Sekrety jeziora Kłeckiego... Pierwsza podwodna ekspedycja
Dodane przez admin dnia Maj 06 2012 20:00:00
Tak jak zapowiadaliśmy, pasjonaci historii i turystyki skupieni wokół portalu PiastowskaKorona.pl w miniony weekend podjęli się pierwszej próby wyjaśnienia jednej z wielu tajemnic, które skrywa jezioro Kłeckie znajdujące się na pograniczu gminy Kłecko i Mieleszyn. Jako pierwszy cel wyznaczono sobie namierzenie miejsc gdzie - według ustnych przekazów mieszkańców obu gmin - ma się znajdować lokomobila i radziecki czołg.
Treść rozszerzona
Spotykamy się na przystani Klubu Żeglarskiego „Korsarz”
Jest sobota, godz. 8.30. Na przystani żeglarskiej klubu „Korsarz” nad jeziorem Kłeckim od dłuższego czasu już spory gwar. Na wodzie kilka żaglówek, ale największych ruch jest wokół flagowej jednostki Klubu – łodzi „Korsarz”. Komandor klubu Andrzej Molenda osobiście nadzoruje przygotowanie jednostki do wypłynięcia w ten intrygujący rejs. Tuż przed godz. 9.00 łódź jest gotowa do wypłynięcia. Dowództwo nad jednostką obejmuje Paweł Wojtczak, któremu towarzyszy syn Maksymilian.

Po kilku minutach na przystani pojawiają się kolejni zaangażowani w ekspedycję poszukiwawczą członkowie i współpracownicy PiastowskiejKorony.pl z redaktorem naczelnym portalu i pomysłodawcą wyprawy – Karolem Soberskim. A grono zebrało się spore: Maciej Kwapiszewski z synem Kacprem, Paweł Kostusiak, Robert Wolaszek, Leszek Olejniczak i Jacek Molenda.

Przybywają płetwonurkowie
Gdy obecni na przystani ostatni raz przed wypłynięciem przeglądają jeszcze mapy, szczególnie te z okresu II wojny światowej, na miejsce przyjeżdżają najważniejsze tego dnia osoby – płetwonurkowie, którzy zbadają dno w wybranych miejscach jeziora Kłeckiego.

Konrad, Tomek i Adrian to zaprawieni w tego typu misjach i doświadczeni płetwonurkowie, którzy już od kilku dobrych lat szkolą się w podwodnych eskapadach. Gdy oni przygotowują sprzęt do nurkowania, reszta członków ekspedycji wymienia ostatnie uwagi i ostatecznie zapada decyzja: - Najpierw płyniemy w okolice Świniar, w miejsce, które nasi świadkowie najczęściej wskazywali jako to, w którym jest utopiona lokomobila.
- Jeśli tam niczego płetwonurkowie nie namierzą, proponujemy, by popłynąć w okolice „rybakówki” koło Borzątwi. Według rybaków tam na dnie jeziora też „coś” się znajduje – ustalają K. Soberski z J. Molendą.

Około godz. 9.30 płetwonurkowie są już gotowi do działania. Zapada też decyzja, że J. Molenda będzie koordynował przebieg akcji z brzegu jeziora od strony wsi Świniary, natomiast L. Olejniczka i R. Wolaszek udadzą się na drugą stronę – na Borzątew. Pozostali wsiadają do „Korsarza”. Wypływamy.

Uroki jeziora Kłeckiego
Już po kilku minutach rejsu, wszyscy obecni na łodzi są zauroczeni pięknem jeziora Kłeckiego. Widoki, które można ujrzeć z brzegu, a te widoczne z łodzi, są nie do porównania. Piękno przyrody, bogactwo ptactwa wodnego i urokliwe zatoczki, aż zapierają dech w piersiach. Gdy do tego dodamy, często dziewicze, zalesione i nieodkryte jeszcze fragmenty brzegu jeziora Kłeckiego, to nie dziwi, że ten akwen – o długości prawie 7,5 km – przyciąga coraz większą rzeszę miłośników żeglarstwa, kajakarstwa i wypoczynku nad wodą.

