Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Czas repatriacji
Dodane przez admin dnia Wrzesień 24 2016 10:30:00
Według słownika PWN Repatriant to «osoba powracająca do kraju po długim pobycie na obczyźnie». Tyle słownik PWN w tym temacie. Krótko, zwięźle, rzekłoby się nawet bardzo sucho. Za tym terminem jednak kryły się i kryją wielkie dramaty, bo często ten termin był i jest terminem, którym manipuluje się w zależności od potrzeb politycznych.
Treść rozszerzona
Ten artykuł przeznaczyć pozwolę sobie na poruszenia kwestii repatriantów na ziemi Górnołużyckiej po zakończeniu II wojny światowej. I mimo, że powojenna Europa uknuła ten termin dla wielu narodów tamtego czasu, to ja skupię się na repatriantach niemieckich, których władza ludowa postanowiła wysiedlić, aby mogli powrócić po długim okresie na łono swej ojczyzny (retoryka, która zapewne wtedy była przytaczana, choć pewnie jeszcze była mowa o powrocie naszym na ziemie piastowskie).

Dzięki dokumentom zachowanym w Archiwum Państwowym we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu uda nam się prześledzić ten wyrywek historii powojennej Górnych Łużyc w sposób, który da nam w miarę czytelny obraz tamtego trudnego czasu-czasu powrotu do życia po najkrwawszym konflikcie w historii ludzkości.

Przyjazd na ziemie zachodnie ludności polskiej był poprzedzony ustaleniami aliantów, którzy to podzielili świat powojenny według swojego uznania. Największy wpływ na podział Europy miał Stalin. On to kreślił nowe granice i nowe strefy wpływu. Nam przyszło żyć w strefie wpływu jedynie słusznego ustroju- ustroju sprawiedliwości społecznej, jakim był socjalizm, czy jak go tam nazwiemy. Ruszyły, więc pociągi ciągnące wagony, w których to ludność jechała na ziemie piastowskie - ziemie zachodnie. Jechała, aby je zasiedlić po opuszczających je Niemcach. I mimo, że wydaje nam się dzisiaj, że etap wysiedlania rozpoczął się od razu po zakończeniu wojny, to jednak dokumenty dostępne w archiwum mówią zgoła co innego. Mówią one również o tym, że nie wszystkich Niemców ten proces dotknął. Same dokumenty w swej treści opowiadają, że jednak mimo bardzo złych doświadczeń Polaków, starano się jednak zachowywać w stosunku do repatriantów na chyba dobrym poziomie.

Prawie wszystkie dokumenty z tego okresu, są albo Poufne, albo Tajne. Taki czas, takie tajności.

Jednak aby rozpocząć ten temat zacytuje jeden z artykułów gazety ,,Na Straży”, która ukazywała się po zakończeniu wojny w Lubaniu. W numerze 17 z dn. 26.02.1946 widniał taki oto tytuł ,,Repatriacja Niemców z Dolnego Śląska Rozpoczęta. Pierwszy transport odjechał na Zachód”. Jak czytamy w artykule pierwszy transport odjechał 19.02.1946 roku o godzinie 20:00. Transport miał posiadać specjalną ochronę, o czym informowała gazeta. Tak oto zaczyna się ta historia sprzed 70 lat.

Jednym z pierwszych dokumentów w tym temacie znajdującym się w Archiwum Państwowym we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu jest dokument z „PAŃSTOWYCH ZAKŁADÓW WŁOKIENNICZYCH „CONCORDIA” W LEŚNEJ POW. LUBAŃ DOLNY ŚLĄSK” z dnia 8 kwietnia 1946 roku. Jak widać nazwa zakładu jest jeszcze nazwą niemiecką, dopiero później zmieni się ona na „Dolwis”. Dokument o klauzuli „POUFNE”. W dokumencie dyrektor zakładów zwraca się do Zarządu Miejskiego w Leśnej, gdzie fabryka funkcjonowała, o przyznanie dokumentów nietykalności pracownikom niemieckim potrzebnym do funkcjonowania fabryki. Wczytajmy się w jego treść choć na chwile „(…) W załączeniu przesyłam 51 zaświadczeń i 51 odpisów, gwarantujących nietykalność mieszkania i pozostawienie na miejscu z rodziną ob. ob. narodowości niemieckiej, pracowników tut. Państwowych Zakł. Włókienniczych, koniecznie potrzebnych nam ze względu na ciągłość produkcji, a których można będzie zastąpić w terminie późniejszym elementem polskim z województw centralnych, lub obszarów repatriowanych”.

