Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Autofrigo – maszyna chłodząca Zamku Czocha
Dodane przez admin dnia Wrzesień 10 2016 11:00:00
Do tego, według mojego zdania, jednego z najbardziej urokliwych i tajemniczych obiektu na ziemi Górnołużyckiej, jakim jest średniowieczne zamczysko stojące na górze granitowo-gnejsowej, jego właściciel postanowił włożyć podczas przebudowy jak i po jej zakończeniu kilka perełek z dziedziny techniki…Tymi perełkami są zapewne system wachtowy, podziemia i maszyna chłodząca z podziemi zamkowych nosząca nazwę autofrigor.
Treść rozszerzona
O Zamku...
Jednak zanim o tym opowiem kilka faktów z historii zamku Czocha. Miał on się najpierw nazywać Canchow, Caichow, Schochaw by w XVI wieku przybrać nazwę najbardziej przypominającą tą, jaką nosi obecnie- Schochaburg. Z czasów już bliskich nam, od połowy XIX wieku, nosi on nazwę Tzschocha (wg książki Paula Paschke ,,Burg Schloss Tzschocha” wydanej w 1922 roku).

Nadchodzi wiek XX. Wiek, który bezsprzecznie dzisiaj, z perspektywy czasu, można nazwać wiekiem wielkich konfliktów wojennych, w tym dwóch wojen światowych, w których na szczęście zamek Czocha nie ucierpiał.

Po trudnych dla zamku latach końca XIX wieku, spowodowanych trudnościami finansowymi rodu Uechtritzów, Bolko postanawia sprzedać zamek. Zamek trafia w ręce bogatego przemysłowca Ernesta Fridricha Guetschowa, dyrektora generalnego zakładów tytoniowych Georg Jasmatzi Werke z Drezna. Zakupiony zamek przechodzi metamorfozę. Staje się tajemniczym zamkiem ze swymi niezbadanymi czeluściami prowadzącymi do… No właśnie gdzie?!

Fortuna Guetschowa
Kolejną zagadką, która dręczyła i dręczy wielu badaczy jego osoby, był fakt posiadania przez Guetschowa tak wielkie fortuny. To jednak dziś jest mniej już zagadkowym tematem. Ot, po prostu mówiąc skrótowo, ożenił się z dobrą partią.

Nastają dobre dni dla zamku. O jego wygląd, jak już wiemy, zadbał jeden z najlepszych w Niemczech architektów tamtego okresu, który przebudował wiele zamków i który również był przyjacielem ostatniego cesarza Niemiec, Wilhelma II. Zamkiem, który przebudował, a który znajdował się w bliskim położeniu Czochy, był zamek Grodziec, własność rodu von Dirksen, przebudowany w latach 1906-1908.

Bodo Henrich Justus Ebhardt, bo to on jest tym wielkim architektem, urodził się 05 stycznia 1865 roku w Bremie. On to zadbał o dzisiejszą szatę architektoniczną zamku Czocha, ,,wypożyczając” przy tym wiele elementów architektonicznych z zamku Świecie, który również zakupił Ernst Guetschow. Zamek Świecie miał być również odrestaurowany. Jednak nie doczekał się restauracji. Przeszkodziła zapewne w tym wojna światowa, która wybuchła w 1914 roku.

Nowy właściciel zamku Czocha, Ernest Fridrich Guetschow, niechętnie wpuszczał do swoich komnat obcych. Ba, ta piękna budowla po przebudowie nie doczekała się oficjalnej dokumentacji fotograficznej wnętrz, poza kilkoma oficjalnymi zdjęciami, jakie zostały wykonane chyba tylko po to, aby zaspokoić ciekawość turystów w tamtym okresie (dziś jednak wiemy, że w wielu prywatnych zbiorach jest, co nie co zdjęć z wnętrzami zamku. Jednak stale to nie są te wnętrza, które dałyby nam obraz nowinek technicznych, jakie zamek wchłonął w swoje czeluści). Ta niechęć do pokazywania zamku jak i fotografowania jego wnętrz zrodziła wiele tajemniczych opowieści, jakie o zamku oraz jego właścicielu zaczęły krążyć po okolicy. Opowieści te tak naprawdę narodził się dopiero po drugiej wojnie światowej. Ich mnogość można było obserwować na łamach wielu gazet w powojennej Polsce. (Słowo Polskie, Dziennik Zachodni, Trybuna Dolnośląska, Zwierciadło dodatek do Słowa Polskiego). Wielu z nas przecież zna opowieści o tajemniczych związkach Guetschowa z wywiadem niemieckim, iluminatami, masonerią. O czym bez wątpienia mogą świadczyć symbole umieszczone praktycznie w całym zamku.

