Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Piast z ułańską fantazją
Dodane przez admin dnia Maj 01 2017 11:30:00
Wiele osób w momencie słuchania lub czytania o historii od razu wyobraża sobie, że oto będzie miało do czynienia z nudnymi faktami, które są dla niego mało atrakcyjne. Zapewne takie przeświadczenie o historii wyrobiło mało atrakcyjne przedstawianie wydarzeń, postaci… Tak więc historii stacza bój o zainteresowanie nią z mało mającymi wspólnego z rzeczywistością mitami i mało wiarygodnymi legendami, które w zależności od tego kto je opowiada zmieniają się dowolnie w zależności od osoby je opowiadającej.
Treść rozszerzona
Zapewne wiele osób mogło by przytoczyć przynajmniej kilka takich faktów, kiedy to raz zasłyszana legenda, mit po jakimś czasie zmienia się żyjąc swoim życiem. Takie traktowanie faktów historycznych zuboża je bardzo, nie dając przy tym możliwości poznania prawdziwych wydarzeń z czasów minionych. Zapewne też świat historii podzielony jest na tych, którzy starają się poznawania tylko fakty, jak i na tych, którzy zapatrzeni są w mity, legendy.

Szanując gusta tych drugich trzeba powiedzieć, napisać, że w takim wypadku niech nigdy nie mają pretensji, że zostają wprowadzeni bardziej w świat bajek niż historii. Ich argument o małej atrakcyjności tej, nazwijmy ją, prawdziwej historii jest bardzo mało przekonujący w świetle chociażby historii pewnej osoby, która żyła w XVI wieku na Dolnym Śląsku w księstwie legnickim.

Cóż to za postać, co tak ciekawego wydarzyło się w jego życiu w czasach kiedy żył? Ho, ho jej losy i życie mogło by posłużyć za kanwę wielu filmów!

Bo było by co pokazywać, było by co zaprezentować szerokiemu gronu widzów.

Ponieważ jednak nie mam takich możliwości, aby przedstawić losy tej osoby na ekranie, to postaram się to zrobić w tym oto artykule w sposób, który wierzę, zachęci czytających do sięgania do faktów, a nie mitów. Czas zacząć opowieść o…Henryku XI.

Jego historia rozpoczyna się 23 lutego 1539 roku w Legnicy. Książę legnicki z dynastii Piastów, opój i utracjusz. Syn księcia legnickiego Fryderyka III i Katarzyny, córki księcia Meklemburgii Henryka V. Mąż Zofii Hohenzollern, córki margrabiego Ansbach i księcia karniowskiego Jerzego Hohenzollerna (syna Fryderyka Starszego i Zofii Jagiellonki). Taka oto wzmianka o nim znajduje się w Wikipedii. Żeby to było takie proste. Żeby było…

Na jego temat w książce pt. „Rodowód Piastów śląskich” Kazimierza Jasińskiego jest krótka notatka biograficzna pozbawiona już zapisów emocjonalnych „Najstarszym dzieckiem Fryderyka III i Katarzyny meklemburskiej był Henryk. Jakkolwiek nosił on imię szczególnie popularne wśród Piastów dolnośląskich (…) wątpliwe, aby nawiązywało ono do zmarłego w stanie bezżennym Henryka (X), księcia złotoryjskiego i chojnowskiego”.

Henryk urodził się 23.II.1539 r. Zmarł 3.III.1588 r. Został pochowany u karmelitów w Krakowie. 11.XI.1560 r. ożenił się z Zofią, córką Jerzego margrabiego brandenburskiego na Ansbach. W tej krótkiej informacji widać już małą rozbieżność, co do miejsca jego pochowania. Zygmunt Boras w książce pt. „KSIĄŻETA PIASTOWSCY ŚLĄSKA” za miejsce pochówku podaje kościół franciszkanów w Krakowie. To jednak nie jest temat przewodni tego artykułu.

Cóż więc uczynił Henryk XI, że zasłużył sobie na miano człowieka z ułańską fantazją? W książce „KSIĄŻETA PIASTOWSCY ŚLĄSKA” autor nazwał go „najbarwniejszą i jednocześnie najtrudniejszą do scharakteryzowania postacią”.

