Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Historia kroniki Zamku Czocha
Dodane przez admin dnia Grudzień 30 2016 22:00:00
Zamek Czocha - zamek obrosły w wiele historii mniej lub bardziej prawdziwych. Na jego kanwie powstawały i powstają legendy wprowadzające w trwogę, czasami w uśmiech słuchających ich turystów, tłumnie odwiedzających ten Górnołużycki zabytkowy zamek stojący na górze granitowo-gnejsowej.
Treść rozszerzona
Do dziś, w glorii nie odgadniętego zamczyska, przegląda się on w wodach powstałego na początku XX wieku zalewu leśniańskiego. Co i rusz przyjeżdżający łakną nowych sensacji, nowych legend, nowych faktów wprowadzających przyjemne uczucie dreszczyku u słuchających tych nowin turystów...

Stare zamczysko, przejęte tym faktem, raz na jakiś czas odsłania swe tajemnice, swe podwoje. Wiele, bardzo wiele zechciał on odsłonić w ostatnim czasie. Czynił to za sprawą publikacji książkowych, zdjęciowych... Wierni mu miłośnicy, wciąż jednak nie w pełni nasyceni, szukają źródeł, gdzie ich pęd ku poznaniu Czochy będzie zaspokojony.

Dziś, za zgodą warowni średniowiecznej, postaram się dla czytających ten artykuł przenieść się w wiek XX, w czasy lat pięćdziesiątych i późniejszych, aby móc pokazać czytelnikowi zamek z tej strony, z której jest bardzo mało znany i opisany.

O tym okresie w historii Czochy zaczyna krążyć wiele mniej lub bardziej sprawdzonych wiadomości. Prawie każdy wie, że to czas Wojskowego Domu Wypoczynkowego, który powstaje na początku lat pięćdziesiątych. Każdy też zapewne wie, że był to czas, kiedy to na zamek nie każdy mógł wejść. Był to czas, kiedy zamek zwiedzało się przez jego bramy, a w najlepszym przypadku można było wejść na górny dziedziniec i tyle. Dalej już nie wolno było wejść. Przez ten fakt, w ludzkich umysłach tworzyły się wyobrażenia zamku nie zawsze zgodne z jego stanem faktycznym. No cóż jednak możemy począć z ludzką wyobraźnią rozbudzoną przez fakt braku możliwości poznania czegoś od środka.

Wiele osób badających historię zamku, tę historię po drugiej wojnie światowej, tworzy nawet teorie o tym, że to, iż był to obiekt tak szczelnie zamknięty dla oczu przypadkowych przechodniów, świadczyć mogło, że jego prawdziwe przeznaczenie skrywane było za fasadą Wojskowego Domu Wypoczynkowego!

Czy tak faktycznie było, czy w zamku Czocha wojsko realizowało także inne zadania, działania? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Każde państwo swe tajemnice bardzo głęboko skrywa i niechętnie wystawia je na światło dzienne. To zapewne będzie działać pobudzająco na wyobraźnię i tworzenie kolejnych legend zamku Czocha.

Czy to dobrze, czy to źle? To niech rozsądzą ci, którzy z usług warowni Górnołużyckiej korzystają.

Koniec drugie wojny światowej w Europie przynosi zasadniczą zmianę polskich granic. Jednak przetasowania graniczne dotknęły nie tylko Polski. Przetasowania doprowadziły do tego, że bogaty w skarby matki ziemi Dolny Śląsk wchodzi w nasze nowe granice. Jego bogactwo związane jest nie tylko z jego bogactwem minerałów, ale również, a może przede wszystkim, z jego bogactwem dzieł sztuki, architektury... To ten okręg nazywa się perłą w koronie cesarstwa niemieckiego. Ta perła wyrwana z korony po wojnie przypada nam, Polakom. Czy były to ziemie rdzennie piastowskie czy nie, czy słusznym był nasz powrót po wiekach na nie, tego nie będą tutaj rozsądzał, bo zapewne wywołam bym burze różnych zdań w tym temacie.

