieńskich wędkarzy. Niestety z uwagi na bardzo wysokie brzegi i związane z tym słabe wiatry nie przyciąga żeglarzy, a i warunki do plażowania nienajlepsze.

Tereny wokół Jeziora Wierzbiczańskiego, a także Jankowskiego, są równie urocze i atrakcyjne. Nic dziwnego, przecież to centralna część tzw. Środkowo-poznańskiej Moreny Czołowej. Ciągnie się ona od Imielna przez Fałkowo, Baranowo, południowe dzielnice Gniezna, Wierzbiczany, Wylatkowo i Powidz. Lodowiec sprawił, że pełno tutaj pagórków i dolinek, głębokich jarów, oczek wodnych i mokradeł. To wszystko sprawia, w powiązaniu z gęstą roślinnością, że tereny te są bardzo atrakcyjne dla wypoczynku, także dla turystyki pieszej, a przede wszystkim dla aktywnej turystyki rowerowej. Można się tutaj wyżywać do woli na „góralach”. Ja jednak, na razie, nie skręcam w kierunku jeziora.

Jadę wzdłuż osiedla rekreacyjnego, ponieważ chcę dotrzeć do mojego ulubionego miejsca, mianowicie do punktu widokowego, położonego na wysokim, północnym brzegu jeziora. Stamtąd rozpościera się wspaniały widok na, niemalże, całe Jezioro Wierzbiczańskie. Znalezienie tego miejsca wcale nie jest łatwe, szczególnie dla osób będących tu pierwszy raz. Dla tych, którzy posiadają GPS-y podaję współrzędne geograficzne: 5231’53,77” Pn, 1744’45,85”W. Dla pozostałych musi wystarczyć mój, nieudolny opis poniżej. Mijam więc ostatnie domki letniskowe na Kalinie i trzymając się zielonego szlaku, wjeżdżam w las po obu stronach drogi. Jeszcze kilkaset metrów i po prawej stronie leśnej drogi, na sośnie wymalowany jest znak zielonego szlaku turystycznego, informujący o skręcie w prawo. Oczywiście szlak skręca w prawo za tym znakiem. Ja jednak wjeżdżam w dróżkę w prawo, na południe, 10 metrów przed tym znakiem. Po lewej ręce coraz głębszy jar, którym podczas pory deszczowej, spływa woda do jeziora.

I prosto wyjeżdżam na tę upragnioną ścieżkę, idącą po wysokiej skarpie w kierunku zachodnim. Te kilkadziesiąt metrów ścieżki stanowi doskonały taras widokowy, pozwalający podziwiać piękno jeziora i jego okolice. W tym miejscu skarpa, niemal pionowo opada ku jezioru. Warto przejść się tą ścieżką kilkadziesiąt kroków, aby w pełni nacieszyć wzrok, coraz to nowymi, widokami jeziora. Wysokość tego punktu to ok. 140 m n.p.m.

Kilka zdjęć i z powrotem na szlak zielony, na wschód, potem na południe. Na wschodnim krańcu jeziora mijam następne osiedle rekreacyjne (nie wiem jaką ma nazwę, adres ma Wymysłowo), jeszcze dalej po lewej pola, po prawej ręce zostawiam drogę na Kujawki. Jadę prosto, koło krzyża, w las. I tu, na początek wita mnie już rzadkość w naszych lasach. Prawdziwa brzezina. Wesoły las brzozowy, bielą swych pni rozjaśnia całą okolicę. Ale dalej już mroczniej. I cały czas prosto, zgodnie z znakami zielonego szlaku, aż do traktu Lubochnia – Krzyżówka. Tu szlak i ja skręcamy w lewo. Jeszcze pięćset metrów i jestem u celu.

To już Krzyżówka. Na wprost, początkowo asfaltowa, później leśna, droga do miejscowości Gaj i dalej, przez Piłkę, do Skorzęcina. W poprzek, droga łącząca Witkowo z Trzemesznem, to fragment tzw. „Drogi Św. Jakuba”. Osada Krzyżówka (choć według tablic drogowych Piaski) to trzy domostwa zamieszkałe, kilka opuszczonych i zapomnianych. Na skraju lasu duża żwirownia. Trochę dalej, w kierunku Witkowa ładna, dobrze utrzymana leśniczówka. I za leśniczówką przeciwpożarowa wieża obserwacyjna. Światła tej wieży widzę nocą, przez lornetkę, z mojego mieszkania na czwartym piętrze, na Tysiącleciu. I to wszystko. Prawdziwe odludzie. Cicho tu i spokojnie, tylko słychać wiosenne śpiewy ptaków. No i odgłosy zbliżającej się, od zachodu, wiosennej burzy. To najwyższy już czas aby zbierać się w drogę powrotną.

Wracam więc na leśny trakt biegnący w kierunku wsi Lubochnia i przez tę wieś dalej prosto do przejazdu kolejowego na przedłużeniu ulicy Wierzbiczańskiej. Tylko jeszcze Arkuszewo i jestem w domu.

Podczas tej wyprawy na liczniku wystukało mi 32 kilometry. Dla chętnych przejechania tej trasy, poniżej zamieszczam link z mapką mojej eskapady: http://g.co/maps/68b8t

Tekst i zdjęcia
Janusz Rafiński