Idąc dalej zapisami z tej książki dowiadujemy się, że książę rozmiłowany był w zbytkach, biesiadach, podróżach. Ba, był także wielce gościnny i hojny, jak to określił autor jego charakterystyki, aż do rozrzutności. Cechę jaką Henryk posiadał, która zjednywała mu wielu ludzi, to cecha tolerowania wokół siebie ludzi tak samo wesołych jak on, lekkomyślnych, nie dbających o jutro. Takim był właśnie książę Henryk XI. Te cechy doprowadziły do tego, że jego życiorys czyta się jak dobrą książkę przygodową! A zaczęło się to tak.

Henryk wdał się charakterem w swojego ojca Fryderyka III. Wielu jemy współczesnych mówiło, że również przypominał bardzo mocno swego przodka, co prawda dalekiego, ale jednak, Bolesława Rogatkę. Jego zaś dowcip porównywano do dowcipu spokrewnionego z nim biskupa Jana Kropidło.

Książę nie był człowiekiem, który ukończył jakieś wyższe studia. Nie było mu to zresztą do szczęścia potrzebne. Brak studiów nie świadczy jednak o tym, że był człowiekiem nie wykształconym. Co to, to nie. Jego rodzice zadbali, aby w jego zabawową głowę wbić solidną edukację.

Po ukończeniu dwudziestu lat młody Henryk zostaje władcą księstwa legnickiego. Wraz z władzą młody książę musiał przejąć niebagatelny dług, jaki po sobie pozostawił jego ojciec Fryderyk III. Wielu zapewne w takie sytuacji mocno by zacisnęło pasa, planowało by oszczędności, a już na pewno nie planowało by rozrzutnego trybu życia. Zapewne inni tak, ale nie Henryk! On wcale takimi banalnymi sprawami jak oszczędzanie, dług, nie chciał zawracać sobie głowy. Chciał i dorównywał przepychem innym dworem książęcym. Taką miał fantazję i tej fantazji dawał upust na całego.

Po roku przejęcia władzy poślubił Zofię, córkę margrabiego Jerzego. Ale jakiż pech spotkał Henryka? Panna choć młoda, urocza nie miała dużego posagu. Henrykowi nie przeszkadzał to jednak ani trochę w urządzeniu hucznego wesela, w 1560 roku na zamku w Legnicy. Na wesele zaproszono wiele magnackich rodów i szlachtę. Toczyły się więc przy wtórze muzyków i licznie przybyłych turnieje rycerskie, gonitwy. Były też modne w tym czasie zabawy dworskie, które uświetniały wesele książęcej pary. Jak się zapewne każdy może domyślić, owe wesele kosztowało Henryka i Zofię sporo pieniędzy.

Książę, przy swym wesołym charakterze, wcale się tym nie przejął, ba kilka lat później, bawiąc na innym weselu książęcym, także pofolgował swym wydatkom, nie licząc się z faktem pustej kasy.

Zdążyliśmy się przekonać, że książę się takimi sprawami jak pieniądze nie przejmował. Nie przejmował się nimi na początku swych rządów, nie przejmował i w kolejnych latach. Oto w momencie kiedy w 1564 roku cesarzem zostaje Maksymilian II i przyjeżdża na Śląsk, aby przyjąć hołd od książąt śląskich, Henryk zaprasza cesarza do siebie, do Legnicy. A cesarz, w sposób tylko cesarzowi właściwy, zjeżdża do niego z całą swą świtą liczącą bez mała 2 tysiące osób. Goszczenie świty i cesarza u Henryka trwa całe pięć dni. Oj, lało się wtedy wino, a i jadła nie szczędzono i zabaw i turniejów rycerskich… To wydarzenie nie mogło nie wpłynąć na stan kasy księcia. Wpłynął i to mocno.

