O trąbce jerychońskiej
Dodane przez admin dnia Marzec 02 2016 21:00:00
Krakowski Żyd imieniem Uriel wędrował po świecie zbierając cudowne przedmioty, których moc była nieziemska, i tak, miał już w swojej sakiewce kawałek drewna z Arki Noego, ząb mądrości króla Salomona oraz kamień, którym Dawid zabił Goliata, natomiast w szkatule przechowywał bezcenną trąbkę o cudownych właściwościach, nie dość powiedzieć, że instrument ów jest marzeniem każdego człowieka, bowiem zwie się go „trąbą jerychońską”.
Treść rozszerzona
A ta była akurat mała i niepozorna, miedziana i powyginana, lecz zadęcie w nią groziło zburzeniem murów choćby i stumetrowych z najmocniejszego kamienia, lecz aby się to stało trzeba było być najpierw czystego serca, a wtedy Bóg tej łaski doświadcza jednej osobie tylko raz w życiu i to jeszcze pod warunkiem, że nie ukończy trzydziesty trzeci rok życia. I stało się, że umarł Uriel bezpotomnie, i nikt z sąsiadów nie wiedział o wszystkich świętościach w jego domu, bo Uriel w wielkiej tajemnicy przechowywał swoje skarby i małomówny był, więc kahał rozdzielił między najuboższych sprzęty Uriela, rzeczy natomiast osobiste wystawiono na ulicę, aby je bezdomni zabrali.

Zdarzyło się szczęśliwie, że biedny kupiec z Kłecka, również Żyd, tamtędy przechodził, którego całym majątkiem był osiołek, wózek będący wędrownym kramem i łóżkiem jednocześnie w podróży, oraz kilka staroci, których od dłuższego czasu nikt nie chciał od niego kupić. Ucieszył się więc Abramek na rzeczy niczyje, które zabrał z ulicy aby je sprzedać na jarmarkach. Gdy po kilkunastu dniach wrócił do Kłecka handlując i bogacąc się po drodze, rozpakował w domu tobołki, bo ze starzyzny zostały mu tylko rzeczy, których nikt nie chciał nabyć nawet za półdarmo, czyli miedziana trąbka i sakiewka z zawartością.

Utrudzony Abramek szybko zasnął. We śnie jednak jeszcze tej samej nocy ukazał mu się Anioł i rzekł: „Jako że rozum masz mały ale serce wielkie dostąpisz łaski wiecznej – żeby świętości nie wpadły w niepowołane ręce zrobisz tak: drewienko z Arki Noego wrzucisz do piecyka – ogień w nim będzie wielki i niewygasający aż do twojej śmierci, boś ubogi, choć to Żydowi nie przystoi, więc o opał na zimę nie musisz się troszczyć; ząb mądrości Salomona utrzesz w moździerzu, wrzucisz do cynowego kubka z wodą i wypijesz, mądrość odtąd aż do śmierci będzie przy tobie, ale stracisz ją, jeśli tylko na własny pożytek z niej korzystać będziesz; kamień niesiony ręką Pańską, którym Dawid uśmiercił Goliata wmurujesz w gnieźnieńską synagogę i jeśli Żydzi Gniezna niewierność Panu okażą podzielą los Goliata i Filistynów, którym na nic zdały się hełmy, zbroje łuskowe, nagolenniki, włócznie i noże z brązu, tak i Żydom Gniezna na nic zda się ich bogactwo jeśli sprzeniewierzą prawo; miedzianą trąbkę natomiast, w którą nieustraszony chłopiec dął pod Jerychem, aż strzała przebiła mu serce i teraz szczęśliwy gra w rajskich ogrodach, trąbkę ową sprzedasz na kłeckim jarmarku, ale żadnej kobiecie ani mężczyźnie tylko chłopcu i opowiesz mu, że ten, kto na niej gra zginie, lecz chwały Pana Zastępów dostąpi nim w wiek dojrzały wejdzie”.

I stało się jak rzekł Anioł, Abramek wszystkie polecenia wypełnił, a trąbkę sprzedał kłeckiemu hejnaliście imieniem Wojtuś. Wkrótce też wraz z innymi Żydami wyprowadził się Abramek z Kłecka zabierając ze sobą tylko niegasnący piecyk, skąd powstało nawet wśród mieszczan kłeckich przysłowie: „Jeśli Żyd z piecem opuszcza miasto, ratuj się dziecię, i ty, niewiasto”. I rzeczywiście, niebawem prawie wszystkich kłecczan wymordowali Krzyżacy, i od tamtego czasu przez kilkaset lat w mieście nie osiedlił się żaden Żyd ani Żydówka.

Jeśli ktoś pytałby o trąbkę jerychońską - nadal jest gdzieś w Kłecku, po zniknięciu hejnalisty nikt jej dotychczas nie odnalazł, choć już wielu próbowało. Mówią, że zapewne w ruinach zamku lub miejskich lochach spoczywa.

Dawid Jung