O mądrym pszczelarczyku Macieju
Dodane przez admin dnia Marzec 08 2016 10:30:00
W czasach, gdy Krzyżacy kilkukrotnie łupili ziemię kłecką, w mieście żył chłopiec imieniem Maciej, syn Henryka, zubożałego szlachcica z księstwa dobrzyńskiego, któremu dziesięć lat wcześniej bracia zakonni całą wieś z drewnianym dworem i kościołem spalili, a wszystkich poddanych zabili lub na cztery wiatry przegonili.
Treść rozszerzona
Maciej z Henrykiem szybko zyskali sympatię magistratu kłeckiego, bo jak mało kto znali się na pszczelarstwie, a stary Henryk wyrabiał najdoskonalsze w okolicy miody pitne. Ojciec z synem słynęli także w Kłecku z dobroci, bo od rana do wieczora dla ubogich scholarzy od świętego Jerzego zawsze był przygotowany chleb z miodem za wyśpiewane kantyczki. Powiadają ludzie, że dom kłeckich pszczelarzy znany był w całym regionie ze śpiewu i najlepszego jadła.

Zdarzyło się jednak razu pewnego, że Krzyżacy ponownie najechali ziemię kłecką, a w mieście nie było drużyny rycerskiej, bo wysłano ją na obronę Gniezna. Zewsząd mieszczanie widzieli dym i łuny płonących wsi, lecz na ucieczkę było już za późno. W Kłecku poczyniono starania, aby zabezpieczyć dzieci i starców chroniąc ich w podziemiach kościoła oraz zamku, na palisadach grodu rozmieszczono straże, na murach zamkowych zdolnych do walki, zebrała się także rada miejska celem ustalenia planów obrony.

Nikt jednak nie miał pomysłu jak w obliczu bezwzględnego wroga odeprzeć atak. Smutny burgrabia ogłosił mieszczanom prawdę o ich niechybnym losie i śmierci, kłecki pleban natomiast pobłogosławił wszystkich klęczących na rynku prosząc, aby Pan w chwili zgonu Krzyżakom niebo zamknął otwierając je wyłącznie dla kłecczan.

To usłyszawszy pszczelarczyk Maciuś wykradł się niepostrzeżenie za obwarowania miasta w kierunku Polskiej Wsi, gdzie wraz z ojcem miał pasieki, łącznie ponad setkę uli. Mijały godziny, z oddali dobiegała pieśń krzyżacka o niebraniu jeńców w niewolę. Zbliżał się wieczór, Krzyżacy zapalili ponad trzysta pochodni, bo tyleż liczył sobie oddział łupieżców. Wtem, w głębokim jarze w Polskiej Wsi, który dawniej był szerszym i głębszym i zarosłym dębinom, jak nie rozlegnie się przeraźliwy głos, od którego włos się jeży, jak nie ryknie trzysta krzyżackich gardeł zwijając się z bólu i trwogi, bowiem pszczelarczyk Maciuś zastosował fortel, który uratował całe miasto.

Otóż, gdy w mieście wszyscy się albo ukrywali, albo modlili, albo żegnali, Maciuś wykradł z warsztatu tkackiego sąsiada sto worków. Do każdego z nich włożył cały ul, a worki zasznurowane porozwieszał na drzewach, aby Krzyżacy nie zauważyli pułapki. Gdy już cała drużyna Krzyżaków była w głębokim jarze, jakieś trzy kilometry przed Kłeckiem, Maciuś siedząc na najwyższym drzewie pociągnął za sznur i rozsupłały się wszystkie worki z sobą powiązane, a z nich setka uli runęła na ziemię. Rozwścieczone pszczoły bezlitośnie atakowały żądląc biegających w panice łotrów, nie oszczędziły nikogo, nawet pod najozdobniejsze zbroje się wdzierały żądląc i doprowadzając rycerzy do omdleń lub niechybnej śmierci, tak, że jęki i nieludzkie krzyki Krzyżaków słyszano aż pod Gnieznem.

Nazajutrz z rana, gdy już Krzyżaków nie było, bo albo uciekli, albo nieżywi leżeli, całe miasto wybiegło oglądać ten cud. Dopiero burgrabia domyśliwszy się kto mógł na taki przebiegły i ryzykowny pomysł wpaść, kazał wezwać Maciusia i wyznać mu prawdę.

Odtąd kłecczanie w każdą pierwszą niedzielę lipca obchodzili „Maciejowe dni” na pamiątkę ocalenia miasta przez małego pszczelarczyka. I śpiewali, i bawili się do białego rana zaczynając zabawę w podkłeckim jarze jedząc przy tym pierniki suto polewane kłeckim miodem. I każdego roku wybierali spośród siebie najznamienitszego mieszczanina nadając mu tytuł „Króla pszczół”.

Dawid Jung