„Na szlaku skarbów”: Łagiewniki Kościelne pełne sekretów i... duchów!
Dodane przez admin dnia Marzec 10 2013 19:30:00
Mroźny, przenikliwie zimny wiatr nie odstraszył miłośników historii, którzy wczoraj zjawili się w Łagiewnikach Kościelnych w gminie Kiszkowo, gdzie odbyła się druga wyprawa z cyklu „Na szlaku skarbów” zorganizowana przez Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne. Tym razem poznawaliśmy tajemnice miejscowego kościoła, parku, dworu, wyspy oraz Izby Pamięci i Tradycji Gminy Kiszkowo. Kilkugodzinne spotkanie zakończyło się biesiadą przy ognisku!
Treść rozszerzona
Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne jako plan działania przyjęło cztery moduły: edukacja, badania, działalność wydawnicza i przedsięwzięcia terenowe. I w ramach ostatniego modułu realizowany jest projekt pod nazwą „Na szlaku skarbów” w ramach którego przybliżane są i pokazywane miejsca mało znane, często niedostępne, a jednocześnie miejsca piękne i mające bogatą historię.

- Po zakończonej wielkim sukcesem, ubiegłorocznej, październikowej wyprawie do XIX-wiecznego zespołu pałacowo-parkowy w Zakrzewie w gminie Kłecko i znajdująca się nieopodal „Kraina Trzech Stawów”, teraz nasze Towarzystwo przy współpracy z Tadeuszem Bąkowskim, wójtem gminy Kiszkowo zaprosiło do równie tajemniczej miejscowości – Łagiewniki Kościelne - mówi Karol Soberski, prezes Zarządu PTH-T.

Miejscowość ta, wzmiankowana już w 1352 roku, na pierwszy rzut oka jest jedną z wielu w naszym regionie, ale gdy przyjrzymy się bliżej jej historii, to okaże się, że skrywa ona wiele sekretów, także mrocznych sekretów...

Drewniany kościół
Sobotnie spotkanie w Łagiewnikach Kościelnych rozpoczęło się o godz. 13.00 w miejscowej szkole podstawowej, gdzie wszystkich przybyłych miłośników historii i turystyki powitali K. Soberski i – w imieniu nie mogącego przybyć na spotkanie wójta – Radosław Występski, sekretarz gminy. Następnie wszyscy zebrani minuta ciszy uczcili pamięć śp. Pawła Występskiego, członka Zarządu PTH-T, który odszedł od nas kilka dni temu...

Potem głos zabrali przewodnicy łagiewnickiej wyprawy: Anna Frąckowiak, sekretarz Zarządu PTH-T i Bartosz Krąkowski, wiceprezes Towarzystwa, którzy przedstawili program zwiedzania. Pierwsze kroki skierowaliśmy do pochodzącego z 1741 roku, drewnianego kościoła pw. Bożego Ciała.

- O kościele tym wspominają akta konsystorialne gnieźnieńskie z 1420 roku, określając go jako starożytny. Na początku XVI wieku, Jerzy Latalski – właściciel wsi, odebrał katolikom świątynię i przekazał ją najpierw kalwinom, później luteranom, a na końcu braciom czeskim. W 1614 roku rodzina Latalskich sprzedała Łagiewniki Kościelne Mikołajowi Górskiemu z Miłosławia, a nowy właściciel zwrócił ją katolikom – mówi B. Krąkowski, który – po wejściu do świątyni – opowiedział o jej wystroju.

Wewnątrz świątyni na uwagę zasługuje bogata dekoracja malarska na stropie z okresu ostatniego remontu, przedstawiająca na kolejnych dziesięciu panneaux cykl symbolicznych przedstawień nawiązujących do męczeńskiej śmierci Chrystusa, Odkupienia i Eucharystii. W ołtarzu głównym (późnobarokowym), obraz z przedstawieniem Ostatniej Wieczerzy (późniejszy XIX –wieczny). Z tego samego okresu pochodzi umieszczony powyżej wizerunek św. Barbary – patronki dobrej śmierci. W lewym ołtarz bocznym centralne miejsce zajmuje XIX-wieczny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. W górnej części przedstawienie św. Anny Samotrzeć (z Maryją i Dzieciątkiem Jezus), a po bokach figury rodziców Maryi: św. Anny i św. Joachima. W dolnej części po bokach ołtarza znajdują się figury ewangelistów Mateusza i Marka.

