Górne Łużyce – historie znane i nieznane: Wilkołacy - Werwolf. Mit, czy prawda...?
Dodane przez admin dnia Wrzesień 03 2016 11:00:00
Według jednego (Peter Black, a było ich jeszcze więcej) z historyków zachodnich „Niemcy nie przygotowali ani jednego sabotażysty, ani tym bardziej ruch oporu…” Inni z historyków próbowali udowadniać, za pomocą pisania lub milczenia w tym temacie, że Werwolf nie oddał żadnego strzału.
Treść rozszerzona
Wielu, wcześniej i dzisiaj, chciałoby zgodnie z jakąś poprawnością twierdzić, że naród niemiecki bezproblemowo poddał się dyktatowi państw zwycięskich i wszyscy, jak jeden mąż, poddali się denazyfikacji, aby raźno iść ku demokracji i pokojowi. Tak, ten pogląd można odnieść do wielu regionów Niemiec po drugiej wojnie światowej. Do wielu, ale nie do wszystkich.

Jednym z regionów, do których nie można odnieść powyższego opisu był Dolny Śląsk i Górne Łużyce. Dziś możemy powiedzieć, że był to region, w którym działał Werwolf. A także inne organizacje, które, pod dziś ogólnie znanym hasłem Wilkołak, próbowały prowadzić walkę partyzancką, dywersję i sabotaż na ziemiach, które zostały przyłączone do Polski. I, mimo małego wsparcia ze strony społeczeństwa niemieckiego, chłopcy spod znaku Wolfsangel (Wilczy hak) dali się poznać młodej polskiej władzy.

Ich rola na tych ziemiach zmalała również po przeprowadzeniu przez rząd Polski akcji pod kryptonimem „Jaskółka”. Ale po kolei.

Wielu historyków oraz osób zajmujących się badaniem zjawiska, jakim był Werwolf, do dnia dzisiejszego spiera się ze sobą o genezę powstania tej organizacji. Ba, nawet jej nazwa budzi wciąż kontrowersje i podnosi temperaturę rozmowy toczącej się na ten temat.

Tak więc Werwolf czy Wehrwolf?
Werwolf to wilkołak, a Wehrwolf to zbrojny wilk. Przez tą, nie do końca wyjaśnioną, nazwę często w wielu publikacjach i opracowaniach występują obie wersje.

My jednak, dla potrzeb artykułu, będziemy stosować nazwę najbardziej chyba rozpowszechnioną. Nazwa ta, to Werwolf. Zresztą, jak już napisałem powyżej, pod nazwą tą będą się kryły różne niemieckie oddziały partyzanckie, których było wiele. Jakby mało było sporów na temat istnienia czy też nie wilkołaków, to jeszcze data ich powstania również budzi wiele sporów i śmiem twierdzić, że, tak jak wiele innych tematów historycznych, tak i ten nie znajdzie nigdy konkretnej odpowiedzi na pytanie kiedy i gdzie?

Chcąc ułatwić czytelnikom poznanie pewnych faktów przyjmiemy, że powstanie nazwy odnosi się do wojen trzydziestoletnich (1618-1648). Wtedy to oddziały pod dowództwem Hermana Wulfa miały bronić ludności cywilnej przed żołnierzami, którzy nie do końca właściwie wykonywali swoje zadania, czyli po prostu grabili i mordowali bezbronną ludność wsi. I właśnie od jego nazwiska miano te oddziały nazywać Wilkołakami. Nie ma tu sensu przywoływanie kolejnych hipotez, bo to tylko zagmatwa sprawę (a jest ich jeszcze kilka i dotyczą także wojny trzydziestoletniej). Jednak dla ścisłości powołajmy się na jeszcze jednego, ponoć, autora tej nazwy. Otto Skorzeny w swoich wspomnieniach „Nieznana Wojna”, twierdzi, przy okazji powołując się na samego Heinricha Himmlera, że ten uważał za twórcę nazwy Martina Bormana, szefa kancelarii NSDAP.