Tajemnice zamku
Wielu też słyszało o tajemniczej historii zamku zarówno z lat drugiej wojny światowej jak i po jej zakończeniu. Ten spektakl tajemnic z udziałem zamku Czocha trwa nadal. Trwa i zapewne trwał będzie jeszcze długo, tak długo jak będzie on generował ze swoich wnętrz i wnętrza ludzkiego umysłów kolejne mniej lub bardziej niesamowite historie...

Ten aspekt tajemniczości został odegrany na zamku Czocha pod koniec roku, 2011, kiedy to został ujawniony światu miłośników zamkowych historii twór ludzkiej myśli technicznej z lat 20-tych XX wieku.

Autofrigor
Tym tworem, pod nazwą nowinki techniczne, jest Autofrigor inaczej zwana maszyną chłodzącą. AUTOFRIGOR produkcji firmy Towarzystwo Aukcyjne Fabryki Budowy Maszyn i Zakładów Mechanicznych „Escher Wyss et C-ie” Zurych. Kolejnym miejscem produkującym to i takie urządzenia była firma „Zakłady Eicher-Wyß” z Lindau w Niemczech. One to przejęły w 1921 roku produkcję małych agregatów chłodzących „Autofrigor” dla takich państw jak Holandii, Austria, Włoch, kraje północnej Europy. Produkcja wysyłana była też do Ameryki. Nie wiemy jednak czy do Ameryki w sensie Ameryka Północna i Południowa, czy tylko np. do USA. Maszyny Autofrigor były początkowo budowane przez fabrykę Escher-Wyß, & Co w Zurychu oraz w innych krajach, gdzie znajdowały się filie wyżej wymienionej fabryki. Rozprowadzane zaś były przez oddział Escher-Wyß & Co.

Wydobycie maszyny Autorfigor, a w zasadzie odsłonięcie z elementów budowlanych, które je zasłaniały było powodem do szeregu domysłów nad tym, dlaczego ją tam zainstalowano i do czego mogła służyć na zamku Czocha.

A zainstalowano ją, co nie jest bez znaczenia, w pomieszczeniu dzisiaj nazywanym winiarnią zamkową. Już samo jej tam usytuowanie może wzbudzać pytanie, po co w chłodnym pomieszczeniu jeszcze dodatkowo instalować maszynę chłodzącą? Na to pytanie zapewne jest wiele odpowiedzi i kilka z odpowiedzi zostanie zaprezentowanych. Nadmienić jednak należy, że według mojej wiedzy na temat zamku Czocha i jego pomieszczeń, dzisiejsze pomieszczenie nazywane winiarnią raczej na pewno nią nie było. Dlaczego? Ano dlatego, że po pierwsze, jak wynika ze spisu inwentarza zamku Czocha wykonanego na przełomie miesiąca września i października 1945, a znajdującego się dziś w Archiwum Państwowym we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, w winiarni zamkowej miał się znajdować obraz opisany pod pozycją 94 spisu pt. „Mężczyzna przy piecu” olej malarz nieznany.

Sekrety winiarni
W związku z tym rodzi się pytanie. Czy w pomieszczeniu, jakie dziś nazywane jest winiarnią, przy swoim wyglądzie i wilgoci, ktokolwiek powiesiłby cenny obraz?! A jeśli by powiesił, to w jaki sposób? Każdy, kto był w tym pomieszczeniu wie, że przy tak pochylonych ścianach nie da się powiesić obrazu. Po drugie, może i ważniejsze niż punkt pierwszy, to pomieszczenie dziś nazywane winiarnią jest, jakby to można nazwać, miejscem centralnym, w którym schodzą się wszystkie tajne przejścia zamku Czocha odkryte do chwili obecnej. Jedno z ostatnich odkryć na zamku wskazało kolejne przejście, niestety do 28 czerwca 2016 roku zamurowane. W tym dniu udało się przebić do zbrojowni zamkowej. Dalsze prace nad tym przejściem trwają i zapewne powiodą nas w dalsze pomieszczenia zamkowe. Po trzecie. Ta, tak zwana winiarnia, jest zabezpieczona w sposób, w który raczej nie zabezpieczało się takich pomieszczeń. Każde wejście do niej zabezpieczone było parą drzwi osadzonych w betonowych framugach. Choć zapewne można sobie wyobrazić, że właściciel zamku w trwodze o swoje wina dokonał takiego zabezpieczenia. Jednak trzeźwo patrząc na to pomieszczenie trzeba sobie wprost powiedzieć, że winiarnia zamku Czocha znajdowała się w innym miejscu. Być może w miejscu, które jeszcze dzisiaj na zamku nie jest odkryte. Fakt pozostaje jednak faktem. Dzisiaj opisane powyżej urządzenie stoi w pomieszczeniu, które na potrzeby turystów zowie się winiarnią.