- W prawym ołtarzu bocznym znajduje się malowany na desce, najstarszy w tym kościele obraz Ecce Homo. Po bokach, figury ewangelistów Łukasza i Jana. Warto zwrócić uwagę na obraz znajdujący się w górnej części ołtarza - św. Mikołaj wskrzeszający trzech niewinnych rycerzy straconych na rozkaz cesarza – dodaje A. Frąckowiak i zaznacza: - W otoczeniu kościoła znajdowała się także płyta nagrobna Jerzego Latalskiego, kasztelana lądzkiego z 1556 roku. Wykonana była z piaskowca o wymiarach: 210 cm x 155 cm x 21,5 cm. Przedstawiała ona postać rycerza, którego głowa jest zwrócona na prawo, broda przycięta w szpic. Na złożonych rękach widniał pierścień z symbolem krzyża. W narożnikach znajdowały się tarcze herbowe. Na jednej herb rodu Prawdzic, na drugiej herb rodu Poraj, na trzeciej herb rodu Wieniawa, czwarta tarcza natomiast była nieczytelna. Obecnie płyta oddana jest do lapidarium ewangelicko – reformowanym w Żychlinie niedaleko Konina.

Kim był ten rycerz?
W czasie tych opowieści, A. Frąckowiak wspomniała też o pewnej ciekawej, aczkolwiek do dzisiaj niewyjaśnionej historii związanej z grobowcami znajdującymi się tuż obok kościoła: - Jeden z mieszkańców Łagiewnik, już nieżyjący, opowiadał kilka lat temu, że gdy był dzieckiem, a było to na początku XX wieku, to w jednym z tych dwóch grobowców znajdowała się jakaś zbroja rycerska i miecz! Ale później wejście do tego grobowca zostało zamurowane, a w czasie II wojny światowej Niemcy wnętrze grobowców zdewastowali.

Kim był ten rycerz? Może czas by tę historię dzisiaj wyjaśnić?

Park i duch psa
Po obejrzeniu drewnianej świątyni, grupa przeszła na teren podworskiego, ponad 2-hektarowego parku znajdującego się po drugiej stronie wsi. Tutaj czekała pani Maria Antkowiak, emerytowana nauczycielka, polonistka szkoły w Łagiewnikach (mieszkająca naprzeciwko parku), która opowiedziała zebranym legendę o psie, którego ponoć do dzisiaj można spotkać w parku!

- Przy tym parku mieszkam już 29 lat, jest nam tutaj jak „u Pana Boga za piecem”, ptaszki śpiewają, wiele wieczorów można tutaj przy śpiewie słowików przesiedzieć – zaczęła pani Maria. - Ale mam państwu opowiedzieć łagiewnicką legendę. Wiadomo, że takich miejscowościach, gdzie występują stare budowle, gdzie jest taki starodawny klimat, gdzie są urokliwe zakątki, powstają też legendy. Nasza legenda jest trochę dziwna, bo to nie jest legenda sięgająca korzeniami daleko, daleko, ale związana jest ona z latami 60-tymi XX wieku – podkreśla. - Pochodziłam troszeczkę po mieszkańcach, popytałam i zebrałam informacje o tym stworze, który tutaj się pojawia. Nie ma już, niestety, nikogo kto by go widział. Ale rodziny tych osób potwierdzają, że takie zdarzenia miały miejsce. Prawdopodobnie tam gdzie rośnie taka wysoka topola, był kiedyś wzgórek i na tym wzgórku były kępy bzu, i stamtąd ten pies miał wychodzić – zaznacza. - Z tego co się dowiedziałam to był duży, wielkości cielęcia, czarny pies i miał duże uszy. I gdy ten pies biegł, jak mówią ci co znają tę historię, dało się słyszeć dźwięk łańcucha. Ile w tym prawdy... - opowiada. - Stamtąd wychodził, ale gdy ktoś przechodził przez park to on za tym człowiekiem biegł, aż do miejsca gdzie ta osoba mieszkała, i tam znikał. Ja z niczym takim się nie spotkałam, a często przez park przechodzę idąc ze sklepu. Taka legenda tutaj krąży, ale było to w latach 60-tych – dodaje. - Niektórzy mówią jeszcze, że pod postacią tego psa pojawia się dawny właściciel dworu i on jest po prostu zrozpaczony tym, co pozostało z jego majątku. I dlatego tutaj się pokazuje – zakończyła M. Antkowiak.

Dwór w Olekszynie?!
Po ciekawej opowieści pani Marii, grupa przeszła przez park, słuchając opowieści B. Krąkowskiego o rosnących tutaj drzewach-pomnikach przyrody. - Największy pomnik przyrody to ten jesion, który ma 526 cm obwodu. Jest to drugi co do wielkości pomnik przyrody na terenie gminy Kiszkowo – wskazuje przewodnik.

