Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Zamek Czocha i niezwykłe historie jego właścicieli
Dodane przez admin dnia Maj 03 2017 20:00:00
Oj miał ten zamek w swej historii różne dziwne historie. Miał też panujące na nim rody, które nie szczędziły sił, aby kronikarze się nie nudzili… Historia zamku, to nie tylko legendy, które każdy odwiedzający zamek usłyszeć może, ale także prawdziwe, z krwi i kości wydarzenia, jakie rozegrały się w murach Czochy i w jej okolicach.
Treść rozszerzona
Jak za chwilę czytający się przekona, było o czym pisać, oj było… Wejrzyjmy więc w te historie i zobaczmy, jak to z nimi było…!

Niektórzy badacze zamku jego początki wywodzą od sławetnego rodu von Biberstein, który swą siedzibę miał na zamku Frydland w Czechach. Czy to prawda, czy nie- nie będę teraz tego udowadniał ani obalał. Faktem pozostaje, że Bibersteinowie byli rodem o wielkim temperamencie.

Jeden z potomków tego starego rodu, Ullrich von Biberstein, w 1433 roku najechał na dobra rodów, który również władał zamkiem Czocha- rodu von Dohna, a konkretnie Fridricha von Dohna. Ten okropny Biberstein ze swoimi rycerzami łupił i palił, ba nawet gwałcił ludność z pogranicza śląsko-łużyckiego, w tym także właśnie ludność i ziemie podległe von Dohnom. A gdzie tutaj był honor rycerski, cnota… Raubritterzy - rycerze rabusie - w dalekim poszanowaniu mieli cnoty rycerskie. Tak też zapewne uważał rycerz Biberstein.

Jego wyczyny nie były odosobniony wypadkiem w historii rodów związanych z zamkiem Czocha. Inne rody w różnych momentach także parały się tym jakże dochodowym zajęciem, jakim było grabienie…

Ważnym etapem w historii zamku był rządy Henryka I Jaworskiego, księcia piastowskiego, śląskiego. Jemu także przypisywało się budowę zamku z powodu jego dużych rozmiarów (jak napisał jeden z niemieckich badaczy). On jednak z powodu tego, że nie były to jego ziemie dziedziczne nie przywiązywał nazbyt do nich (Górnych Łużyc) uwagi. Książę pozbywa się więc ziemi górnołużyckiej w momencie, kiedy to było dla niego korzystne. Choć jednak… W dokumencie z 14.10.1329 roku, poświadczającym oddanie części posiadłości górnołużyckich Janowi Luksemburskiemu, nie pozbywa się jednak tak ważnych miejsc jak Lubań i jego dystrykt, Leśnej, zamku Czocha i Świecie- Sweta.

Wróćmy jednak do bogatej w wydarzenia historii panów zamku Czocha.

Kolejnym z rodów w kolejce do panowania na zamku był ród von Dohna.

Był to ród z udokumentowaną kartą posiadania Czochy (pierwszy w pełni udokumentowany). Wacław i Bernard rządzili na zamku w latach 1389-1417. Byli oni burgrabiami i ich nazwisko wcześniej brzmiało Donin-Dohna od zamku, którym władali. Tak zacny ród, związany blisko z królem czeskim Wacławem IV, wydawać by się mogło, że nie zniży się do napadania, palenia, grabienia, że o innych złych rzeczach nie wspomnę-nic z tych rzeczy!

Wacław i Bernard von Dohna w 1416 roku postanowili urozmaicić swoje monotonne życie i… napadli na miasto Sulików. W nim to zajęli miejscowy kościół. Aby jeszcze bardziej urozmaicić swe życie, w tym samym czasie plądrowali pobliskie wsie- Radzimów i Mała Wieś Górna.

Nie było to postępowanie godne rycerzy. Ten czyn nie mógł się więc spodobać ani królowi, ani Związkowi Sześciu Miast. Rad nie rad, czy z powodu swych czynów, czy innych sprzedają w 1417 roku zamek Czocha Henrykowi von Renke.

