Chrzest w Magdeburgu w 965 roku?
Dodane przez admin dnia Marzec 24 2016 21:00:00
W czwartkowe popołudnie w Muzeum Początków Państwa Polskiego odbyło się spotkanie z profesorem Tomaszem Jurkiem, który wygłosił wykład na temat początków chrześcijaństwa w Polsce. Była to pierwsza prelekcja z cyklu Otwarte wykłady” w ramach programu towarzyszącemu wystawie „Chrzest - św. Wojciech - Polska. Dziedzictwo średniowiecznego Gniezna”.
Treść rozszerzona
X wiek dla Europy zdaniem historyka z Polskiej Akademii Nauk był czasem bardzo niespokojnym z powodu fali najrozmaitszych najazdów praktycznie z każdej strony. - Od południa cały czas podgryzana była przez państwa muzułmańskie, od północy najeżdżali Wikingowie, a od wschodu pojawili się Węgrzy. Koczownicy madziarscy, którzy przekroczyli ok. 900 roku Karpaty łupili całą ówczesną Europę docierając do Italii, Burgundii, Francji i Niemiec – przypomina prof. Tomasz Jurek. Wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze w 955 roku, gdy wielki cesarz Otton pokonał Węgrów na Lechowym Polu. - I tak zmienił się bieg dziejów Europy Środkowej. Węgrzy ucywilizowali się i przestali być tym elementem anarchii i zamętu. Otton natomiast wyrósł na wielkiego wodza zwycięskiego i sięgnął w 962 roku po koronę cesarską. Pierwszą jego powinnością miała być obrona i rozszerzanie chrześcijaństwa – dodaje.

Jak w pierwszej połowie X wieku wyglądały ziemie polskie? Polskę z tamtych czasów można porównywać w pewnym sensie do puszczy. Był to kraj trudny do przebycia. - Gdzieniegdzie siedziały jakieś grupy ludzi łączące się w pewne plemiona, ale raczej każdy żył na własna rękę i nic nie było żadną integralną całością. Nie było żadnych dróg, a rzeka miała wtedy szczególne znaczenie, najłatwiej było płynąc gdzieś w górę albo w dół rzeką i te rzeki spajały ludzi. Te różne plemiona podlegały innym wpływom. Ci, którzy żyli na północy bliżej Bałtyku mieli kontakty z Wikingami, którzy z jednej strony łupili i grabili, ale z drugiej strony można było też z nimi handlować. Ci, którzy żyli na południu nad górną Odrą lub Wisłą mieli bliżej do Dunaju, tam istniało od dawna Państwo Wielkomorawskie, z którym mieli dobre kontakty. Chrześcijaństwo stamtąd mocniej promieniowało w kierunku Krakowa czy Śląska – uważa prof. Jurek.

Naukowiec wskazuje także, że najskromniej, ale dużo spokojniej żyli ludzie mieszkający po środku, czyli Polanie nad Wartą, gdzie nikt nikomu w niczym nie przeszkadzał i gdzie można było się spokojnie rozwijać. - Tu ok. 900 roku pojawiają się pierwsze grody i naczelnicy plemienni. Po zabytkach podobno można stwierdzić, że są tam wpływy Morawskie. Być może zaczynają przybywać tu uchodźcy z Moraw, bo Państwo Wielkomorawskie upadło podczas najazdów węgierskich i elita morawska gdzieś się rozpierzchła – tłumaczy gość gnieźnieńskiego muzeum. Jego zdaniem uchodźcy z Moraw mogli dać impuls rozwojowi na ziemiach polskich. - Wreszcie ok. 935-940 roku następuje kolejny wyraźny przełom. Powstają wtedy wielkie grody budowane nową techniką z wielkich pali dębowych, potężne wysokie umocnienia. Kilkanaście takich grodów zostaje zbudowanych właściwie za jednym zamachem. To musi już być jakaś władza, która musiała zmusić społeczeństwo do pracy w postaci wycinania tych dębów, przenoszenia i układania. Była to na pewno władza piastowska, która narodziła się gdzieś tam w latach trzydziestych X wieku – precyzuje.

- To państwo powstało dość nagle prawdopodobnie z walki plemiennych elit, które się po prostu wyżynały. Jedna grupa wzięła jakby innych za twarz i zmusiła do posłuszeństwa. Piastowie przyszli tu najpewniej z Kalisza, Giecza lub Grzybowa i bardzo szybko zaczęli ekspansję, która również jest widoczna archeologicznie, że coraz dalej od tego centrum plemiennego widać grody spalone, a obok nich buduje się nowe grody piastowskie. Widać, jak idą i palą to, co istniało i budują swoje podporządkowując kolejne terytoria. W tej ekspansji widać także dość prostą myśl przewodnią. Idą po to, żeby uchwycić wielkie szlaki handlowe w stronę Wisły, gdzie można łupić kupców, a kto łupi kupców, ten ma pieniądza. Za te pieniądze można drużynę budować, która tworzy siłę potrafiącą walczyć z sąsiadami. W ten sposób Piastowie wychodzą z tej puszczy – twierdzi prof. Tomasz Jurek.