Po tych słowach kilka osób próbowało objąć to wskazane drzewo i potrzeba było aż czterech osób, by tego dokonać.

Kolejne kroki skierowaliśmy do pięknego dawniej – jak wynika ze starych fotografii – a dzisiaj będącego w opłakanym stanie XIX-wiecznego dworu. - Mamy fotografię z początków XX wieku i elewacja dworu była biała, i patrząc na tę fotografię trudno uwierzyć, że to jest ten sam dwór – podkreśla A. Frąckowiak.

O historii dworu opowiedział też będący wśród uczestników wyprawy Marek Szczepaniak, kierownik gnieźnieńskiego oddziału Archiwum Państwowego w Poznaniu. - Majątek ten został wykupiony przez Niemców w 1902 roku i oni tu założyli ośrodek ewangelicki, będący równocześnie filią parafii ewangelickiej z Kłecka. I wtedy, od 1902 roku, to się nazywało "Johannesheim", od nazwiska generalnego super intendenta Johannesa Hesekiela, czyli takiego zwierzchnika wszystkich ewangelików na terenie Prowincji Poznańskiej. To funkcjonowało do 1923 roku. Kiedy w 1923 roku liczba Niemców tutaj się zmniejszyła, to równocześnie nie było potrzeby utrzymywanie tych wszystkich ośrodków. I przez 6 lat nie było tu nawet pastora – wyjaśnia M. Szczepaniak. - Od 1929 roku przywrócono tu pastora, który był wikarym parafii kłeckoskiej, ale obsługiwał tylko to miejsce i tu był taki ośrodek, do którego należało 4-hektarowe gospodarstwo. Niemcy prowadzili tutaj kursy nowoczesnego rolnictwa. W okresie I i II wojny światowej, gdy prowadzono akcję ściągania osadników do Wielkopolski, osadników z Ukrainy, Wołynia, to tutaj odbywały się właśnie takie szkolenia. Z kolei w latach trzydziestych organizowane tutaj były przez Niemców różnego rodzaju imprezy i zawsze urząd wojewódzki trzyma nad tym jakąś kontrolę, stąd regularne raporty w aktach urzędu wojewódzkiego się zachowały. Ten ośrodek obsługiwały też siostry ewangelickie do 1940 roku, kiedy to SS je stąd wyrzuciło. I ten ośrodek zlikwidowano, a po wojnie już nie został on wznowiony – dodaje.

Ciekawostką jest fakt – co podkreślił M. Szczepaniak - że w okresie międzywojennym ta część Łagiewnik Kościelnych funkcjonowała jako Olekszyn. - Granica między Olekszynem a Łagiewnikami biegła mniej więcej tak jak stoi ta karczma – precyzuje.

Wyspa z „lodownią” i... pyszna grochówka
Po wysłuchanie ciekawej historii, grupa udała się na brzeg sąsiadującego z dworem stawu na którym znajduje się wyspa z tajemniczą budowlą z jednym pomieszczeniem o wymiarach ok. 3 na 3 metry, potocznie zwaną „lodownią”. Wyspa ta jest usytuowana w centrum wsi, ale przeznaczenie tejże wyspy do dzisiaj nie jest do końca znane. Według jednych wersji na tej - leżącej w stawie naprzeciw dworu – wyspie znajduje się dawna „lodowania” (?). Według innych z wyspy tej mieli korzystać – w niewiadomy sposób – hitlerowcy.

Po obejrzeniu wyspy, mocno już zmarznięci uczestnicy „odkrywania sekretów Łagiewnik” udali się do szkoły, gdzie czekała na nich przepyszna grochówka przygotowana przez panie ze szkolnej kuchni! Po niej był czas na kawę, herbatę, ciasto, a także swojskie wyroby np. z koziego mleka! Oprócz degustacji tych potraw przygotowanych przez panią Monikę, można również było kupić np. miód. Można też było kupić kartki pocztowe i inne upominki przygotowane przez uczniów.

Duch jeźdźca bez głowy!
Zanim poszliśmy oglądać kolejny punkt programu – Izbę Pamięci i Tradycji Gminy Kiszkowo – niespodziankę przygotował dla nas Andrzej Szprywa, dyrektora Szkoły Podstawowej w Łagiewnikach Kościelnych. Jedna z uczennic, Joanna, przedstawiła historię o duchu – jeźdźcu bez głowy! - Dawno, dawno temu, pewnej deszczowej nocy, zerwał się ze stajni czarny koń, który miał czerwone oczy. Zauważył go biegającego po polu, młody mężczyzna. Szalała wichura i błyski grzmotów z nieba uniemożliwiały złapanie go. Po wielu próbach oszalałego konia udało się złapać na lasso i zaprowadzić go do stajni. Lecz koń się nie poddał i zrzucił mężczyznę, ale udało mu się go dogonić, po wielu nieudanych próbach. Po galopie przez pola wpadli w las, gdzie mężczyzna zahaczył głową o gałąź i głowa się potoczyła w runo leśne. Legenda o tym wydarzeniu powstała, ponieważ mieszkańcy w czasie burz widywali konia z jeźdźcem bez głowy – przedstawiła legendę.