Mijamy słynny „język” – groblę – według podań usypaną przez Szwedów podczas „potopu” poprzez którą dostali się oni do Kłecka (ponoć Szwedzi nosi ziemię we własnych hełmach). Przesmyk ten to dzisiaj największe utrudnienie do swobodnego żeglowania po jez. Kłeckim, ponieważ przy niskim stanie wody, większe jednostki nie są w stanie tamtędy przepłynąć. Ale jest nadzieja, że wkrótce to się zmieni...

Po kilkunastu minutach rejsu rzucamy kotwicę w miejscu, gdzie po raz pierwszy płetwonurkowie zejdą pod wodę...

Skąd lokomobila i czołg?
O lokomobili po raz pierwszy usłyszałem na początku tego roku. Wówczas współpracownik PiastowskiejKorony, regionalista z Kłecka Jacek Molenda w jednej z naszych licznych rozmów o ciekawych tematach związanych z historią powiatu gnieźnieńskiego powiedział, że w jeziorze Kłeckim, gdzieś na wysokości Campingu Borzątew znajduje się lokomobila.

- Lokomobila, która ma się ponoć znajdować w jeziorze Kłeckim zatonęła tam w latach trzydziestych XX wieku. Podobno była zimą transportowana ze Świniar w kierunku Borzątwi przez zamarznięte jezioro. Lód nie wytrzymał i lokomobila spoczywa do dzisiaj na dnie – opowiada J. Molenda.

Z kolei historia związana z czołgiem dotyczy II wojny światowej, a konkretnie stycznia 1945 roku. Tę historię także zdobył J. Molenda, a później potwierdziło trzech mieszkańców powiatu gnieźnieńskiego – wszyscy oni słyszeli, że w jeziorze Kłeckim zatonął z całą załogą radziecki czołg. I miało do tego dojść na linii Świniary – Borzątew.

Napięcie rośnie...
Jesteśmy na wysokości Świniar. Na brzegu widzimy już skupionego kolegę Jacka Molendę, który – tak jak wszyscy pozostali obecni w łodzi – z niecierpliwością oczekuje na pierwsze zejście płetwonurków pod wodę.

Konrad, Tomek i Adrian po ostatnim sprawdzeniu sprzętu są gotowi. Jako pierwszy do wody wskakuje Adrian. Po nim pozostali. Po dwóch minutach cała trójka znika pod wodą. Na powierzchni widzimy tylko pęcherzyki powietrza. Mijają minuty, które dla nas wypatrujących płetwonurków z łodzi są jak długie godziny. Po około 5 minutach wynurza się Tomek i oznajmia, że widoczność pod wodą jest praktycznie zerowa! - Widoczność jest na około 20 centymetrów! Nawet latarki nie pomagają – przyznaje i znika w głębinę. Ta wiadomość nie wróży nic dobrego.

Po upływie około 10 minut spod wody wyłaniają się wszyscy płetwonurkowie. - Zeszliśmy na około 6 metrów, ale widoczność jest zerowa. Musieliśmy poruszać się praktycznie po omacku. W wielu akwenach nurkowaliśmy, ale tak brudnej wody dawno nie spotkaliśmy – przyznają. - Jeśli coś w tym miejscu się znajduje, to przy tej bardzo słabej widoczności mogliśmy to minąć nawet jeśli było tylko kilkanaście centymetrów od nas – podkreślają.

Fatalna widoczność
Ale płetwonurkowie nie poddają się. Wraz z organizatorami wyprawy ustalają, że jeszcze raz zejdą pod wodę, ale kilkanaście metrów dalej, bardziej na północ, bliżej brzegu. - Tutaj jest jedyne takie łagodne miejsce, gdzie mogła zimą zjechać na lód lokomobila – wskazuje z brzegu J. Molenda.