Zacny to był ród, oj zacny! Związany z rodami piastowskimi, a także ze szlachtą łużycką i znamienitym rodem von Uechtritz, który później posiądzie Czochę (o tym jednak później). Czy jednak tak znamienite pochodzenie uchroniło go od, nazwijmy to delikatnie, niecnych czynów nie godnych rycerskiego stanu? Otóż nie. W 1392 roku jak go nazwano w źródła, Henrich von Renker, był burgrabią w Środzie Śląskiej. Będąc jednak panem na zamku Czocha można powiedzieć, że poczynał sobie niezwykle śmiało i bez zbytniego przestrzegania prawa rycerskiego. Choć jakby chcieli inni, w książce pt. „DZIEJE GÓRNYCH ŁUŻYC” pod redakcją Joachima Bahlcke, nie było to poczynanie nie zgodnie z kodeksem rycerskim, a jedynie wróżdą- krwawą zemstą. Czy tak w rzeczy samej było? Być może.

Pomijając jednak powody swego czynu, w maju 1419 roku urządził on wyprawę zbójecką („RYCERZE RABUSIE W XIV I XV WIEKU” Kamil Mońko) na dobra landwójta Hinki Berka z Dubu. Było to jedno z większych takich działań w tamtym czasie. Zgromadziło ono 125 konnych jeźdźców tylko od samego szlachcica z ziemi bolesławieckiej Henryka von Rederna. Wielka wyprawa, to i wielkie chęci wzbogacenia. W drodze powrotnej rycerze- rabusie, czy jakby chcieli inni mściciele, złupili duży obszar Górnych Łużyc. Miał on (von Renker) potem, według jednych badaczy, stracić życie, a według innych, na osobistą interwencję króla Zygmunta Luksemburskiego oraz z powodu wybuchu konfliktu z Husytami miał uniknąć śmierci. Sprzedaje on zamek Czocha w 1420 roku i… znika z kart historii zamku na zawsze.

Na arenę wchodzi ród von Klüx. W tym przypadku na początku zamkiem rządzą bracia Hartung i Hans. I to oni kupują zamek w 1420 roku od von Renke. Hartung był nie byle kim, bo radcą cesarskim na dworze Zygmunta Luksemburskiego. Było on tez światowcem, poznał wiele dworów królewskich. Ze względu na swoje wojaże po różnych dworach, mianował on starostą Czochy swego krewnego Dietricha. No, a ten miał wyobraźnie i temperament!

To, że był raubritterem, to pewnie można by mu darować, mając na uwadze to, że wielu rycerzy tym procederem się trudniło. Przejdźmy jednak do faktów z jego bujnego życiorysu. Dietrich von Klüx walczył w 1410 roku po stronie krzyżaków. To jednak nie jest zarzut, bo przecież zapewne bliżej mu było do krzyżaków niż do króla polskiego. Jednak to, co zrobił w 1427 roku, niestety chwały i blasku wśród jemu współczesnych mu nie przyniosło, a i zapewne dzisiaj żyjący ocenią jego jako czyn nie przynoszący chwały. Co się wydarzyło? Otóż w połowie maja husyci, pod wodzą Walka Kudelnika i braci Prokopów, najechali miasto Lubań. Krewny Hartunga zbiera więc chłopów z regionu w ilości 500 i ruszył na pomoc Lubaniowi. Po przybyciu pod miasto Dietrich rozłożył się w pobliskim lesie i… tyle. Mieszczanie widzący przybycie posiłków zbrojnych zorganizowali wypad poza mury miasta. Dietrich jednak nie ruszył się ani o krok. Husyci szybko uporali się z mieszczanami i wpadli do miasta rabując i mordując ludność miejską. Po czym wzięli się za ludzi Dietricha.