Fakt pozostaje jednak faktem, że organizacja Werwolf wzorowana była na ruchu partyzanckim. Niektórzy badacze twierdzą, że polskim, inni zaś, że francuskim i radzieckim (i znowu rozbieżności w zdaniach). W trudnych chwilach na froncie, niemieckich żołnierzy a później Werwolf, do boju miało zagrzewać hasło, którym posługiwał się Joseph Goebbels „A więc powstań narodzie i zerwij się burzo”. Słowa te nawiązywały do powstania narodowego, jakie wybuchło (w 1813) podczas wojen napoleońskich. Wilkołaków do boju w działaniach partyzanckich miał pchać duch bojowych tamtych dni. Czy tak się działo? O tym źródła historyczne milczą.

W samych Niemczech dyskusja na temat stworzenia Werwolfu rozpoczęła się wśród oficerów niemieckiego wywiadu już w 1943 roku. Rzecz jasna wywołana była coraz większym przeświadczeniem, że wojna jest przegrana i że, być może, przyjdzie kiedyś stworzyć i wdrożyć do życia ruch partyzancki. A potem temat przyjęło do realizacji SS Heinricha Himmlera. Klęska stalingradzka dodała jeszcze większej energii władzom niemieckim do działań w temacie tworzenia partyzantki. Do koordynowania tych działań utworzono sztab z nadzwyczajnymi pełnomocnictwami III Rzeszy.

Plan działania przewidywał tworzenie sieci nielegalnych, zakonspirowanych komórek, które miały prowadzić działalność wywiadowczą, terrorystyczną i dywersyjną.

Plan „NN”
Natomiast plan „NN” (Nach der Niederlage - Po klęsce) w swych założeniach zakładał, że Niemcy pod okupacją swych ziem włączą się w życie codzienne w sposób wzorcowy i przez to opanują najważniejsze instytucji państwowe oraz polityczne. Czy plan ten udało się zrealizować?

Wydaje się, że w pewnych miejscach i w pewnych regionach tak! Przywołać w tym miejscu należy często opowiadane historie o tzw. „śpiochach”, „stróżach” itd., którzy mieli czuwać nad mieniem pozostawionym oraz sabotować wiele działań władz polskich.

Do działań Werwolfu włączono również organizację Hitlerjugend (HJ), która miała dostarczać młodych i dobrze wyszkolonych kadr. Projekt aktywizacji partyzanckiej HJ realizowano pod kryptonimem „Dziadek do orzechów”. Dotyczył on szkolenia wojskowego i ideologicznego młodych Niemców.

Nazwę Werwolf zaczęto używać na stałe od października 1944 roku. W kołach polityczno-wojskowych, po wszystkich uzgodnieniach, co do realizacji zadań, rozpoczęto „Unternehmen Werwolf” („Operację Werwolf”). W kwietniu 1945 roku rozpoczęło działanie radio Werwolf, które nawoływało do powstania i do ruchu oporu wobec wojsk nieprzyjacielskich.

Do walki z okupantem Wilkołakom wydano mundury wojskowe, choć nie zawsze był to kompletny mundur. Pozostawiono im też możliwość ubierania się, w „razie potrzeby”, w ubiór cywilny.


Generalnym Inspektorem do Zadań Specjalnych przy Himlerze został Oberstgrupenfuhrer Hans Adolf Prutzmann.

Działalność radia nie trwała długo, bo zaledwie kilkanaście dni. Zamknięcie rozgłośni zbiegło się praktycznie z decyzją następcy Hitlera. Admirał Karl Dönitz wydał 6 maja 1945 roku rozkaz zakazujący podejmowania jakichkolwiek akcji zbrojnych przez Werwolf.

Rozkaz dotyczył zaprzestania działań tylko na terenach zajętych przez wojska państw zachodnich. Dlaczego? Czyżby admirał przewidywał III wojnę światową i to, że Niemcom uda się w tej materii dogadać z państwami zachodnimi. Czy tak sformułowany rozkaz przygotowywał rejony zajęte przez Rosjan i Polaków do tej właśnie wojny? Pytania bez odpowiedzi.