Ale od czego ułańska fantazja Henryka. On bawił się dalej. Zabawę swą postanawia okrasić dalekimi i długimi podróżami. Skąd na to wziąć pieniądze? A to już nie było jego zmartwieniem. Wyjeżdża Henryk na wszelakie uroczystości dworskie. Kierunki jakie obiera to Wiedeń, Kraków. Kolejne wyjazdy to Praga i Bratysława, potem książęta Rzeszy. I znowu w tle wielkie pieniądze. Książę przyzwyczaja jednak i jemu współczesnych i nas czytelników, że nie jest to problem. Nasz książę Piast kroczy dumnie po dworach europejskich. Przy tych wszystkich swych działaniach książę nie traci z oka ważnej dziedziny, czyli polityki. Cały czas próbuje sobie zaskarbić przychylność cesarza. Jest solidnym lennikiem. Grozi wojna z Turkami? Co robi Henryk zacny Piast? Wysyła on oddział do Wiednia liczący dwa tysiące jeźdźców.

Lekkość jaką sobie książę przyswoił w posługiwaniu pieniędzmi przyswoili sobie jego dworzanie okradając go w sposób niemiłosierny. Może chcieli dorównać swemu księciu w umiejętności wydawaniu pieniędzy?! Może.

Co robi więc Henryk? Ano zastawia on kosztowności, klejnoty rodzinne. To jednak mało pomagało, bo czy mogło pomóc w sytuacji kiedy to książę zatrudniał na pokojach swej małżonki siedemdziesiąt pokojówek! W tej trudnej sytuacji nasz bohater musi imać się wszelakich podstępów aby zdobyć kasę, pieniądze na funkcjonowanie księstwa, jego dworu, no i jego samego. Co robi książę? Za namową swych doradców zwołuję w 1571 roku zjazd podległej mu szlachty i stara się nakłonić ich do zawarcia ugody w sprawach finansowych. Szlachta nie godzi się. Książę wpada w straszny gniew i nakazuje uwięzić zebranych. Suma summarum dochodzi do ugody w sprawach finansowych, która ze strony szlachty nie zostaje wypełniona. Jak Kuba Bogu tak…

Książę Henryk XI postanawia się przenieść do Grodźca (1574). Zgodnie ze swoim zwyczajem nie zagrzał tu jednak zbyt długo miejsca. Jednak czas, który spędził na Grodźcu był również czasem pełnym ciekawych wydarzeń na które stać było tylko Henryka.

Podczas pobytu na Grodźcu poruszał się on w orszaku żołnierzy. Było ich jak pisano 51. Uzbrojonych w broń palną. Postanowił się tam przenieść mimo, że zamek był wydzierżawiony Leonardowi Skopowi. To nie była jednak żądna przeszkoda dla księcia. Sprytem przejmuje zamek. I zaczyna się. Oj działo się. Zdobyte zboże z zamkowych spichlerzy w części spienięża na ekwipunek wojenny potrzebny do zamku, część zboża nakazuje zmielić. No ale pieniądze, przy zarządzaniu Henryka, szybko się kończą. Nic to!

Książę nakazuje wyciąć część lasu sosnowego. A to że las należał do jego młodszego brata Fryderyka IV nie miała dla niego żadnego znaczenia. Aby wzmocnić zapasy żywności na zamku, nakazuje pobliskim chłopom przynosić do zamku runo leśne. To wszystko nakazuje składować w piwnicach Grodźca (ach gdzież one teraz są?!). W pewnym momencie, kiedy i tego jest mało i nie starcza na jego potrzeby, książę zamienia się w rycerza rabusia.

Dyć Śląsk z tego był znany. Napaści na karawany kupieckie były więc łatwym sposobem na podreperowanie kasy książęcej. Co zrobić z tym huncwotem? Zastanawiali się Fryderyk IV, cesarz, namiestnik Śląska. Trzeba go jakoś ujarzmić. Wysłannicy powyższych do księcia spotkali się z niezwykle precyzyjnie zaplanowaną demonstracją siły. Na ich powitanie zagrzmiały wszystkie armaty i cała broń prochowa zamku Grodziec. Oj było huku i dymu co nie miara! Po wyjeździe wysłanników z zamku plany jego zdobycia legły w gruzach, pod ciężarem uzbrojenia Henryka i jego zamku.

