Pierwszy pociąg wjechał na stację Gniezno 26 maja 1872 roku
Dodane przez admin dnia Czerwiec 30 2017 20:00:00
To wokół nich właśnie rozbudowywały się potem miasta, takie jak Poznań i Gniezno. Mowa o dworcach kolejowych, które zaczęły powstawać w drugiej połowie XIX wieku na obrzeżach tych dobrze nam dziś znanych aglomeracji. Jak wiadomo, oba dworce kolejowe obecnie mieszczą się już w ścisłym centrum, co dowodzi, że to one napędziły rozwój gospodarczy nie tylko Pierwszej Stolicy Polski, ale także pobliskiego Poznania.
Treść rozszerzona
Ostatnie w tym sezonie Konwersatoria Historyczne, które organizuje Instytut Kultury Europejskiej zostały poświęcone tematowi początków kolejnictwa w Gnieźnie. Specjalną prelekcję na tę okazję przygotował i zaprezentował Krzysztof Modrzejewski, prezes Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei, który organizuje w Gnieźnie m. in. coroczne i coraz bardziej popularne Dni Pary. - Nasze spotkanie jest podzielone na dwie części, bo dziś mamy temat początków kolejnictwa, które sięgają 1849 roku i kończą się w 1918 roku, gdy Polska odzyskiwała niepodległość. Kolejne spotkanie będziemy mieli na początku października w parowozowni gnieźnieńskiej i wtedy poopowiadamy, co było dalej – prof. Janusz Karwat, historyk z Instytutu Kultury Europejskiej w Gnieźnie, który jest gospodarzem Konwersatoriów Historycznych. - Nasz dzisiejszy moderator, pan Krzysztof Modrzejewski jest chyba najmłodszy ze wszystkich dotychczasowych prowadzących, a już tak bardzo zasłużony dla sprawy propagowania kolei gnieźnieńskiej – dodaje prof. Karwat.

A jak to wszystko się zaczęło? - Właściwie już w połowie XIX wieku starano się w Gnieźnie o połączenie z siecią kolejową Niemiec, to były przecież czasy Zaboru Pruskiego. Poznań pod koniec lat czterdziestych już miał takie połączenie, które biegło przez Szczecin do Berlina i nasi kupcy, a także przemysłowcy, ale politycy i mieszkańcy również zaczęli zabiegać, żeby coś tu się też działo w tym temacie – opowiada Krzysztof Modrzejewski, który kolejnictwem interesuje się od lat najmłodszych. - Różne były tego perypetie, bo tutaj poszukiwano dobrego przebiegu finansowania z rządu Rzeszy i koniec końców, 26 maja 1872 roku pierwszy pociąg planowy wjechał na stację Gniezno, to był jednak dopiero początek – zaznacza prelegent.

- Pierwsza linia kolejowa prowadziła z Poznania, przez Gniezno, Jankowo Dolne, Trzemeszno, Mogilno, Inowrocław i potem jechało się w stronę Torunia albo Bydgoszczy – wskazuje K. Modrzejewski.

Jej budowa była dużym wyzwaniem inżynieryjnym, bo najpierw było trzeba zbudować trzy mosty na Warcie, co już nie było łatwym zadaniem, jak na tamte czasy. Trudności napotkano także u wlotu do samego Gniezna, gdzie na terenach polodowcowych, pomiędzy jeziorem Jelonek a jeziorem Zacisze trzeba było wznieść specjalny nasyp, by tędy mogły w ogóle przejechać składy kolejowe. Podobny problem następnie napotkano na odcinku od Wierzbiczan do Jankowa Dolnego, gdzie powstał taki sam nasyp. Jeszcze ciekawsze rzeczy działy się jednak w dalszej części tej trasy, bo w Janikowie wznieść trzeba było taki nasyp wzdłuż jeziora Pakoskiego, a w Toruniu wzniesiono wiadukt, którym potem udało się dotrzeć kolei na drugą stronę miasta.

Pierwsze pociągi sunęły po szynach jedynie z prędkością 40-50 km/h, ale postęp w tym zakresie następował w latach następnych bardzo szybko. Gniezno nagle stało się nawet węzłem 6-kierunkowym, czym mogła się w tamtych czasach pochwalić jeszcze tylko stacja berlińska. - Trzy lata później, w 1875 roku wybudowano kolejną linię z Gniezna, przez Wrześnię i Jarocin, do Oleśnicy pod Wrocławiem. Potem, w 1883 roku powstaje linia, która prowadzi przez Mieleszyn, Janowiec, Damasławek i Kcynię do Nakła nad Notecią. Wreszcie mamy 1913 rok, czyli linia przez Kłecko i Kiszkowo do Sławy Wielkopolskiej. W międzyczasie powstała jeszcze kolej wąskotorowa – dodaje K. Modrzejewski.

A czego już nikt prawie nie może pamiętać, w Gnieźnie mieliśmy w pewnym momencie dwa niezależne od siebie dworce kolejowe. - Pierwszy, to był dworzec górnośląski, który stał w miejscu dzisiejszego Dworca Głównego, z którego odjeżdżało się właśnie w kierunku Poznania, Torunia i Bydgoszczy. Drugi natomiast, to był dworzec oleśnicki, który znajdował się mniej więcej na terenie dzisiejszej parowozowni i z niego właśnie odjeżdżało się na Wrześnię, Jarocin i Oleśnicę. Co jest ciekawe, na tej linii zostały zastosowane po raz pierwszy w Polsce wagony piętrowe i to nie były takie wagony piętrowe, jakie znamy, że jest lokomotywa, która ciągnie za sobą wagony piętrowe, to był szynobus piętrowy, a do tego jeszcze parowy – mówi prezes Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei.

W jego ocenie, paradoksalnie, gdy powstańcy wielkopolscy odzyskiwali pod koniec 1918 roku dla Gniezna niepodległość, z tym momentem kolej gnieźnieńska zaczyna tracić na swoim znaczeniu w II Rzeczpospolitej. - Dostaliśmy stację w stanie bardzo dobrym po Powstaniu Wielkopolskim, bo nie było tutaj prawie żadnych zniszczeń. Wybudowano nam do tego właśnie nowy wiadukt kolejowy, którym przejeżdżają dzisiaj samochody, to było właśnie 1918 roku. Smutnym jest fakt, że Gniezno straciło na znaczeniu, ponieważ już nie mieliśmy takiej wymiany handlowej z tymi terenami, które pozostały na terenie Niemiec. Druga rzecz, że już w 1922 roku otwarto linię ze Strzałkowa do Kutna, czyli tę, którą dzisiaj mamy zamkniętą i tak naprawdę wtedy straciliśmy bezpośrednie to ważne połączenie z Warszawą. Szybko rozpoczęła się także wojna celna z Niemcami, co jeszcze bardziej ograniczyło nam przewozy w tamtym kierunku. Dlatego właśnie w II Rzeczpospolitej nie było dalszej rozbudowy tej stacji kolejowe, bo nie było po prostu takiej potrzeby, zmalał ruch, a posiadana infrastruktura w zupełności wystarczała na to, co mieliśmy – podsumowuje K. Modrzejewski.

Wojciech Orłowski