Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Zapora Leśniańska – ślad jej niemej historii...
Dodane przez admin dnia Marzec 18 2017 08:00:00
Jest rok 1897. Górne Łużyce i Dolny Śląsk nawiedza chyba najtragiczniejsza powódź w historii. Ludzkie myśli, jakie zrodziły się po tym tragicznym wydarzeniu, to takie, że trzeba coś z tymi rzekami zrobić. Tymi rzekami są Kwisa, Nysa Kłodzka i Bóbr. To one w tym roku końca XIX wieku, były tak zabójczymi sprawcami ludzkich nieszczęść.
Treść rozszerzona
W 1897 roku poziom rzeki w Leśnej wynosił 1,5 metra! Zginęło wielu mieszkańców! Coś trzeba zrobić? Ale co? Tym czymś co ludzie wymyślili były tamy- cztery tamy, które miały ujarzmić niesforne rzeki regionu.

Jak postanowiono tak zrobiono. Dość panowania niesfornych rzek! Dość niszczenia dorobku ludzkich rąk! Dość, dość, dość!

W 1900 roku uchwalono ustawę przeciwpowodziową. Poza jej uchwaleniem zabezpieczono także w budżecie państwa odpowiednie środki finansowe. I wzięto się mocno za prace. Nie będę się tutaj rozpisywał o wszystkich tamach jakie powstały by ujarzmić rzeki, a miało być ich około czterdziestu w sumie. Ja opowiem o ciekawej historii zapory leśniańskiej.

Tę wizytówkę Górnych Łużyc rozpoczęto budować 5 października 1901 roku. Zaprojektował ją profesor Otto Inzte. Budowla miał mieć jeden ważny szczegół, który nie pojawiał się wcześniej w takich budowlach. Tym szczegółem był tzw. Klin Inztego, zbudowany warstwy gliny i ziemi, rzecz jasna od strony wody napierającej na tamę. Miał on jakby rozbijać napór wody i poprzez to osłabiać jej napór na tamę.

Na budowę tamy wybrano dogodne miejsce znajdujące się tuż za zamkiem Czocha. Dzięki tej inwestycji znikł niestety z powierzchni ziemi park, który otaczała zamek od strony rzeki Kwisy. Zniknęła też w znacznym stopniu góra na której stoi zamek. Jej dzisiejsza wysokość (widziana na powierzchnią wody) jest o przeszło 20 metrów mniejsza niż ta, jaka była przed budową tamy. Ale to usytuowanie zapory przydało jej w konsekwencji malowniczości.

Do budowy tamy wykorzystano robotników sprowadzonych między innymi z Austrii i Włoch. Byli to ludzie doświadczeni w drążeniu tuneli. Pozostałe prace przy budowie wykonywała ludność miejscowa.

A prac przy tamie było co nie mara. Trzeba było wykonać sztolnie przelewowe, ujarzmić rzekę, wznieść samą tamę. Wykonane prace dziś w większości nie są widoczne dla oglądającego ten twór pracy rąk ludzkich. Są niewidoczne, bo schowane są głęboko pod ziemią. Ich namiastkę widać tylko w miejscach, gdzie stoją na obu brzegach rzeki domki skrywające zejście do zasuw regulujących spust wody. Ciekawym miejscem są też sztolnie przelewowe, które wiodą pod dno zapory, a które zagrały w produkcji filmowej pt. „Tajemnica Twierdzy Szyfrów” i, choć nie wiodą one do zamku Czocha, jakby chcieli filmowcy, to jednak wiodą one do bardzo ważnego miejsca dla funkcjonowania całej zapory. Na obu brzegach zalewu stoją jeszcze dzwony przelewowe, których zakończenie znajduje się w sztolniach przelewowych.

Cała zapora pochłonęła masę materiałów budowlanych i dynamitu potrzebnego do wysadzania opornych skał. Pochłonęła też nie małe środki finansowe, choć były one znacznie mniejsze od środków za jakie zakupiono i przebudowano zamek Czocha (około 1,5 mln marek zakup i przeszło 4 mln marek na przebudowę).

Te środki to: zakup gruntów- 627 tys. marek, sama tama- 1,27 mln marek, w sumie zaś cała zapora przeszło 2,6 mln marek.

Następnie kwotę przeszło 800 tys. marek przeznaczono na budowę elektrowni wodnej u podnóża tamy. Wzniesiono ją w latach 1905-1907. Elektrownię zaopatrzono w 6 turbin firmy Voith o łącznej mocy 2,1 MW. Zastosowano też generatory SSW. Elektrownia to jest najstarszą działającą do dziś zawodową elektrownią wodną w Polsce.