Po chwili we wskazanym obszarze na powierzchni wody widać już tylko pęcherzyki powietrza. Tym razem Konrad, Tomek i Adrian przebywają pod wodą prawie 20 minut. Wreszcie wynurzają się, ale po ich gestach widać, że efekt jest podobny jak wcześniej. Dopływają do brzegu, więc i nasz „Korsarz” dobija do brzegu. Z relacji płetwonurków wynika, że widoczność jest fatalna do tego stopnia, że nawet nie widzieli siebie pod wodą, mimo, że płynęli bardzo blisko.

Na brzegu zapada wspólna decyzja, że bez specjalistycznego sprzętu nie ma sensu dalsze schodzenie płetwonurków pod wodę. - Pierwszy krok zrobiliśmy, wiemy już na czym stoimy – wskazuje J. Molenda. - Do dalszych badań będzie nam potrzebny sonar lub innych specjalistyczny sprzęt – dodaje K. Soberski. Pewien bardzo ciekawy pomysł zaproponował także Paweł Wojtczak, ale na razie go naszym Czytelnikom nie ujawnimy...

Ostateczna decyzja jest taka, że za kilka tygodni powrócimy w to miejsce, już ze specjalistycznym sprzętem i wówczas będziemy chcieli wydrzeć interesujący nas sekret jez. Kłeckiemu.

Palisada pod wodą?
Odpływamy spod Świniar, ale to nie koniec naszej wyprawy. Zapadła bowiem decyzja, że popłyniemy w okolice, gdzie Mała Wełna wpływa do jeziora Kłeckiego. Kierujemy się tam ponieważ w ostatnich tygodniach ciekawą informację zdobył J. Molenda. Jak mówi, rybacy twierdzą, że we wspomnianym rejonie jeziora, „w którym miejscu? - przy trzcinach” - jak lakonicznie określili to rybacy, pod wodą są jakieś pale...

Biorąc pod uwagę fakt, że w IX wieku znajdował się tutaj gród, od razu nasuwa się pytanie: czy może chodzi o resztki palisady? Palisada, czyli element dawnego budownictwa obronnego w postaci ogrodzenia składającego się z drewnianych, zazwyczaj ostro zakończonych pali, wbitych jeden przy drugim w ziemię, spełniających rolę struktury zaporowej.

Po kilkunastu minutach dopływamy do wybranego przez nas miejsca (czy właściwego? Nie wiemy). Rzucamy kotwicę. Tym razem pod wodę schodzi Konrad i Tomek. I już po chwili wiemy, że mamy ponownie problem z czystością wody. - Widoczność jest tutaj taka sama jak w poprzednim miejscu, gdzie byliśmy – zauważa Konrad.

Mimo tego, obaj płetwonurkowie przez około 15 minut przeczesują obszar kilku metrów kwadratowych, ale bez żadnego rezultatu. Ale tutaj także jeszcze wkrótce wrócimy...

Pierwsze koty za płoty
Dochodzi południe. Kończy się nasza pierwsze ekspedycja. Wracamy do przystani. Mimo, że niczego nie udało nam się znaleźć, to wszyscy są zadowoleni, ponieważ zrobiony został pierwszy, jak uznaliśmy, najtrudniejszy krok. Miejsca, które płetwonurkowie przebadali nanieśliśmy na mapy. Wyprawa ta dała nam pewne nowe doświadczenia i... opaleniznę, ponieważ piękna, słoneczna pogoda nie opuściła nas ani na chwilę. Pewnymi przemyśleniami podzieliliśmy się już na brzegu.

Jezioro Kłeckie mocno strzeże swoich tajemnic, ale my się nie poddajemy... Już wkrótce poinformujemy o kolejnych wyprawach.

Karol Soberski
Fot. P. Kostusiak, L. Olejniczka, K. Soberski

W imieniu portalu PiastowskaKorona składamy serdeczne podziękowania Andrzejowie Molendzie, komandorowi Klubu Żeglarskiego „Korsarz” za pomoc w przygotowaniu tej wyprawy.

Na ten temat:
Sekrety jeziora Kłeckiego. Co spoczywa na jego dnie?