Na ziemiach odzyskanych
Czas jednak, abyśmy skupili się na działaniu tej krwawej organizacji i jej odmian na ziemiach zachodnich, a konkretnie na Dolnym Śląsku.

Na terenie Dolnego Śląsku Werwolf działał najbardziej aktywnie. Powstały tutaj również szkoły, w których szkolono młodych wilkołaków. Najbliżej Lubania znajdowały się obozy w Jeleniej Górze i Wałbrzychu. Szczególnie widać było aktywność Werwolfu pod koniec wojny i zaraz po jej zakończeniu. Ta aktywność spowodowana była tym, że do czasu przymusowych wywózek Niemców, Werwolf miał w nich zaplecze do swoich dywersyjnych działań. Tutaj też założono najwięcej magazynów z bronią, żywnością, medykamentami. Na Dolny Śląsk skierowano do działań około 1000 Wilkołaków.


Ponadto, do zakończenia działań wojennych, dużym wsparciem dla organizacji było wsparcie logistyczne i wojskowe ze strony dowódcy Armii „Środek” Feldmarszałka Ferdynanda Schörnera. Ten zatwardziały faszysta zdecydowanie popierał działania Werwolfu.

Spektakularnym działaniem Werwolfu miała być nie tylko fizyczna destrukcja przemysłu, ale także niszczenie dzieł sztuki zgromadzonych w składnicach. Z racji tego, ze najwięcej tych składnic było na Dolnym Śląsku, należy przypuszczać, że zapewne część tych składnic została zniszczona przez Wilkołaków. Czy ofiarą takiego zniszczenia padły także skrytki Grundmana? Na to pytanie również nie znajdziemy dzisiaj odpowiedzi, choć wielce jest prawdopodobne, że takie sytuacje miały miejsce.

Oddziały Wilkołaków, już w miesiącu lutym 1945, sprawdzały na tyłach wroga możliwość zorganizowania ruchu oporu. Sprawdzeń tych dokonywały w okolicach Bolesławca, Grodźca, Starej Olesznej. Należy domniemywać, że podobne działania podjęte zostały w regionie Lubania po zakończeniu „Bitwy o Lubań”.

Najbardziej zaawansowane działania Werwolfu przypadają na rok 1945 i wiosnę 1946. Prowadzono wtedy działania sabotażowe, dywersyjne i terrorystyczno-rabunkowe.

O działaniach Werwolfu szeroko rozpisywała się dolnośląska prasa, między innymi „Dziennik Zachodni”, „Naprzód”, „Trybuna Dolnośląska”, „Słowo Polskie”.

Przez te właśnie działania, do końca 1945 roku na terenie Śląska zginęło 40 polskich żołnierzy i osadników. Dochodziło również do napaści na posterunki MO, w których ginęli milicjanci. To jednak nie było wszystko. Dochodziło także do napaści na infrastrukturę kolejową i kolejarzy, których zginęło 17-tu.

Zintensyfikowano także napaści na infrastrukturę graniczną na Nysie Łużyckiej. Gorący to był czas na tych ziemiach.

Wielkim sukcesem zakończyły się działania polskiego wojska w okolicach Lubomierza, które w lecie 1945 roku dokonało zatrzymania i rozbrojenia grupy 12 uzbrojonych partyzantów niemieckich. Wszyscy oni byli byłymi członkami HJ. W latach 1945-1947 istniało w Polsce kilkadziesiąt grup i oddziałów Wilkołaków. Ich liczebność szacuje się na klika tysięcy ludzi.

Na Pogórzu Sudeckim powstało wiele magazynów i schronów, w tym magazynów broni i amunicji oraz środków łączności.

Zbrojne działania miały miejsce szczególnie latem 1945 roku, kiedy to dochodziło do starć z żołnierzami WP. Najwięcej tych starć miało miejsce w Sudetach oraz w rejonie Zgorzelca. Do dużych potyczek dochodziło też koło Studnisk i Siekierczyna, gdzie w efekcie działań WP zatrzymano 40 wilkołaków.

