Jak miała na imię Dąbrówka?
Dodane przez admin dnia Maj 19 2016 22:15:00
Kolejny punkt widzenia na chrzest Mieszka I zaprezentowano w murach Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Tym razem dowiedzieliśmy się, że nie można jednoznacznie stwierdzać, że znana nam dzisiaj Dąbrówka rzeczywiście tak miała na imię. Wykazuje także, że najwięcej o Chrzcie Polski w 966 roku pisze dopiero w XV wieku Jan Długosz.
Treść rozszerzona
Gnieźnieńskie muzeum zorganizowało kolejną prelekcję w ramach cyklu „Otwarte wykłady”, czyli tzw. spotkania w rotundzie, które towarzyszą jubileuszowej wystawie pn. „Chrzest - św. Wojciech - Polska. Dziedzictwo średniowiecznego Gniezna”. Zaproszonym gościem był prof. Józef Dobosz z Poznania, który wygłosił wykład pt. „Średniowieczni dziejopisowie o Chrzcie Mieszka I". Co może dziwić konkluzję stawia już na początku swojej wypowiedzi. - Gdyby nie Thietmar, to byśmy o chrzcie Mieszka nie wiedzieli nic. Stamtąd właśnie wynikają fakty, które powszechnie dziś znamy, że Mieszko zażądał małżeństwa z chrześcijańską księżniczką z Czech, ta przybyła na jego dwór, na którym przekonywała go mniej lub bardziej gorliwie do chrześcijaństwa. Nastąpiła przemiana duchowa księcia pogańskiego, który pod tymi namowami przyjął chrzest i zaraz potem pojawia się Jordan, który tutaj przybywa i zostaje biskupem – przypomina w telegraficznym skrócie prof. J. Dobosz, historyk z Instytutu Historii UAM w Poznaniu. - Jednego tam jednak nie ma, nie mamy tam żadnych dat – dodaje.

W następnej kolejności pozostają nam tylko przekazy wtórne. - One albo opisują to samo albo w zupełnie innym kierunku prowadzą swoje opowieści. Gal opisuje 100 lat po Thietmarze to samo, ale inaczej u niego rozłożone są akcenty. Gal nie zna jednak w ogóle Jordana, tam go nie ma, czyli pierwszego polskiego biskupa nie ma w tej najstarszej polskiej kronice. Jest natomiast inny element, mianowicie wizja profetyczna, jest takie przewidywanie przyszłości. U Gala pojawia się to kilka razy, pierwszy raz będzie, gdy dwaj wędrowcy trafiają do ubogiej chaty Piasta na podgrodziu gnieźnieńskim i coś to ma zapowiadać, a drugi moment to jest uczta postrzyżynowa na dworze Siemomysła, ojca Mieszka. Tam jest ta wizja, że Mieszko rodzi się ślepy i w wieku 7 lat w sposób cudowny odzyskuje wzrok. Potem jest ten element profetyzmu, że to cudowne odzyskanie wzroku jest zapowiedzią tego, że Polska tez odzyska wzrok i stanie się chrześcijańska – zauważa.

Bardzo ciekawy wątek pojawia się w Kronice Wielkopolskiej z przełomu XIII/XIV wieku i dotyczy imienia księżniczki czeskiej, którą Mieszko poślubił. - Wprowadza pewną ciekawostkę do naszej opowieści. On pisze m. in. coś takiego, że Mieszko pojął za żonę Dobrochnę – podkreśla ten fragment cytatu prof. Józef Dobosz. W jego ocenie podana wykładnia tego imienia jest bardzo ciekawa. - Thietmar pisał, że to imię w języku słowiańskim oznacza dobro, tak samo jak w niemieckim Guta, a we włoskim Bona. Jak byśmy zapytali Czecha, jak miała na imię i co znaczy Dobrawa, to oni odpowiedzieliby jednoznacznie, że to pochodzi od lasu: Dąbrowa, to taki większy las, a Dąbrówka, to taki mniejszy las. Tutaj jednak mamy Dobrochnę i to mniej więcej oznaczałoby dopiero synonim słowa „dobra” - tak tłumaczy ten wątek wybitny historyk, mediewista.

Dopiero Jan Długosz jednak daje nam z perspektywy XV wieku zupełnie inna opowieść. - On daje nam wykład najwcześniejszych dziejów polskich jak prawdziwy, rasowy historyk. Tu już jest kilka stron druku i tym się różni od swoich poprzedników, ze wie już prawie wszystko – uważa prof. Dobosz, który twierdzi, że Długosz snuje pełną ornamentu opowieść, jak to wszystko wyglądało. - Zaczyna się to wszystko w 965 roku i nagle tu w centrum monarchii Piastów zaczęto myśleć o tym sojuszu z Czechami, jak do tego doprowadzić i jak to zrobić. Wtedy pojawia się w tle to poselstwo do Czech i prośba o rękę córki Bolesława Srogiego, Dobrawy czy Dąbrówki – kontynuuje.