Jak więc czytamy termin repatriant w tym dokumencie użyty jest w stosunku do ludności polskiej. Tenże „element polski” ma zastąpić Niemców w „terminie późniejszym”. Widać też z tego pisma, że problem niemiecki jest już poruszany i ruszyły zapewne pierwsze wywózki Niemców za granice Polski.

Kolejnym, bardzo ciekawym, dokumentem mówiącym o akcji repatriacji jest dokument z 24.10.1946 roku wydanym przez Zarząd Wojewódzki Wrocławski Wydział Administracji. Dokument został adresowany do całego województwa, a Magistrat w Leśnej przyjął go 20.11.1946 roku. Pismo ma tytuł „Ochrona osób podlegających repolonizacji”. Jak widać pojawia się nowy termin „repolonizacja”. Co to znaczy? To znaczy, że państwo polskie dostrzega problem związany z autochtonami mieszkającymi na ziemiach zachodnich. Stara się tą ludność wrócić na łono państwa za pomocą „trybu stwierdzenia polskiej przynależności narodowej”.

Pod tą retoryką tamtych czasów kryje się zapewne chęć pozostawienia w kraju wykwalifikowanej kadry robotniczej, której wtedy bardzo brakowało.

Charakterystycznym w tym piśmie jest zdanie „(…) W obec tego zwracam uwagę, że w żadnym wypadku nie wolno usuwać z mieszkań ani wysiedlać tych autochtonów, którzy wnieśli podanie o stwierdzenie swej polskiej narodowości, względnie wnieśli odwołanie od decyzji władz administracyjnych (…)„ (Pisownia zachowana oryginalna).

W mechanizm ochrony autochtonów wprzęgnięto również Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego oraz MO.

Przeglądając już te dwa pisma sporządzone siedemdziesiąt lat temu, wyłania nam się bardzo ciekawy mechanizm działania w sprawie repatriacji.

My jednak idziemy dalej w analizie pism z tamtych dni.

W tym miejscu pojawia nam się ponownie pismo z gryfem „POUFNE” z dnia 24 czerwca 1947 rok. Pismo zostało wysłane z Ministerstwa Ziem Odzyskanych Departament Administracji Publicznej i nosi tytuł „Akcja ujawniania niemców ukrywających przed repatriacją” Akcja tam miała na celu „wykrycie i ostateczne usunięcie z granic polski tych osób…”. „Te” osoby miał w granicach polski posługiwać się językiem niemieckim „…reagowania na przypadki posługiwania się językiem niemieckim w miejscach publicznych i kontaktach urzędowych z osobami prywatnymi…” (pisownia oryginalna).

Pismo to pokazuje, że nowa władza ludowa borykała się nie tylko z problemem Niemców na terenie Polski, ale także z problemem posługiwania się przez nich językiem niemieckim. Jak widać było to w tamtym okresie bardzo poważnym problemem dla władz. Końcówka pisma mówi o „definitywnym wyeliminowaniu niemców z obszaru polskiego oraz wyrugowaniu w ślad za nimi języka z miejsc publicznych…” (pisownia oryginalna).

Dla wielu czytających powyższy dokument widać dokładnie, jak wielka była w narodzie polskim niechęć do wszystkiego, co niemieckie. Czy można się temu dziwić? Zapewne nie.

W tym miejscu, zgodnie z chronologią, przed nasze oczy wyłania się pismo z Elektrowni w Leśnej, a w zasadzie z Podokręgu Elektryfikacyjnego Jeleniogórskiego. Elektrownia nr 5.