Zabawy nadszedł dalszy czas. Ot postanowił wyprawić książę swemu wiernemu słudze, rycerzowi wesele na zamku. Jak postanowił, tak zrobił. Było hucznie i bogato. Takie zachowania zjednywały Henrykowi ludzi, którzy wielce lubią się bawić, a najbardziej za czyjeś pieniądze. Jednak najciekawszym z tego wesela było to, co stało się po wybrzmieniu ostatnich taktów muzyki i wypiciu ostatnich kropli wina. Tą ciekawostką był fakt, że książę Henryk postanowił uzupełnić braki w zapasach dobytkiem… magistratu Lwówka Śląskiego. 250 baranów wielce się przydało. Czytający zapewne nabrał przekonania, że nasz książę zawsze miał dobry koncept na załatanie dziury budżetowej, że zawsze miał „chętnych” do napełnienie jego garnka. O nie! Nie zawsze.

Zdarzało się, że książę ze swą świtą cierpiał głód, ba, nawet czasami Henryk musiał sam doglądać swego inwentarza żywego. Czyżby swoisty nasz „świniopas”? Barwna, to była postać ten nasz książę. Tych dni suchych było jednak, z tego co widać w relacja o jego życiu, niezbyt wiele. Nasz bohater dalej swe przygody realizował z iście ułańską fantazją.

Raz zabrał bratu wszystkie ryby ze stawu w Miłkowicach a potem przegonił żołnierzy przybyłych po zabrane ryby, karząc przy tym pozdrowić swego zacnego brata Fryderyka IV. Kolejnym razem mało co, a skłóceni bracia spotkali by się oko w oko. Na przeszkodzie braterskiemu spotkaniu stanął jednak tchórzostwo Fryderyka, który na odgłos pierwszych strzałów, wypadł z łódki do wody, cały przy tym oblepiając się mułem. Swe życie zawdzięcza sługom, którzy wnet wyciągnęli go na brzeg. Pozostali słudzy Fryderyka uciekli co sił w nogach przed dowcipnym Henrykiem.

Dalsze losy księcia, to dalsze zasadzanie się na mienie brata, którego zawsze uważał za zdrajcę, który knowaniami pozbawił go władzy w księstwie. Swego czasu kradnąc mu owce i masło składowane w beczułkach, dziękował bratu za to, że wełna jest dobra, a owce świetnie utuczone… Żartowniś pełną gębą! Pełni czarnych myśli o losy księstwa szlachcice śląscy próbowali pogodzić dwóch braci. Pełni desperacji, do tych negocjacji włączali siostrę i matkę książąt. Ten zabieg też pozostał bezskuteczny. Na przeciw siebie stały dwa całkiem odmienne charaktery! Jeden pełen fantazji, radości życia, lekkomyślny, nie dbający o jutro – drugi, pełen złości na brata, nie lubiany za swoją apodyktyczność. Tak oto nierówno los podzielił obu braci.

Księciu w pewnym momencie Grodziec się znudził, wyrusza więc w podróż po różnych krajach. Z kasą słabo, ale od czego pomysłowość księcia. Udaje mi się pozyskać kilkaset talarów od cechów i … chłopów. Wyrusza nasza niespokojna dusza w dalekie kraje. Jego podróże zapewne obfitowały w ciekawe wydarzenia. Pod jego nieobecność, w księstwie spraw doglądała jego żona, Zofia, która udała się do cesarza Rudolfa II z prośbą o restytucję praw męża do księstwa. Skarga przynosi efekt. Cesarz nakazuje obu braciom stawić się u siebie w 1579 roku. Do spotkania jednak z różnych powodów nie dochodzi.

Książęta cały czas oczekują na cesarza na własny koszt w Pradze. Nie tanie było to oczekiwanie. Udaje się im jednak w 1580 roku doczekać rozprawy w ich sprawie. Wyrok ogłoszony na ratuszu legnickim 5.10.1580 roku wypada pomyślnie dla Henryka. Fryderyk jest wściekły- musi opuścić Legnicę i przenieść się do Chojnowa. Do Legnicy wraca prawowity władza Henryk XI. 28 października Legnica wita uroczyście swego księcia. Powraca na zamek czas uczt i radości życia Henryka. Niestety, rozrzutny tryb życia księcia ponownie przynosi mu wielu wrogów. Skarbiec pusty, znikąd złamanego grosza. Pustoszeje księstwo ze szlachty obawiającej się o siebie i swoje mienie. A co na to nasz książę? Ano nic! Trwa czas bali, zabaw, turniejów. Jego zasiadanie do stołu co dzień ogłaszają trębacze w ilości sześciu. Niech poddani wiedzą, że książę spożywa.