Polakom brakowało wojska
Działalność organizacji ułatwiało to, że polskim władzom brakowało odpowiednich służb takich jak wojsko, MO. Sama zaś MO borykała się z problemami braku broni, złym wyszkoleniem i fatalnym morale w jego szeregach. W raportach można było przeczytać, że nie dają sobie rady z maruderami, dezerterami, własowcami, hitlerowskimi wilkołakami a nawet zwykłymi złodziejaszkami, których mnóstwo włóczy się po tych terenach. Na samym Dolnym Śląsku w 1945 roku było aż 11 przypadków napaści na posterunki MO.

Nasilenie działań było szczególne w Lwówku Śląskim i Gryfowie Śląskim, gdzie chciano zdobyć magazyn broni, a także w Lubomierzu, gdzie oflagowano w nocy całe miasto flagami hitlerowskimi.

We wrześniu 1945 roku, podczas akcji zorganizowanej przeciwko partyzantce pohitlerowskiej, MO i UB rozbity komórkę Werwolfu w powiecie lubańskim. Zabito czterech Niemców. Do następnej akcji doszło już w listopadzie tego samego roku. W Lubaniu aresztowano kilku wilkołaków. Wspólna akcja PUBP i WOP w Lubaniu zakończyła się zatrzymaniem 26 Niemców, oskarżonych o przynależność do nielegalnych organizacji. W Leśnej (koło zamku Czocha) w grudniu 1945 roku zatrzymano aż 26 Niemców, który zostali posądzenie o przynależność do Werwolfu („Werwolf Tajne Operacje w Polsce” Robert Primke, Maciej Szczerepa). Ponadto świadek tamtych dni (B.T.) opowiada, że mniej więcej w tym samym okresie Werwolf zaminował tamę leśniańską. Aby zapobiec wysadzeniu tamy, wojsko polskie aresztowało wszystkich mężczyzn Niemców z Leśnej a następnie osadziło ich na koronie tamy. Po czym przystąpiło do rozminowywania tamy.

W marcu 1946 roku została wykryta, między innymi w Lubaniu, grupa Werwolfu, która była kierowana przez miejscowego księdza Kluge. Czy była to prowokacja nastawiona na zdezawuowanie postaci księdza…?

Po zakończeniu wojny działalność dywersyjną na Dolnym Śląsku prowadziła mało znana organizacja, utworzona przez oficerów niemieckiej policji, nazywająca się Freies Deutschland (Wolne Niemcy). Dużym skupiskiem jej członków był właśnie powiat lubański. W powiecie zlikwidowano, poprzez działania grup operacyjnych, wielu członków tej organizacji. W książce pt. „Werwolf Tajne Operacje w Polsce” Robert Primke, Maciej Szczerepa twierdzą nawet, że Freies Deutschland była najgroźniejszym ugrupowaniem niemieckiego podziemia działającym zaraz po zakończeniu wojny na Dolnym Śląsku. Jeszcze mniej słyszano i jest informacji nt. działania w Lubaniu groźnej organizacji „Piraci spod znaku Szarotki”. W samym mieście zatrzymano, a potem aresztowano, aż pięć osób z tej organizacji. Wśród osób zatrzymanych był jej przywódca Henschel. Utrzymywał on stały kontakt z emisariuszem z Hanoweru.

W 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny, powstała w Lubaniu kolejna organizacja spod znaku swastyki, która swym sposobem działania przypominała bardzo „osławiony” Werwolf. Była to organizacja o nazwie „Dziedzictwo Hitlera”. Urząd Bezpieczeństwa zatrzymał w Lubaniu 10 członków tej organizacji, rozbijając ją.

Do 1946 roku swą mroczną działalność prowadziła „Organizacja Zielonego Krzyża”, zrzeszająca byłych członków SA i SS. Ich działania na Dolnym Śląsku, a w szczególności w rejonie Wałbrzycha i Świdnicy, mocno dały się we znaki młodej władzy.