W tym piśmie z 26.06.1947 roku, dotyczącym wysiedlania Niemców, informuje się Zarząd Gminy Leśnej, „że z dniem 24.VI.1947 o godzinie 12-tej zostali wysiedleni z Elektrowni ostatni pracownicy niemieccy a to Sznabel Alfred i Pohl Bernard.”

Zostali oni oddani też do dyspozycji władz Leśnej. Co to mogło znaczyć? Zapewne znaczyło to tyle, że wnet mieli być oni repatriowani wraz ze swoimi rodzinami do Niemiec.

Bogatą problematykę sprawy niemieckiej czasu zasiedlania ziem zachodnich przedstawia nam kolejne pismo wystawione przez Wojewodę Wrocławskiego z tytułem „Usunięcie napisów niemieckich”. Dokument powstał 18 lipca 1947 roku. Adresowany był do Starostów Powiatowych Wszystkich oraz Prezydentów Wrocławia i Wałbrzycha. W nim to wojewoda nakazuje w trybie pilnym usunięcie wszystkich napisów w języku niemieckim z przestrzeni publicznej, czyli z budynków, zabytków. Cała przestrzeń publiczna miała być od nich wolna w sposób trwały. Trzeba było więc zbijać, zrywać tablice z językiem niemieckim, zamalowywać. Problem jak widać z pisma wojewody był problemem palącym, czego dał dowód w końcówce pisma, mówiąc w niej o odpowiedzialności karnej za niedotrzymanie terminu ostatecznego usunięcia niemieckich śladów. Termin usunięcia jak na tamte czasy był bardzo krótki, bo już 1 września 1947 teren podległy wojewodzie miał być oczyszczony z niemczyzny.

Jednak, jak widać z kolejnego pisma z dnia 18.10.1947 rok (już po terminie wojewody), problem nadal istniał. W piśmie z tego dnia Zarząd Gminy Leśna zwraca się do Posterunku MO o dopilnowanie, aby proces usuwania napisów w języku niemieckim został przeprowadzony i aby był procesem trwałym (zamalowanie farbą). Zapewne w tym miejscu wielu odwiedzających byłe ziemie zachodnie, a obecne województwo Dolnośląskie wie, że proces usuwania napisów z przestrzeni publicznej nie powiódł się w całości, co widać w różnych miastach województwa z najbardziej dobitnym przykładem jest miasto Pieńsk, w którym do dnia dzisiejszego na stacji transformatorowej widać swastykę hitlerowską!

Pismo z 4 grudnia 1947 Wojewody Wrocławskiego wraca do naszego głównego tematu tj. repatriacji Niemców. Tytuł pisma „Ewidencja Ludności Niemieckiej” dotyczy PILNEGO ustalenia ilości ludności niemieckiej pozostających na terenie podległym wojewodzie. „Dotychczasowe zarządzenia moje zmierzające do ustalenia rzeczywistej ilości Niemców zamieszkałych na terenie Województwa Wrocławskiego i przeprowadzenie ścisłej ewidencji ludności niemieckiej podlegającej wysiedleniu, nie dały pozytywnego rezultatu”.

W swym piśmie wojewoda zwraca się o wyszczególnienie wielu czynników dotyczących repatriowanych Niemców. Jak widać, temat był traktowany bardzo poważnie przez władze ludowe, choć i tutaj, jak pewnie wielu, wie nie udało się usunąć wszystkich Niemców z terenu Polski. Co się do tego przyczyniło? Zapewne wiele czynników, które były czasami w wielkiej tajemnicy państwa i jego służb (Herbert Klose-skarb Wrocławia).

Bliżej tematowi repatriacji przygląda się Wyciąg z zarządzeń Głównego Delegata M.Z.O do sprawa Repatriacji Ludności Niemieckiej L.dz.38/48 z dnia 9.VI.1948 r.

