Śladami pierwszych polskich osadników
Dodane przez admin dnia Grudzień 09 2011 09:00:00
Do Grzybowa i Giecza zorganizowali wycieczkę krajoznawczą studenci pierwszego roku kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Kolegium Europejskiego w Gnieźnie. Podążając śladami pierwszych polskich osadników zamierzali poznać dorobek materialny i duchowy ludów wczesnośredniowiecznych na tym terenie.
Treść rozszerzona
Pierwszym punktem naszej wyprawy stała się wieś Grzybowo, położona w odległości ok. 7 km na północny-wschód od Wrześni, a dokładniej należący do Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy- wczesnośredniowieczny gród. Któż by pomyślał, że ta malutka miejscowość licząca dziś zaledwie 140 mieszkańców skrywa w sobie ogromne, a wciąż jeszcze niezbadane pokłady wiedzy o kulturze pierwszych polskich społeczeństw?

Przeszło 1000 lat temu, gdy powstawało państwo polskie, na skraju niewielkiego wyniesienia, tuż przy bagnistych łąkach powstał gród. Ówcześni mieszkańcy tych terenów wznieśli drewniano-ziemne wały - umocnienia otaczające gród, które jeszcze do dziś sięgają 9 metrów wysokości, a w okresie swojej świetności mogły dochodzić nawet do 16 metrów. Naturalną ochronę tego terenu zapewniał też strumień o nazwie Rudnik (nazwa pochodzi od występującej tam rudy darniowej), który stanowił fosę dla grodu. Dzięki temu przestrzeń ta była bezpiecznym schronieniem, gdzie słowiańscy osadnicy mogli spokojnie mieszkać i żyć. Pierwotnie, na początku X wieku, gród w Grzybowie liczył sobie niewielką przestrzeń o średnicy ok. 40 m. W połowie tegoż stulecia doszło do zdecydowanej przebudowy grodu, tak iż nowy gród objął obszar ponad 4 hektara. Tym samym stał się jednym z największych grodów doby Piastów.

Początki zainteresowania tym terenem badaczybada sięgają XIX wieku. Wówczas to, w 1878 roku, pierwsze badania wykopaliskowe przeprowadził tam niemiecki archeolog Wilhelm Schwartz. Dokonał on wewnątrz grodu niewielkich sondaży. Drugi epizod badawczy (najbardziej znaczący dla prac archeologicznych w Grzybowie), wiąże się z osobą Olgierda Brzeskiego. W 1937 r. wykonał on niewielki sondaż na grzybowskim grodzie i pozyskane materiały opublikował w czasopiśmie „Z Otchłani Wieków”. I znów na długo archeolodzy nie wykazywali zainteresowania grodem. Ale Olgierd Brzeski nie zapomniał o tym miejscu i po okresie pobytu za granicą powrócił na te tereny do prac archeologicznych. Poprzez Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk zawiązał Fundację Brzeskich, dzięki której prace wykopaliskowe w grodzie rozpoczęły się w 1988r. pod kierunkiem Mariusza Tuszyńskiego, a konsultantem naukowym została prof. Zofia Kurnatowska.

Historię miejsca i wykopalisk opowiedział Jacek Wrzesiński, który podzielił się z nami wieloma ciekawymi informacjami na temat współcześnie prowadzonych prac archeologicznych m.in. o AZP- Archeologicznym Zdjęciu Polski, czyli przedsięwzięciu polegającym na zbieraniu materiału zabytkowego na polach oraz na temat "wskazówek" archeologicznych, na przykład: bujna roślinność w danym miejscu może wskazywać nam miejsce istnienia pod nią jakiś podziemnych jaskiń, jam...itp. Jacek Wrzesiński pokazał nam też wystawę, wystylizowaną na archeologiczny wykop. Doskonale odwzorowana stratygrafia sprawiła, że mogliśmy się poczuć jak wewnątrz wykopalisk. Do władzy doszedł także nasz zmysł dotyku, gdyż wszystkie eksponaty były w naszym zasięgu. A było ich naprawdę sporo: groty włóczni, zdobione groty kościane, dirhemy arabskie, naturalne tworzywa organiczne, średniowieczne łyżwy, orszymowice.... Ciekawym punktem wystawy było wyeksponowanie chłopskiej chaty, wszystkich sprzętów znajdujących się w niej (wrzeciona, żarna), a także opowieść o zwyczaju zakopywania w podstawę domu końskiej czaszki, która według wierzeń pełniła rolę strażnika domostwa.