Jednym ze składników perły koronny cesarskiej jest też zamek Czocha. Swym urokiem zapewne zachwycał on bardzo osoby, które po raz pierwszy go mogły oglądać. Zapewne jeszcze bardziej zachwycały oglądających go po raz pierwszy jego skarby, zgromadzone we wnętrzach zamku. Nie tylko zachwycały, ale skłaniały bezwolnie do ,,zaopiekowania się” nimi z racji, rzecz jasna, braku opiekuna prawnego. Wiele składników perły niemieckiej korony po wojnie zostało jednak doprowadzone do upadku i zagłady całkowitej. Na szczęście zamkowi Czocha został oszczędzony ten smutny los obiektów zabytkowych ziem zachodnich.

To szczęście swoje zawdzięcza on, w sposób nie dający się podważyć, nade wszystko Wojsku Polskiemu, które postanowiło tym obiektem się zainteresować i zaopiekować. Czy robili to właściwie, czy nie, nie jest to teraz istotne.Faktem jest, że obiekt w swej szacie zewnętrznej przetrwał w stanie bardzo dobrym do dnia dzisiejszego. I chwała za to żołnierzom z Wojska Polskiego. Wojsko jak pomyślało (o przejęciu) tak też zrobiło. Przejmując zamek postanowiło w jego murach stworzyć Wojskowy Dom Wypoczynkowy. Powstaje on na początku lat pięćdziesiątych.

I od tego okresu datuje się też kronika zamku Czocha. Kronika została ozdobiona wieloma rysunkami, zdjęciami, również miniaturowymi obrazami, ba, nawet i wiersze, lepsze i gorsze, znalazły się w jej wnętrzu. A także sprawy stosunków międzyludzkich. Ta twórczość kronikarska piszących w niej wielu osób, przebywających w murach zamku, doprowadziła do tego, że dziś możemy, choć przez chwilę, pochylić się nad nią i wspomnieć czas miniony...

Jednak po kolei.

Pierwszy wpis datowany jest na 16-29 czerwca 1955 roku. Czy były wcześniejsze? Jeśli tak, to musiały one być we wcześniejszych kronikach zamku. Wpis pierwszy został ozdobiony zdjęciem zamku Czocha. Zdjęcie zapewne zostało zrobione z drugiego brzegu zalewu.

Sam zaś wpis zawiera krótką historię zamku Czocha „(...) Zamek Czocha w 1329 r. w dokumentach słowiańską nazwę noszący stoi na onem jeziorem na brzegu wysokim (...). Od połowy XV wieku, łużycka rodzina Nostitzów zamek ten mająca przez długie lata bunt chłopów tłumiła, po 30- letniej wojnie uciskiem feudalnym sprawodowanym (pisownia oryginalna). Na początku XX wieku zamek uległ gruntownej przebudowie, a w początku drugiej połowy XX wieku stworzono dla wygodny obecnych rycerzy dom wypoczynkowy (...)”.

No, no, „obecni rycerze”. Wysoko się cenili ci rycerze drugiej połowy XX wieku.

Zapewne tak się czuli, bawiąc się w warowni rycerskiej. Nie komentując tego wpisu nazbyt należy jeszcze dodać, że turnusem „obecnych rycerzy” opiekowali się Marian Skowron i Stanisław Fedorowicz. Za opiekę podziękowano im na kartach kroniki. A potem następuje kolejny wpis z okresu 1-15.07.1955 roku. Wpis ozdobiono tym razem nie zdjęciem, a rysunkiem zamku.