Co z tego wynika? - Najpierw odpowiada ojciec i mówi, że bez chrztu nie dyskutujemy o tym, a poza wszystkim trzeba zapytać córkę. Inny porządek rzeczy tutaj mamy, że on jako ojciec decyduje, ale jeszcze zapyta córkę o zdanie. Dobrawa, jako dobra córka udziela takiej samej odpowiedzi, co ojciec, że owszem tak, ale musi być ten podstawowy warunek spełniony, inaczej w ogóle nie rozmawiamy. Poselstwo wraca i relacjonuje, jak to wszystko wyglądało i Mieszko zwołuje naradę ogólnopaństwową i wszyscy zastanawiają się, co zrobić. Natchnieni Duchem Świętym, jak to pisze Długosz podejmuję decyzję, że Mieszko przyjmie chrzest i swaty wędrują ponownie do Pragi z odpowiedzią. Wtedy zapada tam zgoda, że Dobrawa przyjmie to małżeństwo – mówi dalej prof. J. Dobosz.

Także z kroniki Długosza wynika, że Dobrawa przybywa do Gniezna z całym swoim orszakiem. - Co się dzieje dalej? Dalej jest chrzest. Po chrzcie małżeństwo, a potem Mieszko wyznacza datę zburzenia wszystkich gontyń pogańskich na 7 marca w domyśle trzeba czytać, że było to w 966 roku. To się staje, a Mieszko i Dobrawa stają się twórcami całej organizacji kościelnej – przekonuje i podsumowuje cytatem, który uznaje za dość znamienny przekaz: - A więc najpierw w miejscach najznakomitszych, a więc w Gnieźnie i Krakowie ufundował dwie metropolie, gnieźnieńską pod wezwaniem i ku czci najdostojniejszej rodzicielki Boga człowieka Dziewicy Maryi, krakowską zaś na najsilniejsze prośby swej żony pod wezwaniem św. Wacława, nowego w tym czasie męczennika, którego Dąbrówka była rodzona bratanicą – cytuje.

Mieszko I według Jana Długosza ufundował także 7 innych katedr biskupich: poznańską, smogorzewską (obecnie wrocławską), kruszwicką (obecnie) włocławską, płocką, chełmińską, lubusko-kamieńską. - Ufundował też i tutaj ukłon dla przenikliwości pisarskiej Długosza, kolegiaty, a także kościoły parafialne i inne miejsca kultu według tego, co uważał za zgodne z potrzebą ludu neofitów oraz bogobojnością – analizuje dalszą część tekstu kronikarza prof. Dobosz i dochodzi do wniosku: - To jest wszystko, cała organizacja kościoła, jaką znał Długosz w XV wieku,to jest jego zdaniem dziełem Mieszka. To jest oczywiście niemożliwe i to jest czysty prezentyzm, bo on przeniósł obraz swoich czasów w druga połowę X wieku i tak pięknie to skonstruował. Podał sporo faktów zgodnych z rzeczywistością, ale fakty te brał z tego, co widział za oknem – dodaje.

Na koniec prelegent zahacza jeszcze o wątek miejsca chrztu. - W grze pozostają tak naprawdę tylko miejsca wewnątrz państwa piastowskiego, zgodnie z zapisem z Żywota św. Metodego, gdzie ten pogański książę usłyszał, że jeśli dalej będzie tak postępował, to zostanie pobity i wzięty do niewoli, a następnie ochrzczony na obcej ziemi. Widać, że był to jakiś dyshonor dla władcy, żeby zostać ochrzczonym na obcej ziemi i trzeba przyjąć, że książę mający jakąś pozycję i próbował budować władztwo, raczej musiał się przedstawiać swoim poddanym, jako ktoś, kto decyduje o sobie. Zostaje nam grze centrum jego władzy, czyli Wielkopolska i dzisiaj można rzucić wszystkie karty na stół i powiedzieć, że Gniezno, Poznań i Ostrów Lednicki mogą się bić o to, gdzie to się odbyło. Przekonywującego dowodu jednak nie znajdziemy, bo go nie ma – przekonuje prof. Dobosz.

Józef Dobosz urodził się w 1959 roku w Poznaniu. Ukończył studia historyczne w 1982 roku, uzyskując stopień magistra. Następnie zatrudniony został w Instytucie Historii UAM, najpierw jako pracownik biblioteczny, potem dopiero jako adiunkt. Doktorat uzyskał w 1991 roku, habilitował się w 2002 roku. Był także w latach 2008 – 2012 prodziekanem ds. dydaktycznych Wydziału Historycznego UAM. Potem objął urząd dyrektora Instytutu Historii UAM w Poznaniu, a w 2013 roku przyznano mu tytuł profesora zwyczajnego. Jest autorem książki pt. „Monarchia i możni wobec Kościoła w Polsce do początku XIII wieku”. Uważany za jednego z czołowych polskich mediewistów.