Pokutujące duchy szwedzkich żołnierzy
Dodane przez admin dnia Listopad 29 2011 11:00:00
Cóż mogą zrobić duchy protestanckich Szwedów, poległych w obcym katolickim kraju, pochowanych w szczerym polu, gdzie nikt o nich nie wie, nie pamięta, nie westchnie nad ich losem, nie zmówi modlitwy? Mogą tylko „kusić”, pokutować, starać się zwrócić na siebie uwagę żyjących, co dla tych ostatnich wcale nie musi być miłym czy przyjemnym przeżyciem.
Treść rozszerzona
Przy drodze prowadzącej z Bielaw do Pruchnowa (gmina Kłecko), po prawej stronie drogi, stoi przydrożna kapliczka. Tuż przed kapliczką, jeszcze niedawno, zaczynała się wąska polna dróżka, która prowadziła do tzw. „mogił szwedzkich”. Tam właśnie Szwedzi pochowali swoich żołnierzy poległych w dwóch bitwach, jakie rozegrały się na polach pomiędzy Brzozogajem, Dębnicą, Bielawami, Sulinem i Dziećmiarkami w II połowie XVII wieku. Dlaczego akurat tam?

Odpowiedź jest bardzo prosta. W latach 1550 – 1640 rodzina Latalskich – właścicieli Dębnicy – przeszła na kalwinizm. Nie będąc katolikami przestali chować swoich zmarłych na przykościelnym, katolickim cmentarzu w Dębnicy, a założyli nowy cmentarz, na swoich gruntach, pomiędzy Bielawami a Brzozogajem. W tym samym miejscu protestanccy Szwedzi złożyli ciała swoich poległych żołnierzy.

Po latach cmentarz ten zniknął całkowicie, a o pochowanych tam nieszczęśnikach po prostu zapomniano. Kiedy budowano drogę Gniezno – Kłecko między innymi z tego miejsca pozyskiwano żwir. Przy okazji odkryto tam masę ludzkich szkieletów oraz najprzeróżniejsze egzemplarze starej skorodowanej broni.

W takim miejscu nie mogło nie straszyć. Pochowani tam protestanci co rusz przypominali o sobie.

Pewien gospodarz z Bielaw posłał kiedyś na pastwisko dworskie do Dębnicy swojego syna z dwoma końmi, aby ten tam je napasł. Chłopak wsiadł na jednego z koni, drugiego wziął na postronek i pojechał na pastwisko, które leżało nieopodal „szwedzkich mogił”. Tam spętał swoim koniom przednie nogi tak, by mogły się poruszać, ale nie biegać. Sam położył się na kożuchu i zasnął. Tymczasem konie same pasły się w koniczynie.

Po przebudzeniu, młodzieniec z przerażeniem ujrzał, że jeden koń spokojnie się pasie, a drugi, jakimś cudem, pogalopował w stronę byłego cmentarza. Chłopiec zaczął biec za koniem, aby go zatrzymać, lecz dystans pomiędzy nimi ciągle się powiększał. Ba, koń pędził prosto w stronę „szwedzkich mogił”. Chłopak rozpłakał się i zaczął się modlić. Wtedy też przyszła mu do głowy myśl, że trzeba wrócić na pastwisko, do pozostałego tam drugiego konia. Jak pomyślał, tak zrobił.

I jakież było jego zdziwienie, gdy po powrocie ujrzał oba konie, najspokojniej w świecie pasące się tam, gdzie je zostawił, przed położeniem się spać. Czym prędzej wsiadł więc na jednego z nich, drugiego wziął na postronek, i wrócił do domu.

Tam, po wysłuchaniu jego historii, wszyscy jednoznacznie stwierdzili, że to duch któregoś z pogrzebanych tam nieszczęśników starał się zwabić go na były cmentarz, by w ten niezwykły sposób najprawdopodobniej prosić o modlitwę.

Dziwne zdarzenia w okolicach dawnego kalwińskiego cmentarza pomiędzy Bielawami a Brzozogajem mają miejsce i dzisiaj. Na wszelki wypadek więc, warto w tamtym miejscu zmówić modlitwę za dusze pochowanych tam polskich kalwinów oraz szwedzkich żołnierzy.

Zbyszek Beling