Wracajmy jednak do materiałów zużytych do budowy tak wielkiego i pięknego obiektu. Ile materiałów zużyto? Do wysadzania skał użyto 32 ton dynamitu. Jak już wysadzono, to trzeba budować, a więc 150 tys. worków cementu, 20 tys. mszesc. piasku, 3600 mszesc. trasu, 2400 mszesc. wapna, 70.000 mszesc., 460 tys. kg. żelaza… i wiele jeszcze innego materiału takiego jak kamień.

Tyle pokrótce suchych faktów z historii powstania zapory i jej budowy.

Tym co daje zaporze miano nie tylko najstarszej elektrowni wodnej, ale także miano jednej z ciekawszych, ze względu na tajemnice jakie skrywa ona i miejsce w którym powstała jest, to co, działo się wokół niej w czasie II wojny światowej.

Początek roku 1945. W okresie lutego i marca toczą się krwawe boje w ostatniej udanej kontrofensywie wojsk niemieckiej. Ten bój toczy się wokół Lubania i zostanie później nazwany „Bitwą o Lubań”. Bitwa toczy się o każdy dom, o każdą ulicę. Armia Czerwona, a konkretnie I Front Ukraiński pod dowództwem Marszałka Koniewa, prze do przodu. Marszałek Koniew chce być pierwszy, przez Marszałkiem Żukowem i jego Frontem Białoruskim, w Berlinie.

Tuż za główną linią frontu znajduje się miejscowość Marklissa, dziś nosząca nazwę Leśna. Za nią, jadąc w kierunku zamku Czocha, znajduje się zapora leśniańska. Wojna i krwawy front nie dotyka jednak tego miejsca bezpośrednio, choć cały czas trwa produkcja zbrojeniowa w fabrykach Leśnej, Miłoszowa i Baworowa. Sama też zapora miała odegrać ważną rolę w zwycięstwie III Rzeszy. Dlaczego zwykła zapora-tama miała odegrać tak ważną rolę w chylącej się ku upadkowi III Rzeszy? O tym za chwilę.

...Ta sama zapora miała swoje dziesięć minut w historii II wojny światowej jeszcze wcześniej niż w 1945 roku. Kiedy, to to było i z czym związane jest te dziesięć minut? W 1940 roku wojna trwa. Zwycięska armia narodowosocjalistyczna opanowuje coraz większy obszar Europy. Przychodzi czas na podbicie Francji, Holandii, Belgii i... Luksemburga. To małe państwo odegrać będzie miało bardzo dużą rolę w mrocznej historii zapory leśniańskiej.

Po krótkiej, acz zwycięskiej wojnie z tymi państwami III Rzesza 14 sierpnia 1940 roku ogłasza wcielenie Luksemburga do swego państwa. Wiąże się to z wieloma konsekwencjami dla mieszkańców tego małego kraju. Jedną z najważniejszych jest to, że mężczyźnie są wcielani do Wehrmachtu. Giną za nie swój kraj, za nie swoje ideologie, za nie swój rząd! W kraju, w którym rządzą Niemcy, coraz bardziej narasta niezadowolenie. Sytuacja staje się krytyczna w 1942 roku. W sierpniu tego roku dochodzi do strajku generalnego. Ludność Luksemburga nie akceptuje rządów nazistów! Dochodzi do ostrej reakcji władz. Zostaje rozstrzelanych 21 strajkujących, którzy byli podejrzewani o organizowanie strajku. Następują także aresztowania. Prym w akcjach przeciwko ludności Luksemburga wiedzie Gauleiter Simon. On też 9 września 1942 roku ogłasza akcję przesiedleńczą Luksemburczyków. Akcja ma na celu wyrwanie z korzeni ojczystych ludności nie godzącej się z rządami Niemców. Trzeba uderzyć w jądro protestu. Tak też się staje. Za początek tej akcji należy przyjąć 17 września 1942 roku. Przesiedlonych postanawia się przewieźć w granicach Rzeszy w rejon Sudetów i Górnego Śląska. Przesiedla się około 4200 osób.

Pierwszy z transportów trafia do Lubiąża, gdzie funkcjonuje tajna fabryki zbrojeniowa w podziemiach klasztoru lubiąskiego. Pracują w niej do stycznia 1943 roku. Po nich na pobliskim cmentarzu pozostało wiele grobów. Z Lubiąża kierowano ich także do innych miejsc na Dolnym Śląsku i jak się potem okazało, na teren Górnych Łużyc. Wyjeżdżali więc do Świeradowa Zdrój, Bobrowa. W tych miejscowościach ciężko pracowali, między innymi w okolicznych lasach. Z ich życiem związano jest wiele opowieści. Ja jednak przeniosę się na zaporę leśniańską. Nad zaporę przybyli oni około połowy maja 1943 roku. Dlaczego? Jaką pracę mieli oni wykonywać w cieniu zapory?