Wyrżnęli oni w pień ludzi von Klüxa. On sam musiał salwować się ucieczką z placu boju. Tak to wydarzenie widziane jest w książce Waldemara Beny „POLSKIE GÓRNE ŁUŻYCE”. Troszkę inaczej pokazane jest to wydarzenie w książce „Vademecum historii Górnych Łużyc” część I-III, Krzysztof Fokt. W książce tej wydarzenie z maja 1427 roku widziane jest w ten sposób: „(…) ziemianin pewien Hartung zwany Kluge (…) zebrawszy ze trzystu chłopów pieszych chciał wejść do Lubania i pomóc bronić miasta, co jednak za długo trwało, także husyci konni zalegli [wcześniej] pod Lubaniem. Wstrzymali się zatem i pozostał szlachcic ten z chłopami w lasku sióstr, czyli Panien Zakonnych, położonym ze ćwierć stajania od Lubania. O czym zwiedziawszy się husyci wyszli w pole, i otoczyli lasek, tak żeby nikt z niego nie wyszedł, tak że zupełnie zostali wycięci. Jedynie Hartung Clux wydostał się i uszedł z czworgiem towarzyszy”. Opis ten znajduje się w „Kronice Marcina z Bolkowa o najeździe husyckim na Górne Łużyce i Śląsk w 1427 roku”.

W 1427 roku husyci według niektórych badaczy oblegali zamek. Na szczęście dla załogi zamku bezskutecznie. Ciekawostką rodu von Klüx było to, że husyci posądzali go o współudział w zamordowaniu w 1415 roku na soborze w Konstancji Jana Husa. Nie wróżyło to nic dobrego dla zamku Czocha.

Jedno wydarzenia- dwa zdania. Tak bywa. A nasz bohater Dietrich po 1427 roku dalej prowadzi swe awanturnicze życie.

Przychodzi rok 1433. Wtedy to Dietrich wywołuje swoim czynem aferę wręcz międzynarodową! Cóż on takiego zrobił? Ano napadł na kupców krakowskich w pobliżu Czerwonej Wody. Zrabował ich i puścił, jakby to dziś powiedziano, w samych skarpetkach! Ci dotarli w marnym stanie do Zgorzelca, no i zaczęła się afera. Złe wieści z powyższego zajścia dotarła do króla polskiego Władysława Jagiełły. Ten okrutnie rozzłościł się myśląc, że winni tego procederu nikczemnego są mieszczanie zgorzeleccy. Długo nie namyślając się zakazuje kupcom wjazdu nie tylko do Krakowa ale także na teren królestwa polskiego.

Oj sroga to była kara dla kupców zgorzeleckich. Władze Zgorzelca zaczynają wysyłać do króla delegacje mające uprosić Jagiełłę, aby zniósł te srogie sankcję nałożone na miasto i kupców. Jagiełło dał się ubłagać, choć zapewne kosztował ich to wiele… Jak wiele, tego nie wiemy.

Dietrich, tak jak Henryk von Renke, znika w niesławie z kart historii nie tylko zamku. Dużo zdrowia i nerwów kosztował on Hartunga.

To jednak nie był koniec kłopotów Hartunga. Husyci, pałający do niego stale wielką nienawiścią za Jana Husa, w dalszym ciągu planują zdobyć zamek Czocha, aby przez ukarać jego właściciela! Przychodzi 22 marca 1434 roku i zdobywają nie zdobyty dotąd zamek krwawo rozprawiając się z załogą zamku. Husytami dowodzi Czirnina, zwany nie raz Hansem. Nie cieszył się on jednak tą zdobyczą zbyt długo. Powiadomiony o tragedii Hartung szybko powraca z Bazylei i przy pomocy wojsk zgorzeleckich oraz siłami wojsk z zamku Gryf odbija zamek z rąk husyckich. Radca cesarski Hartung von Klüx umiera w 1443 roku. Jego rządy na zamku przejmuje według jednych syn, według drugich bratanego Hartunga Ramfold von Klüx. I o dziwo jest to chyba jedna z nielicznych postaci, które „nie wsławiły” się jakimś „bohaterskim czynem”. Po jego śmierci, która miała nastąpić między 1451 rokiem a 1453 zamek, przejmuje Kasper von Nostitz. To była dopiero barwna postać!

