Lasek Buloński
Dodane przez admin dnia Listopad 20 2011 10:00:00
Prawdziwy Lasek Buloński jest jedną z atrakcji pięknego Paryża. Historia tego miejsca jest bogata i obfituje w wiele zakrętów, pierwotnie był podmiejskim lasem dębowym a potem wszystkim po kolei, ale tutaj ważne jest to, że był również siedliskiem bandytów... Lasek o którym myślę i piszę, leży wśród pól - trochę na wschód od Fałkowa, a żartobliwa nazwa jaką mu tutaj przypisałem, funkcjonowała kiedyś pośród koleżeńskiego grona w czasie gdy tam polowałem...
Treść rozszerzona
Jadąc z Gniezna w kierunku Poznania, możemy przejeżdżać przez Fałkowo, po prawej stronie szosy, tuż przed szkołą która jest po lewej jej stronie, stoi czerwony budynek, pamiętam czasy, gdy nad jego gościnnym wejściem widniał szyld „Oberża”. Dziwny zbieg okoliczności, wiem bowiem że zupełnie w innym miejscu Polski była kiedyś „Czerwona oberża” i zdaje się że ta akurat źle się kojarzyła. Do byłej oberży w Fałkowie nic nie mam, ot tyle, że akurat vis a vis niej, w kępie zielska, stoi sobie mała tabliczka z betonowego „lastrika”. Napis na niej mało już czytelny, ale jest i strzałka która wskazuje na pobliski lasek - „Lasek Buloński”...

Na skraju tegoż, pod smaganymi wiatrem sosnami, w betonowym kręgu stoi druga identyczna tabliczka z napisem zupełnie już nie czytelnym i strzałką. Strzałka wskazuje na odległy las... Znałem te miejsca z dawnych lat, a ostatnio odwiedziłem je znowu kilka razy i za pośrednictwem Urzędu Gminy Łubowo (serdecznie dziękuję za okazaną mnie pomoc) dotarłem do materiałów związanych z historią które wspomniane obiekty opisują. Tablice pamiątkowe zostały postawione z inicjatywy miejscowego harcmistrza, pana Stefana Frencza dla upamiętnienia faktu śmierci trojga Polaków w ich okolicy podczas okupacji. Według zeznań żyjących jeszcze świadków, śmierć jednego z tych ludzi jest kojarzona z jego upośledzeniem słuchu, ponoć nie usłyszał „halt”, gdy szedł na stronę aby się załatwić, wcale nie uciekał - ale to wystarczyło aby go zabić, a co tam! Każda śmierć, a tym bardziej śmierć tzw. głupia, rodzi w nas kontrowersje.

Czemu tak się stało? Czy musiało do tego dojść? Pewnie nie, ale mnie (chociaż brzmi to dziwnie) bardziej interesuje śmierć dwóch pozostałych ludzi – oni uciekali, robili to świadomie i bardzo ryzykowali, pytanie tylko - czemu to zrobili? Ucieczka z więzienia jest co prawda marzeniem wielu, ale zawsze wtedy pozostaje naturalnym pytanie o szanse takiego aktu, myślę, że pytanie takie traci jednak sens kiedy powody desperacji są większe, niż ryzyko z tym związane. Całej prawdy o tym co się tam rzeczywiście stało, nie dowiemy się już nigdy.

Oficjalne fakty są takie, że w maju 1943 roku grupa polskich robotników przymusowych wykonywała na tym terenie prace melioracyjne. Biegnący przez łąkę od strony Fałkowa rów przebiegał na pewnym odcinku przez mały, śródpolny lasek który rósł sobie za naturalnym, osłaniającym go od strony wioski, i biegnącej przez nią szosy - polodowcowym garbem. Robotników pilnował przynajmniej jeden uzbrojony wachman. Człowiek ów, w pewnej chwili zorientował się że dwóch jego podwładnych „dało nogę”. Do lasu, ku któremu zmierzali zbiedzy, było ok. 1,5 km (obecnie jest bliżej, bo tereny porolne zalesiono – ok. 1 km). Według zgodnego świadectwa pamiętających zdarzenie mieszkańców okolicy, wachman doścignął uciekinierów konno i zastrzelił. Tyle fakty.

Pytanie (moje) jest takie, co skłoniło tych ludzi do podjęcia takiego ryzyka, że zdecydowali się na ucieczkę w biały dzień przez gołe pola wiedząc, że są pilnowani i że z koniem nie mówiąc już o kuli z mauzera szanse mają równe zeru, ano właśnie. Pytanie drugie jest równie interesujące, co skłoniło strażnika do tak drastycznej reakcji gdy szanse pilnowanych ludzi na ucieczkę były tak marne. Czy więźniowie w fałkowskim lasku kopali tylko rów? Któż to wie... Tylu ludzi zakopano gdzieś w okolicy i nikt im nigdy nie postawi nawet tabliczki z „lastrika” i to nie przez brak szacunku, to przez brak jakiejkolwiek wiedzy że tam są...

Szczepan Kropaczewski