Nad zaporą zakwaterowano ich w budynku, który powstał wraz z budową całego obiektu, później przeznaczony dla rekonwalescentów. Ze szczytu góry, na którym było ono umieszczone, mogli oni co dnia podziwiać piękno okolic. Czy to jednak czynili? Chyba nie. Dlaczego jednak ich umieszczono na zaporze? Otóż powodem miało być wykorzystanie Luksemburczyków jako żywych tarcz, mających ochraniać zaporę przez bombardowaniami lotnictwa alianckiego. Sprawie umieszczenia tam wysiedlonych nadano rozgłos mniemając, że przez to alianci nie zbombardują zapory. Tak też się stało. Żadna bomba nigdy nie spadła w rejonie zapory. Czy tamę uchronili luksemburczycy? Być może. Choć Niemcy, nie do końca wierząc w skuteczność swej akacji, dodatkowo wzmocnili zaporę przy pomocy konwencjonalnych środków, czyli po prostu umieścili na niej działa artylerii przeciwlotniczej. Strzegły one zapory jak oka w głowie. Czy Luksemburczycy wykonywali jakąś pracę w rejonie ich zakwaterowania? Otóż zapewne część z nich pracowała w Leśnej w zakładach „Concordia” a zapewne pozostali przybyli również nie siedzieli tam bezczynnie. Musieli przecież pracować na zwycięstwo tysiącletniej III Rzeszy.

Pobyt nad zaporą nie był zbyt długi, bo już w okolicach końca listopada i początków grudnia 1943 roku Luksemburczycy tamę opuścili. Przewieziono ich do Świeradowa Zdrój. Nad zaporę nigdy już nie wrócili.

Wróćmy jednak do tematu roli jaką miała/mogła odegrać zapora w zwycięstwie III Rzeszy. Pod koniec wojny, podczas ciężkich walk o Lubań, doszło do niezwykłego wydarzenia mającego związek z zaporą. W jedną z zimowych nocy lutego, a może początku marca 1945 roku, jeden z oddziałów niemieckich przemieszczał się w kierunku Olszyny. Tam, w jednym z pałaców, oddział zauważył, że w jego wnętrzach coś dziwnego się dzieje. Tą dziwną rzeczą było to, że pałac jest rozświetlony i dobiegają z jego wnętrza odgłosy zabawy.
Oddział niemiecki postanowił to sprawdzić. Ku ich zdziwieniu w pałacu świętowali żołnierze niemieccy z... Kriegsmarine! Co oni tutaj robili? Tak daleko od akwenów morskich? Okazała się, że żołnierze ci testowali na zalewie leśniańskim aparaty do nurkowania nowej generacji i torpedy, które miały przynieść Niemcom upragnione zwycięstwo na morzu i oceanach.

Tą całą historię w swej ciekawej książce opisał żołnierz, który uczestniczył w ujawnieniu marynarzy w pałacu olszyńskim. Książka nosi tytuł „Der Junge aus Niderschlesien” autorstwa Helmuta Otte człowieka, który ujawnił tajną akcję przeprowadzaną na zalewie leśniańskim. Miała zmienić losy wojny, a dała tylko, albo aż, sensacyjną historię, jaka rozegrała się w toniach zalewu leśniańskiego.

Po latach od tego wydarzenia za miejsce prób z tajną bronią podwodną miano dopisać także zalew Złotnicki. Jaka jednak była prawda? To zapewne skrywają przepastne archiwa III Rzeszy.

Tak oto historia najkrwawszego konfliktu w dziejach ludzkości, jakim była II wojną światowa, swe okruchy pozostawiła także w tej jakże urokliwej zaporze leśniańskiej, wpisując ją, bez jej zgodny, w szaleńcy plan podboju ziemi przez narodowy socjalizm. Zapora leśniańska miała być jedną z ostatnich desek ratunku chroniącym krwawy terror przed rozpadem. Na szczęście nie uchroniła.

Piotr Kucznir

Źródła:
Janusz Skowroński ,,TAJEMNICE LUBANIA. ŁUŻYCE NIEZNANE” wyd. CB 2010 r.
Janusz Skowroński ,,PERŁY ZNAD KWISY. TAJEMNICE POGRANICZA ŚLĄSKA I ŁUŻYC” wyd. CB 2012 r.

Zdjęcia:
Zbiory własne autora tekstu.