Żyjemy w czasach pewnego rozdroża
Dodane przez admin dnia Wrzesień 24 2016 11:30:00
Chodzi o to, żeby ten człowiek, który spotyka się z telewizją, radiem i rożnymi rzeczywistościami, które są odległe czasami od tego, co jest religijne czy sakralne, aby miał świadomość, że to od niego zależy wszystko - tłumaczył wczoraj w Gnieźnie wybitny teolog sztuki, ks. prof. Henryk Nadrowski, który wygłosił wykład pt. „Sacrum poszukiwane”.
Treść rozszerzona
W bibliotece klasztoru franciszkańskiego w Gnieźnie wczoraj wieczorem odbyła się pierwsza po wakacjach wykład z cyklu „Dziedziniec historii”. Tym razem spotkanie dotyczyło problematyki miejsca współczesnej sztuki sakralnej, a gościem tutejszego zgromadzenia był ks. prof. Henryk Nadrowski, autor książki „Wokół sztuki sakralnej”. - Poznałem księdza profesora i dowiedziałem się, czym się zajmuje, bo jest teologiem sztuki, a to jest rzadko spotykany zawód. My teraz mamy Europejskie Dni Dziedzictwa Kulturowego i wiszą plakaty, na których czytamy, ze sacrum spotyka się z przestrzenią. Doszliśmy do wniosku, że ta sfera sacrum została zdesakralizowana, a ta książka, którą napisał nasz prelegent o sacrum czasoprzestrzeni wpisuje się jakby w to, czego dzisiaj ludzie pragną, ale nie wiedzą, gdzie tego szukać – mówi tytułem wstępu Krzysztof Zalaszewski, inicjator i organizator spotkań w ramach „Dziedzińca historii”.

Wygłoszony wykład pt. „Sacrum poszukiwane” miał na celu zdefiniowanie relacji między sacrum, sztuką a człowiekiem. - Tu problem jest dość złożony, bo to nie tylko człowiek wchodzi w tę relację. Sacrum ma bardzo szerokie płaszczyzny, relacje pojęć, odnośników itd., natomiast to sacrum per excellence, to jest sam Pan Bóg, a tym szczytem jest święta liturgia. Mało tego, obecność ustawiczna, dla oczywiście wierzącego człowieka sacrum jest najświętsze, tj. tabernakulum i monstrancja, gdzie jest najświętszy sakrament. I to są te przestrzenie – tłumaczy ks. prof. Henryk Nadrowski, teolog i historyk sztuki, absolwent seminarium duchownego we Włocławku. - Oprócz tych przestrzeni mamy jeszcze święty czas, tj. święta niedziela czy święty rok, mamy najrozmaitsze wydarzenia, takie jak: odpust, święcenia kapłańskie, święcenie pokarmów, a każda kończąca się podczas mszy świętej prefacja zaczyna się od słów „święty, święty, święty” i tu przypominamy uczestnikom tej przestrzeni czy też akcji liturgicznej, że tutaj najważniejszy jest ten Ktoś, ten Święty – opowiada.

Sacrum jest jednak obecne nie tylko w zamkniętej przestrzeni kościołów, ale również w przestrzeni publicznej. - Obiekt sakralny jest przestrzenią jakby zarezerwowana Panu Bogu, ale oprócz tego przechodzimy ulicą, jedziemy samochodem i zbliżamy się do jakiegoś skrzyżowania, a tam czasem oglądamy krzyże albo jakieś figurki związane z czyimś męczeństwem. Tu problem dotyczy takiego rozróżnienia, które ja mocno preferuje, żeby nie stawiać granicy, która jest kontrapunktem, że to profanum jest jakby przeciwne zupełnie albo walczące sacrum. Ja stawiam taką tezę, że cały świat to seculum i stąd sekularyzacja. Seculum to cała nasza doczesność, cała rzeczywistość otaczającego świata i w tej rzeczywistości świata, który jest bogaty oraz różnorodny mieści się i sacrum, i profanum. Chodzi o to, żeby to, co się określa tak pięknie konsekracją mundi, tzn. poświęcenie czy uświęcenie świata. To ma się dokonywać poprzez rozmaite akty, takie jak: pielgrzymki, modlitwy najrozmaitsze, spotkania mające wydźwięk religijny czy wręcz sakralny. Oczywiście bardzo ważną rzeczą jest także stała świadomość, że jesteśmy narażeni na dewastację tego pojęcia i rzeczywistości – uważa ks. prof. Nadrowski.