Nostitzowie to stary ród łużycki. Wrogiem rabusiów i husytów miał być on srogim! Za jego zasługi dla wiary sam papież Pius II, w 1464 roku, wystosował odpowiednią bullę, w której brał Nostitza, za zasługi, pod odpowiednią papieską opiekę. Nie mógł z nim nikt wojować pod groźbą ekskomuniki. Bulle odczytano we wszystkich kościołach biskupstwa miśnieńskiego i wrocławskiego.

Za nim jednak do tego doszło, nowy właściciel zamku Czocha wsławił się w 1444 roku wyprawą na rycerzy rabusiów. Za swe czyny dostaje przydomek „Nieustraszony”. Przychodzi rok 1454. Wybucha wojna trzynastoletnia między zakonem krzyżackim a królestwem polskim. Nasz Kasper wsławia się tam bojem pod Chojnicami, 18 września 1454 roku. Dowodzi tam wojskami zaciężnymi. Polskie wojska ponoszą klęskę. Zły to czas dla korony. To jednak wydarzenie nie przyniosło Kasprowi tak wielkiego rozgłosu jak… wydarzenie z 1455 roku.

Co o nim wiemy? Pewnego dnia do sypialni wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Ludwika von Erlichshausena wpada zgraja żołdaków, którą dowodzi Kasper von Nostitz. Domaga się zapłacenia zaległego żołdu. Nie robi tego jednak w sposób dyplomatyczny tylko najpierw, wraz z żołnierzami, przeszukują komnaty, włącznie z sypialnią wielkiego mistrza, a potem Kasper wytarguje go za… brodę! No miał tupet nasz Kasper.

Po tym wydarzeniu Nostitz zasłynął jeszcze wieloma działaniami podczas wojny trzynastoletniej. Niestety, mimo tylu postaw zgodnych z kodeksem rycerskim, miał on też epizody wprost wyjęte z życia rycerzy rabusiów. Pod Wschową nasz dumny rycerz dokonał rozboju na innym rycerzu. W 1453 roku przetrzymywał na zamku Czocha rycerza von Burkersdorf…

Wojny, wojny, wojny. To na nich Kasper spędził większość swego życia.

Umiera w podeszłym wieku. Według jednych w 1490 roku, według innych w 1497 roku. Czyż nie była to barwna postać? Czyż nie zasługuje na specjalne względy przy opowiadaniu historii zamku Czocha? Zapewne tak! W XVI wieku podczas władania zamkiem przez ród von Nostitz zdarzyła się romantyczna historia (gdyby nie wątek kryminalny). Otóż jeden z knechtów zamku Czocha dopuścił się czynu, za który orzeczono w stosunku do niego karę śmierci. Jest więc 28 listopada 1573 roku. Zgorzelec. Nagle na miejscu kaźni pojawia się młoda panna ze Zgorzelca. Pragnie poślubić nieszczęsnego knechtę z zamku Czocha. Co robi sąd? Choć zwyczaj w czasach średniowiecza nakazywał darowanie kary takiemu skazanemu, to jednak w 1573 roku już knechta nie doczekał się ułaskawienia, tylko odłożenia wykonania kary o tydzień. Tak to bywa. Za złe czyny ponosić trzeba było odpowiednią kare.

Nadchodzi czas wojny trzydziestoletniej. Czas wielkie trwogi i zniszczeń, chorób, głodu. Zamek jest w zasadzie zamkiem otwartym, co zapewne oszczędza mu smutnego losy zamku Gryf spod Gryfowa Śląskiego. Wjazdy i wyjazdy wojsk z Czochy są na porządku dziennym. Rodzina von Nostitz w większości opuszcza zamek. Honory pana zamku pełni bliżej nie opisany jeden z członków rodziny panującej w murach czoszańskich. W 1632 roku Kacper II von Nostitz umiera z powodu panującej epidemii. Jakby było mało tej tragedii, to jeszcze delegacja miasta Mirsk na pogrzeb zostaje napadnięta i obrabowana przez bandy, których w czasie wojny trzydziestoletniej było bez liku.

