Legenda o Masonie
Dodane przez admin dnia Grudzień 07 2011 09:30:00
W dolinie Małej Wełny, w gminie Kłecko, pomiędzy jeziorami Mistrzewskim i Dębnickim znajdują się dwa zagłębienia, wypełnione wodą. Oczka wodne. Ich brzegi porasta trzcina, wiklina oraz kilka niewielkich wierzb. Większy ze stawów to Mason. Z Masonem właśnie wiąże się, ongiś bardzo znana i popularna w okolicy, a dzisiaj prawie już zapomniana legenda.
Treść rozszerzona
A było to tak. Właściciel jednego z okolicznych dworów był bardzo nieludzkim dziedzicem. Swoich poddanych pędził on do pracy od świtu do nocy, źle ich wynagradzał, a ponadto, gdy ktoś opadał z sił, bezlitośnie okładał go batogiem. Nic zatem dziwnego, że mieszkańcy jego majątku złorzeczyli jemu i przeklinali go. Nienawiść do dziedzica była tak wielka, że posunęli się nawet do przekleństwa, życząc swojemu panu, aby po śmierci nie wyszedł on z piekła!

Mijały lata. Dziedzic zmarł i pochowany został w podziemiach kościoła w Dębnicy. Nazajutrz po pogrzebie, kiedy kościelny z organistą weszli rano do dębnickiego kościoła, stanęli jak wryci. Ujrzeli oni całkowicie zdewastowany ołtarz główny, powywracane świeczniki, połamane świece, walające się po podłodze obrusy z ołtarza itp.

Pewni, że w nocy do kościoła zakradł się złodziej, czym prędzej pobiegli po proboszcza. Ten, przerażony, zaczął sprawdzać co „nocni goście” wynieśli z jego świątyni, lecz wkrótce okazało się, że nic nie zginęło, a tabernakulum jest nienaruszone. Skończyło się na przypuszczeniu, że najprawdopodobniej ktoś spłoszył złodziei i ci, na szczęście, nie zdążyli nic zabrać. Kościół szybko wysprzątano i sprawę zaczęto uważać za niebyłą. Jak się jednak wkrótce okazało, na krótko.

Jakież było zaskoczenie wszystkich, kiedy następnego dnia historia ze zdemolowanym ołtarzem powtórzyła się. Ksiądz proboszcz, po namyśle, zwołał co odważniejszych chłopów ze wsi, uzbrojonych w dubeltówki, kosy i siekiery i ukrył ich na noc w kościele. Sam również schował się w świątyni.

Wieczna lampka paląca się przed ołtarzem dawała nieco światła, czuwano więc w półmroku. Napięcie sięgało zenitu. O 12.00. w nocy wszyscy mieli już serca w gardle, spodziewając się rychłego rozwiązania zagadki. Nie mylili się! Punktualnie o północy bowiem uniosły się drzwi prowadzące do podziemi, a znajdujące się tuż przed wielkim ołtarzem kościoła. Z podziemi zaś wyszła... wielka czarna świnia! Zwierzę podeszło do ołtarza, wspięło się na niego przednimi nogami, a następnie wskoczyło na ołtarz i zaczęło demolować wszystko, co znajdowało się na ołtarzu i w jego obrębie.

Przez całą godzinę proboszcz wraz z ukrytymi wieśniakami przyglądali się, kto jest sprawcą bałaganu w kościele. Dokładnie o pierwszej w nocy świnia zeszła do podziemi, a drzwi same zamknęły się za nią.

Ksiądz, razem z ukrytymi w kościele chłopami, niezwłocznie zeszli do podziemi, wyciągnęli stamtąd trumnę ze zwłokami nieludzkiego dziedzica, wynieśli ją z kościoła, ustawili na wozie zaprzęgniętym w woły i wywieźli daleko poza wieś. Mijając bagna leżące pomiędzy jeziorami Dębnickim i Mistrzewskim, wiele się nie namyślając, wrzucili trumnę do większego ze stawów.

Odtąd w dębnickim kościele zapanował spokój. Za to nad Masonem zaczęły dziać się rzeczy co najmniej dziwne! Podczas ciemnych nocy, w pobliżu stawu, wyraźnie słychać jęki oraz dźwięki przypominające smaganie biczem lub młócenie cepami. To niedobry pan - „Mason” - pokutuje za wszystkie swoje złe uczynki, strasząc przechodzących lub przejeżdżających tamtędy wędrowców.

Występujący w legendzie „mason” to z pewnością odzwierciedlenie okresu, kiedy to dębnicka świątynia znajdowała się w rękach innowierców. W latach 1550 – 1640 rodzina Latalskich – właścicieli Dębnicy – przeszła na kalwinizm. Od kalwina do masona, przynajmniej w ludowej wyobraźni – nie jest zbyt daleko. Gdyby ktoś jednak sądził, że historia ta jest nieprawdziwa lub być może wyssana z palca, niech spróbuje przespacerować się o północy, koniecznie w ciemną bezksiężycową noc, drogą z Owieczek do Dębnicy.

Posiadaczy mocniejszych nerwów zaś zachęcam, aby pomiędzy Mistrzewem a Jeziorem Dębnickim spacer ten odbyli skrajem bagna, wzdłuż płynącej tam Małej Wełny. Gwarantuję ogromne emocje. Nieludzki dziedzic jeszcze nie odpokutował wszystkich swoich win.

Zbyszek Beling