Rodzące się polskie państwo wzbudzają od tego momentu zainteresowanie sąsiadów. Wtedy też pojawia się pierwsza wzmianka u kronikarzy na temat Mieszka. - Saski kronikarz Widukind pisze w 963 roku, że Mieszko, król barbarzyńców poniósł klęskę w dwóch bitwach z Wieletami. Ta lista przodków Mieszka jest często kwestionowana, ale wiemy, że jego ojcem był Siemomysł, dziadem Lestek, pradziadem Ziemowit, którego ojcem był Piast – podkreśla. Wiadomo także, że Mieszko od tego momentu postępuje bardzo sprytnie i zawiera sojusz z Czechami. - Chce w ten sposób pozbawić Wieletów sprzymierzeńców, a z drugiej strony sam pozyskuje czeskiego sprzymierzeńca. Następne starcie z Wieletami w 967 roku z czeskimi posiłkami Mieszko wygrywa, a sojusz ten jak to zwykle bywało został przypieczętowany małżeństwem. Mieszko ożenił się z córką księcia czeskiego Bolesława, która miała na imię Dobrawa – opowiada dalej prof. Jurek.

Mieszko napotyka jednak na kolejną przeszkodę, gdyż Czechy są już od kilku pokoleń chrześcijanami. Młody władca polski chce za wszelką cenę uniknąć stygmatyzacji, z którą spotykali się wówczas ze strony chrześcijan poganie. - Chcąc wejść w szersze stosunki partnerskie z wielkim światem musiał przyjąć chrzest. To był wielki wybór cywilizacyjny. Pewnie można było pójść w zaparte, stawiać opór i walczyć, ale prędzej czy później Sasi oraz cała potęga chrześcijańska przyszłaby z nim walczyć i siłą go nawracać – mówi historyk, który przyznaje, że musiała to być decyzja głęboko przemyślana. - Chwała mu za to, że nie poszedł w zaparte, ale zrobił to w imię własnych ambicji, bo chciał uczestniczyć w wielkiej polityce i musiał ten chrzest przyjąć – dodaje.

Stawia także odważną tezę, że data chrztu wcale nie jest taką sprawą oczywistą. - Najstarsze roczniki polskie odnotowują, że w 965 roku do Mieszka przybyła Dobrawa, chrzest odbył się w 966 roku, a następnie w 967 roku urodził się ich syn Bolesław. Te roczniki nie były jednak pisane na bieżąco i nie muszą być dokładne, bo nie mamy w oryginale ich zachowanych. Teksty, które teraz posiadamy pochodzą z XII/XIII wieku i one różne daty podają, są w nich rozbieżności – wywodzi prof. T. Jurek.

Jego zdaniem roczniki te łatwo można zweryfikować na podstawie innej daty. - Ten wspomniany już Widukind pisze jeszcze w 963 roku, że Mieszko był królem barbarzyńców, a w 967 roku pisze już, że jest on przyjacielem cesarza. Teraz taką przyjaźń z cesarzem trzeba jakoś zawrzeć, a przyjaźń zawiera się w bezpośrednim stosunku, to jest najpewniejsza forma. Teraz trzeba sprawdzić, kiedy Mieszko mógł skontaktować się z cesarzem Ottonem, a ten siedział głównie w Italii. Zjechał do Niemiec w 965 roku i siedział tam do późnego lata, kiedy wyjechał z powrotem do Rzymu – analizuje i zwraca uwagę na dwie wizyty Ottona w Dolnej Saksonii w tamtym czasie.

- Na przełomie czerwca i lipca 965 roku odbył się wielki zjazd w Magdeburgu, a potem na Wielkanoc w kwietniu 966 roku był we Fryburgu. Wydaje się, że właśnie przy okazji tego wielkiego zjazdu zwołanego w momencie, kiedy umiera hrabia Geron i kiedy Otton w miejsce jednej marchii stworzył pięć mniejszych. To był moment, kiedy Mieszko mógł zostać wmontowany w ten system polityczny i musiał być w tym momencie w Magdeburgu. A jeżeli był tam i robiono z niego cesarskiego sojusznika, to pierwsza rzecz, jaką trzeba było z nim zrobić, to go ochrzcić. To nie jest pozbawione szerszych podstaw. My to znamy z analogii, że jak pogańscy władcy chcą się ochrzcić, to jadą na dwór cesarski, tak to robili bizantyjczycy. Tak samo robili później Karolingowie i Ottonowie. Tak budowano rodzinę władców chrześcijańskich – wskazuje prof. Tomasz Jurek.

Tomasz Jurek urodził się w 1962 w Poznaniu i jest z tym miastem związany po dzień dzisiejszy. Ukończył Liceum Ogólnokształcące nr VIII w Poznaniu. W 1981 roku podjął studia na wydziale historycznym UAM w Poznaniu. Pracę magisterską Księstwo głogowskie w latach 1249-1290, obronioną w 1985 r., pisał u prof. Jadwigi Krzyżaniakowej. Od 1986 r. pracuje w Instytucie Historii PAN, w zakładzie Słownika Historyczno-Geograficznego Wielkopolski - jako kierownik. Tam złożył w 1989 r. pracę doktorską zatytułowaną Dziedzic Królestwa Polskiego. Książę głogowski Henryk 1274-1309. Natomiast  habilitację uzyskał  w 1996 na  postawie pracy Obce rycerstwo na Śląsku do połowy XIV wieku.

Tomasz Jurek jest też redaktorem Roczników Historycznych, a także przewodniczącym Wydziału Historii i Nauk Społecznych Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz członkiem Commission Internationale de Diplomatique i członkiem-korespondentem Historische Kommission für Schlesien.

Zapraszamy do zapoznania się z całym programem, który przygotował zespół MPPP z okazji 1050. rocznicy Chrztu Polski: http://mppp.pl/pl/aktualnosci/231

Wojciech Orłowski