„Chrześcijaństwo wynosiło władcę ponad społeczeństwo, bo nikt już nie odważył się podnieść na niego ręki”
Dodane przez admin dnia Kwiecień 30 2016 11:30:00
Gnieźnieńskie muzeum w ramach cyklu „Otwarte Wykłady”, który towarzyszy wystawie „Chrzest - św. Wojciech - Polska. Dziedzictwo średniowiecznego Gniezna” zaprosiło tym razem z wykładem prof. Jerzego Strzelczyka. Wybitny naukowiec, który od ponad 50 lat zajmuje się zawodowo badaniem historii tamtych czasów wyjaśniał, które tezy są najbardziej prawdopodobne oraz skąd wzięły się inne przypuszczenia dotyczące chrztu Mieszka I.
Treść rozszerzona
Zdaniem prelegenta zaproszonego na piątkowe popołudnie do Muzeum Początków Państwa Polskiego wiedza o chrzcie Mieszka I od czasów obchodzonych przed półwieczem obchodów milenijnych w znaczny sposób się nie powiększyła. - To, co wydarzyło się w 966 roku było tylko początkiem pewnego procesu. Co jest najbardziej prawdopodobne? Proszę pamiętać, że to, co za chwilę powiem jest tylko hipotezą, ale moim zdaniem najbardziej możliwą – zapowiada prof. Jerzy Strzelczyk, wybitny polski historyk, mediewista. Wymienia następnie najważniejsze fakty, że chrzest Mieszka I odbył się w Wielką Sobotę i było to 14 kwietnia oraz, że odbył się na terenie jego państwa, tylko nie wiadomo gdzie. - W Gnieźnie wiedzą i na Ostrowie Lednickim też wiedzą – żartuje i przypomina: - W grę wchodzi jeszcze Poznań w tym przedziale. Inni jednak stawiają na zagranicę. Dlaczego? - pyta i za chwilę odpowiada.

- Wymieniana jest Praga czeska albo raczej Ratyzbona, ponieważ kościół czeski nie był jeszcze w tym czasie samodzielny, po prostu nie miał jeszcze własnego biskupstwa, a podlegał wtedy właśnie pod biskupstwo i diecezję ratyzbońską – tłumaczy prof. Strzelczyk. Rozważane są także inne możliwości, że chrzest odbył się w Moguncji albo Magdeburgu. Dlaczego w ogóle takie zagraniczne miejscowości są brane pod uwagę? - Szafarzem chrztu był na pewno jakiś biskup. Ojcem chrzestnym mógł być teść Mieszka, książę czeski Bolesław I. Co prawda chrztu mógł udzielić każdy kapłan, ale, po pierwsze osobie panującej podczas udzielania takiego sakramentu wypadało, żeby był to wyższy przedstawiciel. Tym bardziej reguła była taka, że w przypadku książąt od razu po chrzcie dostawali oni także bierzmowanie, którego może udzielić tylko biskup. Zwyczajny kapłan tego nie mógł uczynić – wywodzi wybitny historyk.

W dalszej części wykładu analizie poddane zostają dwa źródła pisane, które mówią bezpośrednio o Mieszku. Zdaniem prelegenta, oba te źródła są niezależne od siebie. Pierwsza jest autorstwa niemieckiego kronikarza Thietmara z Merseburga i pochodzi z początku XI wieku. Druga została napisana przez Galla Anonima dopiero w XII wieku. - Obie kroniki są zgodne tylko w dwóch kwestiach, przyjęcia przez polskiego księcia chrztu i chrześcijańskiej żony – opowiada dalej prof. Strzelczyk. - Znacznie więcej szczegółów dotyczących chrztu Mieszka I potrafił przewidzieć Thietmar. To był bardzo inteligentny człowiek, był jako biskup zbliżony do dworu cesarskiego. Bolesława Chrobrego nienawidził, ale co do Mieszka wypowiadał się pozytywnie – dodaje i cytuje za chwilę fragment jednego z pism: - W czeskiej krainie pojął za żonę szlachetną siostrę Bolesława Starszego, która okazała się w rzeczywistości taką, jakie miała imię. Nazywała się Dobrawa, co w języku niemieckim oznacza „dobra”.