A dyrektor Szprywa dopowiedział, że w zna wielu byłych uczniów szkoły w Łagiewnikach, mieszkańców pobliskiej miejscowości Myszki, którzy znając tę legendę, po zmroku nie wychodzili z domów! - Oni wieczorem nie wyszli na Myszki. Oni święcie byli przekonani, że ta legenda jest prawdziwa i że oni widzieli tego jeźdźca – podkreśla.

Izby Pamięci i Tradycji Gminy Kiszkowo
Po przerwie na posilenie się, przyszedł czas na zwiedzanie – powstałej jesienią ubiegłego roku z inicjatywy A. Szprywy – Izby Pamięci i Tradycji Gminy Kiszkowo. - Istniejąca wystawa narodziła się w latach 90-tych XX wieku i początkowo obejmowała tylko wewnątrzszkolną ekspozycję. Ale zainteresowanie dzieci i rodziców spowodowało przybywanie eksponatów. Dzisiaj jest już zgromadzonych około 200 eksponatów i ciągle przybywają nowe opowiada A. Szprywa prowadząc nas do pierwszej z trzech części wystawy (sali lekcyjnej z której są m.in. mundur z 1939 roku i mundur z okresu powstania wielkopolskiego, odznaczenia wojskowe, ale też ławki szkolne sprzed kilkudziesięciu lat, dokumenty, itp.).

Następnie wychodzimy przed budynek szkoły, gdzie znajduje się druga część wystawy, czyli maszyny rolnicze z XIX i XX wieku, w większości sprawne. Na koniec zaglądamy do trzeciej części wystawy, dawnego budynku wykorzystywanego jako skład opału, dzisiaj odnowionego i przystosowanego do prezentacji zabytków związanych z wyposażeniem domu i gospodarstwa.

Ursus wiecznie żywy!
Gdy przechodziliśmy do ostatniej części ekspozycji, na boisko szkolne wjechał – zaproszony przez dyrektora - „żywy” zabytek, a mianowicie traktor Ursus. - Jest to model Ursusa C-45 z 1965, i jest to ostatnie wydanie Ursusa, nieprodukowane już w Warszawie, tylko w Zakładach Mechanicznych w Gorzowie. On się znajdował w Niemczech, był kupiony gdzieś tam w Polsce od jakiegoś Niemca, od kolegów się dowiedziałem, że jest i pojechałem go odkupić – mówi Rafał Staniszewski, właściciel tego unikatowego pojazdu. - Był on w stanie agonalnym i prawie roku potrzebowałem, by go doprowadzić do takiego stanu jak dzisiaj. Fakt, że był cały, ale trzeba było wszystko naprawić. Dzisiaj jest on w 99 procentach oryginalny – dodaje.

Biesiada przy ognisku
Po blisko czterech godzinach zwiedzania i poznawania skarbów Łagiewnik Kościelnych, przyszedł czas na kulminacyjny punkt programu – biesiadę przy ognisku. Zapalenia ogniska dokonał za pomocą „jednej zapałki” B. Krąkowski i po chwili ogień wystrzelił wysoko w górę! A po kilku minutach dookoła ogniska zgromadzili się wszyscy uczestnicy wyprawy, by żywo dyskutować o tym wszystkim, co zobaczyli w Łagiewnikach i... piec kiełbaski nad ogniem. A że od ogniska buchało przyjemne ciepło to nikt z obecnych nie zwracał już uwagi na mroźne powietrze.

Tuż po godz. 17.00 nastąpił czas pożegnań i uczestnicy wyprawy zaczęli z żalem rozjeżdżać się do swoich miejscowości: Poznania, Gniezna, Rogowa, Pobiedzisk, Kłecka, Kiszkowa, Swarzędza, Witkowa.... Żegnając się, pytali: kiedy i gdzie kolejna wyprawa, bo już nie mogę się jej doczekać!

Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne dziękuje Tadeuszowi Bąkowskiemu, wójtowi gminy Kiszkowo i Andrzejowi Szprywie, dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Łagiewnikach Kościelnych, za gościnę i pomoc w zrealizowaniu tej wyprawy.

(as)