Henryk XI nie żyje tylko, jakby mogło się wydawać, z zabaw, psot i rabowania. Zbliża się on też mocno do korony polskiej. Starał się, i to dwukrotnie, o koronę Polską po śmierci Zygmunta II Augusta. Jak wiemy bezskutecznie. Podczas pierwszej elekcji uzyskał tylko trzy głosy. Szlachta Polska bała się słabego, zadłużonego księcia ze Śląska. Poza tym szlachta była nieprzychylna Piastom Śląskim, bo… nie mówili po polsku, no i otaczaliby się swoimi ludźmi! Polska już dawno zaczęła ciążyć ku wschodowi i tamtejszym możnowładcom.

Książę przybywając na sejm, który był dla niego niekorzystny, hojnie obdarowywał możnowładców. Samemu królowie przywiózł dwa młode lwy. To ci fantazja.

Ostry kursy na Polskę nie podobał się cesarzowi Rudolfowi i jego ludziom. Coś trzeba zrobić z tym niesfornym księciem. Ująć go, uwięzić! Pozbawić władzy! Książę krwi piastowskiej nie w ciemię jednak bity, umyka zasadzce zastawionej na niego w Ścinawie! Książę pyta- dlaczegóż to chcecie mnie w tak niecny sposób pojmać? Władza słowami biskupa wrocławskiego odpowiada pokrętnie jakby zaskoczona pytaniem. Polityka, polityka… i znowu czarne chmury nad głową Piasta. Czarne chmury gromadzą się dzięki wydatnej „pomocy” brata Fryderyka. Brat spiskuje, cesarz Rudolf zły za brak hołdu lennego. Źle się dzieje. Czas więc ruszać na księcia, czas ruszać na Legnicę.

Legnica to nie byle jaki zamek. Silnie ufortyfikowany, dobrze zarządzany. Jest rok 1581. 7 czerwca pod miasto podchodzą oddziały cesarskie i biskupa wrocławskie. Marne to siły, ale zawsze coś. Henryk dostaje informację o mającym nastąpić marszu na Legnicę. Daje mu to możliwość solidnego przygotowania się. Tak też nasz bohater czyni. Robi odpowiednie zapasy żywności, broni. Ze Złotoryi i Lubania ściąga ludzi do obrony miasta. Odział podchodzące pod miasto wielce się dziwią widokowi miasta w pełnej gotowości bojowej. Nie tego się spodziewali. Nie tego. I jak kto często się zdarza, od krwawych bojów o miasto chroni księcia przypadek. Tym przypadkiem jest spłoszony koń wśród wojsk podchodzących pod miasto. W oddziałach wybucha panika, ledwo opanowana, daje do zrozumienia dowódcom oddziałów, że nie da się zdobyć miasta tak dobrze przygotowanego do obrony. Wysłannicy biskupa prowadzą negocjacje. Pod koniec dnia udaje się zawrzeć kompromis. Jest on po myśli Henryka. Jednym z punktów kompromisu jest stanięcie księcia przed obliczem cesarza Rudolfa w Pradze. Nasz obrotny książę na ten cel uzyskuje pieniądze od biskupa wrocławskiego. Czyż to nie sprytny człek?!