W sensacyjne losy zamku Czocha i jego właścicieli mają też swój wkład oddziały polskie. Wkład ten jednak jest mało szlachetny, no ale jak tu podczas wojny oczekiwać szlachetnych postępków.

Po bitwie pod Białą Górą, jaka wydarzyła się 8 listopada 1620 roku, Kasper III von Nostitz pewnego dnia chciał przegonić wrogie wojska, które widziane były koło Gryfowa Śląskiego. Wojskami tymi byli lisowczycy. Nie wiedział Kasper na kogo podnosi rękę. Siły Kaspra, złożone z okolicznej szlachty rozbito. Pana zamku Czocha wzięto do niewoli, a potem został pocięty szablami. Zmarł z odniesionych ran. Pochowano go w Stankowicach. Całe to wydarzenie widzi inaczej Mariusz Olczak w swej książce „DZIEJE GRYFOWA ŚLĄSKIEGO I ZAMKU GRYF”. Posłuchajmy jego wersji „(…) W listopadzie 1636 r. kwaterujący tutaj (Wielki Młyn przyp. autora), a będący w służbie cesarza, polscy żołnierze pojmali walczącego z nimi dziedzica Czochy- Kaspra von Nostitz. Przy młynie, na Wydrążonej Drodze został przez nich zabity żołnierskim toporem, następnie rozebrany i pozostawiony”.

To jednak nie koniec przygód z wojny trzydziestoletnie. W 1645 roku zamek udziela schronienia mieszczanom jeleniogórskim, a potem jeszcze mieszczanom gryfowskim. Za schronienie trzeba płacić. Zamek na tym procederze zarabia 300 talarów. Zamek mimo swych już słabych walorów obronnych borni się przed atakiem szwedzkich rajtarów. Kończy się wojna trzydziestoletnia.

W 1654 roku jeden z Nostizów o gorącej krwi wyrzuca z zamku pastora Jerzego Kaisera. Powód? Bo ten trzyma stronę chłopów, którzy odmawiają odrobku pańszczyzny. Po kilkunastu dniach Krzysztof von Nostitz musi przyjąć go jednak na powrót. Stoi on jednak kością w gardle von Nostitzowi. Krzysztof wpada na sprytny pomysł. W 1655 roku zakłada kaplicę na zamku i ustanawia tam własnego pastora. No i po problemie. Powoli kończy się panowanie von Nostitzów na zamku Czocha. Było to burzliwe panowanie obfitujące w liczne wydarzenia- wydarzenia wręcz sensacyjne, pełne przygód i tragedii.

Początek XVIII wieku po także początki panowania na zamku rodu von Uechtritz. Ród ten panował na zamku do początków XX wieku kiedy to Bolko von Uechtritz sprzedaje zamek Ernestowi Guetschow.

Zanim to jednak nastąpi, to ród ten przeżyje wiele interesujących chwil w murach zamku. Na początku XVIII wieku na zamku dochodzi do wielkiej tragedii. Podczas pogrzebu jednego z wnuków, który umiera młodo, ma miejsce wyprowadzenie trumny z zamku. W momencie wchodzenia konduktu pogrzebowego na most zwodzony, ten nie wytrzymał i uległ zawaleniu grzebiąc pod sobą w fosie żałobników. W tym tragicznym wydarzeniu śmierć poniosły dwie osoby, a 47 osób odniosło rany. Straszny to był dzień na zamku Czocha.

Straszna wojna siedmioletnia nazywana przez wielu pierwszą wojną światową (1756-1763) sprowadza na zamek kłopoty finansowe. Adam Bernard von Uechtritz zmuszony jest sprzedać zamek Ferdynandowi Otto von Schindel. Był on panem na zamku w latach 1765-1782. Postać to była bardzo ciekawa. Na zamku rodzi się syn Schindela, przyszły prezes Górnołużyckiego Towarzystwa Naukowego. Autor wielu prac historycznych i prac z dziedziny literatury.

