Skarb Stefana Karłowskiego. Gdzie jest ukryty?
Dodane przez admin dnia Listopad 26 2011 22:00:00
Sulin to niewielka miejscowość w gminie Kłecko, w powiecie gnieźnieńskim, licząca około 130 mieszkańców. Wioska ta położona jest na terenie Lednickiego Parku Krajobrazowego. Bogactwo przyrody nie jest jedynym, jakie posiadają sulinianie. Od ponad 60 lat w okolicy Sulina trwają poszukiwania zakopanego w ziemi skarbu, należącego do ostatniego przedwojennego właściciela majątku – masona – Stefana Karłowskiego.
Treść rozszerzona
Wieś o długim rodowodzie
Sulin stanowił własność rycerską. Po raz pierwszy wzmiankowany jest w 1253 roku, następnie w 1357. W 1415 roku wieś była własnością Porajów, potem Bylinowiców i Szreniawiców. W 1504 roku rozgraniczono Sulin od Dębnicy. Pod koniec XVI wieku właścicielami wioski byli Latalscy. W 1620 roku Sulin należał do Jana Jerzychowskiego a w 1793 właścicielem wioski był Adam Rozbicki. W latach 80 – tych XIX wieku właścicielem Sulina była rodzina Zawadzkich. Wioska liczyła wtedy 119 mieszkańców. Od 1890 roku właścicielem Sulina był Max Ochocki, a od 1894 roku – Albert Hilbert. W 1904 roku majątek – za niespłacone długi – przejęła Spółka Ziemska. Od roku 1908 właścicielem Sulina jest Stefan Karłowski. W posiadaniu tej rodziny majątek (330 hektarów) pozostawał do końca II wojny światowej. W 1947 roku przejął go Skarb Państwa. W 1960 roku wydzielono z niego 30 działek rolnych, a nieco później powołano do życia Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną, która istnieje do dziś jako RKS Kłecko.

Dworek
Dworek w Sulinie był parterowy, posiadał dwuspadzisty dach pokryty dachówką oraz ganeczek podparty na filarach. Zadaszenie ganku było jednocześnie balkonem, na który prowadziło wyjście ze strychu. Budynek nie był duży. Z każdej strony ganku były zaledwie po dwa okna. Na prawo od schodów wejściowych znajdowała się przybudówka, również z dwoma oknami, zwieńczona tarasem. Suliński dworek zbudowany był z bardzo oryginalnego materiału. Jego ściany wykonano bowiem z cegły, która była mieszanką gliny, plew, białek od jajek i zwierzęcych odchodów. Wykonana tak cegła, wypalona na słońcu, była bardzo trwałym materiałem. Jeszcze dzisiaj na pozostałościach niektórych budynków gospodarczych w Sulinie, widać takie właśnie cegły. W 1988 roku dworek miał zostać poddany gruntownemu remontowi. W tym celu zdjęto między innymi dach. Niestety, zanim remont został zakończony, gwałtowne deszcze dosłownie rozmyły gliniano-słomiane cegły. Dworek w Sulinie po prostu rozpłynął się.

Skarb
Stefan Karłowski – ostatni przedwojenny właściciel Sulina – był człowiekiem zamożnym. Posiadał wspaniałą kolekcję broni, porcelanowych naczyń, sreber, rodzinnych pamiątek. Na temat jego bogactw krążą po Sulinie i okolicy prawdziwe legendy i tutaj coraz trudniej już odróżnić prawdę od zwykłej ludzkiej fantazji. Faktem jest, że w przedwojennym dworku na ścianach podziwiać można było wspaniałą kolekcję broni (ponoć bardzo starej), a w kuchni zastawy i naczynia. Fakt ten potwierdzają najstarsi mieszkańcy wioski.

W 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Rosjan, Stefan Karłowski zapakował najcenniejsze przedmioty ze swojej kolekcji do specjalnie przygotowanej skrzyni, lub kilku skrzyń (tutaj zdania są podzielone), i starannie ukrył w ziemi, po czym wyjechał do Anglii. Na miejscu pozostawił swojego ostatniego służącego i powiernika, niejakiego pana Skrzetuszewskiego. Tenże Skrzetuszewski, podobnie jak i Karłowski był członkiem loży masońskiej, i został zobowiązany przysięgą do zachowania najściślejszej tajemnicy. Skrzetuszewski dotrzymał przysięgi i tajemnicę ukrytych skarbów zabrał ze sobą do grobu. Zmarł kilka lat temu w wieku 93 lat.

Szukaj… skarbu w polu
Karłowski nigdy już nie powrócił do rodzinnego Sulina, zmarł na obczyźnie. Do Sulina wróciła za to jego córka, ale tylko po skarb, po rodzinne pamiątki. Pomimo wielkich starań i zaangażowania olbrzymich środków, z ciężkim sprzętem włącznie (ciągnik typu „det” dosłownie rozrył i przeorał ziemię w domniemanym miejscu zakopania skrzyń) córka Stefana Karłowskiego nie odnalazła rodzinnych precjozów. Musiała wracać z niczym, ponoć do Kanady. Za wygraną nie dali jednak miejscowi poszukiwacze skarbów. Informacja o ukrytych skrzyniach lotem błyskawicy rozeszła się nie tylko po okolicy, ale i po całej Polsce. Na okolicznych polach, co rusz można było zaobserwować poszukiwaczy skarbów, wyposażonych w mniej lub bardziej profesjonalny sprzęt: od różdżek począwszy, a na wykrywaczach metalu skończywszy. Jak na razie – bez rezultatu.

Skarb przyjdzie sam do znalazcy
W miarę upływu czasu, coraz trudniej znaleźć miejsce ukrycia skrzyń. Przede wszystkim bardzo zmienił się wygląd tego terenu. Przez minione 60 lat urosły nowe drzewa, większości starych już nie ma. Inaczej podzielone są grunty, inaczej przebiegają rowy melioracyjne. Jeżeli Karłowski chował swoje skarby w oparciu o naturalne wskazówki typu drzewa, miedze czy drogi, to z pewnością zginęły one już z krajobrazu w ciągu minionych ponad 60 lat. Dzisiaj kłopoty z odnalezieniem skrzyń miałby z pewnością sam ich właściciel, tak bardzo zmieniła się topografia Sulina.

W ostatnich latach emocje wokół ukrytego we wsi skarbu znacznie opadły, co jednak wcale nie oznacza, że nikt go nie szuka. Jeden z moich rozmówców – proszący o anonimowość – przyznał, że był w tej sprawie nawet u wróżki, która nakazała jemu cierpliwie czekać, gdyż „skarb sam do niego przyjdzie”. Od tego czasu wszystkie prace polowe wykonuje on znacznie wolniej i staranniej, gdyż nie wiadomo, w którym momencie pod pługiem czy broną zazgrzytają wieka dębowych skrzyń, skrywające w swoich wnętrzach prawdziwą fortunę.

Zbyszek Beling