W Pradze jednak szczęście się odwraca od księcia. Zostaje na polecenie cesarza uwięziony. Fryderyk wraca na tron księstwa legnickiego. Przychodzi zły czas dla Henryka. Jest wciąż więźniem cesarza, tym razem osadzonym we Wrocławiu. Przychodzi rok 1585, 30 września książę ucieka z niewoli w jednej koszuli. Znajduje schronienie w Goli koło Gostynia. Zmęczony, pozbawiony wszystkiego, poza swym dumnym obliczem, które mówi o nim wiele, bardzo wiele. W szlacheckim majątku znajduje schronienie. Przecież gości w nim przodek dumnych Piastów! Wielki to zaszczyt dla szlachcica Piotra Chojeńskiego. Wraca dobra pasa Henryka. Książę znajduje schronienie na dworze króla Polski. Umyka szpiegom cesarskim, którzy namierzają go w zamku w Nakle. Znajduje schronienie u królowej Anny Jagiellonki. Wspomaga go ona pieniędzmi… Książę wraca do formy fizycznej, ale także finansowej, obdarowany przez Annę Jagiellonkę i Stefana Batorego, wraca też do polityki, popierając Zygmunta Wazę. Wyjeżdża nawet do niego w składzie poselstwa. W kraju zażegnany jest też problem związany z Habsburgami. 24 stycznia 1588 roku zwycięstwo pod Byczyną, Maksymilian uwięziony, Henryk dostaje nową szansę na zmianę swojej sytuacji. Jest szansa powrotu na tron legnickim, jest szansa zacieśnienia kontaktów z koroną Polską, jest szansa wzrostu znaczenia Polski na Dolnym Śląsku… Jest szansa! Ta szansa umiera 03.03.1588 roku. Umiera wraz ze śmiercią Henryka XI, księcia piastowskiego. Do dnia dzisiejszego jego śmierć budzi wiele kontrowersji. Został otruty czy zmarł nagle z powodu choroby? Śmierć Henryka była na rękę Habsburgom.

Jak to często bywa z tak specyficznymi postaciami, po śmierci nie zaznaje on jednak spokoju. Umiera w Krakowie. Jest luteraninem. Nikt nie chce go pochować. Wreszcie, po wielkich staraniach, zgadza się przyjąć ciało kościół franciszkanów. I co? Zapewne czytelnik myśli teraz ot koniec burzliwych dziejów Henryka. Nic bardziej mylnego. Nie dane jest naszemu Piastowi spoczywać w pokoju. Ze względu na jakieś nie do końca załatwione rozliczenie finansowe franciszkanie wystawiają trumnę księcia na ulicę. Dopiero interwencja finansowa cechu białoskórników, z których wielu pochodziło z Legnicy, doprowadziła do już definitywnego pochowania zmarłego księcia.

Mimo podjętych wielu starań jego ciało nigdy nie miało szansy wrócić na wieczny spoczynek do Legnicy. Nawet po śmierci był on groźny dla cesarza!

Historia życia Henryka XI to historia człowieka żyjącego zaledwie 49 lat.

Jego życiorys starczył by na obdzielenie kilku istnień ludzkich. Przez wielu nazywany opojem, utracjuszem, hulaką… Jednak każdy, nawet srogo oceniający jego postać, musi przyznać poznając fakty z życia księcia, że był to człowiek nietuzinkowy, który starał się o wzrost znaczenia Polski na Śląsku. Śląsku, który poprzez krótkowzroczność wielu, musiał na setki lat przejść pod władanie innych narodów.

Historia jest może nie łatwa, może czasami, jak mówią niektórzy, nudna, ale nigdy nie jest pozbawiona wartości poznawczych, z których każdy powinien wyciągać wnioski, aby nigdy nie popełniać błędów już popełnionych przez innych.

Piotr Kucznir

Bibliografia:
Zygmunt Boras, KSIĄŻĘTA PIASTOWSCY ŚLĄSKA, Katowice 1974
Kazimierz Popiołek, SLĄSKIE DZIEJE, Warszaw-Kraków 1976
Mariusz Olczak, GRODZIEC ZAMEK, KOŚCIÓŁ, PAŁAC, Gdańsk 2013
Kazimierz Jasiński, Rodowód Piastów śląskich, Kraków 2007
Małgorzata Kaganiec, HERALDYKA PIASTÓW ŚLĄSKICH 1146-1707, Katowice 1992
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_XI_legnicki

Zdjęcia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Nawiedzenia_Naj%C5%9Bwi%C4%99tszej_Maryi_Panny_w_Krakowie_(Na_Piasku)#/media/File:Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82NawiedzeniaNMP(NaPiasku)-UlicaKarmelicka-POL,_Krak%C3%B3w.jpg
Zygmunt Boras, KSIĄŻĘTA PIASTOWSCY ŚLĄSKA, Katowice 1974
Małgorzata Kaganiec, HERALDYKA PIASTÓW ŚLĄSKICH 1146-1707, Katowice 1992
Archiwum Europaeisches Burgerinstitut Braubach
Zbiory własne