Aby nam przybliżyć troszkę więcej szczegółów dotyczących tej jakże ciekawej konstrukcji zamkowej przydatny nam będzie „Przegląd Elektrotechniczny” z 1 lipca 1935 roku, Organ Stowarzyszenia Elektrotechników Polskich (Biblioteka Główna Politechniki Łódzkiej, nr 309). Na stronie 18 tego pisma jest reklama urządzenia ,,Autofrigor”. Wyłącznym przedstawicielem na Polskę firmy „Escher Wyss et C-ie” Zurych (Szwajcaria) był inż. Witkowski, Warszawa, ul. Wspólna 29. Podano również w reklamie numer telefonu 272-90. W krótkim opisie reklamowym tego urządzenia czytam: „Autofrigor” Automatycznie działające i wytwarzające obniżenie temperatury aparaty chłodnicze syst ,,Escher Wyss et C-ie” dla drobnego przemysłu i domowego użytku w zastosowania dla: Hoteli, Restauracji, Kawiarni, Cukierni, Sklepów spożywczych, Mleczarni, Handlu nabiałem, owocami i t. p. produktami.”

Jak widać na zamieszczonej reklamie firmy produkowała ona nie tylko ,,Autofrigor” ale też inne specjalistyczne urządzenia z dziedziny chłodniczej jak też wiele innych związanych z użyciem wody. Dalszym ciekawym opisem tej maszyny jest opis jej sposobu konstrukcji i działania. Opis urządzenia przedstawia w przekroju podłużnym i w przekroju poprzecznym strukturę małej chłodziarki „Autofrigor”. Na uwagę zasługuje zwłaszcza montaż silnika napędowego, sprężarka, skraplacz i parownik, które wszystkie stanowią spójną całość, a więc można je łatwo i wygodnie stosować do chłodzenia zbiorników solanki lub chłodziarki. Na szczycie znajduje się silnik napędowy M, którego wał wirnika bezpośrednio dźwiga korbę sprężarki. Sprężone opary wprowadzane są do komory kondensacyjnej, która jest otoczona powłoką i wodą chłodzącą. Obejścia dławnicy dla wału silnika unika się w poniżej opisany sposób. Ewentualnie zastępuję się prostą zamkniętą tuleją wykonaną ze szczególnie odpowiedniego metalu. Wirnik znajduje się w komorze skraplania, w którym jest umieszczony pomiędzy stojanem i wirnikiem silnika elektrycznego (4) i zamyka się całkowicie z zewnątrz w tulei z odpowiedniego materiału. Jako, że do napędu są używane tylko silniki zwarte, izolowane uzwojenia nie są stosowane w układzie, które byłyby wystawione na atak czynnika chłodzącego. Dolna część Autofrigor jest zbudowana jako sprężarka. Do chłodzenia powietrza, celem zwiększenia powierzchni chłodzenia, jest wyposażona w duże żebra R, do chłodzenia solanki uruchamiane jako przewód spiralny. Efekt chłodzenia zostaje osiągnięty po do tej pory w zwykłym procesie odparowania i jednego obiegu chłodniczego środka chłodniczego. Firma Escher-Wyß Lindau, jako czynnika chłodniczego używa chlorku metylu lub eter dimetylu, ponieważ obie ciecze mają takie same właściwości fizyczne. Po tym jak maszyny, jak wyjaśniono poniżej bardziej szczegółowo, wypełnione zostają olejem i uszczelnione, rozpoczyna się natychmiast wielodniowa eksploatacja próbna. Podczas eksploatacji zużycie oleju smarującego i substancji roboczych nie występuje. Po piaskowaniu części wewnętrznych i przemyciu ich benzyną, pył i powietrze nie ma dostępu. Niemożliwe jest, zatem rdzewienie. Ryzyko, że Autofrigor będzie w trybie pracy bez dostatecznego chłodzenia wody przepływającej przez chłodnicę, rozwiązane jest przez niezależny przełącznik. Jest on włączony do dopływu środka chłodzącego i wyłącza zasilanie silnika napędowego natychmiast, jeśli wystąpi niewystarczająca ilość wody chłodzącej. W ten sposób również zapobiega uruchomieniu bez otwarcia kranu wody chłodzącej. Zastosowanie opisanego urządzenia są bardzo wielostronne. W wersji z chłodzeniem powietrzem, to szczególnie odpowiednie do lodówek. Nawet małe ilości lodu mogą być wykonywane przy pomocy tej konstrukcji. W połączeniu ze zbiornikiem solanki, urządzenie może być używane do chłodzenia pomieszczeń i cieczy oraz do wyrobu lodu. (Opis wykonano dzięki dokumentowi dostarczonemu przez nn osobę).