Wyciąg ten np. mówi o tym, że w transporcie nie powinno być więcej niż 1500 osób, że transportem nie wolno przewozić chorych i ciężarnych kobiet. Według tego wyciągu, wszyscy powinni być badani przed transportem do Niemiec przez lekarza. Wynikało także z jego treści, że repatriantów powinno się powiadomić o wyjeździe 24 godziny wcześniej, aby mogli się przygotować. Pismo mówiło jeszcze o wielu aspektach tego przedsięwzięcia np. transport do stacji PKP tylko za dnia, muszą być konwojowani przez MO. Mówi także o tym, że każdy repatriant może zabrać swoje osobiste rzecz, pieniądze w ilości 500 marek.

W tym wyciągu widać, że krążące w wielu miejscach informacje mówiące o tym, że Niemcy byli wypędzani w sposób niehumanitarny (patrz ziomkostwa niemieckie) są delikatnie rzecz biorąc mijające się z prawdą historyczną.

Sposób przeprowadzenia repatriacji potwierdza jedyne w tym artykule pismo z gryfem „TAJNE” z dnia 01.10.1948 roku. Wysłane ze Starostwa Powiatowego w Lubaniu do Wójta Gminy Leśna. Powyższe pismo, jak wspomniałem, potwierdza, w jaki sposób należy przeprowadzić repatriację. Mimo wielu, bardzo wielu złych doświadczeń z okresu II wojny światowej, władze Polski postarały się, aby wyjazd Niemców odpowiadał standardom postępowania z człowiekiem, czego jak wiemy nie było w postępowaniu Niemców w stosunku do Polaków podczas wojny!

Następne pismo w tej sprawie, będące w zasobach archiwalnych Archiwum Państwowego we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, z dnia 2 października 1948 roku stworzone przez Zarząd Gminy Leśnej, a wysłane do ob. Guska Bronisława (zapewne nadzorującego sprawę wyjazdu Niemców) mówi o sposobie postępowania z kluczami wyjeżdżających repatriantów. Mówi też o przestrzeganiu terminu repatriacji.

Pismo z 16 października 1948 roku przynosi nam tym razem listę Niemców, którzy podlegali repatriacji z terenu gminy Leśna (23 osoby). Jeśli więc byli Niemcy podlegający repatriacji, to logicznym wydaje się stwierdzenie, że byli też Niemcy, którzy z różnych powodów tej repatriacji nie podlegali.

W dniu 11.03.1949 roku został spisany w Starostwie Powiatowym z Lubaniu „Wykaz Niemców”. Pismo zostało wysłane do wszystkich komórek samorządowych powiatu i z jego treści wynika, że temat największej fali repatriacji zbliża się ku końcowi. Nakazuje się w nim sporządzenie wykazu osób reklamowanych i niereklamowanych, starców i chorych.

Temat repatriacji coraz bardziej schodzi na plan dalszy. Ten wniosek można wyciągnąć po analizie dokumentów w archiwach.

Z przeglądu wybranych dokumentów z archiwum państwowego mogliśmy prześledzić jak państwo Polskie podeszło do tematu niemieckiego. Jak również przeprowadzało repatriacje. W naszej świadomości musimy mieć też fakt, że z drugie strony naszych granic na wschód do Polski wtaczały się tysiące Polaków, których, tak to trzeba napisać, wyrzucano z kresów wschodnich. Ci, którzy pamiętają tamte dni wiedzą, że w ich przypadku (kresowiaków) nikt nie przejmował się tym jak są przewożeni, czy zabrali swój cały dobytek, czy są zdrowi...

Dziś w gminie Leśnej jak i w samym mieści zapewne tu i tam można jeszcze spotkać rdzennego mieszkańca tych ziem. Szkoda tylko, że nikt nigdy nie pokusił się o sprawdzenie ilu Łużyczan, z łatą „Niemiec”, wyrzucono z kraju- kraju, który zapomniał o ich korzeniach słowiańskich i oddał ich na pastwę tułaczki po obcej ziemi.

Piotr Kucznir

Źródła:
Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu
http://sjp.pwn.pl/sjp/repatriant;2573983.html
Zdjęcia Leśnej, Pieńska i Miłoszowa: zbiory własne.