Czy rzeczywiście można pokusić o stwierdzenie, że sacrum zostało zdesakralizowane poprzez współczesne czasy? - To nie sacrum, tylko człowiek. Sacrum jest niezmienne, tak bym powiedział. Natomiast nasza percepcja, mentalność, sposób bycia i myślenia jest często bardzo zlaicyzowane. Człowiek ulega mentalnościom świeckim i świeckiemu myśleniu. Wina leży po wielu stronach, bo także Kościół zapomniał trochę o przesłaniu ewangelizacyjnym, o swoistej misji wobec świata. Zapomniano o tym, że Kościół istnieje w świecie współczesnym, a nie obok niego i zadaniem Kościoła jest nie tylko budowanie kościołów, ale także usakralnianie wszystkiego tego, co jest obok tych budynków i co jest niekoniecznie przestrzenią kultu. Chodzi o to, żeby ten człowiek, który spotyka się z telewizją, radiem i rożnymi rzeczywistościami, które są odległe czasami od tego, co jest religijne czy sakralne, aby miał świadomość, że to od niego zależy – tłumaczy prelegent.

W opinii ks. prof. Henryka Nadrowskiego dużą rolę w obecnych czasach odgrywają także sami artyści. - Artysta bierze niesamowitą odpowiedzialność na swoje barki. Oni maja powołanie profesjonalne i są fachowcami, ale zarazem powinni pamiętać, że muszą mieć poczucie odpowiedzialności i że odpowiadają za treść i formę, to dotyczy zarówno świeckiej twórczości, jak również tej, która ma znamię religijne lub sakralne. Mówiąc jednak już tak szeroko, to od nas samych zależy kształt, oblicze, obraz tego wszystkiego, co jest sacrum. Często niestety i tak się dzieje, że sacrum nazywamy to, co jest antysacrum. To jest ciekawa rzecz od strony historycznej, bo to się zaczęło od rewolucji francuskiej i takie swoiste przypinanie się do pewnych wartości czy rzeczywistości jest zjawiskiem, które się już upowszechnia w niektórych krajach. Niemcy mają obrzęd świecki Firmung, to jest nadanie imienia świeckiego i zawarcie świeckiego związku małżeńskiego. Instytucje czy organizacje świeckie w tej chwili przejmują pewne nazwy, ryty, obrzędy i dochodzi do pewnego paradoksu, że nawet markety nazywa się świątynią konsumpcji, a potem są jeszcze świątynie sportu czy świątynie rozrywki – podkreśla.

Czy dzisiejszy człowiek ma potrzebę odczuwania sacrum? - Trudno określić, czy dzisiejszemu człowiekowi jest coraz bliżej do Boga niż jeszcze jakiś czas temu, bo to jest jednak kwestia bardzo indywidualna. Bezsprzecznie jednak żyjemy w czasach pewnego rozdroża, bo to nie sacrum się oddala i nie człowiek jako taki się od sacrum oddala, ale są pewne kręgi i pewne instytucje. Ich celem i założeniem powiedziałbym nawet jest właśnie odsuwanie, bo świadomość, że ludzie jednak mają ten głód Boga i pragnienie spotykania z tą rzeczywistością. Oni chcą świadomie ludziom tę rzeczywistość ukraść, bo oni nienawidzą niejako tego wszystkiego, co jest dla nas świętością. Dla nich, gdy mówi się o świętości życia czy świętości niedzieli, to oni nie pojmują tego w ogóle od strony religijnej – zauważa ks. prof. Nadrowski.

- Od strony czysto ludzkiej niedziela oprócz tego, ze ma ten religijny charakter w kontekście uczestniczenia we mszy świętej, to ona jest także okazja do spotkania w tej wspólnocie rodzinnej, która jest małym kościołem. Obiekt sakralny jest nie tylko w czasie liturgii, ale także poza nią, bo człowiek może pójść tam nie tylko na mszę, nie tylko w niedzielę, ale także w tygodniu. Każdy może przyjść do tej przestrzeni, odetchnąć i uspokoić się, rozmyślać, medytować, kontemplować. To dlatego kościół jest tak bardzo potrzebny człowiekowi – podsumowuje.

- Ci natomiast, którzy są wrogami tego i którzy chcą to zniszczyć, widzą, że pewne wartości są mocno zakorzenione w mentalności człowieka. Mało tego, to zwykła socjologia i religioznawstwo mówią, że człowiek jest istotą z natury religijną. Czyli pewien głód wartości religijnych jest wszczepiony w naturę człowieka. Jest tylko problem natury takiej, co dany człowiek i dane pokolenie uważa czy czci jako świętość. Nie da się tych przestrzeni całkowicie usunąć z naszego życia – dodaje na koniec.

Wojciech Orłowski