Według innego dokumentu mówiącego nam o opisie i działania i zastosowania maszyny chłodzącej „Autofrigor”, zamieszczone są tam rysunki i zdjęcia maszyny działającej w odpowiednich obudowach przypominających szafy, chłodnie. Nigdzie to urządzenie nie występuję stojące samotnie w obudowie takiej, jaka jest na zamku Czocha a w zasadzie w podziemiach tegoż zamku. Dlaczego tak ustawiono ją w tzw. winiarni? Trudno teraz na to pytanie odpowiedzieć. Jednak w tym kolejnym dokumencie, czy też w zasadzie w folderze reklamowym firmy „Escher- Wyss Werke Lindau- Bodensee” również zwraca się uwagę na to, że jest to bardzo wydajne urządzenie do schładzania między innymi powietrza. Cytując dosłowne tłumaczenie z foldera reklamowego czytamy „W ten sposób otrzymujemy cudownie czyste i wolne od bakterii, suche powietrze”.

Powietrze wolne od bakterii...
Po co więc było tak „cudownie czyste i wolne od bakterii, suche powietrze (http://www.vhkk.org/bibliothek/pdf/Autofrigor010.pdf) w podziemiach zamku Czocha? Czy było potrzebne do przechowywanych tam warzyw jakby to chcieli jedni? Czy może do chłodzenia win w super czystej atmosferze jakby to chcieli inni??? Czy może jeszcze do innych celów, których my teraz nawet sobie nie wyobrażamy? A może jednak wyobrażamy? Otóż kilka miesięcy temu, podczas prac remontowych na zamku Czocha, udało się odkryć coś, co może rzucić nowe światło na wiele zagadek zamkowych. Może być też chyba połączone z maszyną chłodzącą poprzez właśnie zdanie mówiące o ,,cudownie czystym i wolnym bakterii powietrza”. Czego to odkrycie dotyczy? Ano dotyczy ono aparatu tlenowego firmy Magirus ,,Pionier”. Aparat, jak na tamte czasy, bardzo nowoczesny z puncami cesarstwa niemieckiego, które biło się tylko na urządzeniach wojskowych. Co więc taki aparat robił na zamku Czocha. Czy współistniał wraz z Autofrigorem? Dlaczego, po co…? Temat aparatu tlenowego rozwinę szerzej w następnym artykule.

Maszyna chłodząca - Autofrigor, po jej odkryciu, zostaje jednak w swej dolnej części zarzucona zaprawą wapienną, po to, aby wzmocnić ją u podstawy. Szkoda, bo przez to dolna część maszyny na dzień dzisiejszy jest zasłonięta i nie pozwala na głębsze jej zbadanie i zbadanie tego, co znajduje się poniżej jej korpusu. Cała maszyna znajduje się do dnia dzisiejszego w czymś, co przypomina obudowę mającą na celu wygłuszenie jej pracy oraz zmniejszenie wibracji, jakie wytwarzała maszyna podczas pracy. Obudowa pokryta jest lepką masą mającą zakonserwować części drewniane –korek użyty do zbudowania konstrukcji wygłuszającej i zmniejszającej drgania. Maszyna przez swoje osadzenie sprawia wrażenie jakby wiszącej w powietrzu. Należy tutaj powtórzyć pytanie. Co znajduje się pod maszyną? Tego niestety nie wiadomo ze względu na to, że, jak napisałem wcześniej, została ona zamurowana.