Kolejnym przystankiem był Giecz (osadnictwo w tym regionie sięga VIII wieku), a początkowym punktem wyprawy po tejże wsi stał się Kościół p.w. Jana Chrzciciela, powstały na przełomie XII/XIII wieku. Ta jednonawowa świątynia zbudowana w stylu romańskim została oddana do renowacji w latach 50. XX w. Jak na średniowieczny kościół przystało w absydzie znajdują się 3 małe okna symbolizujące 3 osoby boskie, a wnętrze było surowe, choć można przypuszczać, że ołtarz był przepiękny, o czym świadczy zachowana do dziś pozłacana rzeźba Madonny z Dzieciątkiem. Co ciekawe kościół ten ma krzywą zachodnią ścianę, widoczne jest niewielkie odchylenie od pionu.

Ciekawostką związaną z tą sakralną budowlą są historie o wystawianych w niej sztukach (m.in. "Ballad" Mickiewicza) przez właściciela Giecza, wielkiego miłośnika teatru Stanisława Hebanowskiego. Te przedstawienia były wielkim wydarzeniem dla mieszkańców. Podczas dalszej wyprawy zmierzaliśmy ścieżką, którą otaczają bagniste tereny. Są one pozostałościami jeziora i przepływającej rzeki Moskawy. Prowadzone są tu nadal prace paleobotaników. Wokół grodu odkryto zagłębienia w terenie, które z czasem się wypełniły, ale początkowo mogły mieć nawet do 30 metrów głębokości. Znaleziono w nich dużo szczątek kości zwierzęcych, a także przyrządów ceramicznych. Później w tych miejscach powstały ludzkie cmentarzyska (pochówki miały tam miejsce od początków XI wieku). Rozmieszczenie tych grobów było nietypowe, ponieważ były one ułożone poziomo, rzędami, czyli bardziej geometrycznie, niż kiedykolwiek wcześniej chowano na terenach innych grodów. Cmentarzysko było odgrodzone od osady, aby „zapewnić duszom zmarłych spokój”.

Następnie doszliśmy na teren muzeum Pierwszych Piastów. Dwie wystawy, które mieliśmy szczęście tam zobaczyć uświadomiły nam, jak doskonałymi rzemieślnikami byli średniowieczni ludzie. Podziwialiśmy groty, krzyże, metalowe zamki i okucia książek, szkła witrażowe, zdobienia trumienne, medaliki benedyktyńskie, monety, kunsztownie zdobioną biżuterię i niesamowicie piękny miecz, szczątki tkanin - jedwabie, adamaszki, koronki...itd. Na koniec naszej wizyty, przewodniczką Elżbietą Indycką przeprowadziliśmy rozmowę na temat sposobów popularyzacji wiedzy o grodach i Gieczu, a także zwiedzaliśmy replikę średniowiecznej osady.

Dla wszystkich była to z pewnością bardzo pouczająca wycieczka, która poprzez nasz czynny udział w poznaniu tych terenów dała więcej, niż niejedna lekcja. Choć był to przepiękny, słoneczny dzień, jesienna aura powoli dawała nam się we znaki. Jednak całej ekipie w składzie: studenci pierwszego roku kulturoznawstwa, prof. Beata Frydryczak oraz jej wiernej i niezastąpionej towarzyszce wypraw suczce Lusi towarzyszyła bardzo ciepła i przyjacielska atmosfera.

Na podstawie informacji zebranych w czasie wycieczki
recenzję przygotowały Paulina Smaś i Weronika Kamińska