O zwyczaju zwanym „drzwi po kłecku”
Dodane przez admin dnia Marzec 17 2016 10:00:00
Po bitwie kłeckiej Szwedzi podeszli pod mury miasta. Był wśród nich dzielny browarnik, mieszczanin kłecki, który wraz z innymi kłecczanami dzielnie stawił czoło dzikiej armii północy. Po powtórnej bitwie na rynku kłeckim Szwedzi opanowali miasto.
Treść rozszerzona
W ramach zemsty tysiące szwedzkich żołdaków przymusiło wszystkich kłecczan do wyściółania całego rynku sianem i słomą dla koni, które Szwedzi trzymali setkami przez wiele dni. Podobnie postąpili z kościołem farnym, z którego barbarzyńcy uczynili stajnię dla koni oficerów i adiutantów generalskich. Tęchlizna, odór i wysokość końskiego gnoju sięgała na rynku pod szyję tęgiego chłopa, tak, że do żadnej z kamienic nie można było wejść. A gdy Szwedzi zaczęli zwijać obóz, odchodząc podpalili jeszcze całe miasto, aby nigdy się nie odrodziło, i aby pamięć o kłeckich obrońcach zginęła wraz z ogniem.

Części kłecczan udało się uciec, gdy wrócili zastali tylko zgliszcza i końskie łajno. Odbudowali wspólnie Kłecko dzieląc się uczciwie tym, co ocalało. Wśród kłecczan powstał wtedy zwyczaj, że kamienice i domy, jako jedyne w całej Polsce, wejścia mają na wysokości głów, tak, że kilka schodów prowadzić musi z poziomu gruntu do drzwi. To na wypadek, gdyby ktoś znowu chciał z rynku uczynić stajnię.

Zwyczaj wysoko budowanych wejść przekazywany z ojca na syna przetrwał do dziś, stąd na obecnym kłeckim rynku wszystkie wejścia do kamienic są posadowione powyżej pasa.

Dawid Jung