Po co ta maszyna?
I teraz to, co narzuca się samoistnie każdemu czytającemu ten artykuł. Po co usytuowano maszynę w tym miejscu zamku zwanym bardzo często winiarnią zamkową, a jeszcze częściej winiarnią, która zagrała w kultowej komedii lat sześćdziesiątych XX wieku pt. „Gdzie jest Generał”, co oczywiście po dokładnych oględzinach lub nawet dla bardziej spostrzegawczych na pierwszy rzut oka jest jedną wielką nieprawdą. Schodząc do winiarni ma się nieodparte wrażenie, jakby w korytarzu prowadzącym do niej znajdowała się kiedyś instalacja do transportu ciężkich przedmiotów. Czy to przypadkowe ukształtowanie korytarza prowadzącego w głąb piwnicy zwanej winiarnią? Schodząc w dół widzimy bardzo specyficznie zbudowane schody tak, jakby miały służyć do transportu przedmiotów o kształcie owalnym. Czy do transportu „Autofrigoru” w głąb zamku i jego ewentualnej wymiany, czy może zwyczajnie do transportu beczek, jakby to chcieli sceptycznie patrzący na tajemnicę Czochy? Będąc już w samym pomieszczeniu winiarni widzimy bardzo dziwny jej układ. Oto naszym oczom odsłania się widok pomieszczenia, w którym ktoś zadał sobie wiele trudu, aby jego część sprawiała wrażenie, że jest to winiarnia. Dwa z trzech wyjść z winiarni jeszcze nie tak dawno były zasklepione czymś, co przypomina stojaki na wina, a są to zwykłe dreny, jakie układano na polach celem ich osuszenia. Po co tą piwnicę tak przebudowano? Po co zabudowano wyjścia z niej? Jeszcze w latach 2009-2011 i maszyna chłodząca i przejścia do innych pomieszczeń zamkowych były zabudowane tymi samymi drenami. Jak wyjaśnił mi jeden z byłych pracowników zamku Czocha, chcący zachować anonimowość, samą maszynę chłodzącą „Autofrigor” zabudowano drenami gdzieś koło lat 90-tych XX wieku. Dlaczego? Nie było ona atrakcją turystyczną zamku? A może aż nazbyt nią była i nie chciano, aby wzbudzała dodatkowe pytania schodzących do niej turystów. Może.

Wiele hipotez
Mając na uwadze fakt istnienia na zamku tak dużej ilości podziemi, 3700 metrów kwadratowych, jak to wynika z dokumentacji budowlanej Bodo Ebhardta, zapewne maszyna ta uzdatniała powietrze znajdujące się w dolnych kondygnacjach zamku, a może chłodziła ciecze? Same pytania, żadnych pewnych odpowiedzi. Jawi się w tym miejscu morze hipotez, które można uknuć w celu znalezienia powodu umieszczenia w piwnicy „Autofrigoru”.

Jeszcze więcej tych hipotez zrodzić się zapewne może i pewny jestem, że one powstaną po ujawnieniu aparatu do oddychania w zamkniętym obiegu zwanym ,,oddycharką”. Dlaczego oba urządzenia znalazły się na zamku? Dlaczego jeszcze inne fakty zaistniały na zamku Czocha w latach władania zamkiem przez Ernsta Guetschowa? Same pytania, wiele hipotez. Jednak dziś jesteśmy bliżsi odpowiedzi o kolejne urządzenie z zamku…A może jednak…

Aby na pytania odpowiedzieć potrzeba jednak czasu. W tym czasie bezsprzecznie istnieje potrzeba dogłębnego zbadania zamku Czocha. Zamku, który do dnia dzisiejszego ma więcej tajemnic niż faktów poznanych i udostępnionych. Maszyna chłodząca „AUTOFRIGOR” czekała długo na „ponowne odkrycie”. Teraz to nastąpiło! Oby już nikt nigdy nie próbował jej zamurować za pomocą teorii tworzonych na potrzeby wylansowania tego i owego badacza.

Piotr Kucznir

Źródła:
- Paul Paschke „Burg Schloss Tzschocha” wyd. 1922 r.
- „Przegląd Elektrotechniczny” wyd. 1925 r. Zbiory Biblioteki Głównej Politechniki Łódzkiej
- Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu
- Opis urządzenia wykonany dzięki dokumentowi dostarczonemu przez osobę o nieznanym nazwisku.
- Piotr Kucznir „Tajny Zamek Czocha” wyd. Technol 2016 r.
- http://www.vhkk.org/bibliothek/pdf/Autofrigor010.pdf)
- Internet…