Jak pisze w swej książce ,,Werwolf Brunatni Pogrobowcy Hitlera” Pierry Biddiscombe, na granicach z Czechosłowacją, w górach Sowich i Karkonoszach, toczyła się regularna wojna partyzancka. W rejonie Szklarskiej Poręby SS zorganizowała duże zapasy żywności, choć zapewne nie tylko żywności. Miała być, to jak pisze w/w autor, lokalna reduta.

Duże straty osobowe w WP jak i Armii Czerwonej (40 i 30 żołnierzy wg. Pierry Biddiscombe) jak i straty w ludności cywilnej świadczyły o tym, że bój o te ziemie był krwawy i nie zatrzymał go koniec wojny.

Niszczenie fabryk, sabotaż, niszczenie dzieł sztuki
Do najbardziej mrocznej działalność Wilkołaków należało nie tylko niszczenie fabryk, sabotaż, dywersja i niszczenia dzieł sztuki ukrytych na Dolnym Śląsku, ale też pilnowanie ukrytych tajemnic schowanych pod koniec II WŚ. Mieli ci „Strażnicy” warować przy skrytkach III Rzeszy do czasu jej powrotu na te ziemie. Na szczęście nigdy to nie nastąpiło.

Takim „Strażnikiem” miał być również, według moich ustaleń, jeden z byłych pracowników zamku Czocha, który za swe zasługi dla III Rzeszy był wielokrotnie odznaczany wysokimi odznaczeniami wojskowymi. To jednak opowieść na inny artykuł.

Czy jednak faktycznie oni istnieli? Czy istnieli strażnicy- wilkołacy pilnujący skarbów? Tego nigdy do końca się nie dowiemy. Nie udało się tego jednoznacznie potwierdzić, choć istniało wiele ku temu przesłanek i faktów… Jak choćby kolejna mroczna postać z tych ziem, Herbert Klose, który miał strzec skarbów SS schowanych pod górą Wielisławką (tutaj również pokuszę się o głębszą analizę w innym artykule).

Rozbicie Werwolfu, nie tylko na Dolnym Śląsku i Górnych Łużycach, miało miejsce w momencie, kiedy przeprowadzono w Polsce w 1946 roku plan pod kryptonimem „Jaskółka”. Akcja ta dotyczyła masowych wysiedleń Niemców. Odebrało to wszystkim nielegalnym organizacjom spod znaku haka wilkołaka, powstałym pod koniec II wojny światowej i po jej zakończeniu, zaplecze i możliwość działania. Od tego momentu koniec Werwolfu i tym podobnych organizacji był już bliski i wkrótce nastąpił. Choć akcja doprowadziła do usunięcia z Polski milinów Niemców, to jednak w ostatnim zrywie Werwolf chciał zrealizować plan spalonej ziemi, taki sam, jaki realizowali w 1941 roku Rosjanie na swojej ziemi zajmowanej przez wojska niemieckie.
Dzięki jednak powyższej akcji i jej tempu, podziemiu niemieckiemu plany sabotażowe nie udały się! Nastały spokojniejsze czasy dla całego regionu.

Piotr Kucznir

Źródła:
Wykorzystano w artykule następujące publikację:
- „Werwolf Brunatni Pogrobowcy Hitlera” Pierry Biddiscombe. Warszawa 2013. Wydawca Czerwone i Czarne sp. z o.o
- „Werwolf Tajne Operacje w Polsce” Robert Primke, Maciej Szczerepa. Wydawnictwo Technol
- „Fanatycy Werwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945-1948” Julian Bartosz. Warszawa 2012. Wydawnictwo CB.
- Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu

Zdjęcia:
Wykorzystano zdjęcia z książek:
- „Werwolf Tajne Operacje w Polsce” Robert Primke, Maciej Szczerepa. Wydawnictwo Technol
- „Fanatycy Werwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945-1948” Julian Bartosz. Warszawa 2012. Wydawnictwo CB

Źródła internetowe:
- hitlerjugend_march_by_themistrunsred-d57teiq