Według Thietmara, Dobrawa umyślnie najpierw działała zdrożnie, aby potem móc działać dobrze. Uwaga dotyczy nieprzestrzegania postu. - Kiedy mianowicie po zawarciu tego małżeństwa Dobrawa nie przestrzegała postu, choć Thietmar nie pisze tego wprost, to nie tylko dotyczyło powstrzymywania się od jedzenia mięsa, ale przede wszystkim chodziło o zakaz współżycia małżeńskiego w czasie wielkiego postu – kontynuuje ten wątek prof. Strzelczyk i wyjaśnia dalej. - Thietmar daje tu do zrozumienia, że Dobrawa, aby swego męża pozyskać świadomie łamała zakazy kościelne, ale wcale jej za to nie potępia i pisze tak: „Dowiedziałem się o jej przewinieniu. Zwracam jednak uwagę, jaki owoc wydała ta jej smutna intencja. Pracowała nad nawróceniem swojego małżonka i wysłuchał jej miłościwy stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który go tak srogo prześladował (czyli Mieszko jeszcze jako poganin) pokajał się i poszedł na ustawiczne namowy swej szlachetnej małżonki, pozbywając się pogaństwa i chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego” - cytuje ponownie.

Późniejsze relacje Galla Anonima opierają się natomiast już tylko na opiniach i pogłoskach, jakie zasłyszał na ten temat na początku XII wieku na dworze Bolesława Krzywoustego i od polskiego episkopatu. - Zaczyna od opowieści o ślepocie syna Siemomysła, czyli Mieszka, który został z tej ślepoty w wieku 7 lat cudownie uzdrowiony, co miało stanowić symboliczną zapowiedź odzyskania wzroku i prawdziwej wiary przez Polskę w wyniku chrztu Mieszka – przypomina historyk i jeszcze raz nawiązuje do niezwykłych sił witalnych młodego wtedy księcia. - Objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych, co raz częściej napastować ludy sąsiednie dookoła. Dotychczas jednak pogrążony w takich błędach pogaństwa, że wedle tego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu jednak zażądał małżeństwa z pewną dobrą chrześcijanką z Czech o imieniu Dąbrówka, lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci swego owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie przyjąć sakramenty wiary chrześcijańskiej. Pani owa przybyła wtedy do Polski z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych – nawiązuje.

Na koniec poruszona zostaje także kwestia tego, jakie były przyczyny tego, że polski władca podjął decyzje o przyjęciu chrztu. Wykładowca dzieli je na motywy zewnętrzne i wewnętrzne. - Mieszko, podobnie jak jego doradcy, zapewne orientował się dobrze w sytuacji ówczesnej Europy i wiedział o rosnącej przewadze chrześcijańskiej oraz przede wszystkim o tym, że władcy pogańscy nie są dla władców chrześcijańskich ani równorzędnym ani godnym panem. Tylko chrześcijaństwo stawiało władcę i jego lud na pozycji innych ludów chrześcijańskich oraz umożliwiało dostęp do osiągnięć cywilizacji europejskiej. Samego władcę niejako nobilitowało i czyniło pełnoprawnym partnerem w stosunkach międzynarodowych – uważa prof. Strzelczyk.

- Prawdopodobnie zależało jemu także na tym, aby zyskać ideologiczny oręż w żmudnym procesie ujednolicania swego państwa. W połowie X wieku nie było żadnej Polski, a państwo Mieszka było zlepkiem podbitych terytoriów i ludów. Intencją księcia było, żeby dawne separatyzmy plemienne likwidować i on czynił to czasem w sposób okrutny poprzez palenie grodów swoich konkurentów. Dużą role w tym procesie mogło właśnie odgrywać chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo wynosiło władcę ponad społeczeństwo, bo nikt już nie odważył się podnieść na niego ręki. To umacniało jego rolę przywódcy – stwierdza na koniec.

Prof. Jerzy Strzelczyk urodził się 24 grudnia 1941 roku w Poznaniu. Specjalizuje się w historii państwa polskiego oraz państw barbarzyńskich na ziemiach dawnego Imperium Romańskiego. Pełnił m. in. funkcje dyrektora Instytutu Historii UAM oraz kierownika Zakładu Historii Średniowiecznej. Jest członkiem Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych. W 2009 roku zdobył Polskiego Nobla w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych. Pracę magisterską poświęcił Drzewianom Połabskim. W rozprawie doktorskiej ("Gerwazy z Tilbury") badał związki angielskiego profesora z uniwersytetu w Bolonii z Wincentym Kadłubkiem. Interesuje się dziejami politycznymi, etnicznymi, intelektualnymi wczesnego i pełnego średniowiecza, słowiańszczyzną oraz dziejami wiedzy geograficznej w średniowieczu.

Wojciech Orłowski