„Garść serdecznych podziękowań za wkład pracy i starań dla zabezpieczenia rozrywek kulturalno-oświatowych i bytowych- jak również personelowi kuchni za troskę o zaspokajanie „szalonych” apetytów spowodowanych „mokrą” pogodą (...)”. Wpis wydawałoby się ot taki, typowo wczasowy. Mówi on jednak nam o tym jaka pogoda panowała w tym okresie oraz o tym, że wiele osób tworzyło klimat zamku i jego ciepłą atmosferę. Ponadto około 50 podpisów mówi, że turnus był bardzo liczny. W dniach 27 i 28 sierpnia 1955 roku na zamku Czocha gościli żołnierze z bratniej armii czechosłowackiej. Przybyło ich na zamek 17-stu. Z wpisu widać, że był to udanie spędzony czas. Co poza tym robili oni na zamku? Tego niestety nie wiemy.Wpis z października 1955 roku został tym razem ozdobiony sylwetką czołgu.

Jak widać z krótkiej notatki z tego okresu, turnusy wypoczynkowe odbywały się cały rok „Byliśmy tutaj aby dać wypoczynek spracowanym kościom a także odżyć duchowo i cieleśnie dzięki staraniom komendanta, zastępcy oraz personelu W.D.W (...)”

Wojskowy Dom Wypoczynkowy, czynny cały rok, przynosi ulgę „spracowanym kościom”. Taką ulgę przynosi też turnusowi lutowemu (28) 1956 roku. Za wkład pracy dziękuje tym razem rodzina wojskowa z gronem wczasowiczów. W tym wpisie można już stwierdzić stopień wpisującego, był to kapitan. Niestety nazwisko jest nieczytelne.

Idylla wypoczynku przerwana jest wpisem, który poza pochwałą znajduje również „mankament” wypoczynku na zamku Czocha. Tym mankamentem jest, jak pisze nieznany z nazwiska wczasowicz, „nierównomierne rozstawienie posiłków” Co miał na myśli piszący te słowa? Zostanie to jego tajemnicą. Tajemnicą zamku Czocha.

Informacja w kronice z 16-29 marca 1956 roku zachwala zaś „zaspokojenie naszych potrzeb kulturalno- żołądkowych”. Podpisujący się imieniem Maciek, nie precyzuje, co miał na myśli łącząc kulturę z żołądkiem... Zapewne przyziemne podejście do życia i kultury.

Turnus odpoczywający na zamku w okresie drugiej połowy maja 1956 roku, po raz pierwszy wymienia z nazwiska komendanta WDW Czocha. Jest nim kapitan Krajewski. Kapitan Krajewski i jego załoga i tym razem wykazała się wysoką troską o wczasowiczów wojskowych. Wpis posiadał też zdjęcie, które niestety nie zachowało się. A szkoda.

29 czerwca 1956 roku. W tym czasie na zamku był turnus, który poza wpisem o wysokim poziomie usług wyraził życzenie aby... ”inni Komendanci W.D.W spędzili urlop w „Czocha” i zobaczyli jak należy dbać o wczasowiczów i jak prowadzić kuchnię”. Pod tym wpisem możemy też wreszcie poznać nazwisko składającego ten wpis w imieniu wczasowiczów. Tą osobą był E. Włodarczyk. „Czocha, dn.15.VIII.1956 r.” to kolejne odkrycie nazwisk osób spędzających czas w warowni łużyckiej. Rzecz jasna pochwały, pochwały i... nazwiska i samego komendanta domu wypoczynkowego kapitana Krajewskiego i osoby dokonującej wpis, mjr. Jerzego Mackiewicza. Ot coraz więcej szczegółów z minionej historii zamku.

Wpis z 18 sierpnia 1956 roku jest już znacznie bardziej szczegółowy co do funkcjonowania WDW, nazwisk jego pracowników ale przejdźmy do wpisu „(...) Czystość w zamku zasługuje na najwyższą pochwałę, kuchnia- wspaniała, personel kelnerski uprzejmy, a w szczególności Ob. Ob. Zielińska i Piasek. Jedynym minusem W.D.W jest (moim zdaniem) praca instruktora K.O, który absolutnie nie stoi na wysokości zadania i psuje dobrą opinię W.D.W „Czocha”. Funkcję K.O spełnia raczej Komendant, będąc stale wśród wczasowiczów.” Wpisu dokonał Żadejko. No wreszcie kilka nazwisk pracowników zamku. Uwaga o K.O-wcu przypomina żywcem film pt. „Rejs”. Każdy kto oglądał ten film zapewne wie, o czym piszę. Bardzo krótka notatka z 29 sierpnia ponownie chwali panią Zielińską i Piasek i... i tyle. Szkoda.