Rodzina von Uechtritz, w osobie Fryderyka Augusta, nie zamierza jednak tak łatwo pozbywać się zamku. Wytacza procesy sądowe Schindelowi. Chcą odzyskać zamek. I tak się dzieje w 1782 roku. Zamek, po wygraniu procesu, wita powracających właścicieli z rodu Uechtritz bardzo uroczyście. Na tą okoliczność strzela się nawet z armat. Powrót rodu na zamek przynosi też smutne chwile. Te chwile spowodowane są przez siły natury pod postacią burz i piorunów oraz nieszczęśliwego wypadku, które doprowadzają do pożaru zamku. Pierwsze wydarzenie spowodował piorun 11 lipca 1783 roku. Drugie, znacznie tragiczniejsze, ma miejsce w nocy z 17 na 18 sierpnia 1793 roku. Płonie zamek! Wielka tragedia! Płoną zbiory rodowe. Ogień oszczędza tylko kaplicę i kancelarię, które były położone najniżej. Po pożarze zamek dźwiga się z pożogi. Pomaga temu też fakt, że właściciel zamku wreszcie zaczyna mieszkać na nim, a nie u swej żony, w majątku położonym koło Jeleniej Góry. W 1798 roku kończy się odbudowa zamku. Wielu badaczy twierdzi, że ta przebudowa nie doprowadziła do odzyskania pełnego blasku zamku.

Czas wojen napoleońskich był trudny dla zamku jak i ziem, po których przeszły armie biorące udział w działaniach wojennych. Na szczęście dla zamku, nie wydarzyło się nic takiego, co zmieniło by zamek w kupę gruzów. Na szczęście!

A potem przychodzi czas Ernesta Guetschowa, to jednak już inna historia warta jednak poznania bo była także bardzo bogata w wydarzenia…

Z racji wielości wydarzeń, które rozegrały się na zamku i rozegrały się z udziałem właścicieli zamku pozwoliłem sobie wybrać te, które według mnie były najbardziej interesujące.

Poznaliśmy więc tych kilka, kilkanaście historii mocno zrośniętych z historią zamku. Pokazują one też to, że warto odwiedzić zamek. Nie tylko dla jego urody i wielkości, ale także dla jego niesamowitych historii jakie kiedyś w murach zamku się wydarzyły i jakie dzisiaj dodają mu atrakcyjności.

Piotr Kucznir

Bibliografia:
Paweł Pizuński, Poczet wielkich mistrzów krzyżackich, wydanie II, Skarszewy
Kamil Mońko, Rycerze-rabusie w XIV-XV wieku, Kraków 2009
Robert Primke-Maciej Szczerepa, Rycerze-Rabusie ZE ŚLĄSKA I ŁUŻYC, Kraków 2006
Joachim Bahlcke, Dzieje Górnych Łużyc. Władza, społeczeństwo i kultura od średniowiecza do końca XX wieku, Warszawa 2007
Mariusz Olczak, DZIEJE GRYFOWA ŚLĄSKIEGO I ZAMKU GRYF, Warszawa 2001
Janusz Skowroński, SKARBY TRZECIEJ RZESZY TAJEMNICE ZAMKU CZOCHA, Warszawa 1997
Praca Zbiorowa, Vademecum historii Górnych Łużyc, Fundacja Pogranicze 2009
Waldemar Bena, POLSKIE GÓRNE ŁUŻYCE, Zgorzelec 2003
Henryk Wisner, LISOWCZYCY Łupieżcy Europy, Warszawa 2013

Zdjęcia:
Paweł Pizuński, Poczet wielkich mistrzów krzyżackich, wydanie II, Skarszewy
Archiwum Europaeisches Burgeninstitut Braubach.