Na zamku zdarzały się też „ludzkie podejście i serdeczny stosunek do wczasowiczów”. Tak oto wyraża się w swym wpisie porucznik Edward Piszczałowski. Dzięki jego wpisowi poznajemy imię pani Zielińskiej. Nosi ona imię Zuzanna.

Zapiski w kronice z 1956 (27.08.1956 r.) roku kończy wręcz laurka na poziom pracy WDW Czocha. „W ciągu długoletniej służby wojskowej odwiedziliśmy niemal wszystkie Domy Wypoczynkowe. Z przyjemnością stwierdzam, że W.D.W Czocha należy wśród nich do najlepszego (...)”. No proszę, proszę! Poznajemy też kolejne nazwiska wczasowiczów. Są nimi płk. lek. Zdzisław Wojciechowski, ppłk. Włodzimierz Poszkowski, por. inż. Dariusz Wanat, Janina Wanatowa i Aleksandra Wojciechowska. Tak kończy się rok 1956.

W swej treści daje on nam wgląd do tego, co działo się na zamku w czasach WDW. Czy jest to wgląd obiektywny? Zapewne nie. Czytelnik zapewne dostrzegł wpisy, w których w tym samym okresie zdarzały się odmienne oceny- szczególnie K.O-wca. Tak to bywa. Wartością dodaną kroniki Zamku Czocha są bezsprzecznie nazwiska, jakie zostały w niej podane i zapisane. Wartością wielką są też zdjęcia i rysunki, które towarzyszyły wpisom ludzi odpoczywających w zamku. Wielką wartością są też zdjęcia, które bezładnie towarzyszyły kronice. Na nich to widać w zastygłych pozach osoby w mundurach Wojska Polskiego. Na dziedzińcu górnym zamku widać nawet stojącego generała. Kto to był? Tego nie wiem. Może czytający ten artykuł będą mogli odpowiedź na pytanie, kto stoi na kilku zdjęciach z czasów WDW Zamek Czocha. Kolejną sprawą nie wyjaśnioną jest to, jak ważną rolę w Wojsku Polskim pełniły osoby wymienione z nazwiska- podpisujące się pod informacjami o funkcjonowaniu WDW Czocha. Zapewne przyjdzie czas na to, aby może kiedyś, wgłębić się w to, kim oni byli, co robili potem, jak wyglądał ich droga kariery w WP, czy kiedyś jeszcze wrócili do zamku Czocha?

Z personelu zamku Czocha wymieniono z nazwiska tylko cztery osoby, poza rzecz jasna komendantem WDW, kapitanem Krajewskim. Nie jest to za dużo, ale... dobre i to. Badającym historię zamku Czocha może to jednak pomóc w dochodzeniu do prawdziwych losów zamku Czocha. Tym razem losów związanych z czasem po drugiej wojnie światowej.

Są to losy najmniej zbadane, opisane, o czym pisałem na wstępie swojego artykułu. Tak mała cegiełka, mały wkład poczyniony dzięki zachowanej kronice Zamku Czocha, odsłonił, w sposób specyficzny, klimat tamtych dni, tamtych trudnych dni kiedy to Polska... To jednak opowieść na inny czas, inny artykuł.

Losy Wojskowego Domu Wypoczynkowego lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, i końca lat dziewięćdziesiątych poznamy w kolejnym artykule pt. „HISTORIA KRONIKI ZAMKU CZOCHA- CZASU PRZEMIAN I KOŃCA WDW”.

W artykule znajdą się... poczekajmy jednak na niego. To już wkrótce.

Piotr Kucznir